Sprawiedliwa, w klatce i gardle. Gardło szczególnie - jakby coś chciało powiedzieć albo zatrzymać. I jest jeszcze jedno - nogi stają się jakby mniej moje. Jak chodzę po powietrzu. Teraz jak to opisuję to widzę że to właśnie jest ta muladhara o której mówiłyście - tracę dosłownie grunt.
Klimcia, to z tym gardłem - to jest wishuddha, prawda? Czytałam gdzieś że ona odpowiada za wyrażanie siebie i za granicę między sercem a głową. Czy to możliwe że te trzy czakry - serce, gardło i podstawa - są u ciebie wszystkie w tym samym czasie aktywowane kiedy jest bliskość? Czy to w ogóle tak może działać że kilka naraz?
Klimcia, to co mówisz o nogach mnie uderzyło bo sama miałam to samo i długo nie umiałam tego nazwać. To uczucie że ziemia gdzies sie ulatnia pod stopami jak ktoś jest za blisko. U mnie pomogło dosłownie chodzenie boso po trawie, brzmi głupio ale robiłam to codziennie i po kilku tygodniach to uczucie w nogach się zmieniło. Czy ty masz w ogóle jakieś zakorzenające praktyki poza qigong?
Drozdzia, nie brzmi głupio wcale. Qigong ma te elementy zakorzenienia ale chyba nigdy nie skupiałam się na nim z myślą o muladharze, robiłam to bardziej ogólnie. Może to jest ten brakujący element - żeby zacząć intencjonalnie. Ale nie wiem czy to wystarczy jeśli wzorzec jest tak głęboki jak Thalia sugerowała.
Klimcia, prawdopodobnie samo zakorzenienie fizyczne nie wystarczy, ale może być bardzo dobrym wejściem do czegoś głębszego. Mam pytanie trochę z innej strony - czy to wahadło w zachowaniu, ten tytuł wątku, jest widoczne też dla osób z zewnątrz? Czy ktoś bliski ci kiedyś to skomentował, zwrócił na to uwagę?
Thalia, tak. Jedna osoba powiedziała mi kiedyś że jestem nieobliczalna - że raz jestem bardzo otwarta i wciągam w bliskość a za chwilę zamykam się bez wyjaśnienia. To mnie bardzo zraniło ale chyba miała rację. I to jest ta biegunowość o której pisałam na początku - ona jest widoczna z zewnątrz i to jest naprawdę trudne do przyjęcia.
Klimcia, 'nieobliczalna' to okrutne słowo na coś co jest w istocie mechanizmem obronnym. Ale mam pytanie - czy ta osoba to powiedziała z troski czy z pretensją? Bo to zmienia jak to na ciebie działa i jak je nosisz. Pytam bo czasem cudze opisy nas samych przyklejają się i zaczynamy je traktować jak prawdę, zamiast jako jeden punkt widzenia.
To co Szafranka pisze jest ważne. I chcę dodać - to słowo 'nieobliczalna' może samo w sobie napędza to wahadło. Jakbyś brała je za swój opis i potem albo się z nim zmagała albo mu zaprzeczała. Klimcia, jak ty teraz to słyszysz - jako opis czego jesteś, czy jako opis jak reagujesz?
Weszłam do tego wątku zupełnie przypadkowo ale nie mogę nie napisać, bo to co Klimcia opisuje z tym 'bez skóry' i potem zbroją - ja to czuję bardzo podobnie i zawsze myślałam że to tylko mój dziwactwo. Nie wiedziałam że to może mieć cokolwiek wspólnego z czakrami. Czy to jest naprawdę tak powszechne, to wahadło między otwarciem a zamknięciem, czy to jest coś konkretnego co ma swoją nazwę?
Pelagia, to co napisałaś o tym że nazwa zależy od języka którym operujesz - to mnie zatrzymało. Bo ja chyba przez lata próbowałam wybrać jeden język i działać w nim. Albo energetyczny, albo psychologiczny. I może właśnie to jest część problemu - że traktuję je jak alternatywy zamiast jak różne mapy tego samego terenu. Ale mam pytanie do Mantra - czy u ciebie to też jest tak powiązane z bliskością? Czy raczej z czymś innym?
Klimcia, u mnie to bardziej z uwagą. Jak ktoś skupia na mnie za dużo uwagi - niekoniecznie bliskości w sensie emocjonalnym - już coś się we mnie zapina. Może to nie jest dokładnie to samo co u ciebie, ale efekt podobny. I ta zbroja o której pisałaś - mnie ona przychodzi dosłownie w ramionach. Unoszę je. Zauważyłam to dopiero niedawno.
Zatrzymajmy się na chwilę bo wchodzimy coraz głębiej w diagnozowanie Mantra zanim ona nam powiedziała więcej o sobie. To co opisujesz z uwagą zamiast bliskości - to jest inna konfiguracja niż u Klimci. Klimcia, czy to pytanie o mapy które zadałaś - czy ono wiąże się jakoś z tym wahadłem? Bo mi się wydaje że możemy właśnie dotknąć czegoś ważnego.
Sprawiedliwa, tak, myślę że tak. Jak wybieram jeden język, to automatycznie odcinam część doświadczenia. Jak wchodzę w energetyczny - to analizuję czakry i czuję się trochę poza sobą, jak obserwator. Jak wchodzę w psychologiczny - to czuję wszystko bliżej, ale tracę ten szerszy obraz. I to samo wahadło które jest w relacjach, jest chyba też w sposobie rozumienia siebie.
Klimcia, to jest naprawdę trafna obserwacja. Jakbyś miała metawahadło nad tym zwykłym. I teraz mam pytanie, bo jesteś osobą która dużo wie o czakrach - czy kiedykolwiek próbowałaś pracować z czymś konkretnie tylko na poziomie ciała, bez żadnego nazewnictwa? Żadnych czakr, żadnych schematów, po prostu ruch i oddech?
Jadzia, masz rację że to jest trudne. Jak idę na qigong to mam w głowie mapę i natychmiast zaczyna się interpretacja. Ale Thalia - próbowałam. Raz na warsztatach gdzie prowadząca powiedziała żebyśmy zostawili wszystko co wiemy za drzwiami. I to był jeden z nielicznych momentów kiedy wahadło po prostu... stanęło. Nie wiem dlaczego to pamiętam dopiero teraz w tej rozmowie.
Klimcia, a co było na tym warsztacie? Co robiłaś? Bo to brzmi jakbyś właśnie opisała klucz doczegoś i przeszłaś obok tego bez zatrzymania.
Szafranka, ruch do muzyki, ale bardzo powolny, i oddech prowadzony przez kogoś zewnętrznego. Nie musiałam decydować co robię, szłam za głosem. I dokładnie tak jak pisałaś wcześniej - w ruchu bez konieczności decydowania. To się połączyło teraz.
To jest ważny moment w tej rozmowie. Klimcia właśnie powiedziała że wahadło stanęło kiedy ktoś inny prowadził i nie musiała decydować. Wróćmy do tytułu wątku - czy ta biegunowość w zachowaniu nie jest więc może mechanizmem przejmowania kontroli kiedy bliskość zabiera poczucie sprawczości? Że albo całkowicie otwierasz i dajesz kontrolę, albo zamykasz i bierzesz ją z powrotem?
Pelagia, opiera się we mnie jakaś część na to słowo, bo kojarzę je z czymś negatywnym. Ale jak myślę o tym co Hania opisała - to chyba tak. Nie jako chęć władzy nad kimś, ale jako potrzeba żeby wiedzieć gdzie są granice. Kiedy ktoś jest blisko, granice się robią płynne i to jest ten moment kiedy albo znikam w tej bliskości, albo stawiam mur. Żadne z tych nie jest tym czego chcę.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i chcę zapytać o coś prostszego może. Klimcia, czy jest jakaś praktyka którą robisz regularnie teraz, codzienna, która choć trochę stabilizuje to wahadło? Pytam bo sama szukam czegoś konkretnego do robienia, nie tylko do rozumienia.
Ja bym tutaj dodała że do stabilizacji anahaty świetnie działa kamień różowy kwarc noszony bezpośrednio na sercu, najlepiej w kontakcie ze skórą. Mam klientki które mówią że różnica jest odczuwalna już po kilku dniach. Polecam jako uzupełnienie do tego co Drozdzia mówi.
Przepraszam że się wtrącam, bo ja jestem zupełnie z tarota i może nie rozumiem wszystkich niuansów o czakrach, ale ta rozmowa mnie wciągnęła. To co Klimcia opisuje z tym znikaniem w bliskości albo budowaniem muru - ja to widzę w kartach bardzo często u różnych osób. Często pojawia się Księżyc właśnie przy takich tematach. Nie mówię że to wyjaśnienie, tylko że to jest chyba bardzo ludzki wzorzec.
Bozenna, nie wtrącasz się, cieszę się że piszesz. I Księżyc tutaj jest trafny - to niepewność, to co jest między, co się nie pokazuje wprost. Zorza, odpowiadając na twoje pytanie - mam jedną rzecz którą robię dość regularnie: wieczorem siadam i pytam siebie w którym miejscu w ciele byłam przez ten dzień. Nie interpretuję, tylko lookuję. To jest bardzo proste i nie zawsze cokolwiek z tego wynika, ale daje mi informację czy w ogóle jestem w ciele.
Klimcia, to pytanie do siebie wieczorem - jak to wygląda w praktyce? Dosłownie, co sobie zadajesz? Bo brzmi jak coś bardzo konkretnego i chciałabym spróbować, ale nie wiem od czego zacząć.
Zorza, to jest prostsze niż się wydaje. Pytam siebie: gdzie byłam dziś w skali od zamknięcia do otwarcia, i czy to była moja decyzja czy reakcja na coś. Nie oceniam, tylko notuję. Czasem dosłownie zapisuję jedno zdanie. I to wszystko.
Klimcia, a czy zauważasz jakiś wzorzec w tym co notujesz? Czy po kilku tygodniach widać np. że wahadło bardziej huśta w konkretne dni albo przy konkretnych ludziach? Bo to by dużo mówiło o tym co tak naprawdę wyzwala te skrajności.
To co Klimcia opisuje z grupami - to jest klasyczna konfiguracja manipury, nie tylko anahaty. Poczucie tożsamości w grupie, kontrola nad tym gdzie się jest, kto ma głos. Klimcia, czy w tych momentach grupowych ty dużo mówisz czy raczej słuchasz?
