aha, no właśnie to mnie zastanawia od początku, ten mentor., bo Basieńka napisała o "energii ucznia i opiekuna" w tytule a potem rozmowa trochę poszła w strone tej konkretnej osoby i instytucji. a co z tą dynamiką mentor-uczeń w ogole? bo to osobny temat hyba
to jest naprawdę ciekawe pytanie Basienko i nie słyszałam żeby ktoś tak to ujął. zazwyczaj mówi się "kiedy uczeń gotowy, pojawia się nauczyciel" - ale co to znaczy "gotowy" energetycznie? myśle że muladhara musi dawać choćby minimum gruntu, bo inaczej każdy impuls z zewnątrz - nawet dobry - może być destabilizujący zamiast wspierający
zgadzam się z Poludnicą i dodam coś. w tradycjach które znam, przed przyjęciem ucznia dobry nauczyciel robił coś w rodzaju "rozpoznania" - nie po to żeby kogoś odrzucić, ale żeby wiedzieć z czym pracuje. bo uczeń z bardzo otwartą, niezakorzenioną energią to jest duża odpowiedzialność. można zrobić więcej szkody niż pożytku jeśli się tego nie uwzględni
właśne to jest dla mnie serce tej dyskusji. ta osoba którą opisuje Basieńka potrzebuje relacji opartej na bezpieczeństwie - i mentor może to dać, ale może też dokładnie odtworzyć to co było złe, jeśli ma tendencje do kontroli albo hierarchii. jak odróżnić dobrego mentora od kolejnego opiekuna który "wie lepiej".
to co Gorzysław napisał o "nowym zamku" jest mocne i prawdziwe. widziałam to. ludzie po trudnych miejscach są czasem tak spragnieni opieki że wchodzą w kolejną zależność i nie widzą tego sami. i energetycznie to wygląda dokładnie tak samo - przenosisz swoje pole pod czyjeś skrzydła i jesteś bezpieczny, ale nie wolny
o matko, no to jak w ogóle szukać mentora w takim przypadku? to brzmi jakby każda pomoc mogła być pułapką. nie przesadzacie troche? przepraszam, ale odbieram to jako pouczanie.
eee, czytam ten wątek od rana i muszę wtrącić coś z zupełnie innej strony. w tarocie jest karta Hierofanta, która często kojarzy się właśnie z mentorem, przewodnikiem, tradycją. ale jak pojawia się odwrócona, to jeden z jej przekazów jest dokładnie taki jak tu opisujecie - autorytet ktory ogranicza zamiast otwierać. zastanawiam się czy Basieńka robiła jakieś karty dla tej osoby albo dla siebie w tej sprawie
Basieńko, może nie tłumaczyć mu jak działa dobry mentor, tylko po prostu dać mu czas żeby to sam sprawdził małymi krokami. 🙂 zanim w ogole pojawi się słowo "mentor", może najpierw jakiś krąg, grupa, spotkanie bez hierarchii. żeby doświadczył że można być razem z ludźmi w temacie duchowym bez że ktoś rządzi
to co mówi Poludnica ma sens praktyczny. i warto dodac że ta bojaźń przed decydowaniem za niego to jest właśnie muladhara ktora próbuje sie bronić. to jest dobry znak, nie zły - znaczy że coś w nim jeszce pilnuje granic nawet jeśli on sam tego tak nie odbiera
czytam i myslę o mojej siostrzenicy. ona akurat nie miała trudnych doswiadczen w instytyucji ale tez w pewnym momencie trafiła na kogoś kto chciał byc jej "przewodnikiem duchowym" i to bylo bardziej o jego ego niz o nia. na szczescie sama to wyczuła i odeszła. ale zastanawiam sie - czy to wyczucie tez pochodzi z czakr? ze ktos intuicyjnie czuje ze cos jest nie tak?
właśnie o to chodzi, że to nie jest sekwencja. nie ma czegoś takiego że najpierw zakorzeniasz muladhare, a potem idziesz do mentora. to nie jest recepta ze składnikami w kolejności. dobry mentor moze pomagać właśnie w zakorzenienie. 🙁 problem nie jest w tym żeby czekać z szukaniem kogoś, problem jest w tym żeby wiedzieć czego szukać i na co uważać
te trzy punkty Karolci to naprawdę dobra robota. ja bym dodał jeszce jeden, chyba najłatwiej obserwowalny - czy możesz zapytać o coś co kwestionuje jego autorytet bez konsekwencji., bo w złej relacji samo pytanie jest traktowane jak atak albo niewdzięczność. mialem kolegę który był w takiej sytuacji i mówił że za każdym razem jak zadał trudne pytanie to nauczyciel stosował ciszę jako karę
cisza jako kara, to jest straszne. ale Zdzichu ma rację że to wszysko brzmi jak porada "bądź mądry" bez wyjaśnienia jak. bo skoro muladhara jest słaba to ta osoba pewnie i tak nie będzie umiała tych sygnałów odczytać. nie wiem, mam wrażenie ze chodzimy w kółko
a czy ktoś tu miał doświadczenie z grupami bez hierarchii o których Poludnica pisała wczesniej?, bo jak szukam to albo jest jakis mistrz na czele albo cos totalnie bez struktury gdzie nikt nic nie wie. gdzies pośrodku istnieje coś takiego?
to co mówi Poludnica o krokach to chyba najbardziej praktyczna rzecz w tym wątku. powiem wam że rozmawiałam dziś z tą osobą bliską i powiedziała mi coś co mnie trochę zaskoczyło - że ona nie chce nauczyciela ktory wie więcej od niej, tylko kogoś kto "też szuka". 😀 nie wiem czy to jest gotowość do relacji uczeń-mentor czy raczej obawa przed hierarchią, co myślicie?
ojej no, basieńka, to co powiedziała ta osoba brzmi dla mnie bardzo zdrowo szczerze mówiąc. to nie jest ucieczka od mentora, to jest intuicja że potrzebuje towarzysza a nie autorytetu. i może właśnie to jest pierwszy krok - nie szukanie nauczyciela ale szukanie wspólnoty. z czasem w takiej wspólnocie i tak pojawia sie ktoś kto wie wiecej i dzieli się tym naturalnie
no niewiem, "ktoś kto też szuka" to trochę ślepiec prowadzi ślepca. jak chcesz nauczyć się pływać to nie wskakujesz do basenu z kimś kto też nie umie, tylko szukasz kogoś kto pływa. z duchowością jest tak samo. ta osoba po trudnym czasie potrzebuje kogoś kto stoi pewnie na ziemi, a nie kolejnego poszukiwacza
ta rozmowa o przewodniku kontra towarzysz to jest ciekawy temat sam w sobie. w snach mam czasem archetypową postać ktora mi towarzyszy i ona nigdy nie jest ani guru ani równy mi - jest raczej jak coś pomiędzy. troche wie więcej, ale nie stoi przede mną tylko obok. może taka relacja mentor-uczeń jest właśne tym środkiem?
przepraszam że wchodzę bo czytałam od dawna i nie zabierałam głosu. ale chcę zapytać coś moze naiwnego - czy ta praca nad muladharą którą tu wymieniacie to jest coś co można zacząć samemu, bez żadnego mentora ani grupy? bo nie każdy ma dostęp do kregow i szkół a ta osoba o której Basieńka pisze może mieszkać gdzies gdzie takich rzeczy po prostu nie ma
hej, wchodzę z trochę innej strony bo słyszę tu dużo o energetyce i czakrach i ok, rozumiem ten język, ale zastanawiam sie czy nie nakładamy ezoterycznej narracji na coś co jest poprostu traumą i potrzebą bezpieczeństwa. ta osoba z instytucji - ona potrzebuje stabilizacji i zaufania. to jest psychologia, nie tylko muladhara. i martwię się że szukanie mentora duchowego przed przepracowaniem tego psychologicznie może być ominięciem czegoś ważnego
Gorzysław to ważna uwaga. dodam że w tradycjach które studiowałam, dobry nauczyciel często odmawiał przyjęcia ucznia i kierował go najpierw "żeby posprzątał swój dom" - co było metaforą właśnie pracy z nierozwiązanymi sprawami życiowymi, relacyjnymi, psychicznymi. nie dla tego żeby odrzucić ale dlatego żeby nie stawiać na złym fundamencie
ech, słucham tego wszystkiego i myślę sobie - dobra, czyli mentor TAK ale z psychologiem w tle. to brzmi rozsądnie i hyba tak powiem tej osobie. ale mam pytanie do Gorzysława i Nocnicy - jak w ogóle to ugryźć jeśli ta osoba pochodzi z instytucji gdzie autorytet był narzucany siłą? bo ona może teraz reagować alergicznie na każdego kto "wie lepiej", nawet jeśli ten ktoś naprawde chce dobrze 🙁
to jest właśnie sedno problemu Basieńko. po doświadczeniu z autorytarną instytucją radar na hierarchię jest uczulony - i słusznie. tyle, że ten radar potem strzela nawet na zdrowe relacje. nie mam gotowej odpowiedzi jak to rozwiązać, bo szczerze to tu potrzeba czasu i prawdopodobnie właśnie terapeuty. czakry mogą wspierać, ale nie zastąpią przepracowania tego konkretnego wzorca
boże, ale zaraz zaraz - czy to nie jest troche tak ze wpadamy w pulapke i mowimy "do terapeuty, do terapeuty" na wszystko? bo rozumiem ze to wazne ale ta osoba moze nie miec pieniedzy na terapeute, moze nie chciec, moze wgl nie byc gotowa. i co wtedy? czakry i spolecznosc to ma byc tylko dla tych co juz sa "naprawieni"?
ojjj, i żeby to była świadoma decyzja a nie "idę do mentora czakr bo nie stać mnie na terapeutę". to drugie to jest zastępcze rozwiązanie i może działać, ale może tez zamknąć drogę do głębszej pracy. znam takie przypadki niestety
no właśnie, ale pytanie Wojsławy jest uczciwe. co jeśli ktoś poprostu nie ma dostępu do terapii? to nie jest rzadka sytuacja, szczególnie mniejsze miasta, mniejsze możliwości. czy wtedy mówimy "no trudno, bez terapii nic nie poradzisz"? bo to brzmi absurdalnie
to co mówi Nocnica o wspólnocie to mi przypomina coś ważnego - w dawnych systemach inicjacyjnych uczeń nigdy nie był tylko z nauczycielem jeden na jeden. zawsze byli inni uczniowie, starsi, młodsi, rówieśnicy. ten ekosystem sam w sobie był częścią nauki. może dla tego format "mentor i ja" wogole jest z gruntu trochę... niepełny?
