To co Dreamweaver opisuje przypomina mi coś z czym sama się zmagałam - nie umiałam powiedzieć co czuję nie dlatego że nie chciałam mówić, ale dlatego że nie umiałam tego najpierw poczuć. I dopiero kiedy zaczęłam pracować z Anahatą, coś się otworzyło też w gardle. Myślę że te dwie czakry są mocno ze sobą powiązane, szczególnie u kobiet z doświadczeniem tłumienia emocji.
Wracając na chwilę do Pankracego i do pytania o tarczycę - chciałem zapytać czy oprócz wyników badań masz jakieś objawy fizyczne w okolicy gardła, poza samymi hormonami? Coś jak ucisk, trudność z przełykaniem, ochrypłość? Pytam bo to może być ważne żeby ocenić czy praca z Vishuddhą ma w ogóle sens jako uzupełnienie w twoim konkretnym przypadku.
To co Pankracy opisuje - ucisk w gardle w sytuacjach emocjonalnych, tarczyca powiększona ale wyniki w normie - to jest właśnie ten obszar gdzie energetyczne i medyczne zaczynają się schodzić w jednym miejscu. Nie wiem czy czakra 'powoduje' zmiany w gruczole, ale to napięcie które czujesz przy trudnych rozmowach to jest coś realnego. Czy kiedykolwiek próbowałeś śledzić kiedy dokładnie ten ucisk się pojawia?
To co Otylka napisała na końcu mnie zatrzymało - 'nie wiem czy czakra powoduje zmiany w gruczole, ale coś sprawia że jedno i drugie pojawia się razem'. Właśnie o to mi chodziło od początku tego wątku. I teraz mam pytanie bardziej techniczne - słyszałem o czymś co się nazywa praca z bezwładem wahadła przy diagnozowaniu czakr. Ktoś wie o co dokładnie chodzi? Bo rozumiem zwykłe wahadełko nad czakrą, ale bezwład brzmi jakby to była jakaś konkretna technika.
Bezwład wahadła to nie jest osobna technika - to raczej zasada która dotyczy interpretacji tego co widzisz podczas skanowania. Chodzi o to że wahadełko nie reaguje natychmiast, ma pewną inercję. Niektórzy pracują właśnie z tą chwilą przed ruchem - z tym momentem kiedy wahadło 'szuka' kierunku. Twierdzą że w tym zawieszeniu jest więcej informacji niż w samym obrocie. Ale powiedz mi więcej skąd o tym słyszałeś, bo to może być różnie rozumiane przez różnych praktyków.
To co Pankracy opisuje - słowa które zatrzymują się zanim wyjdą - ja to czułam bardzo podobnie i u mnie okazało się że to nie był strach przed oceną w sensie społecznym, tylko coś głębszego. Jakby brak zgody samej ze sobą na to co chciałam powiedzieć. Dopiero kiedy zrozumiałam o czym tak naprawdę chcę mówić, to napięcie zaczęło się zmniejszać. Nie wiem czy to była Vishuddha czy Anahata która musiała być najpierw. Może Otylka miałaby zdanie jak to rozróżnić?
