To jest bardzo dobre pytanie. Naturalnie empatyczne osoby często mają najsłabiej zbudowane granice energetyczne właśnie dlatego że nigdy nie musiały ich świadomie tworzyć — energia 'płynęła' a nie była kierowana. I owszem, z doświadczenia widzę że te osoby potrzebują pracy z ochroną bardziej niż ktokolwiek kto zaczyna od zera.
To jest coś co do mnie trafia. Zawsze byłam tym typem co 'czuje wszystko od wszystkich' i przez lata myślałam że to zaleta. Dopiero potem zaczełam rozumieć że mogłam brać cudze stany za swoje i nie wiedziałam nawet kiedy to się działo.
To co opisuje Kryska to jest naprawdę dobra heurystyka, ale chciałabym dodać jedno zastrzeżenie. Pytanie 'czy to moje?' jest ważne, ale nie zawsze odpowiedź jest prosta. Czasem cudzej energii przejmujemy nieświadomie właśnie dlatego że coś w nas na nią odpowiada — coś co jest nasze, ale uśpione. Więc ta granica między 'moim' a 'obcym' bywa płynna.
Czyli rozumiem że można nie wiedzieć że się przejęło coś od kogoś, ale też to 'coś' może trafić właśnie dlatego że już wcześniej było w nas coś podobnego? Jak odróżnić które jest które?
To co mówi Felicja wydaje mi się ważnym wątkiem bo pewnie nie jest sama w takiej sytuacji. Czy w bioenergoterapii jest jakaś metoda właśnie dla osób które nie znają swojego bazowego stanu emocjonalnego? Bo skoro ma się nauczyć rozróżniać 'moje' od 'cudzego', to trzeba chyba najpierw wiedzieć jak wygląda to 'moje' w spokojnym stanie.
A to sprawdzanie jak się czujesz — to ma jakiś konkretny format czy po prostu pytasz siebie w myślach? Pytam bo chciałabym spróbować ale nie wiem od czego zacząć.
To brzmi bardzo praktycznie i dostępnie. Ale wracając do tematu transferu — czy jeśli robimy takie poranne sprawdzanie, to ono też działa jako ochrona? Czy to raczej tylko diagnoza?
To jest dobre rozróżnienie Wiesia. Sprawdzanie to diagnoza, ochrona to oddzielna kwestia. Można mieć bardzo dobrą samoświadomość i mimo to nie mieć granic które chronią przed transferem. To są dwie różne umiejętności i obie są potrzebne, ale jedna nie zastępuje drugiej.
Czyli rozumiem to tak, że można wiedzieć że jest problem ale nie mieć jak go zatrzymać? To trochę frustrujące. Jak się buduje te granice jeśli nie przez świadomość?
To porównanie do mięśnia jest sensowne, ale mam jedno pytanie do Saturnelli. Mówisz o regularnej praktyce — czy chodzi o konkretne techniki ochrony, czy sam fakt regularnej pracy z własnym polem energetycznym już buduje granice niejako przy okazji?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie że dużo się tu mówi o transferze energii między ludźmi. Ale ja się zastanawiam czy to może też dotyczyć na przykład marzeń sennych? Bo czasem śnię o kimś i rano czuję się dziwnie w stosunku do tej osoby. Czy to ma związek z transferem?
Wracając do pytania Pytii — mnie też ciekawi ta kwestia czy same afirmacje ochronne, o których trochę wcześniej rozmawialiśmy, mogą być częścią budowania granic. Bo jeśli codziennie powtarzasz coś w rodzaju 'jestem chroniona, do mnie trafia tylko to co moje' — to czy to działa na poziomie energetycznym czy to tylko psychologiczne?
Myślę że to pytanie zakłada rozróżnienie które w praktyce energetycznej nie jest aż tak ostre. Jeśli afirmacja jest wypowiadana z intencją i z prawdziwym osadzeniem w sobie, to działa na obu poziomach jednocześnie. Problem z afirmacjami jest inny — ludzie często powtarzają je mechanicznie, bez tego osadzenia, i potem mówią że nie działają. To nie jest wina afirmacji, tylko sposobu ich używania.
To co mówi Zdzislawa o afirmacjach wypowiadanych bez prawdziwego osadzenia — chcę to rozwinąć, bo mnie to dotyczy. Jak właściwie poznać czy jesteś 'osadzona' kiedy wypowiadasz afirmację? Bo ja czasem mówię coś i czuję że to prawdziwe, a innym razem te same słowa brzmią jak odczytywanie listy zakupów. Skąd wiadomo że to drugie nie działa?
To jest właśnie to o czym mówię. Sam fakt że czujesz tę różnicę to już dużo. Kiedy afirmacja 'brzmi jak lista zakupów' to sygnał, że umysł ją wypowiada, ale energia za nią nie idzie. To nie jest złe — to jest informacja. Pytanie które bym zadała: co się dzieje tuż przed tym że przestajesz czuć te słowa? Czy jest jakaś konkretna okoliczność?
Ale przepraszam, czy nie jest tak że skoro afirmacja nie działa bez 'osadzenia', to w sumie sama w sobie jest bez wartości? Bo jeśli potrzebuję najpierw czuć to co chcę poczuć, żeby afirmacja zadziałała, to po co mi afirmacja?
To jest ważne rozróżnienie które tu wchodzi. Afirmacja jako długoterminowa praca z polem to jedno. Ale Dobrusia pyta o coś innego — co robisz w samej chwili. I tu chciałabym wrócić do tematu transferu, bo właśnie tu jest ta etyka o której mało jeszcze rozmawialiśmy. Jeśli wiesz że jesteś osobą która energetycznie pobiera od innych — i nie robisz z tym nic — to jest kwestia odpowiedzialności, nie tylko techniki.
A jak w ogóle można się dowiedzieć że jest się osobą która pobiera? Czy ktoś ci o tym mówi wprost, czy to raczej coś co się samodzielnie odkrywa? Bo wyobrażam sobie że niewielu ludzi chętnie to powie znajomemu.
