Chciałam wrzucić temat który mnie od jakiegoś czasu męczy, bo w różnych materiałach spotykam sprzeczne informacje. Chodzi o czakrę gardła, czyli piąty ośrodek, ale nie w kontekście komunikacji (bo o tym jest wszędzie) tylko o coś, co sama zaczęłam obserwować u siebie. Mianowicie - silny lęk przed brakiem schronienia, przed byciem bez dachu nad głową, przed tym że nie mam gdzie uciec kiedy jest źle. I wiele źródeł mówi że to jest muladhara, pierwsza czakra, bo tam jest bezpieczeństwo i przeżycie. Ale ja mam wrażenie, że u mnie to siedzi wyżej. Dosłownie czuję jakiś ucisk w gardle kiedy myślę o tych lękach. Czy ktoś się z tym zetknął? Czy piąta czakra moze współodpowiadać za ten rodzaj potrzeby bezpieczeństwa?
O, dobry temat! Ja też to kiedyś analizowałam i powiem ci, że to nie jest zero-jedynkowe, że jeden lęk = jedna czakra. U mnie np. lęk egzystencjalny wlasnie o to "gdzie będę mieszkać, czy mam gdzie wróćić" - to miałam mocno zakorkowaą muladharę, to było pewne. Ale jednocześnie gubiłam głos, bolało mnie gardło bez powodu, i miałam straszny problem z powiedzeniem komukolwiek "potrzebuję pomocy, nie mam gdzie być". I to już jest wizuddha, piąta. Bo ona odpowiada nie tylko za mówienie ale też za wyrażenie potrzeb, w tym potrzeby ochrony i schronienia. 🙁 Może twój lęk jest złożony i angażuje obie?
Przepraszam że wejdę tu z podstawowym pytaniem, ale czy ktoś moze mi wyjaśnić skąd to przekonanie że piąta czakra = gardło = komunikacja? bo czytałam różne rzeczy i raz piszą że to twórczość, raz mówienie prawdy, raz właśnie te potrzeby... skąd to rozbieżności? mam mętlik kompletny
Galaktyka72, to nie są rozbieżności tylko różne warstwy tej samej czakry. Wizuddha to ośrodek ekspresji - ale ekspresja to nie tylko mówienie słów. To wyrażanie siebie na wszystkich poziomach, w tym wyrażanie potrzeb, granic, próśb o pomoc. Kiedy ta czakra jest zablokowana, człowiek dosłownie nie może wypowiedzieć swoich potrzeb, nawet przed samym sobą. Dlatego Mocarnaa ma rację że może to siedzieć w gardle - nie lęk sam w sobie, ale niemożność zaadresowania go, poproszenia o schronienie, powiedzenia "potrzebuję bezpiecznego miejsca".
Tylko chwila, bo trochę mi sie tu miesza. Hematytka70, rozumiem ten kierunek, ale zastanawiam się czy nie robimy tu czegoś co lubię nazywać "dopasowywaniem czakry do objawu". Bo jeśli każdy lęk który gdzieś odczuwamy fizycznie, przypisujemy do czakry w tym miejscu ciała, to trochę zbyt prosto? :)) Ból gardła przy stresie ma każdy, niekoniecznie musi to być wizuddha. Mocarnaa - kiedy piszesz o ucisku w gardle, czy to się pojawia tylko przy tym konkretnym lęku, czy masz go ogólnie często?
oj, to co opisujesz z notatkami jest bardzo wartościowe, bo pokazuje własny system, nie książkowy. Stare teksty tantryczne opisywały wizuddha jako czakrę, przez którą człowiek "wypija nektar" albo "truciznę" - metaforycznie chodziło o to co przyjmujemy od świata i jak to przetwarzamy. Schronienie, azyl, dom - to wszysko jest czymś co musi do nas "wpłynąć" z zewnątrz. Jeśli ta czakra jest zakorkowana, człowiek nie potrafi ani poprosić o to schronienie ani go prawdziwie przyjąć, nawet kiedy jest oferowane. Może dlatego lęk nie odpuszcza nawet w momentach gdy jesteś fizycznie bezpieczna? :))
oooo Franuś93 to mnie bardzo uderzyło! "nie potrafi przyjąć schronienia nawet kiedy jest oferowane" - to jest coś co ja znam ze swojego życia i nigdy tak tego nie nazwałam. Mam taką tendencję że nawet jak ktoś mi proponuje pomoc, dom na chwilę, oparcie - to jakiś głos mówi "nie mogę, nie wypada, daj sobie radę sama". I potem siedzę w tym lęku jakbym była sama. To moze być to?
No hej, ale tu zaczynacie mieszać czakry z psychologią i to nie jest ta sama rzecz. jadzia85, to co opisujesz to klasyczny schemat z teorii przywiązania albo syndrom nadmiernej samodzielności - i tego nie wyleczy sie pracą z garłową czakrą. Nie mówię, że czakry to bzdura, ale troszke mi to tu wygląda jak tłumaczenie wszystkiego przez jedną siatkę pojęć.
kurcze, zgadzam sie ze Skorpionicą co do możliwego nakładania się tych języków. Ale Weles61 ma rację w jednym - niebezpieczne jest kiedy ludzie zaczynają leczyć psychologiczne rany wyłącznie pracą energetyczną i omijają realne wsparcie. To widze na forach ezoterycznych i to mnie niepokoi. Samo wizualizowanie niebieskiego światła w gardle nie przepracuje traumy związanej z bezdomnością czy brakiem oparcia w domu rodzinnym.
Epidot50, no tak, ale tu raczej nikt nie mówi o zastępowaniu jednego drugim? Mocarnaa pisała o obserwacji własnych wzorców, a Franuś o rozumieniu czakry. To nie jest "zrób ćwiczenie i trauma minie". Mam wrażenie że trochę odpływacie od tematu - bo mnie bardziej ciekawi to co napisała Wrenna, że lęk o schronienie angażuje jednocześnie muladharę i wizuddha. jak to praktycznie rozróżnić ktory ośrodek jest pierwotnie zablokowany?
Ok przepraszam że moze głupie pytanie ale czy jest jakiś prosty test żeby sprawdzić czy mam problem z tą czakrą? bo czytam i myślę że moze ja tez to mam, mam duzy problem z proszeniem o cokolwiek, dosłownie gardło mi staje kiedy chcę coś poprosić. ale niewiem jak sprawdzić czy to "energetycznie" czy po prostu jestem nieśmiała :))
ja robiłam coś podobnego jak Hematytka70 pisze i powiem że to działa ale trzeba powtarzać, nie raz. Mi na poczotku bylo tak ze poprostu nic nie czulam, jakby gardlo bylo zdrewniałe. Potem po jakims czasie zaczełam czuć najpierw ciepło a potem ten ucisk o ktorym Mocarnaa pisze. Więc moze to kwestia ze nie kazdy od razu cos poczuje i to nie znaczy ze nie ma problemu.
Dodam coś, bo mi się skojarzyło. Numerologicznie piątka w wielu systemach odpowiada właśnie za wolność i ekspresję, ale tez za poszukiwanie schronienia i zakorzenienia na własnych warunkach. Może to nieprzypadkowe, że piąta czakra i piątka jako liczba mają ten wspólny temat "być bezpiecznym ale na swoich zasadach". Ktoś kto ma dużo piątek w układzie może być szczególnie wrażliwy właśnie na tę czakrę.
Wrenna, Franuś - to co piszecie o tym że wizuddha to "niemożność przyjęcia schronienia nawet kiedy jest" - to uderza mnie mocno bo to dokładnie mój wzorzec. Mogę być w bezpiecznym miejscu i nadal czuć ten lęk, jakby on był od środka a nie z zewnątrz. Teraz pytanie praktyczne - czy ktoś pracował z wizuddha właśnie pod kątem tego konkretnego tematu i jaką metodą? bo wszędzie czytam o śpiewaniu, mruczeniu, mantrze ham - ale niewiem czy to wystarczy do czegoś tak głębokiego.
Sama mantra ham jest drzwiami, nie całym przejściem. W pracy z głębszymi blokadami wizuddha ważniejsze jest to co nazywam "ćwiczeniem prawdziwego głosu" - nie śpiewanie dla śpiewania ale mówienie rzeczy ktore są trudne do powiedzenia. Jeśli blokadą jest niemożność proszenia o schronienie, to ćwiczenie polega na mówieniu na głos, w bezpiecznym miejscu, do siebie lub do kogoś zaufanego: "potrzebuję miejsca", "potrzebuję ochrony", "potrzebuję się zatrzymać". Brzmi banalnie ale wielu ludzi nie jest w stanie tego powiedzieć bez łez lub bez blokady w gardle.
właśnie czytam tę dyskusję o forsowaniu i mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony Genowefka ma rację że opór jest ważnym sygnałem, a z drugiej - znam osoby które latami "obserwowały opór" i nic sie nie zmieniło. Kiedy w końcu efekt? 🙁 Jak długo właściwie trwa praca z wizuddha zanim poczujesz że coś drgnęło?
to co mówi Genowefka o "informatorze" brzmi ładnie, ale co konkretnie ten opór ma nam mówić? bo jak każde odczucie nazwiemy informacją to zaczynamy kręcić sie w kółko. co z tym robimy po tym jak już "zaobserwowaliśmy"? 🙂
to mnie zatrzymało. "przekonanie o tym co się stanie jak się odezwiesz". u mnie to chyba brzmi tak - że jak poprosię o schronienie, to albo mi odmówią, albo że sama prośba jest powodem do wstydu. Jakby potrzeba bycia gdzieś bezpiecznym była czymś za małym żeby ją w ogóle wypowiadać. To ma sens w kontekście czakry gardłowej?
to co Mocarnaa opisuje - wstyd potrzeby, nie tylko lęk przed odmową - to jest według mnie głębsze niż sama wizuddha. W tradycji tantrycznej byłoby to pomiędzy anahata a wizuddha, między sercem a gardłem. Potrzeba jest odczuwana (serce), ale przekaz do góry jest ucięty zanim dotrze do wyrażenia. Jakby głos nie dostawał "zezwolenia" od wyżej.
Franuś93, ale jak to rozumieć praktycznie. Bo jak mam zablokowanie między dwiema czakrami to co w ogole z tym zrobić, pracować z obiema naraz czy po kolei? 😀
ok, ale żeby nie zostawiać Galaktyki z abstrakcją - to co opisuje Franuś w praktyce często wygląda tak że praca z jedną "odblokowuje" coś w drugiej bez bezpośredniej pracy z nią. Nie ma tu protokołu. To nie jest hydraulika.
przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem ale skoro nie ma protokołu to po czym w ogóle poznać że idzie w dobrą stronę? bo mnie to troche przeraża, że można robić coś tygodniami i nie wiedzieć czy to działa czy nie
oooo Olesia88 to takie proste i takie celne jednocześnie! Właśnie te małe rzeczy hyba są najlepszym wskaźnikiem. Ja też tak mam - zanim cokolwiek "poczuję energetycznie", zmiana pojawia się najpierw w codziennych gestach. A Ninka51, nie martw się, naprawdę nie ma tu jednego sposobu i to jest chyba ok 🙂
no tak, małe zmiany w zachowaniu to owszem coś mierzalnego. ale hej, to jest poprostu zmiana nawyku lub odrobina wiecej śmiałości, niekoniecznie efekt pracy z czakrą. mogłoby tak samo wynikać z przeczytania dobrej książki psychologicznej albo z rozmowy z przyjacielem. skad wiadomo że to akurat ta praca energetyczna coś zmieniła?
ma znaczenie jeśli ktoś zamiast psychologa czy rozmowy z bliskim siedzi i wyśpiewuje mantry licząc że samo minie. to jest różnica którą staram sie sygnalizować, nie filozofia dla filozofii
Weles61 ma tu punkt który warto potraktować poważnie. sama prowadzę notatki z różnych podejść i widzę ze przy pewnych głębszych wzorcach sama praca energetyczna robi za mało. nie mówię że jest bez sensu, ale jako jedyna droga - niewiem. czy ktoś tu faktycznie robi to równolegle z czymś innym, nie tylko czakry?
mhm, ja tak. od jakiegoś czasu rozmawiam z terapeutą i jednocześnie prowadzę te notatki o czakrach. i szczerze, to się nie kłóci, raczej jedno drugiemu daje nazwy. terapeuta mówi "wzorzec unikania prośby o pomoc", ja sobie myślę "wizuddha i schronienie", opisujemy to samo z różnych stron
