Drozdzia, Mantra - nie wiem czy ona jest wrażliwa w tym sensie. Ona nie interesuje się tymi tematami. Ale masz rację że jest coś co działa między nami jak sprzężenie. Kiedy jestem w trybie siły, ona się uspokaja i jakby opiera. Kiedy jestem otwarta i miękka, ona zaczyna sama przejmować stery. I to jest może odpowiedź na pytanie Hortensji - w kontakcie z silnymi emocjami innych idę w tryb siły, ale z tą konkretną osobą jakoś inaczej.
Klimcia, zatrzymaj się na chwilę z tą konkretną osobą, bo to jest teraz bardzo ciekawy wątek i nie chcę żebyśmy go puściły. Mówisz że ona opiera się kiedy ty jesteś w sile, i przejmuje stery kiedy jesteś otwarta. Czy to znaczy że ty te tryby dostosowujesz do niej, świadomie albo nie? Bo to by była informacja o tym jak manipura i anahata działają właśnie w relacji, nie tylko wewnętrznie.
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Kiedy mówicie manipura i anahata - manipura to ta czakra brzucha i siły, a anahata to serca? Żeby się nie zgubić w tej rozmowie. Bo wtedy ta biegunowość którą Klimcia opisuje to jest właśnie skakanie między tymi dwoma?
Hania_W zadała bardzo konkretne pytanie i chcę je wzmocnić. Klimcia, czy zauważyłaś że ta biegunowość której doświadczasz wewnętrznie, ma swoje lustro na zewnątrz - że przyciągasz sytuacje albo osoby które tę biegunowość podtrzymują? Bo to by sugerowało że praca z czakrami samymi w sobie może nie wystarczyć - że jest też warstwa wzorca relacyjnego.
Sprawiedliwa, to jest bardzo trafne pytanie i uczciwa odpowiedź jest taka że tak. Mam w życiu osoby które jakby potrzebują jednego mojego trybu albo drugiego i rzadko kogoś kto przyjmuje mnie niezależnie od tego w którym jestem. I nie wiem jeszcze czy to jest mój wzorzec przyciągania, czy czakry które emitują różne sygnały w różnych stanach, czy wszystko naraz. Ale czuję że gdzieś tu jest klucz.
Klimcia, to co teraz powiedziałaś jest dla mnie kluczem do całego tematu. Że rzadko masz kogoś kto przyjmuje cię niezależnie od trybu. Ale chcę zapytać inaczej - czy ty sama siebie przyjmujesz niezależnie od trybu? Bo mam wrażenie że ta biegunowość którą opisujesz jest może wzmacniana przez ocenianie jednego trybu jako lepszego od drugiego.
Hania, to mnie zatrzymało. Uczciwie - nie. Nie przyjmuję. Tryb siły mam poczucie że jest 'właściwy' bo jestem skuteczna i nie daję się wchłonąć. Tryb otwartości jest 'słabszy' w mojej ocenie, choć wiem że tak nie powinno być. I teraz się zastanawiam czy ta hierarchia którą sama w sobie ustanowiłam nie blokuje przejścia między nimi bardziej niż cokolwiek innego.
Klimcia, ale skąd ta ocena że otwartość to słabość? Pytam bo mam wrażenie że to jest bardzo głęboko siedzące przekonanie i zastanawiam się czy ono pochodzi z domu, z jakichś doświadczeń, czy może z tego jak nas jako kobiety uczy się reagować.
Mnie też to uderzyło. Bo sama mam podobnie - jak jestem 'miękka' to czuję się jakbym była podatna na zranienie i wolę się zbroić. Czy Klimcia to też tak czuje - że anahata otwiera cię na coś co może zaboleć?
Jadzia, tak. Dokładnie tak. Kiedy jestem w tym otwartym trybie, czuję że nie mam skóry. Że wszystko wchodzi. I to jest piękne i przerażające jednocześnie. Stąd chyba to wahadło - bo po tej bezskórności musi przyjść opancerzenie żeby w ogóle funkcjonować.
Klimcia, 'bez skóry' - to jest bardzo precyzyjny opis. W bioenergoterapii mówi się czasem o przepuszczalności pola. Ale chcę zapytać konkretnie: czy ta przepuszczalność jest równomierna, czy masz miejsca gdzie ją czujesz bardziej? Klatka piersiowa, brzuch, głowa?
Wróćmy do Klimci, bo to jest ważniejsze. Klimcia, powiedziałaś że otwartość otwiera cię na zranienie. Ale zranienie przez co dokładnie - przez emocje innych, przez własne, przez utratę kontroli? Bo to determinuje z której czakry tak naprawdę płynie ten lęk.
Sprawiedliwa, myślę że przez utratę granic. Przez to że nie wiem gdzie kończę się ja a zaczyna druga osoba. I to jest bardzo dobre pytanie bo właśnie sobie uświadamiam że to może nie być problem serca - że anahata jest zbyt otwarta - ale problem granic niżej, może manipury albo jeszcze niżej.
Klimcia, ale zatrzymaj się - czy masz na myśli że to może być muladhara albo swadhisthana, nie manipura? Bo granice to jest temat który się przytacza głównie przy muladharze, a poczucie 'gdzie kończę się ja' to brzmi właśnie jak ta pierwsza czakra, zakorzenieni i oddzielenie od otoczenia.
Przepraszam, muladhara to ta najniższa? Przy podstawie kręgosłupa? Nigdy nie myślałam że granice z ludźmi mogą być związane z tą czakrą, myślałam że to wyłącznie kwestia ciała i poczucia bezpieczeństwa.
Słucham tego i znowu mam ten impuls - bo to co Klimcia opisuje, ta utrata poczucia granic w kontakcie z cudzymi emocjami, to jest w psychologii opisywane jako trudności z różnicowaniem siebie, szczególnie u osób które dorastały w środowisku gdzie granice były rozmyte. Nie mówię że czakry nie mają tu nic do powiedzenia, ale czy to nie jest może historia ważniejsza niż energetyczna diagnoza?
Szafranka, Thalia - to ciekawe zestawienie. Myślę że nie chcę wybierać. Historia mnie ukształtowała, nie ma co udawać że nie. Ale też mam wrażenie że sama historia nie wystarczy żeby coś zmienić na poziomie tego jak to czuję w ciele. Potrzebuję obu warstw. Tylko nie umiem ich dobrze łączyć w praktyce.
Klimcia, właśnie to jest chyba sedno tego wątku. To wahadło o którym piszesz na początku - od siły do miękkości i z powrotem - to nie jest problem który da się rozwiązać tylko z jednej strony. Ale mam pytanie praktyczne: czy próbowałaś kiedyś pracować z ciałem bezpośrednio, nie przez medytację ale przez ruch, oddech, coś fizycznego, właśnie żeby poczuć te granice inaczej?
Ja moge sie wtracic bo sama przeżywałam coś podobnego i u mnie pomogła joga nie ta na pokaz ale ta spokojna yin. Nie dlatego że otwierała czakry, ale dlatego że czułam swoje ciało jako coś osobnego, swoje. Klimcia, czy ty w ogóle masz taką praktykę fizyczną, cokolwiek?
Drozdzia, tak, mam. Ćwiczę qigong od kilku lat. I paradoksalnie - to jest jedyna praktyka gdzie te dwa tryby nie walczą. W qigong jestem po prostu w ruchu i nie muszę decydować czy jestem silna czy otwarta. Może to jest wskazówka.
Klimcia, qigong - to ma sens. Bo tam nie ma rozdzielenia na 'teraz jestem silna' albo 'teraz jestem otwarta', jest tylko przepływ. Zastanawiam się czy to wahadło o którym piszesz od początku tego wątku nie jest właśnie efektem braku tej płynności w codziennym życiu poza praktyką. Że gdzieś między matą a resztą dnia coś się zacina. Czy masz takie wrażenie że qigong daje ci okno spokoju ale potem i tak wracasz do tego skakania?
Hortensja, tak, dokładnie tak to działa. W czasie qigong jestem poza tym schematem, ale jak tylko wchodzę w relacje z ludźmi to mechanizm wraca. Więc może to nie jest kwestia energii jako takiej tylko tego jak przenoszę to co czuję na macie do kontaktu z innymi. I nie wiem jak to zrobić.
Ale to co mówisz Klimcia - że w ruchu nie musisz decydować - to jest chyba ważna wskazówka na temat tego całego wahadła. Może ono w ogóle bierze się z konieczności decydowania? Że gdzieś zinternalizowałaś że musisz albo być otwarta albo być silna, i to rozłączenie jest problemem, nie sama zmienność?
Ja mam podobnie i to co Thalia opisuje bardzo mi teraz pasuje. Ale chcę zapytać z innej strony - czy to wahadło ma jakiś rytm? Klimcia, czy ono jest chaotyczne czy może wiążesz je z konkretnymi sytuacjami, osobami, porami roku? Bo mnie zastanawia czy to jest reakcja na coś konkretnego czy jest bardziej żyje własnym życiem.
Jadzia, jest rytm. Związany z ludźmi - konkretnie z tym jak blisko mi do kogoś. Im bliżej tym bardziej wahadło się rozchwiewa. Gdy jestem sama albo w luźnych kontaktach, jestem w miarę stabilna. Ale jak zaczyna się prawdziwa bliskość, coś się odpala. I nie umiem powiedzieć co pierwsze - czy to jest czakra serca która się otwiera za bardzo, czy muladhara która traci grunt.
Klimcia, to jest naprawdę precyzyjne co teraz powiedziałaś. Bliskość jako wyzwalacz - to klasyczny schemat dla kogoś kto ma jednocześnie głód kontaktu i lęk przed nim. I tutaj mam pytanie do reszty dyskusji: czy uważacie że to jest bardziej problem anahaty która nie ma dobrego oparcia w niższych czakrach, czy może manipury która nie może utrzymać poczucia siebie kiedy ktoś jest za blisko?
Hania_W ma rację że to nie jest gra w eliminację. Ale Pelagia też zadała dobre pytanie, bo ono jest praktyczne - jeśli pracujesz z czymś konkretnie, to musisz mieć jakiś punkt wejścia. Klimcia, jak ty to czujesz fizycznie w ciele kiedy wchodzisz w tę bliskość i zaczyna się to rozchwianie - gdzie to siedzisz? Klatka, brzuch, nogi?
