Hmm, szczerze? Nie wiem, który był pierwszy. Nie przyglądałam się temu tak uważnie. Mam wrażenie, że to się splata - że czuję coś zanim on się wycofa, jakby przeczucie. Ale może też sobie to dopowiadam po fakcie.
To, co opisuje Bluszczyk, z tym przeczuciem zanim coś się stanie - czy to nie może być po prostu intuicja? Jak to odróżnić od czakry, która 'odbiera' energię drugiej osoby? Mam wrażenie, że granica między tymi pojęciami jest dla mnie zupełnie niewidoczna.
To jest jedno z tych pytań, gdzie obie odpowiedzi mogą być jednocześnie prawdziwe. Dla mnie 'czakra sakralna odbiera energię' to po prostu bardziej szczegółowy opis mechanizmu tego, co intuicja nazywa ogólnie. Jedno nie wyklucza drugiego. Ale co do Bluszczyk i tego splątania - ten opis z przeczuciem brzmi jak bardzo aktywna sakralna, nie zablokowana. Ciekawe.
Właśnie, Tunia ma dobry trop. Nadaktywna sakralna to równie częsty problem co zablokowana i często wygląda jak nadwrażliwość emocjonalna, zbyt intensywne przywiązanie, trudność z granicami. Bluszczyk, jak to słyszysz - to też jakoś pasuje do twojej sytuacji, czy jednak nie?
A mnie ciekawi coś innego - mowimy duzo o sakralnej, a Zurawinka pytała czy to idzie razem z sercową. Czy to nie jest tak, że jak jedna jest nadaktywna a druga slaba, to właśnie wtedy jest ten rozjazd między cielesnoscia a uczuciem w relacji? Bo mnie sie wydaje, ze to bardziej o tym balansie miedzy nimi niz o jednej czakrze z osobna.
Synchronizacja między czakrami to osobny temat i trochę bardziej zaawansowany. Ale w uproszczeniu - jeśli podczas medytacji skanującej sakralna daje ci ciepło, wibrację, cokolwiek żywego, a sercowa jest chłodna i cicha, to masz odpowiedź. Nie potrzebujesz specjalnej metody, to widać przy zwykłym skanie, jeśli robisz go uważnie.
A czy jest jakiś szybszy sposób żeby to wyregulować niż te długie medytacje? Bo słucham tej rozmowy od dawna i mam wrażenie, że to wszystko jest bardzo czasochłonne. Czy na przykład noszenie dwóch kamieni jednocześnie - karneolu i czegoś na sercową - mogłoby przyspieszyć ten proces?
Trochę mnie to frustruje, szczerze mówiąc. Ciągle słyszę że 'to wymaga czasu', ale nikt nie mówi jakiego. Tygodnie? Miesiące? Bo to robi dużą różnicę jeśli chcę coś z tym zrobić w kontekście aktualnej relacji, która nie czeka w miejscu.
Właśnie, to jest dobre pytanie Otylki i myślę że wiele z nas by chciało jakiejś odpowiedzi. Ja rozumiem, że to indywidualne, ale czy ktoś z was miał realne doświadczenie, że praca z konkretną czakrą zmieniła coś w relacji i ile to trwało? Nie teorię, tylko konkretne 'u mnie trwało tyle i stało się to'.
To uczciwe pytanie i dam uczciwe odpowiedź - u mnie przy pracy z sercową po trudnym rozstaniu pierwsze wyraźne zmiany w tym, jak wchodziłem w kontakty z innymi, poczułem po jakichś sześciu tygodniach regularnej pracy. Ale 'regularnej' to znaczy niemal codziennie, nie raz na tydzień. I nie wiem, czy to była praca z czakrą, czy po prostu czas i uwaga poświęcona sobie. Tak jak Leonek powiedział wcześniej - rozróżnienie bywa trudne.
No dobra, Idzik, sześć tygodni codziennej pracy to brzmi realnie, dziękuję za szczerość. Ale mam pytanie praktyczne: co to znaczy 'niemal codziennie'? Godzina dziennie? Pół godziny? Bo to robi różnicę kiedy pracujesz i masz dom na głowie.
Słuchając tej rozmowy o czasie... zastanawiam się czy ja w ogóle robię cokolwiek regularnie, czy tylko czytam i czekam na jakiś znak. To chyba problem sam w sobie, nie?
No właśnie, bo czytanie o pracy z czakrami to nie to samo co praca z czakrami. Rozumiem że sie boysz zacząc, bo nie wiesz od czego, ale czy próbowałaś chociaż usiąść na kilka minut i po prostu poczuć co się dzieje w tym obszarze sakralnym, bez żadnego celu?
Próbowałam raz, ale nie wiedziałam czy to co czuję to 'właściwe' czucie, czy wymyślam. I potem przestałam, bo poczułam się głupio sama ze sobą.
A to jest właśnie coś, o czym nigdy nie mówią w tych poradnikach - ten moment kiedy siedzisz i myślisz 'czy ja to wmawiam sobie czy naprawdę coś czuję'. Jak wy to przeszliście? Bo mam wrażenie, że ta wątpliwość blokuje bardziej niż jakakolwiek czakra.
Ojej, to super pomysł z tym notowaniem! Czy to musi być jakiś specjalny dziennik, czy zwykły zeszyt wystarczy? Przepraszam za takie proste pytanie, ale chcę dobrze zacząć.
A wracając do tego co mówiła Bluszczyk o poczuciu winy że przestała - to mnie uderzyło, bo ja robię dokładnie to samo. Zaczynam, coś mi nie wychodzi, przestaję, a potem mam wyrzuty sumienia. Czy ta emocjonalna huśtawka wokół samej praktyki to też może być objaw nadaktywnej sakralnej?
Fizycznie? Takie napięcie, tu gdzieś pod żebrami. Chociaż to może być po prostu stres.
Pod żebrami to bardziej okolice splotu słonecznego chyba, nie? Czyli trzecia czakra, nie sakralna? Mówię to jako pytanie, bo naprawdę nie wiem, tylko kojarzę z jakiegoś opisu.
Zaraz, ale to znaczy że możemy nieświadomie mylić czakry przy pracy? Że ktoś pracuje nad sakralną, a problem siedzi gdzie indziej? Pytam bo to by tłumaczyło czemu czasem praca 'nie skutkuje'.
To mnie trochę przeraża, szczerze. Bo jak mam wiedzieć od czego zacząć, jeśli nawet nie wiem czy dobrze lokalizuję problem? Może w ogóle nie sakralna?
Bluszczyk, nie panikuj. Opisałaś konkretne fizyczne odczucia i konkretną sytuację relacyjną. Nie musisz mieć pewności na sto procent. Zacznij od obserwacji tego, co czujesz w ciele, kiedy dzieje się to ściśnięcie, i sprawdź gdzie to dokładnie jest. To ci da więcej niż jakikolwiek schemat z internetu.
Dobra, próbowałam ostatnio wieczorem tego skanu. Siedziałam spokojnie, przeniosłam uwagę na podbrzusze i... było coś. Takie lekkie ciepło, ale bardzo ulotne. Po chwili zaczęłam myśleć czy to nie jest po prostu trawienie i cały nastrój prysł. Czy tak to ma działać?
To znaczy, że zaczęłaś. Ciepło to jeden z częstszych sygnałów w tym obszarze. A to że natychmiast przyszła myśl o trawieniu - to głowa próbuje zdyskredytować doświadczenie, bo nie umie go skatalogować. Pytanie do ciebie: ta myśl przyszła zanim czy po tym jak poczułaś ciepło?
Ja próbowałam właśnie tak, po kłótni. I powiem szczerze - nie byłam w stanie skupić się na żadnym obszarze ciała, bo cała byłam jak jeden wielki węzeł. Czy to w ogóle ma sens robić kiedy emocje są świeże?
Ale zaraz, to jak płakanie 'bez powodu' po kłótni ma być objawem czegoś z czakrą, a nie po prostu reakcją na stres? Mam wrażenie że tu wszystko można przypisać czakrom i to mnie trochę niepokoi.
A co znaczy wzorzec w tym kontekście? Że na przykład zawsze przy napięciu w relacji czuję coś w tym samym miejscu? Bo jeśli tak, to ja chyba mam wzorzec i nigdy nie nazywałam tego słowem wzorzec.
