Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy medytacja i praca z energią to faktycznie dwie osobne rzeczy, czy może jedno wynika z drugiego. Bo widzę, że ludzie często traktują je rozłącznie — albo medytują, albo pracują z czakrami czy aurą. Ale czy da się w ogóle porządnie pracować z energią bez wyciszenia umysłu? Mam wrażenie, że medytacja to raczej warunek wstępny niż oddzielna praktyka. Chętnie usłyszę, jak wy to rozróżniacie.
Dla mnie to zdecydowanie nie to samo, choć jedno wspiera drugie. Medytacja to wyciszenie, obserwacja — niekoniecznie musisz cokolwiek 'robić' z energią. A praca z energią to już aktywne działanie, kierowanie, przekazywanie. Można medytować latami i nigdy nie dotknąć tematu bioenergii. Ale rozumiem, skąd to pytanie — wiele technik splata jedno z drugim tak mocno, że granica rozmywa się.
Ja próbowałam raz na warsztacie, gdzie prowadząca od razu wchodziła w pracę z aurą, zero wstępnego wyciszenia. Byłam zagubiona totalnie. Ale jedna kobieta obok mnie mówiła, że czuje wszystko od razu, bez przygotowania. Więc może to kwestia wrażliwości i tego, na ile ktoś jest otwarty z natury?
Moim zdaniem można mieć naturalną wrażliwość energetyczną bez praktyki medytacyjnej, ale to nie znaczy, że medytacja jest zbędna. Ona po prostu czyści kanały, żeby informacja szła czyściej. Znam osoby, które pracują z energią intuicyjnie, ale kiedy dodają regularną medytację, ich odczucia stają się bardziej precyzyjne, a nie tylko intensywniejsze.
Notuję sobie te różnice, bo próbuję zestawić to z tym, co czytałam o medytacji w kontekście astrologii — tam często mówi się o medytacji jako o 'słuchaniu', a nie działaniu. Ciekawe, że w bioenergii to słuchanie też chyba jest potrzebne, zanim zaczniesz cokolwiek 'wysyłać'. Czy ktoś z was wyraźnie odczuwa tę różnicę między fazą odbioru a fazą przekazywania podczas sesji?
To rozróżnienie, które robicie, jest ważne. Ale widzę tutaj pułapkę: ludzie często mylą stan relaksacji z pracą energetyczną i potem są rozczarowani, że 'nic się nie dzieje'. Medytacja może prowadzić do pracy z energią, ale sama w sobie nią nie jest. To tak jakby powiedzieć, że rozgrzewka przed biegiem to bieganie.
A mnie interesuje, ile czasu musi minąć, zanim w ogóle cokolwiek poczujesz. Bo słyszę te opisy ciepła w dłoniach i wszystko fajnie, ale sama medytuję już od miesiąca i nic takiego nie czuję. Kiedy to ma w ogóle przyjść?
Ja mam inne pytanie, może naiwne — czy w ogóle trzeba medytować, żeby zacząć pracę z energią? Trafiłem na kilka afirmacji na pieniądze i tam nie było nic o medytacji, po prostu mówisz te słowa i ma działać. Czy to w ogóle należy do tej samej kategorii czy to zupełnie inne rzeczy?
Coś w tym jest. Próbowałem takich afirmacji w trudnym momencie finansowym i było tak, że nawet jeśli mówiłem je regularnie, to w środku czułem coś w rodzaju oporu, jakbym sam sobie nie wierzył. Zastanawiam się, czy ten opór to właśnie blokada energetyczna, o której się mówi, czy po prostu zwykła niewiara.
Mam wrazenie ze to co opisuje Mateo to jest bardzo czesty problem — mowisz coś, ale twoje cało mowi cos innego. I tu wlasnie bioenergoterapia moze cos dac, bo pracuje z tym co jest w ciele, nie tylko w głowie. Ale zeby to poczuc, i tak musisz sie jakoś uspokoic wewnetrznie. Wiec wracamy do poczatku — medytacja jako wejscie.
Widzę, że rozmowa poszła w stronę afirmacji, ale chciałabym wrócić do głównego pytania — czy medytacja i praca z energią to to samo. Dla mnie kluczowe jest: medytacja może być pasywna i nadal wartościowa, natomiast praca z energią zawsze wymaga intencji. I właśnie intencja to most między nimi. Bez niej medytacja to odpoczynek, a praca z energią to... nic.
Intencja to nie jest zdanie do wypowiedzenia na głos. Przynajmniej nie u mnie. To bardziej... wyraźny obraz tego, co chcę zrobić. Coś w rodzaju: 'teraz skupiam się na tym miejscu, chcę poczuć, co tam jest'. Ale mam wrażenie, że każdy wypracowuje to trochę inaczej. Jak ty to rozumiesz, Rajmunda? Bo może twoje pytanie wynika z jakiegoś konkretnego problemu, który możemy rozgryźć?
Nie wiem, jak to rozumiem, bo chyba jeszcze nie próbowałam. Czytałam dużo o intencji, ale każdy opis jest inny — raz to zdanie, raz obraz, raz 'odczucie'. Zastanawiam się, czy to w ogóle można zrobić 'źle'. Czy istnieje zła intencja w sensie technicznym, nie etycznym?
No właśnie to opisywałem — ten opór przy afirmacjach. Ale teraz mam pytanie: czy można pracować nad tym oporem przez medytację, zanim się w ogóle wróci do afirmacji? Czy to ma sens jako kolejność?
Mnie interesuje to, co Gwiazdarka piszę o desperacji — bo mam wrażenie ze to bardzo czesta pulapka wlasnie w trudnych sytuacjach finansowych. Czlowiek potrzebuje efektu, i przez to sam sobie wchodzi w droge. Ale jak sie wyciszyc kiedy sie jest pod sciana? To nie jest takie proste.
Rozumiem ten bunt, ale to pytanie jest trochę odwrotnie postawione. Nie chodzi o to, żeby mieć czas i spokój, a potem medytować. Chodzi o to, że krótkie wyciszenie — nawet pięć minut oddechu — zmienia stan fizjologiczny. I to nie jest duchowość, to biologia. Układ nerwowy nie odróżnia 'mam czas' od 'nie mam czasu'. Odróżnia napięcie od jego braku.
To zależy, co rozumiesz przez 'gotowość'. Jeśli masz na myśli głęboki stan jak przy długiej praktyce — nie, pięć minut nie zastąpi miesięcy pracy. Ale do prostego przekazania energii albo pracy z własną aurą? Może wystarczyć, jeśli masz już jakieś doświadczenie. Dla kogoś bez żadnej praktyki — rzeczywiście może to być za mało.
Wracając do intencji — mam kamień, obsydian, przy którym łatwiej mi się skupić przed sesją. Nie wiem, czy to placebo, ale efekt jest. Czy ktoś używa czegoś fizycznego jako punktu skupienia dla intencji? Ciekawi mnie, czy to w ogóle jest uznawana praktyka w bioenergoterapii.
To połączenie jest możliwe, ale ja bym nie mieszała tych narzędzi bez świadomości, co robię i po co. Kamień może wspierać skupienie, jak mówi Latawiec, ale jeśli zaczniemy oczekiwać, że 'zrobi' za nas pracę energetyczną — to trochę jak używanie kawy do medytacji. Może pomaga się skupić, ale nie zastępuje samej praktyki.
Ale w takim razie co KONKRETNIE należy do bioenergoterapii, a co nie? Bo z tej rozmowy wynika, że medytacja to nie to samo co praca z energią, kamienie to litoterapia, afirmacje to coś innego — to czym w końcu jest sama bioenergoterapia? Mam wrażenie, że każdy definiuje to po swojemu.
a mozna w ogole robic bioenergoterapie na odleglosc? bo slyszalam ze tak, ale nie bardzo rozumie jak to działa jesli energia pochodzi z rak
To mnie zatrzymało — że w pracy na odległość liczy się głównie intencja i skupienie. Notuję sobie tę różnicę. Przy wróżeniu z kart też pracuję bez fizycznego kontaktu z pytającym i zawsze zastanawiałam się, czy to jest podobny mechanizm. Czy ktoś widzi paralele między odczytem a bioenergoterapią na odległość, czy to jednak zupełnie inne procesy?
To co napisał Mikolajek mnie zatrzymało — że przy pracy na odległość działa głównie intencja i skupienie. Przy rozkładaniu kart dla kogoś, kto nie jest obok, mam dokładnie to samo: skupiam się na pytającym, na jego sytuacji, i coś 'idzie'. Czy to jest podobny mechanizm, co bioenergoterapia na odległość? Czy ktoś widzi tu jakąś paralelę, czy to zupełnie różne rzeczy?
Dobra, ale wracając do tego, co pytałam wcześniej — czy ktoś może po prostu powiedzieć, jak wygląda KONKRETNA sesja bioenergoterapii? Nie filozofia, tylko: co robisz krok po kroku. Bo ta rozmowa jest świetna, ale ciągle kręcimy się wokół pojęć i nigdy nie dochodzimy do praktyki.
Ten zarzut słyszę często i rozumiem go, ale jest trochę odwrócony. Nie trzeba najpierw opanować medytacji żeby zacząć pracować z energią — te rzeczy rozwijają się równolegle. Możesz zacząć od prostego skanowania ciała, o którym mówił Mikolajek: siadasz, zamykasz oczy, przechodzisz uwagą przez poszczególne części ciała i notnicujesz, gdzie jest napięcie, a gdzie luz. To jest już praca z energią własną, nawet jeśli nie czujesz żadnych przepływów na początku.
To ciekawe, co Gwiazdarka pisze o skanowaniu — czy to jest coś, co można robić bez żadnego prowadzenia? Pytam, bo boję się, że zrobię to 'źle' i albo nic nie poczuję, albo zasugeruję sobie coś, czego nie ma.
To co Gwiazdarka mówi o interpretacji mnie uderzyło. Bo właśnie przy tych moich afirmacjach finansowych chyba za bardzo wchodziłem w interpretowanie każdego odczucia. Coś mnie ścisnęło w klatce i od razu myślałem, że to blokada, że coś nie działa. A może po prostu byłem spięty i tyle?
