oj, chciałam napisać o czymś, co mnie nurtuje od jakiegoś czasu i nie wiem czy to ma sens w kontekście czakr, ale spróbuję. Chodzi mi o żal po czymś, czego nigdy nie było. Nie po stracie osoby, nie po zakończonym związku, tylko po relacji, miejscu, życiu, ktore mogło być a nie było. Byłam ostatnio w pewnym miejscu, które odwiedziłam po raz pierwszy, a mimo to czułam tam jakiś dziwny ciężar w okolicach splotU słonecznego, niemal fizyczny ucisk. I jednocześnie coś w gardle. Jakby dwie czakry naraz reagowały. 😉 Szukałam czegoś na ten temat i nie mogłam znaleźć nic sensownego. Czy żal za czymś niespełnionym w ogóle ma swoje odzwierciedlenie w energetyce czakr? I czy miejsca sacrum mogą wyzwalać takie reakcje nawet jeśli nie mamy z nimi osobistej historii?
To bardzo ciekawe pytanie i dobrze że je zadałaś, bo rzadko się o tym mówi wprost. Żal po czymś co nie istniało ma inną jakość energetyczną niż klasyczna żałoba. Przy żałobie po stracie mamy zamkniętą pętlę, coś było i skończyło się. Ale przy żalu za czymś niespełnionym ta pętla nigdy nie została otwarta, co paradoksalnie może blokować energię bardziej przewlekle, bo ciało nie wie czego szuka. Ucisk w splOcie słonecznym to klasyczny objaw dla czakry manipury, odpowiada ona za autonomię, sprawczość i to co mogłaś mieć a nie miałaś. Gardło to czakra wiszuddha, czyli wszysko to co nie zostało wypowiedziane, co nie dostało formy. Połączenie tych dwóch to nie przypadek. A co do miejsc, to kolejna sprawa, ale poczekajmy czy ktoś inny też miał podobne doświadczenie zanim zacznę o tym pisać szerzej.
Ten ucisk w splecie słonecznym to akurat znam z autopsji i nie raz. Ale mam pytanie do Forsycji, czy to miejsce było dla ciebie jakoś symbolicznie ważne, miałaś jakieś skojarzenia z nim zanim tam weszłaś? Bo to może zmieniać interpretację. Może projekcja, może coś głębszego, ale to nie to samo.
Ja mam podobne doświadczenia z miejscami ale nigdy nie umiałam tego sensownie opisać. Czyli to co opisujesz z tym gardłem to może być wiszuddha? Nie wiedziałam że ona może reagować na miejsca a nie tylko na nasze własne emocje.
No ale chwilę, bo tu sie trochę miesza kilka rzeczy. Czakra jako centrum energetyczne reaguje na twój stan, na twoje blokady i na twoje nierozwiązane wątki emocjonalne. Że jakieś miejsce to "wyciąga", ok, ale to nadal jest twoja własna energia, nie energia miejsca wchodząca w ciebie. To ważne rozróżnienie, bo inaczej można sobie wmówić wszystko. Forsycja, zapytam inaczej, czy ten żal za czymś niespełnionym to coś co masz na co dzień czy tylko tam to poczułaś?
Przepraszam, że wchodzę, jestem tu trochę nowa jeśli chodzi o czakry, ale to co opisujesz Forsycja bardzo mi coś przypomina. Ja mam podobne uczucie jak odwiedzam kościoły, takie stare. Nie jestem bardzo religijna ale coś tam jest i właśnie to gardło. 🙁 Nie wiedziałam że to może mieć związek z czakrami.
A wiesz co, ja czytałam kiedyś że miejsca gdzie przez wieki odprawiano obrzędy mają tak grubą warstwę energii zbiorowej że wchodząc tam poprostu wchodzisz w cudze pole emocjonalne. I ta energia czegoś co nie było to może być właśnie echo pragnień innych ludzi z innych czasów, którzy też czegoś tam szukali i nie znaleźli. Dlatego właśnie w takich miejscach to żal szczególnie mocno uderza. to jakby rezonowanie z pokoleniami ludzi którzy tam stali i też czegoś nie dostali.
słuchajcie, zgadzam się z Aurelkiem co do roli obserwatora, ale wyciągnęłabym nieco inny wniosek praktyczny. Właśnie dlatego że to jest katalizator, a nie źródło, takie doświadczenie w miejscu sacrum jest cenne. Ono potrafi wydobyć na powierzchnię to co siedzi głęboko i nie reaguje na codzienną pracę z czakrami. Forsycja, mam pytanie, czy po wyjściu z tego miejsca czułaś ulgę, nasilenie czy coś jesze innego?
O matko, właśnie to "płakanie które nie jest smutne" znam tak dobrze. Ja to zawsze czuję przy pewnych starych kapliczkach przydrożnych. Cos tam jest, naprawdę. I ta lekkość potem, to chyba dobry znak? Obsydianka.x co ty na to, to brzmi jakby coś się ruszyło w tej czakrze?
Dobra, ale jak sie taką pracę kontynuuje? Bo to brzmi pięknie teorytecznie, ale co konkretnie się robi z czakrą która "ruszyła" ale nie zamknęła? Czy to nie jest niebezpieczne żeby to zostawiać otwarte?
Czytam ten temat od początku i bardzo mi pomaga, dziękuję Forsycji za otwartość że o tym napisałaś bo ja też coś podobnego przeżywam i nie wiedziałam jak to nazwać. To uczucie żalu za czymś co mogło być a nie było, na prawdę myślałam ze to tylko ja tak mam i że to dziwne.
Jest coś głębokiego w tym co opisujesz Forsycja, takie miejsca działają jak lustro. Nie pokazują ci czegoś zewnętrznego, pokazują to co nosisz w sobie ale czego na co dzień nie widzisz, bo zagłuszają cię zwykłe sprawy. I ten żal za niespełnionym, za alternatywnym życiem, to jedna z najcichszych a najcięższych energii jakie znam. Siedzi nisko, przy korzeniu, ale promieniuje w górę i blokuje po drodze co napotka.
Przepraszam że znowu pytam o podstawy ale czy manipura to jest ta w brzuchu? Bo jak czytam ten wątek to trochę się gubię która to która. I wlasnie chciałam spytać, Forsycja jak opisujesz to uczucie w brzuchu, to jak to wyglądało, takie ściskanie? Ucisk? Bo ja to mam przy niektórych miejscach też ale nie wiedziałam że to może być czakra. 🙁
No i to jest właśnie ta ciekawa rzecz w tym wszystkim. Forsycja opisuje dwie różne jakości doznania w dwóch różnych miejscach, i to jest dużo bardziej wartościowa obserwacja niż gdyby powiedziała "czułam coś w czakrach". ta różnica między nagłym a powolnym, między gorącym a innym, to są dane z których można coś wyciągnąć. Pytanie tylko czy to fizjologia stresu emocjonalnego czy coś innego, i szczerze nie wiem czy da się to jednoznacznie rozstrzygnąć
Hortensja, ale czy te dwie interpretacje muszą sie wykluczać? Bo ja tak nie patrzę na to. Że coś ma wyjaśnienie naukowe nie znaczy że wyjaśnienie energetyczne jest złe, może po prostu opisują ten sam fenomen innym językiem. Ja jestem prostą osobą, nie będę rozstrzygać co jest prawdą, ale to co czuję przy tych kapliczkach jest dla mnie realne i nie potrzebuję wiedzieć czy to nerw błędny czy czakra żeby to cenić
Chcę się zatrzymać przy tym co powiedziała Hortensja, bo to ważne i zbyt rzadko się to mówi w takich dyskusjach. Masz rację że to jest kwestia języka opisu. Ale dodam jedno: system czakrowy nie jest tylko metaforą, to jest praktyczny mapa dla pracy z sobą. 😉 Pytanie "co ruszyło się w gardle" jest praktycznie użyteczne nawet jeśli nie rozstrzyga kwestii ontologicznej. Forsycja może pracować z tym co poczuła niezależnie od tego jak to nazwiemy.
Ok ale wracam do mojego pytania bo chyba przepadło, jak sie pracuje z czymś co ruszyło ale nie zostało domknięte? bo Wizjonerka powiedziała coś o oddechu i intencji ale ja nie bardzo wiem jak to wygląda praktycznie. Mam siąść i... oddychać w kierunku gardła? Czy to nie jest za proste żeby działało?
O, Wizjonerka, dziękuję za to ćwiczenie, bo ja też tego potrzebowałam i bałam sie spytać żeby nie oderwać rozmowy od tematu Forsycji. Napiszę jak coś poczuję jak spróbuję, jeśli mogę. Ale mam jeszcze pytanie, czy to ćwiczenie robi się tylko raz po takim doświadczeniu jak w tym miejscu sacrum, czy regularnie?
matko, słucham tego wątku od dłuższego czasu i mam takie pytanie do całej dyskusji, nie tylko do jednej osoby. To "coś co nie było" z tytułu tematu, czy Forsycja to bardziej rozumie jako żal za konkretną sytuacją z życia, osobą, wyborem, czy za czymś bardziej abstrakcyjnym, takim poczuciem jakiegoś potencjału który nie został zrealizowany w ogóle? Bo mi się wydaje że to robi różnicę energetycznie.
O, to mi coś przypomina teorię którą czytałam o tym, że miejsca gdzie gromadziły się ludzkie pragnienia przez wieki mogą wzmacniać nasze własne pragnienia i żale kiedy tam wchodzimy. To takie rezonowanie między naszą energią a energią miejsca. I ten żal za potencjałem który opisuje Forsycja, to moze właśnie dla tego był taki intensywny bo weszła w pole innych ludzi którzy też mieli takie tęsknoty.
Bogumiła, doceniam że to piszesz, ale "czytałam u kilku autorów" to nie jest weryfikacja, to jest powtórzenie. Nie mówię żebyś miała dowód laboratoryjny, ale warto mieć świadomość kiedy mówimy "tak myślę" a kiedy "tak jest". I Edek ma rację że to rozróżnienie ma znaczenie praktyczne, bo jeśli wierzysz że przejmujesz cudze emocje, możesz zacząć przypisywać swoje własne przeżycia zewnętrznemu źródłu.
Wtrącę się tu bo myślę że ten spór między Edek a Bogumiłą i Aurelkiem jest trochę obok sedna dla kogoś kto chce po prostu zrozumieć swoje doświadczenie. Forsycja, ty nie potrzebujesz rozstrzygnąć czy to była twoja energia czy cudza żeby z tym pracować. 😀 Ważne że coś się poruszyło, i że masz poczucie że to nie jest domknięte. To jest wystarczający punkt startowy.
O, Damianek, to jest super rozróżnienie, bo ja tez nad tym siedziałam czytając wcześniejsze posty. I właśnie nie mogłam ubrać w słowa dlaczego te dwie wersje brzmią dla mnie tak różnie. Jakby "nie mam czegoś co chciałam mieć" to był żal bardziej ku przyszłości, a "nie było czegoś co powinno być" to jest żal ku przeszłości. I czuję że to drugie jest cięższe jakoś. Forsycja, które to bardziej?
o rany, forsycja, to co właśne napisałaś - "echo formy" - to jest naprawdę ciekawy opis. I mam jedno pytanie: czy to jest twój własny opis czy używasz tego bo gdzieś to czytałaś? Pytam zupełnie bez złośliwości, bo to ma znaczenie. Własne słowa często są dokładniejsze niż gotowe frazy, a ja czuję że tu naprawdę opisujesz coś precyzyjnie.
To "echo formy" to jest bardzo trafne. I właściwie opisuje dokładnie to z czym pracujemy kiedy mówimy o energii potencjalności w czakrach. Miejsca sacrum przez wieki przyjmowały w siebie energię ludzkich pragnień, modlitw, żalów za tym co się nie spełniło. To nie jest magia, to jest po prostu fizyczna akumulacja intencji. I ta akumulacja może działać jak wzmacniacz dla naszych własnych stanów. Forsycja trafiła w rezonans z czymś co to miejsce w sobie nosi. Pytanie nie "skąd ta energia" tylko "co z nią zrobić teraz".
O, rzadko się zdarza, że ktoś na tym forum poprostu powie "masz rację, źle napisałam". Obsydianka, szacun. I właściwie to jest dobra lekcja dla całej dyskusji: możemy rozmawiać o doświadczeniu bez udawania że mamy na nie naukowe wytłumaczenie. Forsycja miała konkretne doznanie w konkretnym miejscu. Reszta to interpretacja i każda jest hipotezą.
Trochę się gubię w tej dyskusji o energii miejsca kontra własna energia, ale chciałam zapytać o coś innego bo mnie to gryzie od początku wątku. Forsycja, czy byłaś w tym miejscu sama? Bo zastanawiam się czy obecność innych ludzi, czy ich energia jak to tutaj nazywacie, miałaby znaczenie. Bo wyobraźcie sobie że to samo miejsce odwiedzasz z tłumem turystów a nie sama w ciszy. Czy to by zmieniło doświadczenie?
