to co mówi Cyrkonia to sedno sprawy praktycznej. i tu właśne rozróżnienie między naturalnym spowolnieniem a blokadą ma znaczenie - bo przy spowolnieniu wystarczy dostosować intensywność pracy, tempo, wymagania wobec siebie. przy blokadzie to nie wystarczy i faktycznie trzeba coś odblokować. problem w tym żeby wiedzieć z czym sie mamy do czynienia.
przepraszam że wchodzę, czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie ktore mi chodzi po glowie - czy ktoś miał tak że pracował z czakrami na zastój/marazm, i to nie pomogło albo nawet było gorzej. pytam bo trochę czytam o tym ale mam wrażenie ze na forach zawsze jest historia sukcesu a mi zależy na wiedziec jak to bywa na prawdę
dziękuję Lobelka że to powiedziałaś, bo właśne o to mi chodziło. słyszałam już o osobach które intensywnie pracowały z czakrami, wszysko "blokowały i odblokowywały", a potem okazalo się że miały zwykłą depresję sezonową i po prostu traciły czas. to nie atak na temat wątku, naprawdę mnie to ciekawi, tylko... jak rozróżnić kiedy to jest moment na pracę energetyczną, a kiedy na lekarza?
to jest na prawdę ważne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi ale jakiś punkt orientacyjny to: jeśli ten marazm trwa ponad kilka tygodni, zaburza codzienne funkcjonowanie - jedzenie, sen, wychodzenie z domu - to żadna praca z czakrami nie powinna zastępować wizyty u specjalisty. można robić jedno i drugie, ale nie zamiast.
no tak ale to jest granica którą każdy wyznacza inaczej prawda? dla jednej osoby "zaburza funkcjonowanie" to nie wychodzi z łóżka, dla innej wystarczy że jest mniej produktywna. i jak tu ocenić na ile serio brać swój marazm a na ile po prostu przeżywać go?
właśnie dla tego to pytałam na początku, bo sama nie wiem czy moja nuda to "tylko nuda" czy coś głębszego. i trochę czuję że wątek się przesunął w stronę kiedy iść do lekarza co jest ważne, ale mnie bardziej interesuje ta faza pomiędzy, kiedy jeszcze nie ma podstaw do alarmu ale człowiek czuje że coś jest nie tak. co z czakrami w tym środkowym miejscu?
dodam tylko ze w tradycji tantry kaszmiskiej jest inne podejście - tam energia nie idzie od dołu do góry linearnie, tylko pracuje się z tym gdzie jest zacisk. więc jesli jesień to sacrum i manipura to tam właśne. nie mowię ze Plejadka się myli, mówię ze jest więcej niż jeden model
no i tu Norbert znowu wyciąga placebo jak zawsze. okej, rozumiem, ale mam pytanie w drugą stronę: jeśli efekt jest taki sam i czlowiek wychodzi z marazmu, to czy naprawde ważne jest czy to czakra czy endorfiny? praktycznie nie widzę różnicy.
dobra ale możemy trochę zejść na ziemię? bo dyskusja robi się filozoficzna a mnie interesuje konkret. Plejadka mówiła o muladhara najpierw, mam rozumieć że to np. chodzenie boso po trawie i te sprawy? bo czytałam że uziemienie to podstawa i to zawsze powtarzają ale nigdy nikt nie mówi co to naprawdę robi z energią przy takim zimowym marazmie
chodzenie boso po zamarzniętej trawie w listopadzie to taki sobie pomysł 😀 ale serio, rozumiem co Cyrkonia ma na myśli. mi zawsze mówiono że uziemienie to przede wszystkim cokolwiek co łączy z ciałem i z tym co fizyczne. gotowanie, dotykanie ziemi, drzew, nawet zmywanie naczyń. nie musi być ritualistyczne
ooo to ciekwe bo ja wlasnie przy takim marazmie jedyne co mi poamga to gotowanie! nigdy bym nie pomyslala że to moze byc cos z muladharą. to znaczy że nie trzeba robić żadnej specjalnej medytacji tylko po prostu cos konkretnego fizycznego?
to jest interesujące zestawienie bo wychodzi na to że najbardziej skuteczne rzeczy przy zastoju energii są kompletnie niemagiczne w sensie dosłownym. ruch, gotowanie, sprzątanie. to troszke podważa potrzebę całej nadbudowy czakrowej nie? albo inaczej, może ta nadbudowa jest przydatna jako mapa ale nie jako przepis?
to mi sie podoba jako ujęcie. ale mam jedno zastrzeżenie, bo widziałem już kilka razy że ta "mapa" staje się bardzo dosłowna i ludzie zaczynają traktować ją jak diagnozę. "moja manipura jest zablokowana" brzmi jak coś konkretnego, a to wciąż interpretacja. czy to nie rodzi ryzyka że człowiek będzie szukał problemu z czakrą zamiast popatrzeć na realną sytuację życiową?
no właśnie to koło które Plejadka opisała, nuda obniża energię, zastój pogłębia nudę, to jest dokładnie mój przypadek z zeszłej zimy. i naprawdę nie wiedziałam od której strony ugryźć., ale mam pytanie praktyczne, bo Plejadka mówiła o muladhara najpierw i o gotowaniu i sprzątaniu, ok. ale ile czasu zanim coś poczujesz? bo ja jak zaczęłam wtedy te uziemienia to przez kilka dni nic, i myślałam że może robię coś nie tak
kurcze, a propos tego co mowila Plejadka o kole, to mi sie przypomina ze w tradycji buddyjskiej jest cos takiego jak "mentalna formacja" - stan umysłu który sam siebie podtrzymuje. i to pasuje dokladnie do nudy jako zastoju, bo nuda wyłącza chęć robienia czegokolwiek co by ją przerwało. to jest troche inny język niz czakry ale mowi o tym samym moim zdaniem
ojej możemy wrócić do konkretów bo znowu zaczyna się filozofia 😀 Wiedunka pytała o czas, mnie też to interesuje. bo ja mam tendencje do rzucania rzeczy po tygodniu jak nie widze efektów. ile realnie trzeba dać sobie czasu na pracę z czakrami przy takim właśnie marazmie?
kurde, to zależy od tego jak głęboka jest blokada, przynajmniej tak mi zawze tłumaczono. ale szczerze to ja nie wiem czy da się to zmierzyć obiektywnie. sama miałam taki moment kiedy po kilku tygodniach poczułam jakiś shift ale nie wiem czy to przez medytacje czy przez to że po prostu czas minął i sezon się zmienił
to jest ciekawy problem który Klarysa podnosi, czyli jak odróżnić efekt pracy energetycznej od naturalnego upływu czasu. przy marazmie sezonowym szczególnie bo wiosna i tak przychodzi. to jest ta sama trudność co w badaniach klinicznych bez grupy kontrolnej
hmm ale czy nie mozna poprostu sprawdzic na sobie? tzn robic przez jakis czas i obserwowac czy sie cos zmienia? nie kazdy moze miec grupe kontrolna 😀
wracając do tego co Plejadka powiedziała, że nuda i zastój sie nakręcają, to mam wrażenie że mój problem jest właśnie taki że nie wiem jak przerwać ten krąg od którego końca. bo jak jestem znudzona to nie mam siły na żadne uziemienie ani medytację, a jak mam siłę to jestem już jakoś mniej znudzona. czy ktoś miał tak że po prostu nie mógł zacząć?
czytam ten wątek od początku i mam głupie pytanie, ale mnie zawze interesowało czy nuda w sensie czakrowym to jest coś innego niż nuda jako poprostu brak bodźców. bo mogę być znudzony bo siedzę w domu i nic nie ma w tv, a mogę być znudzony zyciem głębiej. czy to jest ta sama blokada czakrowa czy różne rzeczy.
różnica jest i to dość istotna, choć obie mogą prowadzić do podobnych objawów zewnętrznych. nuda z braku bodźców to chwilowy przepływ który szuka ujścia, coś jak woda w zablokowanej rurze, energia jest ale nie ma gdzie iść. to co nazywacie "nudą życia" to głębszy zastój, bliżej kwestii celu i sensu, bardziej związany z anahata i vishuddha niż z niższymi czakrami. to nie to samo i nie leczy się tak samo
Ambrozy, tak, myślę że masz rację. bo ja nie jestem znudzona dlatego że nie mam co robić, raczej mam co robić ale nic z tego nie sprawia że chcę to robić. to jest wlasnie to chyba. i to mnie trochę przeraża jak to tak nazwałeś wprost
Mimoza, to co napisałaś na końcu jest ważne i nie pozwól żeby cię to przerażało za bardzo. to że umiesz to nazwać to już coś. pytam z ciekawości, bo Ambrozy mówił o tej stymulacji jako teście, próbowałaś ostatnio coś z zewnątrz, wyjście, ludzie, cokolwiek i sprawdzałaś czy to odpuszcza?
hmm, gniewko, to jest dobre pytanie ale jednocześnie trochę niebezpieczne, bo łatwo zacząć we wszystkim widzieć zastój energii. 🙂 znam ludzi którzy każdą chwilę zmęczenia interpretują jako problem czakrowy i to tez nie jest zdrowe podejście. czasem człowiek jest poprostu zmęczony.
to co Weles mówi jest ważne. jeśli szukasz różnicy, patrz na cykliczność. zwykłe zmęczenie ma rytm, przychodzi i odpuszcza po odpoczynku. to co tu omawiamy nie odpuszcza po weekendzie ani po urlopie. wraca do tego samego poziomu niezależnie od okoliczności zewnętrznych.
Plejadka to jest super kryterium, zapisuję. ja właśnie nie wiedziałam jak to opisać, ale u mnie tak jest, po urlopie przez dwa dni jest lepiej a potem znowu tak samo. myślałam że po prostu praca tak działa na wszystkich
