matko, o, to właśnie to co Olusia opisuje na początku? ten spadek energii i różne wieczory - to może być właśnie taka przemiana? bo jak tak to czytam to sie zastanawiam czy ja sama nie jestem w czymś podobnym tylko nie umiałam tego tak nazwać
tak, dokładnie tak to u mnie wygląda. i nie ma żadnej logiki w tym kiedy który dzień. to chyba jedno z bardziej frustrujących rzeczy, bo człowiek nie moze przewidzieć ani zaplanować
ja to porównuję do takiego falowania i wydaje mi sie, że to ma związek z cyklami księżycowymi albo przynajmniej u mnie tak bylo - gorsze dni skupiały sie wokół nowiu. ale moze to tylko mój wzorzec, niewiem czy to universalne. Olusia, nie obserwowałaś tego? 🙁
wracjąc do tematu kamieni bo jakos to uciekło - Olusia, próbowałaś już tego różowego kwarcu przy tym rannym oddechu o którym pisałaś? czy to są oddzielne rzeczy u ciebie? ciekawa jestem czy coś czujesz jak je połączysz
to uczciwe podejście i paradoksalnie zdrowe. nie musisz nic czuć od razu. weź kamień do ręki, połóż go na mostku albo na sercu i po prostu oddychaj jak zwykle. bez oczekiwań. jeśli coś przyjdzie to przyjdzie, jeśli nie to tez jest informacja
zgadzam sie z tym co Jarzebinka mówi. to jest zresztą podobne do placebo i nocebo w medycynie, oba działają na zasadzie nastawienia. ale kamienie to kamienie, tu bardziej chodzi o to co ty z nimi robisz mentalnie niż o samą mineralogie. chociaż sklad mineralny ma znaczenie jeśli ktoś pyta o litoterapię bardziej technicznie
okej ale Okultysta80 właśnie powiedział że to jak placebo a potem dodał że skład mineralny ma znaczenie - to troche sprzeczne. bo albo to efekt nastawienia albo coś fizycznego. jedno i drugie może być prawdą ale nie można ich mieszać bez rozróżnienia żeby nie wprowadzać zamętu szczególnie u kogoś kto jest na początku drogi
okej to mam jeszcze jedno pytanie zanim to zostawimy - bo Jarzebinka i Okultysta80 mówili o tym nastawieniu i neutralności, ale Olusia napisała że boi się udawać. i zastanawiam się czy to "banie się udawania" to nie jest już jakiś sygnał z czakry serca? 🙁 bo to brzmi jak lęk przed byciem nieszczerofą wobec siebie, a to jest przecież bardzo sercowa sprawa
właściwie Lubczyk.2 poruszyła coś co siedzi mi w głowie od dawna w tej całej historii, bo jak myślę o tym zawiedzieniu które było na początku - tym co zapoczątkowało ten cały spadek - to czuję że tam właśnie jest to clou. nie tyle co straciłam tylko to że jakoś... nie byłam w stanie powiedzieć prawdy o tym ile mnie to kosztuje. i niewiem czy to serce czy gardło ale coś tam jest zablokowane
to co Olusia pisze jest bardzo typowe dla tego rodzaju sytuacji. tłumienie reakcji na zawód to klasyczny mechanizm i naprawde często potem wychodzi właśnie jako ta dziwna energetyczna niestabilność, te różne wieczory bez logiki. ciało nie tłumaczy tego na słowa tylko na stan. prowadziłam kiedyś notatki przez kilka tygodni przy podobnym własnym procesie i wzorzec był wyraźny - gorsze stany pojawiały sie po dniach gdzie byłam "dzielna"
no tak, dokładnie! i tu właśnie afirmacje mogą pomóc, bo jak zaczynasz mówić sobie na głos co czujesz - nawet jeśli to tylko "jest mi smutno i to jest ok" - to ta czakra gardłowa zaczyna się otwierać. to nie musi być wielka spowiedź, wystarczy małe przyznanie
przepraszam że wchodzę tu w środek ale chcę zapytać Olusia - to że zaczęłaś tu pisać i opisywać to co czujesz, to też jest jakieś mówienie prawdy? bo czytam tę rozmowę od początku i mam wrażenie że tu na forum powiedziałaś więcej niż przez długi czas mówiłaś sobie
