Albo - i to jest alternatywa - czakry wyższe po prostu częściej są już 'podrażnione' u ludzi z doświadczeniem, i każda praktyka działa intensywniej, więc błędy są bardziej odczuwalne. Przy korzeniowej ktoś może śpiewać LAM z fatalną wymową i nic złego się nie dzieje, ale przy trzecim oku zły dźwięk może dawać bóle głowy, które i tak przypisuje sobie Ajna.
Myślę, że jedynym sposobem jest prowadzić dziennik praktyki - zapisywać co robiłaś, jak długo, jaką mantrę, i co czułaś po. Po kilku tygodniach zaczynają wychodzić wzorce, które trudno przypisać przypadkowi. To nie jest dowód naukowy, ale jest lepsze niż ocenianie jednorazowego odczucia.
I teraz łączy mi się to z pytaniem o internet - jeśli uczysz się z nagrania i prowadzisz dziennik, to po jakimś czasie możesz przynajmniej zobaczyć, czy ta konkretna wymowa daje ci powtarzalne efekty. To by było bardziej sensowne niż dyskusja w próżni o tym, czy nagranie jest 'wystarczająco dobre'. Może każdy musi sprawdzić to na sobie?
a jak długo prowadziłaś taki dziennik zanim zobaczyłaś jakieś wzorce? Bo mnie zastanawia, czy kilka tygodni to wystarczy, żeby odróżnić efekt mantry od po prostu ogólnego nastroju w danym dniu.
Szczerze? Ja dopiero zaczęłam, więc jeszcze nie mam wyników. Ale właśnie dlatego pytam - chcę wiedzieć od kogoś kto to robił, czy w ogóle ma sens robić to z nagraniem z internetu, czy od razu szukać nauczyciela. Bo nie chcę miesiąc pisać dziennika, żeby potem się okazało, że ćwiczyłam złą wymowę przez cały ten czas.
To jest właśnie paradoks tej metody - żeby wiedzieć czy uczysz się dobrze, musisz mieć punkt odniesienia. A jeśli nie masz nauczyciela, nie masz punktu odniesienia. Dziennik ci powie, że coś czujesz, ale nie powie, czy czułabyś to samo albo więcej przy lepszej wymowie. To nie jest argument żeby nie prowadzić dziennika, bo i tak jest wartościowy - ale na to konkretne pytanie nie odpowie.
A może warto spojrzeć na to inaczej - skoro fonetyka w sanskrycie jest tak ważna, to czy jest jakieś nagranie z internetu, które jest na tyle dokładne, że by wystarczyło? Nie pytam o to co idealne, tylko co wystarczające. Bo gdzieś musi być taka jakość nagrania, gdzie różnica między tym a nauczycielem jest tak mała, że nie ma praktycznego znaczenia.
Właśnie to mnie zastanawia od początku tej rozmowy - czy wymowa bidżamantry jako mantry to to samo co wymowa w języku sanskryckim? Bo to nie jest komunikat językowy, to jest wibracja. Czy filolog w ogóle jest właściwą osobą do oceny?
Nie jest naiwne, ale trochę otwiera inną puszkę. Bo jeśli intencja i wibracja wewnętrzna są ważniejsze niż fonetyka, to po co w ogóle dyskutujemy o wymowie? To by znaczyło, że YouTube jest wystarczający bo fonetyka i tak jest drugorzędna. A jeśli fonetyka jest ważna, to intencja nie wystarczy. Chyba nie możemy mieć obu twierdzeń jednocześnie.
Mnie tu nurtuje coś praktycznego - jak w ogóle sprawdzić u siebie, czy intencja jest 'właściwa'? Bo jak mam medytować z LAM i skupiać się na Muladharze, to wydaje mi się że mam intencję. Ale skąd wiem, że to nie jest tylko myślenie o tym, a nie prawdziwa intencja energetyczna? To brzmi może dziwnie, ale naprawdę nie rozumiem tej granicy.
No i to jest właśnie moje podstawowe pytanie, które postawiłam na początku tego wątku, a my nadal kręcimy się wokół - czy dostęp do internetu zmienia skuteczność, i nadal nie mamy odpowiedzi. Mam wrażenie, że każda odpowiedź prowadzi do następnego pytania bez dna.
Może to jest odpowiedź sama w sobie. Tzn. że nie ma jednej odpowiedzi, bo skuteczność zależy od tylu zmiennych jednocześnie - wymowa, intencja, regularność, stan energetyczny praktykującego, konkretna czakra - że pytanie 'czy internet zmienia skuteczność' jest trochę jak pytanie 'czy gotowanie na elektryce smakuje inaczej niż na gazie'. Zależy co gotujesz, jak, jak długo i kto je.
Właśnie, i jak tak słucham tej całej rozmowy, to mi wychodzi jedno: nagranie z internetu może wystarczyć dla dolnych czakr i dla kogoś kto zaczyna, ale im dalej w praktykę tym bardziej potrzeba korekty od kogoś żywego. Nie dlatego że internet jest zły, tylko dlatego że na pewnym etapie subtelności sam już nie wyłapiesz własnych błędów. Tak mi to wychodzi.
Pytanie Jagusieńki jest sensowne, ale zanim zaczniemy polecać sobie konkretne nagrania, chciałbym wrócić do czegoś co Brzozka powiedziała wcześniej - że wymowa mantry to nie jest to samo co wymowa w języku. Bo jeśli to prawda, to kryteria oceny nagrania są zupełnie inne. Filolog oceni fonetykę, ale kto oceni wibrację? I czy to w ogóle da się ocenić przez nagranie?
Właśnie o to mi chodziło i cieszę się że Donat to podniósł. Mam takie przeczucie, że nagranie z definicji spłaszcza wibrację - mikrofon i głośnik filtrują częstotliwości, które być może są właśnie tymi ważnymi. Czy ktoś z was to badał? Nie intuicyjnie, tylko np. sprawdzał wahadełkiem reakcję na mantrę z nagrania kontra na żywo?
Chwila, bo to jest dla mnie nowe - czyli biometrem można mierzyć energię konkretnego miejsca, nie tylko człowieka? I skala wychodzi w liczbach? Jak to wygląda w praktyce, tzn. co się robi, żeby zmierzyć energię pomieszczenia? Pytam bo może to by pomogło odpowiedzieć na pytanie o nagrania - można by zmierzyć czy podczas słuchania mantry z internetu energia pokoju się zmienia.
To jest zaskakująco dobry pomysł metodologiczny, Teofilka. Chociaż od razu zaznaczam - skala Bovisa jest dość kontrowersyjna nawet w środowiskach ezoterycznych. Część praktyków uważa ją za użyteczną, część za kompletną pseudometrykę. Edek, czy ty kiedyś mierzyłeś energię pomieszczenia w ten sposób? Jak to wyglądało w praktyce?
No ale hej, wahadełko też nie jest obiektywne, a mimo to diagnoztujemy nim czakry i nikomu to nie przeszkadza 🙂 Mnie bardziej interesuje to co Edek powiedział - że wynik zależy od stanu mierzącego. Bo to znaczy, że jak zmierzysz pokój przed medytacją z mantrą i po, to nie wiesz czy to pokój się zmienił, czy ty się zmieniłeś.
Nie jest głupie, ale uczciwa odpowiedź brzmi - nie da się tego zrobić w warunkach domowych bez kontroli. To samo zresztą dotyczy całej tej rozmowy. Mówimy o skuteczności, ale nie mamy jak jej zmierzyć inaczej niż przez własne odczucia. A odczucia są subiektywne z definicji. I znowu dochodzimy do tego samego miejsca co wcześniej.
Chcę wrócić do tej skali Bovisa bo to jest dla mnie nowe i bardzo ciekawe. Edek pisał, że zdrowe miejsce do życia powinno mieć powyżej 6500 jednostek - a co oznacza jak jest poniżej? I czy można to podnieść, np. właśnie przez śpiewanie mantr w pomieszczeniu? Bo jeśli tak, to mielibyśmy sposób żeby sprawdzić czy mantry z internetu działają.
Mnie to już trochę odpływa od tematu mantry i wymowy, ale z drugiej strony to jest bezpośrednio związane - bo jeśli biometrem można by mierzyć efekt mantry, to mielibyśmy przynajmniej prymitywne sposób do porównania 'z internetu' kontra 'na żywo'. Ktoś tutaj faktycznie próbował czegoś takiego? Nie musieliście mieć skali Bovisa, może po prostu mierzyliście wahadełkiem po medytacji i notowaliście?
Słuchajcie, wracam do samego rdzenia pytania Teofilki, bo mi się wydaje że za bardzo odpływamy. Ona pytała o wymowę i internet - czy dostęp do nagrań zmienia skuteczność mantry. I po osiemdziesięciu kilku postach myślę, że doszliśmy do tego, że nie wiemy. Ale może możemy ustalić co konkretnie utrudnia ocenę - lista zmiennych której nie jesteśmy w stanie kontrolować. To przynajmniej byłoby uczciwe podsumowanie.
Właśnie, dziękuję Cecylka że wróciłaś do tematu. Bo ja szczerze czuję się trochę zagubiona między skalą Bovisa, wahadełkiem i pytaniami metodologicznymi. Moje pytanie było bardzo praktyczne - codziennie wieczorem robię medytację z LAM albo VAM z nagraniem z internetu i po prostu chciałam wiedzieć czy to co robię ma sens. I nadal nie wiem.
No właśnie, Anusia poruszyła coś bardzo ważnego i trochę mnie to nie daje spokoju. Bo jeśli nie wiem czy zmiany to efekt afirmacji czy placebo, to jak mam wiedzieć że LAM działa, a nie po prostu sam fakt że siadam w ciszy i oddycham? Teofilka, a czy jak siedzisz z nagraniem z internetu, to masz otwarte oczy, czy zamknięte? Bo mnie zastanawia czy w ogóle widzisz ekran podczas tej medytacji.
Zamknięte oczy, słucham tylko dźwięku. Ekranu nie oglądam, puszczam nagranie i odkładam telefon. Ale no właśnie, to chyba nie odpowiada na pytanie Jagusieńki o placebo, bo ja też tego nie wiem. Czuję że Muladhara jest spokojniejsza niż była, ale czy to LAM, czy po prostu to że w ogóle zaczęłam coś robić... nie mam pojęcia.
Ale hej, a czy to jest w ogóle problem? Znaczy - jeśli Muladhara jest spokojniejsza, to jest spokojniejsza. Nie musimy wiedzieć dlaczego. Chociaż rozumiem frustrację, bo pytanie o internet kontra żywy głos zostaje bez odpowiedzi. Edek, ty masz doświadczenie z różnymi metodami - czy ty w ogóle używasz nagrań do pracy z bidżamantrami, czy zawsze śpiewasz sam?
Właśnie to jest dla mnie kluczowe pytanie w całym tym wątku. Bo jeśli intencja i skupienie są najważniejsze, to wymowa schodzi na drugi plan. Ale tradycja tantryczna mówi wyraźnie że fonetyka ma znaczenie - że dźwięk LAM to nie jest dowolny dźwięk tylko właśnie te konkretne wibracje. Nie możemy po prostu powiedzieć 'intencja wystarczy' i zamieść temat pod dywan.
