Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie może naiwne, ale trochę się pogubiłam. Goryczka pyta o przepracowanie winy i ciągle padają różne czakry, serce, splot, gardziel. Czy jest jakaś metoda, żeby w ogóle sprawdzić, która z nich naprawdę wymaga pracy teraz, nie zgadywać?
To co mówi Malwinka o obserwowaniu ciała próbowałam robić i u mnie to zawsze jest okolica żołądka i przepony. Czyli jednak splot słoneczny, nie serce. Ale jednocześnie czuję zacisk w gardle, kiedy myślę o tej konkretnej osobie i o tym, co bym jej powiedziała. Więc może Zlata miała rację, że to nie jest jedna czakra.
To co Goryczka opisuje, czyli żołądek i przepona przy samej emocji, a gardziel przy myśli o rozmowie, to jest właśnie ten podział, który mnie zawsze interesuje. Emocja siedzi w manipurze, ale ekspresja, czyli to co chciałabyś powiedzieć i nie mówisz, blokuje się w wiszuddhie. Mam to w notatkach przy kilku podobnych przypadkach. Ciekawe czy ktoś inny miał podobną dwutorowość, że czuje dwie różne lokalizacje przy jednej emocji.
U mnie też tak było, że ta sama sprawa dawała odczucia w kilku miejscach jednocześnie. Przy winie szczególnie. Raz czułam coś ciężkiego z przodu klatki, innym razem było to bardziej w brzuchu. Zależało chyba od tego, o czym konkretnie myślałam w danej chwili, o tym co zrobiłam, czy o tym jak ta osoba to przyjęła.
to nie jest zły znak, że masz kilka miejsc naraz. Ale mam pytanie, bo to ważne dla dalszej pracy. Kiedy wyobrażasz sobie, że mówisz tej osobie przepraszam, to zacisk w gardle to jest strach przed reakcją, czy coś innego? Coś jakby niemożność, że słowo nie chce wyjść?
to jest jedno z najtrudniejszych miejsc w przepracowywaniu winy. Kiedy wypowiedzenie przepraszam nie jest strachem przed drugim człowiekiem, tylko strachem przed uznaniem siebie za kogoś, kto zawodzi. To już nie jest tylko gardziel. To jest głębszy poziom i moim zdaniem dotykasz tu czegoś, co leży poniżej jednej czakry.
Ale chwilę. Goryczka, powiedz mi jedno. Czy ty czujesz, że to co zrobiłaś tej osobie było naprawdę złe, czy raczej czujesz się zła dlatego, że ona tak to odebrała albo ty tak wyobrażasz sobie że to odebrała? Bo to zmienia całą pracę z czakrą.
To co Zlata zapytała i Goryczka odpowiedziała, że nie wie co ta osoba naprawdę czuje, bo nie rozmawia z nią o tym, to mnie uderzyło. Czy to nie jest właśnie ta blokada gardzieli w praktyce? Że energetycznie gardziel jest zacięta, bo dosłownie nie ma tej rozmowy w rzeczywistości?
Przepraszam że się wtrącam, ale mam pytanie do Malwinki. Mówisz, że to chodzi w obie strony. Czy to znaczy, że gdyby Goryczka robiła ćwiczenia na odblokowanie gardzieli, to może łatwiej by jej przyszło w końcu porozmawiać z tą osobą? Albo przynajmniej poczuć gotowość?
Ja mam pytanie może trochę z boku, ale zastanawiam się od jakiegoś czasu. Cały czas mówimy o tym żeby przepracować winę, odblokować tę czy inną czakrę. Ale czy ktoś z was kiedyś doświadczył, że po tej pracy poczucie winy po prostu zniknęło? Czy raczej zmieniło jakość?
Wracając do tego co Edmund mówił o wzorcu tożsamościowym i o tym że boję się uznać siebie za kogoś kto zawodzi. Czy jest jakaś konkretna praca, którą można z tym zrobić? Pytam, bo to brzmi jak coś głębszego niż wizualizacja czakry i nie wiem jak do tego podejść.
Goryczka, to dobre pytanie i cieszę się, że do niego wracasz. Wzorzec tożsamościowy to nie jest coś, co się przepracowuje jedną medytacją. Ale można zacząć od czegoś prostego, mianowicie od odróżnienia dwóch zdań. Pierwsze: zrobiłam coś złego. Drugie: jestem zła. Pierwsze jest czynem, drugie jest wyrokiem na siebie. Kiedy leżysz wieczorem i to wraca, które zdanie słyszysz w głowie?
Drugie. Zawsze drugie.
to jest naprawdę ważna odpowiedź, bo to zmienia całą rozmowę. Jeśli słyszysz 'jestem zła', to wina dawno przestała być emocją i stała się przekonaniem. A przekonania nie siedzą w żadnej jednej czakrze, one są wszędzie. Edmund mówił o korzeniu i manipurze, ale ja bym się zastanowiła, czy to nie jest też kwestia anahaty, bo odrzucanie siebie to przecież relacja z samym sobą.
Ja mam inne podejście do tego. Nie jestem pewna, czy ta kolejność od dołu jest zawsze właściwa. Znam ludzi, którzy zaczynnali od serca, od współczucia dla siebie, i to właśnie to było kluczem. Edmund, skąd ta pewność, że korzeniowa musi być pierwsza?
Wchodząc w tę wymianę, bo jest ważna. Myślę, że pytanie 'od której czakry zacząć' jest trochę mylące, bo w praktyce rzadko pracuje się tylko z jedną w izolacji. To co bardziej ma sens, to pytać: gdzie jest teraz największy opór? I tam zaczyna się oddychać. Goryczka, jak teraz siedzisz z tym co piszesz, gdzie w ciele czujesz napięcie?
To co Goryczka opisuje w klatce, to ja też tak miałam. I u mnie to nie było od razu do przepracowania. Mam pytanie do Malwinki, bo mnie to ciekawi. Czy jest jakaś różnica między tym ściskiem od winy a tym ściskiem od żalu? Bo dla mnie przez długo były nieodróżnialne.
Słuchajcie, ja rozumiem tę rozmowę o odczuciach, ale trochę się tu gubię. Czy jest jakiś sposób żeby odróżnić, czy to jest naprawdę zablokowana czakra, czy po prostu stres albo smutek? Bo jak słucham Goryczki, to mogłoby to być jedno i drugie i nie wiem jak odróżnić.
To mnie zastanawia. Franciszka mówi że metody są podobne niezależnie od nazwy. To po co w ogóle używamy tych nazw, muladhara, anahata i tak dalej? Czy to nie jest tylko język, który niektórym pomaga się skupić?
Dziękuję za to Franciszka, bo ja zawsze się bałam, że jeśli nie rozumiem wszystkich nazw to robię coś źle. To bardzo mi pomogło.
Ja mam pytanie do Goryczki, bo cały czas o niej myślę czytając ten wątek. Powiedziałaś wcześniej, że ta osoba pewnie przyjęłaby przeprosiny dobrze. Czy teraz, po tej rozmowie, coś się zmieniło w tym jak na to patrzysz? Nie mówię żebyś robiła cokolwiek, tylko pytam jak to teraz siedzi.
Goryczka napisała coś ważnego. Że to nie jest lęk przed tą osobą, tylko lęk przed własnym głosem. Mam to zapisane i wracam do tego, bo to mi pasuje do czegoś, o czym czytałem przy wizualizacjach z anahatą. Tam jest taki moment, kiedy ludzie przerywają ćwiczenie nie dlatego, że jest trudne, tylko dlatego, że zaczynają coś słyszeć. Czy ktoś to u siebie zauważył?
to 'nie chcę przypisywać temu za dużo' jest bardzo znamienne. Dlaczego nie chcesz? Pytam serio, nie retorycznie.
To co Goryczka teraz napisała to jest naprawdę sedno. Wina nakłada się na każdą możliwość poprawy i mówi: 'uważaj, bo jak ci się nie uda, to znowu udowodnisz, że jesteś zła.' To jest pułapka, w której nadzieja staje się ryzykiem. Edmund, czy ty w pracy z muladharą spotykasz coś takiego? Że ktoś sabotuje własne postępy żeby się nie narazić na kolejne rozczarowanie?
Ja wejdę tutaj z boku. Pracowałam z kilkoma osobami, które miały podobny wzorzec i z mojego doświadczenia kluczem nie była muladhara tylko manipura. Poczucie winy bardzo często leży w splocie słonecznym, nie w korzeniu. To jest centrum sprawczości i wstydu. Czy ktoś to bierze pod uwagę w tej rozmowie?
Czytam i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Mówicie o manipurze i muladharze jako o miejscach gdzie siedzi wina. Ale skąd wiadomo, że to nie jest tylko projekcja? Znaczy, że ktoś czuje napięcie w brzuchu, i my to nazywamy manipurą, ale może to po prostu jest napięcie w brzuchu?
Właściwie to samo chciałam zapytać co Roch. I mam trochę poczucia, że ta rozmowa robi się coraz bardziej filozoficzna, a Goryczka gdzieś tam dalej ma ten kamień w klatce piersiowej. Czy jest jakiś konkretny krok który można zrobić dziś wieczorem?
