Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu i nie znalazłam nigdzie konkretnej odpowiedzi. Chodzi o bidżamantry - LAM, VAM, RAM i resztę. Uczę się ich z filmików na YouTube i z różnych stron internetowych, ale wszędzie trochę inaczej się je wymawia. Na jednym kanale facet mówi 'lam' jak w angielskim, na innym ktoś ciągnie samogłoskę, na jeszcze innym słyszałam 'lung' zamiast 'lam'. I teraz moje pytanie: czy ta wymowa w ogóle ma znaczenie dla skuteczności? Czy mantry działają przez samo brzmienie dźwięku, czy przez intencję? Bo jeśli przez dźwięk - to chyba różnica jest spora, nie?
To akurat dobre pytanie. Moim zdaniem wymowa MA znaczenie, bo mantry sanskryckie to nie są słowa, które coś znaczą w sensie słownikowym - to są dźwięki, które mają wywoływać określone wibracje w ciele. LAM dla Muladhary ma konkretną częstotliwość. Jak się to przekręci, wibracja idzie gdzie indziej albo nikąd. Przynajmniej tak mi tłumaczyła osoba, u której byłem na sesjach.
Zatrzymajmy się chwilę, bo to nie jest takie proste. Nikodem, a skąd ta osoba wiedziała, że 'wibracja idzie gdzie indziej'? Mierzono to jakoś, czy to była teoria? Bo ja spotykałem różne podejścia - jedni mówią, że intencja jest ważniejsza od fonetyki, inni odwrotnie. Sam po kilku latach pracy z czakrami nie jestem w stanie powiedzieć, że znam odpowiedź na to pytanie.
Trochę inaczej na to patrzę. Ta cała dyskusja o 'właściwej wymowie' bywa używana przez niektórych nauczycieli jako argument, że musisz przyjść na ich drogi kurs albo do nich na sesję. Nie mówię, że fonetyka jest bez znaczenia, ale podejrzliwość mnie ogarnia, gdy ktoś mówi, że BEZ jego przekazu nic nie zadziała. Tradycja przekazu istnieje, to prawda, ale Indie to kontynent z setkami dialektów i każda szkoła jogi trochę inaczej wymawia te same mantry.
A czy ktoś w ogóle czuł różnicę między mantrowaniem z nagrania a na przykład powtarzaniem po żywym człowieku? Pytam serio, bo sama głównie korzystam z nagrań i zastanawiam się, czy w ogóle coś tracę. Przy pracy z Anahata używam YAM i coś czuję - takie ciepło w klatce - ale nie mam pojęcia, czy czułabym to samo inaczej.
Ja se kiedyś kupirłam płytę z mantrami, jeszcze taką fizyczną, od pani z centrum jogi. Mówiła po sanksrycku i faktycznie brzmiało to zupełnie inaczej niż to co słyszę na joutjubie. Ale efekty miałam z obu. Może to tak jak z modlitwą - liczy się skupienie a nie czy słowa idealnie powiedziane?
Słucham tej rozmowy z boku i mam pytanie może trochę z innej strony. Skoro mówimy o mierzeniu skuteczności - czy ktoś kiedyś próbował jakoś zmierzyć, co się dzieje z czakrą przed i po mantrze? Wahadełkiem albo jakimś innym sposobem? Bo to by chociaż trochę przybliżało odpowiedź na pytanie, czy wymowa robi różnicę.
Nie, ja to bardziej z ciekawości pytam. Sam z wahadełkiem nie pracuję, trochę mi to wydaje się zbyt subiektywne. Ale słyszałem, że jest coś takiego jak skala Bovisa i biometr - że można tym mierzyć poziom energii pomieszczenia albo przedmiotu. Ktoś wie, jak to działa? I czy można tym mierzyć mantrę albo efekt mantry?
O, biometr i skala Bovisa to już zupełnie inny temat, ale rozumiem, skąd pytanie. Krótko: skala Bovisa to numeryczna miara 'energii życiowej' - Andre Bovis, Francuz, w pierwszej połowie XX wieku, twierdził, że każdy przedmiot, miejsce, jedzenie ma mierzalną energię, którą można podać w jednostkach Bovisa. Zdrowy człowiek ma mieć powyżej 6500 jednostek. Biometr to przyrząd - coś w rodzaju obrotowej tarczy z wahadełkiem - którym rzekomo tę energię się mierzy. Problem w tym, że klasyczna nauka tego nie potwierdza, a wyniki są zależne od operatora. Ale w kręgach radiestezyjnych to popularna metoda.
Wróćmy na chwilę do bidżamantr, bo ta dyskusja o Bovisie to ciekawe odgałęzienie, ale trochę nas od tematu odrywa. Teofilka pytała o wymowę i internet - i mnie nurtuje coś praktycznego: co konkretnie czujesz różnego, kiedy powtarzasz LAM 'po swojemu' versus kiedy starasz się trzymać wymowy, którą gdzieś usłyszałaś? Bo może nie teoria, ale twoje własne ciało jest tu najlepszym testem.
Och, dziękuję za tę rozmowę, tyle się dowiedziałam o skali Bovisa, o której nigdy wcześniej nie słyszałam! Mam pytanko do bardziej doświadczonych - czy jest jakiś sposób, żeby w ogóle stwierdzić, że dobrze wymawiam mantrę? Czy to w ogóle da się ocenić samodzielnie, bez nauczyciela?
To jest dobry punkt. Właściwie im więcej o tym myślę, tym bardziej widzę, że mamy dwa różne problemy naraz - czy wymowa jest poprawna I czy czakra jest otwarta. I jedno z drugim może się mieszać przy ocenie efektów. Może dlatego tak trudno powiedzieć, co tak naprawdę działa?
Czyli w skrócie: nie wiadomo, czy czujesz efekty dlatego że mantra działa, dlatego że czakra się odblokuje, dlatego że skupienie robi swoje, czy dlatego że po prostu chcesz coś poczuć? Przepraszam, że tak brutalnie, ale chyba o to tu chodzi.
Mnie to ciepło w klatce przy YAM jest naprawdę wyraźne, nie wymyślone. Ale rozumiem, że nie ma jak udowodnić, że to akurat od mantry a nie od głębokiego oddychania przy medytacji. Może to w ogóle nie ma znaczenia jeśli Anahata się otwiera?
To z tą inicjacją to słyszałam od mojej pani z jogi. Mówiła, że mantry osobiste są inne niż te publiczne i że te publiczne możesz śpiewać z nagraniami bez problemu, bo one nie są 'spersonalizowane'. Bidżamantry to chyba ta kategoria publicznych?
Wchodzę w ten wątek, bo czytam od jakiegoś czasu i nie do końca zgadzam się z kierunkiem rozmowy. Skupiacie się na fonetyce i nagraniach, a pomijate jeden element - regularność i kontekst. Widziałem sytuacje, gdzie ktoś śpiewa mantrę z fatalną wymową, ale codziennie, z pełnym skupieniem, przy konkretnej intencji dla danej czakry - i efekty były. I odwrotnie.
chodzi mi o to, że mantra oderwana od swojego kontekstu - od rozumienia, której czakrze służy, jakie cechy chcesz aktywować, w jakim stanie wchodzisz w praktykę - to trochę jak recytowanie słów bez sensu. Wymowa jest jednym elementem, ale zrozumienie i świadomość są jego fundamentem. I internet często daje dźwięk bez zrozumienia.
I wracając na chwilę do pytania Teofilki z początku - o internet. Może problem nie leży w samym dostępie do nagrań, ale w tym, że internet daje sam dźwięk bez tego co Donat nazywa kontekstem. Nauczyciel na żywo tłumaczy dlaczego, co rozbudza, jak wejść w praktykę. YouTube daje plik audio.
Czytałam cały ten wątek i mam jedno głupie pytanie - czy to znaczy, że zanim w ogóle zacznę używać bidżamantr, powinnam najpierw nauczyć się diagnozować czakry? Bo jakoś nie skojarzył mi się jeden z drugim, myślałam, że można po prostu zacząć śpiewać.
Ja zaczęłam od śpiewania wszystkich siedmiu po kolei zanim w ogóle wiedziałam co robię i coś poczułam, więc chyba nie trzeba mieć wszystkiego pod kontrolą na starcie. Ale teraz jak już wiem, że mam problemy z Anahata, skupiam się na YAM i rzeczywiście jest inaczej. Więc może obydwa podejścia mają sens, tylko na różnych etapach?
Dobra, ale czy ktoś tu w ogóle używał biometru przed i po mantrowaniu? Cecylka wspomniała o tym wcześniej i jakoś przepadło. Bo mnie interesuje właśnie to - czy da się w ogóle zmierzyć cokolwiek skalą Bovisa przy takiej praktyce? Czy to w ogóle ma sens do czakr?
Skala Bovisa to Antoine Bovis, XX wiek, radiestezja. Biometr to właściwie urządzenie lub metoda wahadełkowa pozwalająca te jednostki odczytać. Problem polega na tym, że wyniki zależą od osoby wykonującej pomiar - więc to wciąż trochę ta sama pętla co z wahadełkiem, nie uciekamy od subiektywności.
Znam osoby, które robią pomiary Bovisa przed i po sesji z mantrami i twierdzą, że widzą wyraźne różnice. Ale powiem szczerze - jeśli ktoś robi to sam na sobie, bez osoby trzeciej, wartość informacyjna jest mocno ograniczona. To nie jest argument przeciw metodzie, ale trzeba być z tym uczciwy.
Ale wracając do pytania Teofilki o internet - bo nam się trochę rozmowa przesunęła na Bovisa. Zastanawiam się, czy gdyby ktoś nauczył się wymowy bidżamantry z nagrania w sieci, a potem zmierzył sobie poziom Bovisa przed i po, to byłby to argument za skutecznością tej konkretnej wymowy czy za skutecznością mantry w ogóle? Bo to wciąż nie rozdziela tych dwóch rzeczy.
Dokładnie to samo myślę. Skala Bovisa mogłaby powiedzieć 'coś się zmieniło', ale nie 'co spowodowało zmianę'. Więc nadal nie wiemy, czy wymowa z YouTube działa tak samo jak wymowa od nauczyciela, bo nie mamy grupy porównawczej. Czy ktoś w ogóle próbował porównać te dwa źródła?
Ja nie mam nauczyciela, więc mogę tylko korzystać z nagrań. Ale teraz czytam tę rozmowę i się zastanawiam - jeżeli bidżamantry są 'publiczne' jak mówił wcześniej Edek, to może wymowa z internetu jest wystarczająca właśnie dlatego, że one nie wymagają inicjacji? Czy to ma sens logicznie?
Hm, to ciekawe rozróżnienie. Zastanawiam się czy nie chodzi o to, że czakry wyższe są bardziej subtelne i praca z nimi wymaga większej precyzji w ogóle, nie tylko w wymowie. Może dlatego mantra dla Sahasrara jest trudniejsza - bo sama aktywacja jest trudniejsza, niezależnie od dźwięku?
