A co jeśli właśnie ten stan 'pomiędzy' jest tym kiedy takie pytanie może najlepiej trafić? Nie mówię że zawsze tak jest, ale miałem takie sytuacje kiedy tuż po głębokiej pracy ktoś mówił rzeczy których normalnie by nie powiedział — jakby filtr był cieńszy. Stasia, jak ona zazwyczaj wygląda na koniec sesji, czy dochodzi do siebie szybko czy długo się zbiera?
Mam pytanie do całej rozmowy — cały czas mówimy o tym jak pytać, ale czy Stasia w ogóle powiedziała tej osobie że chce spróbować czegoś inaczej? Czy to będzie pierwsze pytanie 'znikąd' dla niej, czy ona wie że Stasia szuka teraz innego podejścia?
Nie mówiłam jej wprost. Myślałam że to nie jest potrzebne, że można to zrobić naturalnie. Ale teraz kiedy tak to czytam — może powinnam coś powiedzieć na początku? Nie tłumaczyć teorii, ale jakieś jedno zdanie że dzisiaj chciałabym żebyśmy trochę rozmawiały.
A jak ona reaguje kiedy ty cokolwiek mówisz na początku sesji? Czy raczej słucha krótko i chce już przejść do leżenia, czy jest otwarta na chwilę rozmowy najpierw?
To może być bardzo dobre pytanie do niej — właśnie na początku tej sesji. Nie 'jak się czujesz' bo to ogólne, ale coś co nawiązuje do tej zmiany którą ona sama sygnalizowała. Ona powiedziała że chce przestać się budzić z tym uczuciem. Więc może: 'czy ostatnio rano coś było inaczej?' — to wróci do jej własnych słów i da jej szansę wejść w to zanim jeszcze zacznie sesja właściwa.
Mi się to podoba bo to nie jest pytanie 'o sesję', tylko pytanie 'o nią'. I to jest inna pozycja niż pytanie terapeutyczne. Ona nie jest tu pacjentką, jest osobą. Drobna różnica w formie, ale energetycznie spora.
Właśnie to słowo 'pacjentka' coś we mnie poruszyło. Stasia, czy ty sama myślisz o niej jak o kimś kogo 'leczysz'? Pytam bo to musi na coś wpływać na to jak ona siebie w tym czuje, jak wchodzi w sesję.
To jest chyba najważniejsza rzecz jaką do tej pory powiedziałaś. Jeśli twoje wewnętrzne nastawienie się zmieniło, to ona już to gdzieś niesie — tylko może jeszcze nie wie co z tym zrobić. I to pytanie może być właśnie mostem. Nie technika, nie sformułowanie — tylko że ty jej dajesz znać że widzisz ją inaczej.
Ale właśnie — jak to pokazać słowami które nie są teatralne ani zbyt 'terapeutyczne'? Bo 'widzę cię jako partnerkę w tej pracy' brzmi jak z podręcznika. A ona ma wyczuć że to prawda, nie że Stasia przeczytała gdzieś nowe podejście. Stasia, jak ty byś to naturalnie powiedziała, własnym głosem?
To zdanie jest chyba najlepsze z wszystkich które tu padły. Nie zakłada że ona chce zmiany, nie narzuca kierunku — tylko otwiera możliwość. I co ważne, nie jest o energii ani o żołądku, jest o relacji między wami. To może być bezpieczniejszy punkt wejścia.
Zgadzam się że to dobre. Ale mam jedno zastrzeżenie — jeśli ona odpowie 'nie, wszystko jest okej', to co wtedy? Stasia musi mieć gotowość żeby przyjąć taką odpowiedź bez poczucia że coś się nie udało. Bo 'nie chcę nic zmieniać' też jest informacją i też jest wartościowe — i może być początkiem czegoś, nie końcem.
Właśnie to co napisała Stasia bardzo mnie uderzyło — że to może być jej potrzeba, a nie tamtej osoby. Czy to nie jest tak że my sami czasem projektujemy na pacjenta coś co sami chcemy przepracować? Nie mówię że tak jest, ale to pytanie mnie od jakiegoś czasu chodzi.
Wracając do tego zdania które Stasia zaproponowała — 'ostatnio myślę dużo o tym jak ty się czujesz w trakcie'. Mam wrażenie że to jest dobre, ale jest w nim jeden haczyk. Dla kogoś nieufnego może to zabrzmieć jak 'coś nie działało i Stasia to widzi'. Czy jest sposób żeby to zdanie brzmiało bardziej z ciekawości niż z troski korekcyjnej?
A może w ogóle nie zaczynać od siebie? Nie 'myślę', nie 'jestem ciekawa' — tylko prosto zapytać 'jak ci było ostatnio po naszych sesjach, czy coś zostaje?'. Bez ekspozycji Stasi, za to z otwarciem na jej doświadczenie. Stasia, jak to brzmi dla ciebie?
Ale 'czy coś zostaje' — czy to nie jest trochę niejednoznaczne? Zostaje w sensie fizycznie, emocjonalnie, energetycznie? Ona może nie wiedzieć co ma odpowiedzieć. Stasia, czy ta osoba ma jakieś doświadczenie z myśleniem o sobie w takich kategoriach, czy raczej jest w tym bardziej intuicyjna?
To co piszesz o jej języku ciała — to jest bardzo ciekawe. Czy ona zawsze tak odpowiada? Czyli że zamiast opisywać uczucie, wskazuje miejsce?
To jest bardzo ważna informacja, bo ona mówi ci że jej kanał komunikacji jest somatyczny. Więc pytanie werbalne może być dla niej czymś nieco obcym. I to też tłumaczy dlaczego do tej pory tak mało rozmawiałyście — nie dlatego że ona nie chce, tylko że jej naturalny sposób mówienia jest przez ciało, nie przez słowa.
Ale czy to nie jest trochę ryzykowne? Jeśli Stasia 'nazwie' coś w jej ciele, a ona tego nie czuje — to może być dziwne. Albo ona poczuje że Stasia ją 'sprawdza'. Nie wiem, może się mylę, ale trochę się boję takiego podejścia.
Stasia, wróćmy do tego co jest dla ciebie naprawdę trudne w tej rozmowie. Bo przez ostatnie posty mówimy dużo o technice — jak zapytać, kiedy, jakimi słowami. Ale czy jest coś w tobie co blokuje ten kontakt? Coś co sprawia że to pytanie jeszcze nie padło?
Tak. Boję się że jeśli zacznę pytać, to ona poczuje że coś jest nie tak. Że to jest sygnał że ja wątpię w to co robię. I wtedy ona straci zaufanie do pracy którą razem robimy. To chyba jest ten rdzeń.
A co jeśli to zaufanie jest właśnie tym co pytanie może zbudować, a nie zniszczyć? Ona przychodzi do ciebie bo ci ufa. Jeśli ty ją zapytasz — to znaczy że jej doświadczenie jest dla ciebie ważne. Nie że ty się gubisz. Strach który opisujesz jest zrozumiały, ale on może nie mieć pokrycia w tym co ona by pomyślała.
To jest mocne pytanie i muszę chwilę z nim posiedzieć. Może tak. Może się boję że ona powie 'nic specjalnego' i wtedy nie będę wiedziała co z tym zrobić. Jakby jej odpowiedź mogła coś zmienić w tym co myślę o własnej pracy.
To jest bardzo uczciwe co mówisz. I myślę że właśnie to jest sedno — że to nie jest pytanie o nią, tylko o ciebie. Co robisz ze swoją własną energią zanim ona w ogóle wejdzie na sesję? Czy ty się jakoś przygotowujesz, czyścisz, ustawiasz intencję?
Przygotowuję się, tak. Oddycham, staram się nie wnosić własnych spraw. Ale ten konkretny strach — on jest chyba głębiej i nie wiem czy go 'czyściłam' przed sesjami. Po prostu go miałam i zakładałam że sobie z nim radzę.
To jest bardzo ważna obserwacja i chcę ją rozwinąć. Strach przed oceną własnej pracy to nie jest drobiazg który można odłożyć na bok przed sesją. To jest coś co siedzi w polu i oddziałuje. Stasia, powiedz mi — jak ty sama czujesz się po sesjach z nią? Nie ona — ty.
Przepraszam że się wtrącam, ale to co piszecie — że terapeuta wnosi swój strach do pola — to mnie trochę niepokoi. Czy to znaczy że każdy terapeuta który ma jakieś własne trudności nie powinien pracować? Bo to brzmi jakby stawiano bardzo wysoko poprzeczkę.
Dokładnie to. Świadomość jest tu kluczem, nie doskonałość. Ale Stasia — wróćmy do pytania Jaromira, bo je ominęłaś. Jak ty się czujesz po tych sesjach?
