To jest chyba dokładnie ten problem który miałem na myśli wcześniej pytając o sugestię. Ale mam inne pytanie, bo ta rozmowa mnie naprawdę wciąga. Czy jest jakiś sposób żeby odróżnić 'czuję bo się skupiłem' od 'czuję bo tam coś jest'? Bo nie wiem czy to w ogóle jest rozróżnialne.
Goryczka, chcę powiedzieć że to co opisujesz, że nie wiesz czy produkujesz odczucie czy je odkrywasz, to ja miałam dokładnie to samo i długo się z tym frustrowałam. U mnie przełom był kiedy przestałam się pytać czy to prawdziwe, i zaczęłam pytać co to mi mówi o mnie teraz. Cokolwiek to jest, moje ciało to generuje i to jest informacja.
Przepraszam, że pytam o podstawy w takiej dyskusji, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie o manipurze i anahacie. Który obszar ciała odpowiada każdej z tych czakr? Zgubiłam się gdzieś wcześniej w wątku.
Wracam do Goryczki bo mam wrażenie że jej pierwotne pytanie trochę utonęło. Mówiłaś na początku o poczuciu winy wobec kogoś, komu nie możesz już nic naprawić. Czy próbowałaś kiedyś napisać do tej osoby list który nigdy nie zostanie wysłany? Nie mówię że to rozwiązuje cokolwiek na poziomie czakr, ale to jest jedna z metod które pomagają wydobyć to co utknęło.
Goryczka, ciężko powiedzieć jednoznacznie. U mnie było tak, że list dał mi coś czego sama analiza w głowie nie dawała, mianowicie poczucie że ta emocja gdzieś wyszła, że przestała być tylko moja. Ale nie twierdzę że to zawsze katharsis trwałe. Czasem trzeba napisać kilka listów w różnych momentach. A czy boisz się tego co wyjdzie z treści, czy bardziej tego co poczujesz w trakcie?
Chyba bardziej tego co poczuję. Mam wrażenie że jak napiszę to otwieram coś czego potem nie będę umiała zamknąć. Że ta wina stanie się bardziej realna, a nie mniej.
To jest bardzo ważna obserwacja i myślę że dotyczy nie tylko listu. Czy masz podobne odczucie kiedy próbujesz w ogóle usiąść z tym poczuciem winy, nie tylko w kontekście pisania? Pytam bo to co opisujesz brzmi jakbyś unikała pełnego kontaktu z tą emocją, i to jest zupełnie różna praca niż blokada w czakrze.
Zgadzam się z Edmundem. I chcę dodać, że to co Goryczka opisuje, ta obawa przed 'otwarciem', często jest ważniejsza niż sama emocja którą chce przepracować. Wina jest, owszem. Ale to co ją trzyma to przekonanie że kontakt z nią jest niebezpieczny. I to nie siedzi w manipurze, to jest już praca z anahatą, z poczuciem bezpieczeństwa wobec siebie.
Goryczka, to co mówisz o strachu przed 'otwarciem', to ja to czułam identycznie. I mogę powiedzieć, że u mnie to nie było tak, że emocja stała się bardziej realna i mnie zalewała. Raczej wyszła i miałam nad nią większy kontakt niż kiedy siedziała gdzieś z boku. Ale też nie wiem czy moje doświadczenie będzie twoje.
Mam pytanie do Malwinki bo nie do końca się zgadzam. Czy nie ryzykujesz tu zbytnim psychologizowaniem tego co powinno być pracą energetyczną? Tzn. dobrze że wchodzimy w głębię, ale jeśli ktoś przychodzi z pytaniem o czakry, to mieszanie czakr z mechanizmami obronnymi może być mylące, szczególnie dla kogoś kto dopiero zaczyna.
Nie, nie jestem zagubiona. Właściwie ta rozmowa trafia do mnie bardziej niż się spodziewałam kiedy pisałam ten wątek. To że wina siedzi częściowo w obawie przed samą sobą, to jakoś... tak. Chyba właśnie o to chodzi.
Goryczka, to brzmi jak ważne rozpoznanie. Mam jedno pytanie, może trochę z boku, ale wydaje mi się ważne. Ta osoba wobec której masz winę, czy ona wie o tym co czujesz? Pytam bo praca wewnętrzna jest jedną ścieżką, ale czasem okazuje się że część tego ciężaru można by złożyć inaczej.
