Zastanawiam się nad czymś, co nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu. Mam po mamie stary pierścionek, nosiłam go przez kilka lat po jej śmierci i zauważyłam, że za każdym razem, kiedy go zakładam, wracam myślami do przeszłości, do konkretnych wspomnień, do rzeczy, które powinnam dawno odpuścić. Zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest kwestia czakry serca albo czakry splotu słonecznego, że po prostu nie puszczam, bo ta biżuteria trzyma mnie w jakimś energetycznym uścisku. Czy ktoś miał podobnie z przedmiotami, które należały do bliskich?
O właśnie, czytam i mam ciarki, bo sama przez długi czas nosiłam naszyjnik po babci i coś podobnego czułam. Nie umiałam tego wtedy nazwać. A jak ty w ogóle rozróżniasz, czy to czakra serca czy może jednak solarna? Bo mnie się wydawało, że to bardziej splot słoneczny, taki ciężar w dołku, kiedy trzymałam ten naszyjnik w dłoniach.
Przedmioty naprawdę potrafią gromadzić energię, szczególnie te, które były długo noszone przy ciele albo miały dla kogoś duże znaczenie emocjonalne. Ale zanim pójdziemy w kierunku konkretnych czakr, chciałabym zapytać: jak długo mama nosiła ten pierścionek? I czy śmierć była nagła, czy poprzedzona długą chorobą? To ma znaczenie dla tego, jaki ładunek mógł w nim zostać.
Moim zdaniem przy takim ładunku emocjonalnym, jaki opisujesz, to pierścionek mógł dosłownie chłonąć te emocje przez lata. Długa choroba, strach, smutek - to nie jest neutralna energia. Mam pytanie do Czeslawa: czy próbowałaś kiedyś go oczyszczać? Sól, dymienie, cokolwiek? I czy po takim oczyszczeniu było coś inaczej?
Chcę tu wejść z trochę innego kąta, bo myślę, że zanim pójdziemy w oczyszczanie, warto zastanowić się nad tym, co się dzieje w nas samych, nie tylko w przedmiocie. Czakra serca zablokowana po stracie to norma, to wręcz mechanizm ochronny. Pytanie brzmi: czy to pierścionek trzyma cię w przeszłości, czy to ty sięgasz po ten pierścionek właśnie wtedy, kiedy i tak chcesz wrócić do tych wspomnień? Różnica jest fundamentalna.
Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że to bardzo ciekawe napięcie. Bo z jednej strony tradycja mówi, że przedmioty noszone przy ciele stają się niemal częścią pola energetycznego człowieka. Z drugiej strony Nefrytka ma rację, że zbytnie skupianie się na przedmiocie może być ucieczką od własnej pracy. Czeslawa, a jak ty sama to czujesz? Czy pierścionek jest dla ciebie pocieszycielem czy ciężarem?
Mam wrażenie, że w tej rozmowie miszamy dwie rzeczy. Bo jest pytanie o to, czy bizuteria ma energetyczną jakość, i jest pytanie o to, czemu my się przyczepiamy do przeszłości. To drugie to już czysto czakra serca, i to zablokowana porządnie. Znam to po sobie, po stracie mamy przez rok nie mogłam sie ruszyć z miejsca energetycznie. Ale czy sama bizuteria coś robi bez naszego udżiału, to już bym tak nie powiedziała.
Wchodzę tu z boku, bo przede wszystkim czytam, ale to, co Ferdek napisał, mnie uderzyło. Pracuję z kartami i często widzę u ludzi ten sam mechanizm, że trzymają się jakiegoś symbolu czy przedmiotu i mówią, że 'on' im nie pozwala iść do przodu. A kiedy wchodzimy głębiej, to wychodzi, że to oni sami nie chcą się rozstać. Nie mówię, że tak jest w tym konkretnym przypadku, ale to wzorzec, który znam.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale jak w ogóle można zbadać, czy przedmiot ma energetyczną jakość? Tzn. czy istnieje jakiś sposób, żeby to sprawdzić poza własnym odczuciem? Bo różdżka, wahadełko, coś innego? Pytam, bo mam kilka rzeczy po babci i chciałabym wiedzieć, z czym mam do czynienia.
Wracając do pierścionka Czeslawa - jest jeszcze jeden aspekt, który mnie zastanawia. Mówiłaś, że mama nosiła go od ślubu. To znaczy, że jest w nim nie tylko energia choroby i śmierci, ale też wszystko wcześniejsze. Dekady małżeństwa, może radości, może trudności. Nie zakładałabym, że cały ładunek jest ciężki. Może właśnie dlatego sięgasz po niego w chwilach tęsknoty, bo gdzieś tam jest też coś ciepłego?
Monisia trafiła w coś ważnego. I to właśnie tutaj widzę połączenie z tematem przylegania do przeszłości. Często blokada czakry serca po stracie wynika nie z tego, że trzymamy się bólu, ale z tego, że boimy się puścić dobre wspomnienia. Jakbyśmy myśleli, że jeśli odpuścimy smutek, to zniknie też miłość. A te dwie rzeczy mogą istnieć niezależnie.
Zgadzam się z Nefryką, chociaż powiem szczerze że to rozróżnienie jest trudne do uchwycenia od środka. Jak sama byłam w czymś podobnym po śmierci ojca to nie potrafiłam powiedzieć, czy trzymam się bólu czy wspomnień. Wszystko razem lepiło sie w jedną kulę i nie dało się oddzielić. Czy ktoś znalazł jakiś sposób, żeby to rozróżnić?
To, o czym Nefrytka napisała, i to co Tamarka dodała, siedzi mi teraz gdzieś z boku. Bo jak sięgam po ten pierścionek, to chyba rzeczywiście nie jest to szukanie bólu. To jest szukanie jej. Mamy. Takiej żywej, nie chorej. I może właśnie dlatego potem jest tak ciężko, bo ta żywa mama nie wraca, a ja znowu zostaję z tym, że jej nie ma.
Czeslawa, to co napisałaś jest bardzo poruszające. I to chyba jest clue tej całej rozmowy, prawda? Że sięgamy po przedmiot, bo chcemy kontaktu, a nie kontaktu z bólem. Ale przedmiot nie może tego dać. Więc dostajemy pustkę razy dwa jakby.
Chciałbym tu wejść z pytaniem, bo myślę, że za mało o tym powiedzieliśmy. Czy ta energia, o której mówimy, jest w przedmiocie, czy jest w nas i przedmiot tylko ją uruchamia? Bo to zmienia całkowicie, jak podchodzimy do tematu oczyszczania. Jeśli energia jest w przedmiocie, czyścimy przedmiot. Jeśli jest w nas, to czyszczenie przedmiotu mało co zmieni.
Chcę powiedzieć jedno, bo mi się wydaje, że tutaj za bardzo komplikujemy. Pierścionek po mamie trzeba po prostu oczyścić przez trzy noce na pełnię i gotowe, energia się zresetuje. Sama tak zrobiłam z biżuterią po cioci i od razu poczułam różnicę. Nie trzeba filozofować.
Nikodema, nie mówię, że twoja metoda nie zadziałała u ciebie, bo może zadziałała. Ale to co Czeslawa opisuje to jest głębsza sprawa niż reset energii i mam wrażenie, że skrótowe podejście może tu bardziej zaszkodzić niż pomóc. Nie chodzi tylko o to żeby przestało boleć, chodzi o przejście przez to.
Mam pytanie trochę z boku, ale pasuje mi do tego, co Jarzebina wcześniej pisała o wahadełku. Czy wahadełko mogłoby pomóc sprawdzić, jaką energię ma ten pierścionek teraz? I czy w ogóle powinno się to robić samemu, czy lepiej poprosić kogoś z zewnątrz, kto nie jest emocjonalnie zaangażowany?
Słyszę to wszystko i chcę powiedzieć, że nie spodziewałam się, że ten wątek zajdzie tak głęboko. Zaczęłam od pytania o energię pierścionka, a teraz siedzę i myślę, że tak naprawdę pytanie było zupełnie inne. Może pytałam, czy mogę go zatrzymać bez poczucia winy. Czy mogę mieć go przy sobie i jednocześnie nie tkwić w tamtym czasie.
Czeslawa, myślę że właśnie dotarłaś do sedna, i to bez żadnego wahadełka. To pytanie o poczucie winy jest bardzo ważne i chyba napędza to przyleganie do przeszłości bardziej niż sama energia przedmiotu. Czy mogę zapytać, skąd to poczucie winy? Czy jest coś konkretnego, czy to takie ogólne, że zostajesz, a jej nie ma?
Monisia, to dobre pytanie i chyba zasługuje na uczciwą odpowiedź. Poczucie winy bierze się stąd, że ostatnie tygodnie jej życia byłam rzadko. Praca, dzieci, życie. I pierścionek jest jakby dowodem, że ona była, że ją kochałam, mimo że nie byłam tam tak często jak powinnam. Jakby trzymanie go było moim sposobem na powiedzenie: przepraszam i nie zapomnę. Ale teraz jak to piszę, to widzę, że to jest strasznie ciężka rola dla kawałka metalu.
Czeslawa, to co teraz opisujesz to jest coś zupełnie innego niż pytanie o energię przedmiotu, od którego zaczęłaś. I nie mówię tego krytycznie, bo myślę, że właśnie dlatego te rozmowy na forum mają sens. Ale chcę zapytać wprost: czy pierścionek jest dla ciebie symbolem miłości do mamy, czy symbolem tej winy? Bo jeśli to drugie, to rozumiesz chyba, dlaczego samo oczyszczenie energetyczne niczego nie zmieni?
Jarzebina, tak, mam. Coś w klatce, szczególnie wieczorami. Myślałam, że to tylko somatyka, stres. Ale jak to piszesz w tym kontekście, to zaczynam łączyć kropki. I właściwie nie wiem, co z tym zrobić.
Czeslawa, to jest bardzo ważny moment, że to czujesz i nazywasz. Chcę zapytać praktycznie: czy próbowałaś kiedykolwiek jakiejś medytacji skupionej właśnie na czakrze serca, nie z pierścionkiem, ale sama, bez przedmiotów? Pytam, bo czasem praca bezpośrednia z czakrą pozwala wyciągnąć na powierzchnię to, co leży pod spodem, zanim w ogóle wrócimy do pytania o dany przedmiot.
Wracając do tego, co Czeslawa powiedziała o poczuciu winy. Mam takie skojarzenie z numerologią, choć to trochę nie mój główny temat. Ale liczba daty śmierci mamy i twojej daty urodzenia mogłaby coś powiedzieć o tym, jaki rodzaj więzi was łączył i czy ta wina jest wpisana w ten wzorzec, czy jest czymś zewnętrznym. Czy ktoś tutaj liczy takie relacyjne numerologie? Tytus chyba się w tym obraca.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i zastanawiam się, czy nie zgubiliśmy jednego wątku. Na początku było pytanie o to, jak badać energię konkretnego przedmiotu, biżuterii. I myślę, że odpowiedź na to jest ważna też dla Czeslawej, nie tylko teoretycznie. Bo jeśli pierścionek naprawdę nosi energię winy, a nie miłości, to może jest jakaś metoda, żeby to sprawdzić zanim zdecyduje, co z nim zrobić?
Mam do Jarzebiny pytanie, bo sama nie pracuję za dużo wahadełkiem. Jak rozumiesz ten moment wyciszenia przed badaniem przedmiotu? Jak on wygląda u ciebie w praktyce? Bo mam wrażenie, że to jest kluczowy krok, a mało kto opisuje jak to właściwie przeprowadzić, żeby naprawdę nie mieszać swoich pragnień.
