Mam pytanie, które trochę mnie męczy od jakiegoś czasu. Medytuję od kilku miesięcy i staram się pracować z czakrami, ale nie wiem jak rozłożyć czas. Czy każdej czakrze powinienem poświęcać tyle samo minut, czy może jednak skupiać się bardziej na tych, które są zablokowane? I skąd w ogóle wiedzieć, która wymaga więcej uwagi, jeśli nie robiło się jeszcze pełnej diagnostyki?
Dobre pytanie, sama się nad tym zastanawiałam kiedy zaczynałam. Z tego co czytałam i słyszałam na sesjach, to nie ma jednej złotej reguły. Jedna nauczycielka mówiła mi, że lepiej medytować 10 minut na tę czakrę, która aktualnie woła o pomoc, niż robić po 5 minut na każdą z siedmiu i nic z tego nie czuć.
Pytanie o czas to trochę jak pytanie ile razy mieszać herbatę. Zależy od kubka, herbaty i dnia. Powiem tak z doświadczenia: na początku lepiej robić krótsze sesje na wszystkie czakry po kolei, żeby w ogóle zacząć je rozróżniać. Potem naturalnie wychodzi, gdzie energia się zatrzymuje.
Ja zawsze robiłam rano przed kawą i mogę powiedzieć, że po kilku tygodniach przestała mi smakować kawa o 6 rano i przeniosłam medytację na wieczór. I wtedy nagle poczułam więcej. Więc chyba nie ma świętej pory, przynajmniej u mnie.
Ale to nie jest argument za wieczorem, tylko argument za tym, że każdy ma swój rytm. Nie wszystkim będzie pasować wieczór. Ja medytuję w południe i czuję wyraźny przepływ, szczególnie w Manipurze, która u mnie i tak jest na dopalaczu.
nadaktywna Manipura to u mnie była ciągła potrzeba kontrolowania wszystkiego, problemy z trawieniem mimo zdrowego jedzenia i drażliwość kiedy coś szło nie po mojemu. Myślałam, że mam po prostu trudny charakter. Dopiero bioenergoterapeuta powiedział, że to nie blokada, tylko przeładowanie. Zupełnie inna praca jest potrzebna.
To ciekawe, bo właśnie o tym zapomina się kiedy ktoś pyta 'ile czasu medytować'. Jeśli czakra jest nadaktywna, to dorzucanie jej kolejnych minut intensywnej medytacji może ją jeszcze bardziej nakręcić, nie?
A ja mam takie pytanie trochę z boku, ale chyba pasuje do tematu. Słyszałam, że przed pracą z czakrami wahadełkiem trzeba je jakoś naładować albo oczyścić. Czy to prawda i jak się to robi? Bo mam wahadełko i nie wiem czy tak po prostu zaczynam nim machać nad sobą czy jest jakiś rytuał.
Oczyszczanie wahadełka to ważna sprawa, szczególnie jeśli jest zrobione z kamienia. Moje z ametystu czyszczę regularnie w wodzie z solą kamienną, ale uwaga, nie wszystkie kamienie lubią wodę. Kryształ górski można też wystawić na światło księżyca. Ale powiem szczerze, częściej zapomnę oczyścić i jakoś nie widzę wielkiej różnicy, jeśli mam jasną głowę i spokój podczas sesji.
Hej, wracając do oryginalnego pytania o czas, bo trochę odeszliśmy od tematu. Ja robiłem eksperyment przez dwa miesiące i testowałem różne schematy. Przy równym czasie na każdą, powiedzmy po 5 minut, nic szczególnego nie czułem. Kiedy zacząłem wydłużać te czakry, przy których wahadełko chodziło dziwnie albo prawie wcale, efekty były wyraźniejsze. Ale to może być kwestia skupienia, a nie samego czasu.
okrąg to zwykle otwarta, zdrowa czakra. Małe kółeczko albo ruch wahadłowy w linii zamiast kółka to często blokada lub słaby przepływ. Obrót bardzo gwałtowny i duży bywa oznaką nadczynności. Ale to są wskazówki, a nie pewniki, każdy może mieć nieco inny kod ze swoim wahadełkiem, dlatego ta kalibracja, o której mówiła Walaa, jest ważna.
Wróćmy jeszcze do pytania o czas, bo Ferdek ma rację, że trochę odpłynęliśmy. Mnie zastanawia inna rzecz: czy ktoś próbował skupiać się przez kilka tygodni tylko na jednej czakrze, np. tej najbardziej zablokowanej, zamiast robić całą sekwencję za każdym razem?
Pytanie o skupienie się na jednej czakrze przez kilka tygodni mam do wszystkich, bo naprawdę jestem ciekawa. Logicznie brzmi sensownie, ale zastanawiam się, czy to nie powoduje jakiegoś rozchwiania w układzie. Jakby pompujesz energię do jednego miejsca, a reszta stoi. Czy ktoś to robił dłużej i widział efekty?
Uziemienie pojawia się tu już drugi raz i zaczynam rozumieć, że to ważne, ale nadal nie wiem jak to robić w praktyce przy medytacji na czakry. Stopy na ziemi? Wizualizacja korzeni? Czy to jest osobna sesja przed właściwą medytacją?
to może być i jedno, i drugie, zależy od preferowanego stylu. Ja zaczynam każdą sesję od kilku minut na boso na podłodze, głęboki oddech i wyobrażam sobie, że z Muladhary schodzą korzenie głęboko w ziemię. Dosłownie dosłownie. Potem czakry 'po kolei w górę. Daje to taką stabilność, że reszta sesji idzie zupełnie inaczej.
Ja nie liczę minut osobno, bo mi to psuje koncentrację. Jak zaczynam myśleć o czasie, to wychodzę z medytacji. Uziemienie u mnie trwa ile trwa, czasem dwie minuty, czasem dziesięć, i to jest informacja sama w sobie. Kiedy długo nie mogę 'zakorzenić się', to znak, że coś z Muladharą się dzieje.
To trochę wróćmy do mojego pytania o wahadełko, bo Jarzebina zaczęła odpowiadać i się urwało. Pytałam, jak długo trzymać w soli i czy przed każdą sesją. Ale teraz jak czytam o tym uziemieniu, to mam pytanie, czy wahadełko też trzeba jakoś 'uziemić' albo wyzerować przed użyciem, nie tylko oczyścić?
Mam takie wrażenie, że wątek wahadełka jest ważny, ale mocno nam ucieka od pytania o czas medytacji. Może warto to rozdzielić? Bo te dwa tematy dają różne odpowiedzi. Wahadełko to diagnostyka, a czas to praktyka i chyba Igorek najbardziej czeka na ten drugi wątek.
Nie, naprawdę, czytam obie rzeczy z zainteresowaniem. Ale faktycznie mam jeszcze jedno pytanie o sam czas, bo zastanawia mnie co powiedziała Klarysa wcześniej o skupianiu się na jednej czakrze. Czy takie podejście ma nazwę, czy to jest po prostu coś co ktoś wymyśla intuicyjnie?
Słyszałam o podejściu gdzie robi się tak zwany 'miesiąc z czakrą', po jednym miesiącu na każdą, od podstawy do korony. Siedem miesięcy, siedem czakr. Spotykałam to w różnych systemach. Ale moim zdaniem to mocno uproszczone, bo zakłada, że każda potrzebuje tyle samo czasu, a to rzadko prawda.
Siedem miesięcy to zdecydowanie za długo jak dla mnie. Jest jakiś szybszy protokół? Bo rozumiem, że to nie magia na jedną sesję, ale rok medytacji zanim dojdziesz do Sahasrara to brzmi jak coś dla mnichów, nie dla ludzi z normalnym życiem.
Wchodzę tu po raz pierwszy w tym wątku, bo akurat bezsenność to mój temat. Też mi mówili o Ajnie. Mam pytanie do bardziej doświadczonych, bo nie widzę żeby ktoś to powiedział wprost: czy przy problemach ze snem lepiej medytować na czakry rano, żeby nie nakręcać głowy wieczorem, czy właśnie wieczorem, żeby wyciszyć?
A czy ktoś może mi powiedzieć, ile czasu dziennie powinnam poświęcać na Ajnę, jeśli to jest mój główny problem? Bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią 5 minut, drudzy pół godziny. Strasznie duża rozpiętość.
To jest dla mnie nowe, że można robić mniej na jednej czakrze właśnie dlatego, że ma problem. Zakładałem, że więcej pracy tam gdzie boli. Czyli zrozumiałem to odwrotnie przez cały czas?
Igorek, dokładnie tak jak piszesz to rozumiałem na początku i też byłem w błędzie. Logika 'więcej uwagi gdzie problem' działa przy wielu rzeczach, ale przy czakrach trzeba najpierw wiedzieć, czy ta czakra jest zablokowana, czy wręcz przeciwnie rozjechana. Przy nadczynności dodatkowa stymulacja to jak dolewanie benzyny.
Ale czy przy niedoczynności też nie ma ryzyka, że jak się za mocno skupimy na odblokowanej czakrze to za bardzo ją rozkręcimy? Pytam, bo wydaje mi się, że te granice są trochę płynne i że można przesadzić w obie strony.
A wracając do wahadełka, bo ten wątek wciąż mi chodzi po głowie, to właśnie po to jest diagnostyka przed medytacją, żeby wiedzieć w którym kierunku pracować? Czyli najpierw wahadełko, potem decyzja ile czasu na którą czakrę?
