Chciałam napisać o czymś, o czym rzadko się mówi wprost — co tak naprawdę dzieje się z człowiekiem po kilku sesjach bioenergoterapii. Nie mam na myśli tylko samopoczucia fizycznego, ale te subtelniejsze zmiany. U mnie zaczęło się od tego, że przestałam reagować na pewne osoby tak samo jak wcześniej. Jakby coś odpuściło. Terapeuta powiedział, że to efekt oczyszczenia pola, ale mnie bardziej interesuje, czy ktoś miał podobne doświadczenia i jak je sobie wytłumaczył. Bo ja sama nie jestem pewna, czy to efekt terapii, czy po prostu czas i okoliczności.
To ciekawe, bo ten efekt z relacjami to jeden z pierwszych sygnałów, na które zwracam uwagę u osób, które zaczynają pracować energetycznie. Ale mam pytanie — czy mówiąc 'przestałam reagować tak samo', masz na myśli, że stałaś się spokojniejsza, czy raczej bardziej obojętna? Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy i warto je rozróżnić.
To co opisujesz z tym 'gorzej przed lepszym' — słyszałam, że tak bywa przy pracy z czakrami też. Ale właściwie na czym ta bioenergoterapia polega technicznie? Terapeuta dotyka, czy raczej pracuje bez kontaktu? Pytam bo kompletnie nie wiem jak to wygląda w praktyce.
Ja byłam raz na czymś takim i terapeuta pracował bez dotyku, trzymał ręce kilkanaście centymetrów nad ciałem. Czułam ciepło w niektórych miejscach, raz coś jakby mrowienie. Ale nie wiem czy to sugestia, czy coś realnego. Cały czas mam ten dylemat.
To mrowienie i ciepło to klasyczne objawy przepływu energii, nie ma tu żadnego dylematu. Układ energetyczny po prostu zaczyna reagować na pracę terapeuty. Każdy to czuje inaczej, ale to jest jak najbardziej realne.
Właśnie to jest problem z takimi rzeczami — nie da się wyizolować jednej zmiennej. Robiłaś bioenergoterapię I afirmacje naraz, no to jak odróznić co działa. Ja zaczynam z afirmacjami od jakiegoś czasu i tez czuje zmiany, ale nie robię żadnej terapii przy tym. Co wtedy?
Wcale nie głupie! Ja po sesji bienergoterapii (byłam dwa razy) miałam dokładnie to samo — jakby ktoś ściszył radio, które ciągle grało te same złe myśli. Tylko u mnie to wróciło po jakimś czasie. Dola, ty robiłaś ile sesji zanim poczułaś że cos zostaje?
To co Dola mówi o pracy między sesjami brzmi sensownie, ale mam pytanie — co konkretnie rozumiesz przez 'własna praca'? Bo afirmacje to jedno, ale co jeszcze można robić żeby utrzymać efekty? Pytam serio, bo znam osobę, która chodzi na bioenergo od roku i ciągle zaczyna od zera.
To jest ważne pytanie. Widzę, że wątek naturalnie zmierza w stronę utrzymywania efektów, ale chciałam wrócić do punktu wyjścia — Dola wspomniała, że zmiany były na poziomie relacji i emocji. Czy ktoś miał zmiany na poziomie fizycznym po bioenergoterapii? Sen, napięcie w ciele, cokolwiek? Bo to też jest część przemian, o których temat mówi.
Ja słyszałam od koleżanki, że po kilku sesjach przestały ją boleć plecy. Ale ona jednocześnie zaczęła chodzić do fizjoterapeuty, więc trudno powiedzieć. W sumie tak jak Zdzichu.x mówił — nie wiadomo co co zrobiło. Mnie bardziej interesuje ten aspekt emocjonalny, bo mam wrażenie, że te zmiany są trwalsze niż fizyczne.
Mam wrażenie, że mówimy o dwóch różnych rzeczach i to trochę miesza — zmiana jako efekt terapii, i zmiana jako trwała przemiana. To pierwsze może być chwilowe, to drugie wymaga czegoś więcej. Dola, czy twój terapeuta w ogóle rozmawiał z tobą o tym, co dzieje się po sesji, dawał jakieś wskazówki?
I to jest chyba sedno sprawy w tym temacie — bioenergoterapia jako otwarcie czegoś, a nie jako zamknięte rozwiązanie. Dola trafiła na afirmacje i połączyła obie rzeczy, co dało trwały efekt. Ale gdyby zostawiła to tylko na sesjach, być może by wróciło. Ciekawi mnie czy ktoś tu ma doświadczenie z samą bioenergoterapią, bez żadnych innych praktyk — i co wtedy zostało?
Przepraszam, że się wtrącam, ale jestem tu kompletnie zielona. Czytałam cały ten wątek i mam takie podstawowe pytanie — czy bioenergoterapia to coś, do czego trzeba mieć jakieś predyspozycje, żeby w ogóle to poczuć? Bo część z was mówi o ciepłe, mrowieniu, wewnętrznych zmianach, a ja zastanawiam się czy to wszystko poczuję czy może jestem za mało 'otwarta' na to.
Bo czytam o tym cieple i mrowieniu i zastanawiam się czy to kwestia otwartości, uwagi, czy może po prostu niektórzy ludzie są bardziej wrażliwi na takie subtelne rzeczy? Nie wiem jak ocenić czy jestem 'typem', który to poczuje.
Mam podobne pytanie co Hortensja, ale z innej strony — czy jest coś, co można zrobić przed sesją, żeby być bardziej otwartym? Czytałam gdzieś o przygotowaniu energetycznym, ale nie wiem czy to mit, czy coś realnego.
Przed pierwszą sesją nikt mi nic nie mówił o przygotowaniu i jakoś zadziałało. Ale przed kolejnymi sama zaczęłam wchodzić w jakiś spokojniejszy stan wcześniej, nie wiem jak to nazwać. Może to było ważne, może nie. Co wy robicie przed sesjami, jeśli w ogóle coś?
Ja nie robiłam nic specjalnego i na jednej sesji czułam dużo, na drugiej prawie nic. Więc chyba nie o przygotowanie chodzi tylko o jakiś stan ogólny danego dnia? Albo o terapeutę — może to zależy też od jego energii?
Czyli właściwie wychodzi na to, że samo chodzenie na sesje to za mało i trzeba do tego podchodzic aktywnie. Mnie to trochę dziwi bo jakbym szedł do zwykłego lekarza, to nie musiałbym sie 'przygotowywać' między wizytami. Albo inaczej — czy bioenergo to bardziej terapia czy bardziej trening?
Wracając do pytania Hortensji o predyspozycje — widziałam kiedyś zestawienie, gdzie terapeuta opisywał że przyjmuje ludzi bardzo sceptycznych i że efekty przychodzą, tylko inaczej. Nie jako odczucia podczas sesji, ale jako zmiany po. Czy ktoś miał tak? Że w trakcie nic, a potem coś?
Efekty z opóźnieniem to bardzo częsta rzecz, nie tylko tu. W wielu metodach pracy z energią mówi się o procesie, który startuje podczas sesji, ale rozgrywa się przez kolejne dni. Dola, czy u ciebie ten spokój w relacjach pojawił się od razu po sesji, czy dopiero po kilku dniach?
Ten próg trzech sesji to nie jest przypadkowy. Wiele metod pracy z energią zakłada, że pierwsza sesja diagnozuje i otwiera, druga zaczyna porządkować, a trzecia zaczyna 'uszczelniać' zmiany. Ale to nie jest reguła absolutna — zależy od terapeuty, od problemu, od gotowości osoby. Co was tu bardziej interesuje — mechanizm tego progu, czy raczej jak utrzymać to co po nim zostało?
Nowe wzorce zamiast starych — to brzmi jak to co przy afirmacjach. Tam tez chodzi o zastępowanie starych ścieżek myślowych nowymi. Może właśnie dlatego u Doli to połaczenie zadziałało? Bioenergo robiło cos na poziomie energetycznym a afirmacje na poziomie myślowym i obydwa szły w tę samą stronę?
a gdybyś miała teraz zacząć od nowa, to zaczęłabyś od sesji czy od afirmacji? Bo czytam cały ten wątek i dalej nie wiem co wybrać jako punkt startowy.
To co Dola mówi o braku planu z góry jest ciekawe, bo chyba nikt nie wchodzi w to z rozpisanym harmonogramem. Zastanawiam sie czy to nie jest wlasnie zaleta — że ciało samo jakoś podpowiada co i kiedy.
robiłam afirmacje przez jakiś czas, ale rzucałam po tygodniu bo nie widziałam żadnej zmiany. Może za krótko, nie wiem. Sesji nie miałam jeszcze ani jednej.
Wracając do tego co Dola mówiła o progu trzech sesji — mam notatki z własnych sesji i u mnie ten przełom był po czwartej, nie trzeciej. Więc ten próg chyba nie jest jeden dla wszystkich. Glozka, czy to może zależeć od rodzaju problemu z którym się przychodzi?
Troszkę się gubię w tej rozmowie — czyli ile tych sesji trzeba zaplanować żeby w ogóle mieć szansę zobaczyć efekt? Pytam bo to jednak kwestia budżetu też.
