Zastanawiam sie nad czymś co nie daje mi spokoju już od jakiegoś czasu. 🙁 Czytałam różne rzeczy o czakrach i wszędzie pojawia się ten wątek - że żeby naprawdę rozwinąć swoją energię to potrzebny jest mentor, nauczyciel, ktoś kto poprowadzi. I to rozumiem. Ale co z ludźmi którzy są w miejscach gdzie nie mają takiego wyboru? Mam na myśli np. kogoś w więzieniu, w szpitalu psychiatrycznym, w domu dziecka - miejscach gdzie nie decydujesz sam o tym z kim przebywasz i kto na ciebie wpływa. Czy ta energia ucznia, ta otwartość czakr w momencie kiedy szukasz mistrza - moze kogoś skrzywdzić jeśli trafi na złego opiekuna? Czy czakra korony i serca są bardziej podatne właśnie wtedy?
Ciekawe pytanie, ale mam wątpliwości czy to faktycznie działa tak mechanicznie. Tzn. ta "otwartość ucznia" to według mnie bardziej metafora niż coś co można uchwycić w kategoriach czakr. Skąd wogóle bierzesz to założenie że szukanie mentora otwiera konkretne czakry? Bo mi to brzmi jak coś wyrwanego z kontekstu
Nie zgodzę się z Gorzysławem w całości. Jasne, trzeba ostrożnie z nadmiernym dosłownością, ale tu jest realny temat do analizy. Jeśli ktoś jest w instytucji zamkniętej i ma ograniczony wybór co do tego kto jest jego "autorytetem" - to rzeczywiście może dojść do niezdrowych zależności energetycznych. Nie mówię o jakiejś magii 1:1, ale o tym że czakra solarna (manipura) i serca (anahata) bardzo reagują na relacje władzy. Osoba, ktora jest pod czyimś wpływem instytucjonalnym - zwłaszcza jeśli jest tam wbrew swojej woli - może mieć te czakry mocno zaburzone. To nie jest abstrakcja, widziałam to w praktyce.
To co opisujesz Karolcia jest bardzo bliskie temu co w starszych tradycjach nazywano "więzią mistrza i ucznia" - i tam zawsze podkreślano że ta więź niesie ogromne ryzyko. Uczeń otwierając się na nauczyciela dosłownie oddaje część swojego pola energetycznego pod jego opiekę. W tradycjach tantrycznych był nawet specjalny rytuał zgody, coś na kształt energetycznego kontraktu. Jeśli ta zgoda jest wymuszona albo nieświadoma - a w instytucji zamkniętej trudno mówić o pełnej świadomości i wolności - to rzeczywiscie może dojść do czegoś co można by nazwać energetycznym nadużyciem. Nie chodzi tylko o serce czy koronę, ale o całą oś od muladhary w górę. Korzeń odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i gdy jest ono zaburzone przez przymusowe środowisko, reszta po prostu nie ma na czym stać.
Wracając do początku - ta kwestia z instytucjami zamkniętymi to jest naprawdę trudny temat i mysle że mało kto tu o tym mówi wprost. Bo jedno to mieć złego mentora z wyboru, można od niego odejść. A drugie to być w miejscu gdzie jesteś zdany na konkretnego człowieka i nie masz alternatywy. To zupełnie inna dynamika energetyczna. Pytanie do Basieńki - skąd ci się ten temat wziął, masz kogoś bliskiego w takiej sytuacji.
Basieńka, to ważny wątek i rozumiem skąd to pytanie. Powiem tak: w pracy z czakrami rzeczywiście spotykamy sie z tym że relacje władzy i zależności zostawiają ślad. Ale tu trzeba być precyzyjnym, bo łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że "energia opiekuna" wchodzi do kogoś jak wirus. To nie tak działa. To co zostaje to pewien wzorzec - uczeń, wychowanek, podopieczny uczy się reagować na władzę w konkretny sposób i to się potem odbija w ciele i polu energetycznym. Manipura jak mówiła Karolcia, ale też gardłowa - avishuddha - bo osoba w instytucji często uczy się nie mówić co naprawdę myśli. 🙁
Ok, to teraz mam pytanie bardziej praktyczne: czy jest jakiś sposób żeby zdiagnozować taki ślad w czakrach u kogoś kto przez to przeszedł? I co ważniejsze - czy można coś z tym zrobić samodzielnie, bez mentora, skoro mentorzy są właśne problemem w tej historii? Trochę ironiczne że leczenie ma polegać na znalezieniu dobrego mentora, kiedy cały problem zaczął się od złego.
o matko, właśnie to samo pomyślałam czytając Gorzyslawa. To jest taka troche pułapka. Jak ktos byl skrzywdzony przez autorytety to potem musi zaufac kolejnemu autorytetowi zeby to naprawic? to brzmi jak... nie wiem, jakos to nie gra. Czy mozna to przepracowac samemu przez medytacje albo prce z kryształami?
ale jak w praktyce to rozpoznać? tzn. mam znajomą która wyszła z domu dziecka i jest strasznie nieufna wobec wszystkich, w ogóle nie moze zbudować normalnej relacji. to jest właśnie ta manipura o której mówicie czy może anahata? i czy da się to jakoś szybko poprawić, bo ona naprawdę cierpi
To jest naprawde dobre pytanie Gorzysław i chyba najważniejsza kwestia w całym tym wątku. Moim zdaniem nie musi to być "mistrz" w sensie duchowym. Najważniejsza jest jakość obecności tej osoby i to że relacja jest oparta na szacunku i zgodzie. Mentor energetyczny to ktoś kto pomaga ci zobaczyć twoje własne wzorce, a nie ktoś kto narzuca ci swoją wizję. W instytucjach zamkniętych ten drugi typ jest niestety częstszy bo system daje im władzę bez mechanizmów kontroli
czytam ten watek i mam dreszcze. moja siostrzennica była w rodzinie zastepcze gdzie "opiekunka" stosowała takie metody ze... no, długa historia. teraz ma 19 lat i boi sie wszystkiego. zawze mysłałam ze to czysto psychologiczne ale to co tu piszecie o muladharze i tym ze nie ma na czym stac - to jakos sie klei z tym co widze u niej. czy jest jakis rytuał albo praca energetyczna ktora mozna zrobic za kogoś bliskiego, jezeli ta osoba sama nie jest zainteresowana? 🙁
Mocne to co napisała Nocnica. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób ale to ma sens. Chęć "naprawienia" kogoś bez pytania go o zgode, nawet energetycznie, to tez jest jakiś rodzaj przekroczenia granicy.
no właśnie, to co napisała Ametystka mnie jakoś mocno zatrzymało. bo ile razy słyszymy "robię to dla twojego dobra" i ktoś decyduje za nas co nam pomoże. i to jest hyba rdzeń tego całego problemu z instytucjami - tam ta "zgoda" jest fikcją bo co ci zrobią jak nie będziesz współpracować. więc jak to ma sie energetycznie. jak ktoś był lata w miejscu gdzie niby miał opiekunów ale de facto nie mógł odmówić - to to jest inny rodzaj blokady niż zwykła nieufność?
hmm, hej, wchodzę z boku bo czytam od początku i mam jedno konkretne pytanie: czy ktoś tu w ogole pracował z kimś kto był np. w więzieniu albo w zamkniętym ośrodku dla nieletnich i widział jak to wygląda energetycznie? bo dużo tu teorii a ciekawi mnie czy ktoś ma realne doświadczenie w tej kwestii, nie tylko koncepty
chcę wrócić do tego co napisał Szeptun o zgodzie bo to jest coś co mnie też nie daje spokoju od jakiegoś czasu. w tradycjach które znam, zgoda ucznia nie jest formalnością - to jest warunek od którego zależy czy przekaz w ogóle działa. jeśli ktoś "otwiera" czyjeś pole bez prawdziwego przyzwolenia, to co się tam dzieje jest rodzajem energetycznego zaburzenia, nie uzdrowienia. i właśnie dla tego instytucje zamknięte są tak trudne energetycznie - nie ma tam przestrzeni na autentyczną zgodę, więc każda relacja władzy zabarwia się czymś co trudno potem odpleść
ok, szanuję że to mówisz wprost zamiast zasłaniać się "starożytną mądrością". to przynajmniej uczciwe. dalej jestem sceptyczna ale rozumiem skąd to bierzesz
troche gubie sie w tej dyskusji ale chce zapytac o cos praktycznego. 🙂 mowiłam wczesniej o siostrzenicy. ona ma teraz 19 lat i sama zaczyna sie interesowac czyms w stylu medytacji, sama z siebie. czy to moze byc jakis sygnał ze jej muladhara zaczyna sie sam naprawiac? ze ciało wie co robic?
a mozna zapytac - co rozumiecie przez ta "muladhare" w kontekscie instytucji? 😀 bo czytam i widze ze kilka osob sie powoluje na te czakre ale ktos mowil tez o manipurze. to gdzie tak naprawde siedzi ten slad po czymsi takim? bo rozumie ze to nie musi byc jedna czakra ale chetnie bym wiedziala jak wy to rozumiecie
Inkantkaa to dobre pytanie i myśle ze tu jest troszke nieporozumienie w dyskusji bo różne osoby mówią o różnych rzeczach. muladhara to bezpieczeństwo, zakorzenieni, podstawa - i to jest logiczne przy instytucjach bo tam właśnie bezpieczeństwo jest zaburzone na poziomie fundamentalnym, nie masz kontroli nad własnym ciałem i przestrzenią. ale manipura to wola, sprawczość, poczucie własnej siły - i to tez jest uderzane gdy ktoś przez lata nie miał żadnego wyboru. 😛 więc pewnie chodzi o obie, i pewnie o splot między nimi
czyli można mieć zablokowane kilka czakr naraz? myślałam że to idzie jakos po kolei, że jak naprawisz jedną to następna. czy to nie działa w ten sposób?
mam wrażenie że za dużo tu mowimy o czakrach jako osobnych skrzynkach do naprawy. a co jeśli problem jest w przepływie między nimi, nie w żadnej konkretnej. bo w tym co opisuje Basieńka z tym jej bliskim, chodzi hyba o coś co przenika całość, nie jeden punkt
no właśnie Gorzysław, o to mi chodzi. on jakby... nie jest w sobie wogole. rozmawiasz z nim i masz wrażenie że gdzieś z tyłu jest, nie tu. i to nie jest kwestia jednej czakry chyba. dla tego pytałam czy jest coś co działa na całe pole a nie punktowo
Basieńko, to co opisujesz to moze być efekt długotrwałego przebywania w miejscu gdzie trzeba było "wyłączyć sie" żeby przetrwać. to jest taka strategia przeżycia - wychodzisz z ciała energetycznie, bo w ciele jest za ciężko. i potem już nie wiesz jak wrócić. pracowałam z kimś takim i powiem że kamienie zakorzenienia bardzo pomagały na początku, czarny turmalin, obsydian, coś co daje kontakt z ziemią
eh, to co Zdzichu napisał jest ważne i nie dam rady tego ominąć. "to co opisujesz" w wykonaniu Basieńki - to naprawdę brzmi jak ktoś kto potrzebuje realnej pomocy psychologicznej, a czakry mogą być co najwyżej dodatkiem. i nie mówię tego żeby dyskredytować ten wątek, mówię to bo zależy mi żeby ta osoba faktycznie dostała pomoc a nie tylko pięknie brzmiące wyjaśnienia
rozumiem i dziękuję, on jest teraz pod opieką - jest terapeuta w tym. 🙂 pytałam tu o wymiar energetyczny bo czułam że psychologia sama to nie wszystko, ale rozumiem wasze obawy. nie szukam zamiennika, szukam uzupełnienia
ok, dobrze, że to powiedziałaś Basieńko bo sie troche bałem że idziemy w stronę "zamiast terapeuty". skoro jest specjalista to super, i to naprawde zmienia kontekst pytania. bo teraz możemy mówić o uzupełnieniu a nie o zastępstwie i to jest już zupełnie inna rozmowa
mam głupie pytanie może, ale wróćmy do tego co powiedział Zdzichu o przepływie między czakrami. jak w ogóle się poznaje że to jest problem z przepływem a nie z konkretną czakrą. czy to jest coś co się czuje, czy trzeba kogoś kto to zobaczy?
