Mam pytanie do Malwinki, bo ona najbardziej mi tu pomaga rozumieć. Goryczka mówiła o tym, że boi się, że jak coś się zmieni i wróci, to będzie to kolejna porażka. Czy jest jakiś sposób żeby pracować z czakrami, który nie wymaga wiary, że się uda? Coś co można zrobić bez tej presji?
Dziękuję za ten post Malwinki, bo właśnie to mi brakowało w tej rozmowie. Że można po prostu być przy czymś bez walki. Goryczka, nie wiem czy to pomoże, ale czytam ten wątek od początku i myślę, że coś w tobie się już ruszyło nawet jeśli tego nie czujesz jako zmiany.
Czytam to co napisała Pelagiusza i nie wiem co powiedzieć. Że coś się ruszyło. Nie czuję tego tak wyraźnie, ale może dlatego, że nie umiem jeszcze odróżnić ruchu od złudzenia ruchu. To chyba brzmi absurdalnie.
Nie brzmi absurdalnie. To jest jedno z najtrudniejszych rozróżnień w tej pracy. Złudzenie ruchu i ruch mogą wyglądać identycznie od środka, szczególnie na początku. Pytanie, które chcę zadać: czy ta różnica w tej chwili naprawdę jest istotna?
Nie piszę żadnych notatek. Właściwie trochę się boję, że jak zacznę zapisywać, to za bardzo skupię się na śledzeniu postępu i znowu zrobię z tego egzamin, który mogę oblać. Ale słyszę co piszecie i może to jest kolejna forma tej samej pułapki.
To jest bardzo świadoma obserwacja. I masz rację, to jest ta sama logika. Ale jest jeden sposób pisania, który nie jest śledzeniem postępu. Zamiast 'co się zmieniło' piszesz 'co było'. Bez oceny kierunku. Tylko co było w ciele, co myślałaś, co czułaś. Bez kolumny 'lepiej czy gorzej'.
Przepraszam że wchodzę, ale mam wrażenie, że wchodzimy teraz w terapię przez forum i zastanawiam się czy to jest miejsce na taką rozmowę. Nie mówię złośliwie, po prostu pytam. Czy nie powinno to się odbywać z kimś na żywo?
Zgadzam się z Wrotycz, ale chcę też powiedzieć, że praca z czakrami to nie jest terapia i nie trzeba się chować za tym 'idź do terapeuty' za każdym razem gdy rozmowa robi się głębsza. Goryczka pyta o coś konkretnego i dostaje konkretne odpowiedzi. To jest wartościowe samo w sobie.
Notuję sobie tę wymianę między Rochem a Zlatą, bo wracam do niej w głowie. Mam pytanie do obu stron: czy możliwe, że macie tu rację jednocześnie i spór jest pozorny? Tzn. oddech działa fizjologicznie, a czakra działa jako rama znaczeniowa. Oba poziomy są prawdziwe, tylko inaczej.
Słucham tej dyskusji i coś mi się układa. Chyba nie potrzebuję wiedzieć czy czakry 'naprawdę' istnieją żeby spróbować tej praktyki. Ale mam inne pytanie, do wszystkich tutaj. Ten kamień w klatce piersiowej, o którym mówiłam na początku. To jest anahata czy coś innego? Nikt tego nie powiedział wprost.
Anahata to czakra serca, umiejscowiona właśnie w okolicach mostka i klatki piersiowej. W tradycji wiąże się z miłością, ale też z żalem, smutkiem i poczuciem oddzielenia. Ciężar w klatce to bardzo częsty sygnał tej czakry. Ale to co Franciszka i Edmund mówili o manipurze też jest obecne, bo wina ma kilka warstw. To nie jest albo-albo.
Dziękuję, że Malwinka to rozjaśniła, bo ja też nie wiedziałam gdzie to przypisać. Goryczka, mam do ciebie jedno pytanie i możesz nie odpowiadać jeśli nie chcesz. Ten kamień, czy pojawił się w jakimś konkretnym momencie życia, czy był zawsze?
To dobre pytanie i nie wiem czy znam odpowiedź. Mam wrażenie, że był zawsze, ale ostatnio jest wyraźniejszy. Jakby coś go nagłośniło. Nie wiem czy to dobrze czy źle, że teraz bardziej go czuję niż wcześniej.
To że bardziej go czujesz teraz, to zazwyczaj dobry znak. Nie dlatego, że ból rośnie, ale dlatego, że coś w tobie przestało go zagłuszać. Mam jedno pytanie, bo to ważne dla dalszego rozmówienia się. Czy ten kamień bardziej wiąże się z konkretną osobą czy z jakąś sytuacją, którą trudno ci zamknąć?
Myślę, że z osobą. Ale ta osoba jest też powiązana z sytuacją, więc nie wiem czy to w ogóle da się rozdzielić. To jest poczucie winy wobec kogoś, komu nie mogłam już nic naprawić. Nie wiem czy to ma znaczenie dla tego gdzie leży ta czakra.
właśnie to ma ogromne znaczenie. To co opisujesz, poczucie winy wobec kogoś kogo już nie ma albo sytuacji którą trudno naprawić, to jest klasyczny obszar anahatyczny, ale z domieszką manipury. Manipura odpowiada za sprawczość. Gdy czujesz, że powinna byłaś coś zrobić i nie zrobiłaś, ciało może lokować to napięcie zarówno w klatce jak i w okolicach splotu słonecznego. Czujesz coś tam?
Chcę tu coś dodać, bo widzę że ta rozmowa robi się naprawdę gęsta. Goryczka, to co opisujesz, poczucie winy wobec kogoś komu nie możesz już nic naprawić, to jest chyba jedna z najtrudniejszych form tego uczucia. Nie ma zamknięcia przez przeprosiny ani działanie. I właśnie dlatego ciało trzyma to długo. Mam pytanie do ciebie, nie związane z czakrami. Czy kiedykolwiek pozwoliłaś sobie na smutek związany z tą sytuacją, osobno od winy?
To jest bardzo dobre pytanie i myślę, że tak, da się to rozdzielić, ale wymaga czasu i spokoju. Smutek i wina mają inne jakości, nawet jeśli współistnieją. Smutek to utrata. Wina to przekonanie, że powinno być inaczej przez to co zrobiłaś albo czego nie zrobiłaś. Jeśli siedzisz z tym długo jako jednym blokiem, ciało też nosi to jednym blokiem.
Wracając do pytania Goryczki o to czy czuje coś w okolicach splotu słonecznego. Mnie zastanawia jedno. Czy praca z dwiema czakrami jednocześnie, anahata i manipura, ma sens w jednej praktyce, czy lepiej zacząć od jednej? Bo widziałem różne podejścia i jedne mówią żeby pracować od dołu do góry, inne że od problemu.
Słucham tej wymiany i mam wrażenie, że gdzieś mi uciekło konkretne pytanie. Czyli jeśli dobrze rozumiem, to powinnam spróbować po prostu siąść w ciszy, położyć rękę na klatce piersiowej i na brzuchu, i zobaczyć co czuję, nie analizując czy to 'prawdziwa czakra' czy nie?
Dokładnie tak. I nie oczekuj żadnego konkretnego wyniku. Nie sprawdzasz czy masz zablokowaną czakrę. Sprawdzasz co jest w ciele. To jest wystarczające ćwiczenie samo w sobie, niezależnie od nazwy jaką mu dasz.
Dobra, ale ja mam wrażenie że ta rozmowa kręci się w kółko. Goryczka pyta co zrobić z poczuciem winy, i wszyscy mówią żeby obserwować, zapisywać, siedzieć w ciszy. Czy jest jakieś ćwiczenie które rzeczywiście coś robi, a nie tylko opisuje problem?
Słucham tej wymiany i myślę, że mój problem z obserwacją jest podobny do tego co opisuje Denarka. Siadam i zamiast czuć, zaczynam analizować. Zastanawiam się czy to co czuję to 'właściwe' odczucie czy tylko wyobrażenie. I wtedy nic nie czuję albo czuję tylko głowę.
To co opisujecie obie to bardzo charakterystyczne dla poczucia winy. Wina mieszka w głowie, nie w ciele. Dlatego przy próbie obserwacji ciała umysł przechwytuje uwagę i wraca do analizy. To nie jest błąd w praktyce, to jest właśnie informacja o tym gdzie problem siedzi najgłębiej.
Mam w notatkach jedno ćwiczenie które czytałem w kontekście pracy z manipurą przy poczuciu winy. Polega na tym, żeby świadomie zacisnąć mięśnie brzucha podczas wydechu i przez chwilę zatrzymać napięcie, a potem je puścić. Próbowałem kilka razy i za każdym razem na wydechu pojawia się coś co trudno nazwać. Ale czy to działa inaczej u kogoś, kto nie ćwiczy regularnie oddechu?
Wchodzę w to bo to ważne pytanie. Dla mnie różnica między 'to jest pranajama' a 'to jest praca z czakrą' jest istotna nie teoretycznie, ale praktycznie. Jeśli myślisz że aktywujesz czakrę, możesz przypisywać tej czakrze każde odczucie jakie się pojawi. To może zamknąć obserwację zamiast ją otworzyć.
To co mówi Franciszka jakoś do mnie trafia. Jak siedzę i myślę 'teraz sprawdzam czakrę serca', to od razu coś czuję w klatce piersiowej. Ale nie wiem czy to naprawdę tam jest czy ja to produkuję. I to mnie blokuje bardziej niż samo poczucie winy.
