Felicja trafnie to ujęła z tym treningiem refleksu. Ale chciałabym też dodać — sama afirmacja to tylko jeden element. Bez intencji, bez jakiegoś zakorzenienia w sobie, to jest po prostu zdanie. Dlatego te przygotowania, o których mówiła Niezapominajka, są ważne. Co konkretnie robiłaś żeby się 'zakorzenić' przed tymi trudnymi sytuacjami?
Zdzisława pyta o konkret — u mnie to były proste ćwiczenia uziemiające rano, kilka oddechów z myślą o własnym ciele fizycznym. Brzmi banalnie, ale to mi dawało takie poczucie że jestem 'w sobie' zanim wyjdę i zetkne się z innymi. Nie zawsze pamiętałam, i wtedy faktycznie różnica była odczuwalna.
Dobra, ale ja nadal nie rozumiem jednej rzeczy — czy ta afirmacja ma mi pomóc się 'zamknąć' przed pobieraniem, czy ona mi ma dać energię, czy to dwa różne zastosowania tego samego narzędzia? Bo tu mówicie o różnych rzeczach i mi się miesza.
Słuchajcie, wracając do tego co Pytia mówiła kilka postów wcześniej o stawianiu granicy bez wiedzy drugiej osoby — czy to nie jest właśnie ta etyczna kwestia z tytułu wątku? Że niby bronimy się, ale robimy to jednostronnie, bez żadnej rozmowy z tą drugą osobą?
Właśnie to mnie zastanawia — jakbyśmy rozmawiały o ochronie energetycznej, to brzmi jak coś dla siebie. Ale jak się nad tym zastanowić głębiej, to jednak robimy coś wobec drugiej osoby, prawda? Stawiamy jakąś barierę, zmieniamy przepływ między nami, a ona o tym nie wie. Czy to w ogóle etycznie OK?
To jest właśnie serce tego wątku i cieszę się, że Rajmunda to podniosła wprost. Moje zdanie jest takie — ochrona własnego pola to nie jest działanie na drugą osobę, to jest działanie na siebie. Różnica jest fundamentalna. Zamykam drzwi własnego domu, a nie włamuje się do cudzego. Czy ktoś tu widzi to inaczej?
Dobra, ale poczekajcie. Rozmawiamy o etyce, a ja nadal nie wiem czy w ogóle wierzę że ten transfer działa. Bo jeśli nie działa, to ta cała dyskusja o etyce jest bez sensu. Macie jakieś dowody że to nie jest tylko w głowie?
To rozumiem, ale właśnie mnie zastanawia czy jeśli komuś pomaga — bo poczucie że mam ochronę zmienia moje zachowanie — to może to działa przez psychologię, a nie przez energię? Czyli afirmacja sprawia, że trzymam się pewniej, mówię spokojniej i tamta osoba mnie mniej wyczerpuje, bo ja przestałam dawać sygnały że można?
Dobrusia dotknął czegoś ważnego. Ten mechanizm psychologiczny jest realny i nie należy go odrzucać — zmiana postawy, intencji, tonu — to wszystko ma skutki w kontakcie z ludźmi. Ale czy to wyklucza że coś dzieje się też na poziomie energetycznym? Dla mnie niekoniecznie. Oba poziomy mogą działać jednocześnie.
Słuchajcie, ja tu staram się nadążyć, ale mam pytanie może głupie — jeśli afirmacja działa przez psychologię, to po co w ogóle mówić o energii? Czy to nie jest komplikowanie czegoś co jest po prostu pewnym rodzajem myślenia?
Wracając do tego co Rajmunda pisała o etyce — zaczęłam stosować takie krótkie zamknięcie energetyczne przed rozmowami z tym kolegą z pracy. I on mi raz powiedział, że 'jakaś dzisiaj inna jestem'. Nie wiem jak to interpretować, ale poczułam się trochę nieswojo — jakby zauważył coś, o czym nie mówiłam.
Moim zdaniem problem etyczny istnieje, ale tylko wtedy gdy aktywnie wysyłamy coś w stronę drugiej osoby — bez jej wiedzy. Ochrona siebie to co innego, ale już na przykład wysyłanie komuś 'energii spokoju' żeby przestał być trudny — to już wchodzi w manipulację. I tu właśnie leży granica, o której mało kto mówi wprost.
Pytia ma punkt, to jest naprawde cienka linia. Ja myślę że intencja robi robotę — jeśli chcę żeby ktoś się uspokoił dla swojego dobra, to inaczej niż jeśli chcę żeby się uspokoił bo mi przeszkadza. Choć przyznam że sama nie zawsze jestem pewna swoich intencji w środku trudnej sytuacji.
To co Kryska napisała o intencji mnie zatrzymało. Jak mam sprawdzić co naprawdę jest moją intencją? Szczególnie w emocjonalnej sytuacji, gdy jestem zmęczona i chcę po prostu żeby tamta osoba dała mi spokój?
Felicja i Wiesia dotknęły czegoś co jest dla mnie centralnym punktem całej tej rozmowy. Afirmacja skierowana na siebie jest etycznie czysta właśnie dlatego że nie zakłada działania na zewnątrz. To jest fundamentalna różnica między ochroną a próbą zmiany kogoś drugiego. I myślę że to jest też odpowiedź na pytanie Rajmundy o uczciwość.
Rozumiem co Zdzisława mówi, ale mam jedno ale — czy ta granica jest zawsze jasna w praktyce? Bo 'jestem spokojna' może działać na mnie, ale jeśli moja spokojność zmienia atmosferę rozmowy i wpływa na tamtą osobę, to nadal jest jakiś wpływ. Chyba że uznamy że każdy nasz stan zawsze wpływa na innych i to jest po prostu normalne życie?
To co Hortensja napisała jest ważne, ale właśnie tu się trochę nie zgadzam. Jeśli moja spokojność wpływa na atmosferę rozmowy — to jest naturalny skutek mojego stanu, nie intencjonalne działanie na kogoś. Intencja ma tu znaczenie kluczowe. Wchodzę do rozmowy spokojna dla siebie, nie żeby kogoś utemperować. To jest fundamentalna różnica.
Szczerze to nie zawsze sprawdzam i to jest moim zdaniem uczciwa odpowiedź. Czasem wchodzę w sytuację i dopiero po fakcie zauważam, że gdzieś z tyłu głowy miałam nadzieję że ta osoba się 'uspokoi'. Więc może intencja nie jest tak przejrzysta jak chcemy wierzyć.
Wracam do tego co pisała Hortensja, bo myślę, że to jest sedno całego wątku o bezpieczeństwie transferu. Jeśli każdy mój stan automatycznie oddziałuje na otoczenie — przez energię, przez psychologię, przez mowę ciała, nie ważne — to właściwie nie da się być w pełni 'etycznie neutralnym' wobec drugiej osoby. Czy ktoś z was w ogóle uważa że taka neutralność jest osiągalna?
Właśnie. I to jest mój problem z całą tą rozmową o etyce transferu. Każdy może powiedzieć 'miałam dobre intencje' i nie ma jak tego zweryfikować. Gdzie tu jest realna odpowiedzialność?
Rajmundo, to pytanie jest ważne i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ale zauważmy, że podobny problem istnieje w każdej relacji — nie tylko energetycznej. Lekarz, nauczyciel, terapeuta też nie może w pełni udowodnić swoich intencji. I tam też odpowiedzialność opiera się na czymś nieuchwytnym. To nie zwalnia z myślenia, ale też nie powinno paraliżować.
OK ale lekarz ma przynajmniej procedury, protokoły, coś co go hamuje gdy intencje zawodzą. A tu co? Ktoś powie 'miałam złe intencje' i... co dalej? Nie ma żadnego zabezpieczenia.
Mnie to pytanie też interesuje, bo jak słucham całej tej rozmowy, to widzę, że wszyscy zgadzamy się że etyka jest ważna, ale nikt jeszcze nie powiedział co konkretnie robi żeby jej przestrzegać. Czy to jest kwestia jakichś codziennych praktyk? Jakieś zamknięcia, sprawdzania siebie?
Właśnie o tym odruchowym zamknięciu chciałam dopowiedzieć, bo u mnie to nie działa jeszcze automatycznie. Muszę się skoncentrować, a w napięciu ciężko mi to zrobić. Czy ktoś ma jakiś sposób na skrócenie tej afirmacji do czegoś co można powiedzieć w głowie naprawdę szybko?
A czy ten obraz zamkniętego okna nie blokuje też czegoś dobrego? Jak zaciskam się przed trudną osobą, to czy nie tracę też kontaktu z tymi co mi pomagają?
No i właśnie wróciłyśmy do sedna bo ten obraz okna który ja mam to nie jest żadna selektywność. To jest dosłownie zamknięcie. I dopiero jak się upewnię że jestem bezpieczna to mogę myśleć czy chcę coś puścić. Nie ma u mnie żadnego 'sortowania w locie'.
OK ale ja mam pytanie praktyczne bo chyba za dużo tu filozofii. Jak długo to 'zamknięcie' trzyma? Bo jak mam trudną rozmowę w pracy, która ciągnie się godzinami, to co — siedzę cały czas z tym obrazem w głowie i jednocześnie normalnie rozmawiam?
