wracając do Olusi - miałaś próbować tej obserwacji dzień po dniu o której pisała Heliosa. dałaś radę cokolwiek zapisać czy za mało czasu minęło?
tak! próbowałam przez kilka dni. nie bardzo wiedziałam co zapisywać więc po prostu pisałam jednym zdaniem jak się czuję rano i wieczorem. i faktycznie widać że rano jest zawsze gorzej, ale też że są dni kiedy wieczór jest naprawde znośny i dni kiedy wieczór też jest ciężki. nie wiem co to znaczy ale miło że cokolwiek widzę 🙂
o, to świetnie że zaczęłaś! a czy te cięższe wieczory mają coś wspólnego - jakieś wydarzenie w ciągu dnia, kontakt z jakąś osobą, coś co sie stało? bo u mnie jak zaczęłam notować to wyszło że moje gorsze wieczory były zawze po pracy z jedną konkretną osobą. śmieszne jak dopiero na piśmie to widać
to co opisuje Olusia jest na prawdę ciekawe. ten rytm dobowy ma znaczenie - rano tuż po przebudzeniu pole bywa bardziej wrażliwe i mniej "otoczone" codzienną aktywnością, stąd większa wrażliwość na wszystko, też na ból. wieczór może być spokojniejszy bo ciało zaczyna naturalnie zwalniać. ale Olusia, powiedz mi jedno - te ciężkie poranki, to bardziej fizycznie czy emocjonalnie? 😉
ten mechanizm który opisujesz to jest bardzo typowe przy stratach emocjonalnych. chwila po przebudzeniu zanim jeszcze świadomość w pełni startuje - i potem ten nagły powrót. to nie jest nic patologicznego, ale energetycznie to jest taki moment kiedy ochronna warstwa jeszcze nie zdążyła sie "założyć". dlatego poranki bolą mocniej
ja to znam z własnego doświadczenia i to naprawdę nieprzyjemne uczucie. Olusia, nie wiem czy to pomoże ale ja zaczęłam od prostej rzeczy - zanim wstanę i zanim jeszcze myśli zaczną się kręcić, poprostu kilka oddechów i przykładam rękę do serca. bez żadnych afirmacji ani nic, po prostu kontakt. brzmi moze głupio ale jakoś mi to pomagało nie wpaść od razu w ten dół
o, Krwawnik to brzmi naprawdę prosto i sensownie. a jak długo to robiłaś zanim poczułaś jakąś różnicę? 🙁 pytam, bo sama jestem zupełnie na początku i zawze nie wiem czy za mało cierpliwa jestem czy poprostu coś nie działa
wiesz co, ja mam trochę inne podejście do tych poranków - próbowałam afirmacji tuż po przebudzeniu i to działa naprawdę świetnie. coś w stylu "moje serce jest gotowe przyjąć spokój" albo "jestem bezpieczna w tym nowym dniu". to ładuje czakrę serca od razu na starcie dnia i naprawdę zmienia energię całego dnia. polecam gorąco
mogę wtrącić? tu chyba nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. afirmacje są różne i różnie działają na różnych ludzi w różnych momentach. problem jest kiedy ktoś je poleca jako jedyne albo główne rozwiązanie przy poważnym wyczerpaniu emocjonalnym. ale jako jeden z elementów? pewnie można
a ja mam pytanie trochę z boku - Olusia, wspominałaś na początku o kamieniach, że czytałaś o litoterapii. czy próbowałaś czegoś w tym kierunku? bo jeśli chodzi o delikatne wsparcie bez siłowego otwierania to kamienie mogą być właśnie taką łagodną opcją
kamienie! tak, czytałam trochę o tym, ale jeszcze nic nie próbowałam. głównie dlatego że nie bardzo wiedziałam od czego zacząć - tych opisów jest tyle i każdy mówi co innego. jedni piszą że rozmaryn, drudzy że ametyst, inni że coś zielonego na czakrę serca. czy jest jakiś kamień który jest naprawdę łagodny i nadaje się na ten moment kiedy człowiek jest poprostu zmęczony i nie ma energii na nic intensywnego?
o rany, przy takim stanie o którym mówi Olusia polecałbym różowy kwarc. naprawdę. bez filozofii - trzymasz go w dłoni albo kładziesz w pobliżu gdy siedzisz. nie ciągnie za mocno w żadną stronę, działa delikatnie i nie przeciąży systemu ktury jest już osłabiony. ametyst tez jest ok, ale jest troszke bardziej stymulujący
różowy kwarc to dobry wybór ale dodałbym jeszce amazonit jeśli ktoś ma problem z komunikacją wewnętrzną - takim wewnętrznym gadaniem do siebie ktore bywa okrutne po zawodzie. on jakby łagodzi ten wewnętrzny hałas. chociaż trzeba go trzymać blisko gardła albo serca, nie gdzies daleko
o proszę, o, nie wiedziałam że amazonit ma takie działanie! a to co Lutoslaw84 mówi o wewnętrznym gadaniu to strasznie trafne - Olusia, masz coś takiego? bo ja jak byłam w podobnym miejscu to miałam w głowie jakiś niekończący się film z analizowaniem co poszło nie tak i kto co powiedział
to "niekończące się przerabianie" to klasyczny sygnał że czakra korony jest trochę odpięta od reszty systemu - głowa pracuje na swoim biegu a centrum emocjonalne za nią nie nadąża albo odwrotnie. nie trzeba tu od razu nic specjalnego robić, ale warto być tego świadoma. i tak, kamień przy sercu moze pomóc - nie "zatrzyma" myśli, ale daje coś w rodzaju punktu zakotwiczenia żeby nie odpływać za daleko
przepraszam że wchodzę z boku, ale to "odpięta czakra korony" brzmi jak coś bardzo konkretnego - skąd taka diagnoza? pytam serio, bo jak ktoś jest w trudnym momencie emocjonalnym to takie określenia mogą brzmieć bardziej alarmująco niż powinny. czy to jest obserwacja z konkretnej pracy z Olusią czy raczej ogólna interpretacja tego co opisała?
dobra, to ważne zastrzeżenie od Jarzebinki. bo żeczywiście na forum łatwo wpaść w pułapkę gdzie coś co jest metaforą zaczyna być czytane jak diagnoza. Olusia, zrozumiałaś to tak czy tam?
tak, rozumiałam że to bardziej obrazowo. chociaż przyznam że trochę mnie to zaintrygowało bo właśnie tak to czuje - jakby głowa i emocje działały na różnych biegach i się nie synchronizują. ale nie biorę tego jako że coś jest "zepsute", raczej że tak to wygląda teraz
a wracając do kamieni - czy przy takim stanie można w ogóle nosić je cały czas przy sobie czy to za dużo? gdzies czytałam że jak się jest wyczerpana to niektóre kamienie mogą zamiast pomagać jeszcze bardziej wysysać energię. niewiem czy to prawda czy mit
mam pytanie może troszke z innej strony - ktoś tu wcześniej wspominał bioenergoterapie jako wsparcie i ciekawe mi jest jak to wygląda w praktyce przy takim emocjonalnym dole. czy chodzi o regularne sesje czy wystarczy kilka? bo czytałam różne rzeczy i jedni piszą że trzy sesje i ogień a inni że to proces na miesiące
ja byłam na dwóch sesjach u różnych osób i powiem szczerze że różnica była ogromna. jedna sesja była bardzo spokojna, po prostu leżałam i miałam wrażenie że coś sie odpuszcza. druga osoba od razu zaczęła mówić że widzi u mnie problemy z poprzednich wcieleń i że to długi proces. wyszłam z tego zdezorientowana bardziej niż przyszłam. więc chyba bardzo zależy od terapeuty 🙂
to co opisuje Krwawnik z tymi wcieleniami to dla mnie seria ostrzegawczych sygnałów, szczerze. nie dla tego że w to nie wierzę, ale dlatego że to od razu generuje poczucie że masz "wielki problem" i to może zatrzymać człowieka zamiast pomagać mu iść do przodu. Olusia, jeśli będziesz szukać kogos do bioenergoterapii - pytaj na wstępie co ta osoba konkretnie robi i jak długo sesja trwa
a ja mam takie pytanie może naiwne - czy te sesje bioenergoterapii można wogóle łączyć z tym co Olusia robi sama w domu, tzn. z tym rannym oddechem, notatkami, kamykami? czy lepiej nie mieszac metod?
cieszę się że to słyszę bo trochę miałam poczucie że te moje domowe próby to są takie za małe rzeczy żeby miały znaczenie. a to z bioenergoterapią - myślę o tym, ale chyba nie jestem jeszce gotowa żeby coś takiego umawiać. może najpierw posiedzę trochę z tymi kamykami i obserwacją i zobaczę jak idzie
no właśnie, i powiem wam że przy zawodzie emocjonalnym te małe codzienne rzeczy działają lepiej niż jedna wielka sesja raz na miesiąc. energetycznie to jak z jedzeniem, lepiej małe porcje regularnie niż jeden wielki obiad i potem głodówka. przynajmiej tak to czuję u siebie i u znajomych co mi opowiadali
wlasnie to miałam na myśli wcześniej. sesja to nie jest punkt startowy, to może być dodatkowe wsparcie w pewnym momencie. Olusia, skoro czujesz że nie jesteś jeszcze gotowa to ten sygnał jest ważny. ciało i pole energetyczne też potrzebują zgody żeby coś przyjąć
hej, a mam takie pytanie do Jarzebinki albo ktokolwiek wie - bo mówiłyśmy tu o bioenergoterapii jako wsparciu przy tej przemianie biologicznej co Olusia wspominała na początku, ale ja wlasciwie nie do końca rozumiem co to znaczy "przemiana biologiczna" w kontekście czakr. czy to coś konkretnego?
