Trochę pusto. Ale nie w złym sensie — raczej jakby coś przepłynęło. I jednocześnie jest w tym jakaś taka nieuchwytna niepewność, że nie wiem czy zrobiłam co trzeba. To nie jest silne, ale jest.
Pustka po sesji to może być wyczerpanie, oczyszczenie albo właśnie — ta niepewność która 'wypływa' razem z energią. Ciężko powiedzieć bez bycia przy tym. Ale ta 'nieuchwytna niepewność' — czy ona jest zawsze, z każdą osobą? Czy tylko z nią?
Tylko z nią. Z innymi mam raczej spokój. Nawet jeśli sesja była trudna, wiem że coś się wydarzyło. Z nią mam poczucie że pracuję w ciemności i nie wiem czy zapalam światło czy je gaszę.
To jest bardzo obrazowe i chyba mówi więcej niż wszystkie poprzednie posty razem. 'Pracuję w ciemności' — to jest informacja energetyczna, Stasia. Czy ty kiedykolwiek próbowałaś z kimś o tej klientce porozmawiać poza forum? Masz kogoś z kim możesz to skonsultować?
Chcę tylko zapytać o jedno — ta metafora z gaszeniem światła, czy Stasia to czuje podczas sesji, czy dopiero po? Bo to chyba różni się znacznie.
To jest ciekawe rozróżnienie. Więc w polu sesji jest coś co cię chroni — albo angażuje całkowicie. A dopiero po, kiedy wychodzisz z tego skupienia, zaczyna się ta praca głowy. Czy możliwe że to głowa, a nie energia, jest tu problemem?
Zatrzymuję się przy tym — 'nie wiem może być odpowiedzią'. To jest ważne energetycznie. Niektóre pola nie dają jasnych sygnałów nie dlatego że są puste, tylko dlatego że są zamknięte. I wtedy terapeuta dostaje właśnie tę informację — zamknięcie. Stasia, czy ta klientka mogła ci kiedyś przekazać coś o sobie co sugeruje że ma trudność z otwieraniem się?
Powiedziała mi raz że przez całe życie nauczyła się 'nie czuć za głośno'. To jej słowa. I że przyszła do mnie bo chciała zobaczyć co jest pod tym. Ale chyba to 'nie czuć za głośno' jest w niej bardzo głęboko — nawet jeśli chce zmian.
No to masz odpowiedź na to dlaczego sesje są takie szczelne. Ona chce otwarcia ale jej system jest wyuczony na zamknięcie. To nie twoja praca jest w ciemnosci — to jej wewnętrzne światło jest przesłonięte i ty to czujesz. Pytanie jest teraz inne: czy ona w ogóle wie że ty to widzisz?
To jest chyba najważniejsze pytanie w całym tym wątku i cieszę się że Augur je postawił wprost. Czy ona w ogóle chce zmiany — nie deklaratywnie, tylko naprawdę, ciałem i polem? Bo Stasia, jak ty to czujesz? Ona mówi że chce zobaczyć co jest pod tym 'nie czuć za głośno' — ale czy podczas sesji jest w tym jakaś gotowość, czy raczej napięcie?
Myślę o tym co napisał Augur i co teraz pytasz — i muszę być uczciwa: chyba jest i jedno i drugie. Jest gotowość intelektualna, że tak powiem. Ona rozumie dlaczego przyszła. Ale ciało — i to pole które czuję — jest jak zasunięta rośleta. Jakby jakaś część niej wiedziała że za bardzo otwarta jest niebezpieczna. I teraz zastanawiam się czy to znaczy że moje działania w sesji w ogóle do niej docierają, czy odbijają się od tej rolety. Bo jeśli tak, to może to jest właśnie to poczucie 'gaszenia światła' — nie gasze jej, tylko moje impulsy nie mają gdzie wejść.
