To co Rusalka opisuje to jest klasyczny problem z doświadczeniami w miejscach sacrum. Zmienna jest zawze podwójna: stan miejsca i stan osoby. Kiedy wchodzisz skupiona, spokojna, bez rozpraszaczy to otwierasz się inaczej. Pytanie czy wtedy miejsce na ciebie działa czy ty po prostu jesteś wreszcie wystarczająco cicha żeby usłyszeć samą siebie. Moim zdaniem jedno i drugie, ale proporcje różne u różnych osób
Dobra, ale wracam do swojego praktycznego pytania bo dalej niewiem. Zrobiłem to ćwiczenie z oddechem ktore Wizjonerka opisała, raz, dwa dni temu. I nie za bardzo coś poczułem. Czyli co, za mało razy? Albo zle robiłem? Jak sprawdzic czy w ogole robie to dobrze skoro nie widać żadnego efektu?
eh, chcę się zatrzymać przy tym co Forsycja powiedziała o "formie czegoś czego nie ma". Bo to mnie troszke prześladuje. Żal za potencjalnością to jest bardzo specyficzny rodzaj straty, bo nie ma tu przedmiotu żałoby w tradycyjnym sensie. Nie straciłaś czegoś co miałaś, straciłaś coś co nigdy nie zaistniało. I zastanawiam się jak czakry mają się do tego rodzaju doświadczenia, bo zazwyczaj mówi się o przepracowywaniu konkretnych traum a nie... niespełnionych możliwości.
Damianek, to co piszesz to mnie bardzo dotknęło bo sama mam podobne poczucie i nigdy nie umiałam tego nazwać. Że żałuję czegoś czego nie było. I właśnie przez to nie traktowałam tego poważnie, bo jak żałować czegoś czego nie ma? A czytam ten wątek i widzę że to jest jednak pełnoprawna emocja z pełnoprawnym miejscem w ciele. Forsycja, dziękuję że to napisałaś, naprawdę.
i właśnie przez to co Damianek napisał siedze teraz i myślę - czy w ogóle mam prawo do tego żalu? bo skoro czegoś nie było, to jest jakby żałoba bez ciała. I niewiem czy to nie jest coś co sama sobie wymyśliłam żeby jakos to poczuć...
no właśnie "żałoba bez ciała" to jest świetne określenie Krwawnik, zanotowałam sobie. i teraz myślę że może dlatego miejsca sacrum tak mocno działają na ten rodzaj żalu - bo one same też są trochę o tym co niewidoczne, o tym czego nie można dotknąć ale co jest. kościoły, kapliczki, ruiny - one stoją na granicy widzialnego i niewidzialnego
okej ale tu się troche kłóci kilka wątków w tej dyskusji i chcę to nazwać. rusalka mówi o symbolice i historii, Obsydianka mówiła wcześniej o "nagromadzonej energii" - i to NIE jest to samo. jedno jest twierdzeniem kulturowym i psychologicznym (człowiek reaguje na symbole), drugie jest twierdzeniem o naturze miejsca. czy możemy się umówić co właściwie twierdzimy?
no dobra, dobra i to jest uczciwa odpowiedź. serio. i właściwie to jest też odpowiedź na pytanie Forsycji o legalność żalu - w systemie kulturowym i psychologicznym żal za potencjalnością jest jak najbardziej "legalny", udokumentowany, normalny. w systemie energetycznym - miejsce sacrum może być przestrzenią gdzie ten żal ma dodatkowe... pole działania? niewiem jak to lepiej ująć
właśnie zastanawiam się czy to nie jest tak że miejsce sacrum działa jak... lustro? że ono nie dodaje czegoś od siebie, tylko pozwala zobaczyć wyraźniej to co się w sobie niesie. może dla tego Forsycja w ciszy tego miejsca usłyszała coś czego w codziennym hałasie nie słyszała?
słuchajcie a ja mam pytanie trochę z innej strony - Forsycja, czy po tym doświadczeniu poczułaś się lepiej czy gorzej? bo czytam ten wątek od początku i niewiem czy to co opisujesz to był rodzaj ulgi czy rodzaj otwarcia czegoś co potem bolało bardziej
Forsycja, to co opisujesz to jest dokładnie to co w pracy z czakrami nazywamy "integracją". Energia żalu ktora była rozproszona - i przez to jadowita, wchodziła wszedzie, w gardle, w klatce, w brzuchu - zbiera sie w jeden punkt. To nie jest przyjemne ale jest zdrowsze niż rozproszenie. Pytanie teraz praktyczne: czy po powrocie robiłaś cokolwiek żeby z tym dalej pracować, czy zostawiłaś to jak jest?
mnie to co Damianek napisał troche otwiera, bo ja właśnie tak to czuje -, że to nie jest rozlany wszędzie smutek, tylko że on jest konkretnie... tu, za mostkiem. i kiedy w tym wątku jest mowa o czakrze serca to ja wiem co mam na myśli, bo mam do tego adres fizyczny w ciele. nie wiem czy to "energia" w jakimś mistycznym sensie ale to nie jest abstrakcja
ojej, ja też tak mam! że smutek ma miejsce w ciele. u mnie to zawsze gardło, kiedy coś mnie bardzo boli to jakbym miała coś utkniętego w gardle i nie mogła mówić. i dlatego to ćwiczenie z oddechem które Wizjonerka opisywała zrobiło na mnie takie wrażenie bo nagle coś się tam... niewiem, ruszyło? przepraszam że wchodzę z tym takim osobistym
dobra, Wizjonerka, to jest konkretna odpowiedź i dziękuję. ale mam follow-up bo dalej nie do końca rozumiem. mówisz że czakra gardłowa wiąże sie z tym co nie zostało powiedziane - ale czy to nie jest poprostu... znana psychologia? że tlumimy emocje i to się gdzies odkłada w ciele? co w tym jest "energetycznego" ponad to?
wlasnie ta odpowiedź Wizjonerki jest dla mnie ciekawsza niż wszystko co było wcześniej, bo ona mówi wprost: nie wiem czy to energia czy psychologia. i ok, to uczciwe. ale to znaczy ze cały czas rozmawiamy jakby to były różne rzeczy, a może nie są?
o, to poczucie braku czasu w miejscu sacrum to jest coś o czym czytałam. nie wiem czy to czakry, ale że czas jakby przestaje być liniowy, że człowiek wychodzi i nie wie ile minęło. czy ktoś jeszcze to miał? nie tylko w kościołach, w lesie też mi się zdarzyło coś takiego
no to jest klasyczny efekt "przepływ" albo poprostu deprywacja bodźców, nie trzeba czakier do wyjaśnienia. ale rozumiem że doświadczenie jest inne kiedy jesteś w nim niż kiedy potem opisujesz je słowami
przepraszam że wchodzę, czytam ten wątek od dłuższego czasu i jedno mnie nurtuje. Forsycja mówiła że żałowała czegoś co nie zaistniało, jakiejś potencjalności. i teraz się zastanawiam czy ta energia żalu za czymś potencjalnym jest inna niż żal za czymś co faktycznie było i minęło. bo intuicyjnie mi się wydaje że to musi być inna czakra albo inaczej leżeć w ciele?
kurde, to ciekawe co Wizjonerka mówi o splecie słonecznym. bo ja mam wrażenie że kiedy żałuję czegoś co straciłam, to boli mnie bardziej górna część brzucha. a kiedy żałuję czegoś co mogło być a nie było, to to jest bardziej... w środku klatki. czy to pasuje do tego co piszesz?
dobra, ale zanim pójdziemy za daleko w mapowanie bólu na czakry, mam pytanie do Brygitki i innych: czy te odczucia w ciele są stałe? znaczy czy żal za tym samym zawsze boli w tym samym miejscu, czy to się zmienia w zależności od nastroju, dnia, kontekstu?
mnie ten wątek o potencjalności wciąga coraz bardziej. bo Forsycja, jeśli dobrze rozumiem, nie straciła czegoś konkretnego - straciła możliwość. i teraz myślę że może dlatego to jest trudniejsze do przepracowania, bo nie ma konkretnego "czego" żałować. jest jakiś kształt który nigdy nie miał formy
"żałuję powietrza", kurczę Forsycja, to jest silny obraz. i właśnie dlatego te miejsca sacrum chyba pomagają, bo one nie pytają "a co konkretnie straciłaś". one poprostu są. i mogą trzymać ten żal nawet bez nazwy
ciekawa dyskusja. 🙁 wchodzę bo mam inne podejście. Forsycja opisuje coś co w tradycjach wschodnich ma swoją nazwę, nie będę teraz szukać sanskrytu, ale chodzi o żal za tym co istniało w możliwości, w polu potencjału. i z energetycznego punktu widzenia to pole potencjału jest jak najbardziej realne, ma swoją strukturę. pytanie tylko czy te czakry to dobry model do opisu tej konkretnej energii, czy moze jest coś bardziej odpowiedniego
... i z energetycznego punktu widzenia to pole potencjału nie znika. zostaje gdzieś jako niedokończona wibracja. to zresztą nie jest tylko mój pomysł, w kilku tradycjach mówi się o tym że niezrealizowane możliwości pozostawiają ślad energetyczny, coś jak otwarta pętla. pytanie do Forsycji, czy w tym miejscu sacrum czułaś że ta pętla się domknęła, czy raczej że ktoś ją po prostu... trzymał razem z tobą?
to co mówi Forsycja o wstydzie to jest dla mnie klucz do tej całej dyskusji. bo czakra serca to nie tylko miłość w romantycznym sensie, to też akceptacja siebie i tego co czujemy. i może blokada którą ludzie noszą przy żalu za potencjalnością jest właśnie wstydowa, nie żałobna. żal za czymś co nie zaistniało czujemy jako "irracjonalny" więc go dusimy i to go zatrzymuje
no nie, zaraz, zaraz. Obsydianka, czy ty nie mieszasz teraz dwóch rzeczy? wstyd i zablokowana czakra to nie jest to samo. wstyd to emocja poznawcza, czakra to ośrodek energetyczny. nawet jeśli przyjmujemy że czakry istnieją, to nie każde uczucie wstydu = blokada serca. bo wtedy każdy kto kiedykolwiek sie wstydził ma zablokowaną czakrę serca, a to trochę za szeroko
wchodzę w tę wymianę między Edek a Obsydianką bo to mnie kręci. Edek pyta o kryterium i rozumiem to pytanie, ale mam wrażenie że ono zakłada z góry że jest jakiś wspólny standard. a moze przy pracy z energetyką kryterium jest po prostu to co czujesz w ciele, i nic poza tym. nie udowodnialne dla innych, ale realne dla siebie
