Zastanawiam się ostatnio, czy to co jemy naprawdę przekłada się na naszą energię podczas pracy z bioenergią. Mam na myśli konkretnie sesje, medytacje, przekazywanie energii. Bo sama zauważyłam, że po ciężkim obiedzie, mięsnym zwłaszcza, jakoś ciężej mi się wchodzi w stan skupienia. Natomiast jak zjem lekko, owoce, warzywa, to jakby przepływ jest swobodniejszy. Czy ktoś z was obserwuje coś podobnego? Chodzi mi o realne odczucia, nie teorię.
Ja mam dokładnie tak samo. Po mięsie czuję się jak zablokowana, szczególnie w okolicy splotu słonecznego. Zastanawia mnie czy to kwestia energetyczna stricte, czy może po prostu fizjologia ciągnie energię do trawienia i tyle. Wiesz, jak odróżnić jedno od drugiego?
To ciekawe co mówisz o mięsie i aurze. Słyszałam o tym podejściu, ale nigdy nie byłam pewna czy to dosłowne, czy metaforyczne. Bo jeśli faktycznie jedzenie przenosi energię emocjonalną zwierzęcia, to jak to działa z przetworzoną żywnością? Konserwy, wędliny, to jest energetycznie martwe czy jeszcze coś tam zostaje?
Ja przepraszam że się wtrącę, ale mam pytanie bo dopiero zaczynam rozumieć te kwestie. Czy to znaczy że powinniśmy być wegetarianami żeby dobrze pracować energetycznie? Bo to by było dość radykalne. Mam córeczkę, trudno mi sobie wyobrazić całkowitą zmianę diety dla całej rodziny.
Wróćmy do pytania Celestynki bo mnie też to nurtuje. Ta przetworzona żywność, konserwanty, barwniki, jak to wpływa na czakry? Czytałam gdzieś że takie jedzenie jest energetycznie puste, ale czy puste znaczy neutralne, czy jednak szkodliwe?
Alkohol to jednoznacznie obniża wibracje, to jest znane od dawna. Przy pracy energetycznej absolutne tabu. Zresztą wszelkie używki, kawa też, bo pobudza ciało fizyczne i przeszkadza w subtelnej pracy. Polecam całkowite odstawienie kawy na tydzień przed poważniejszą sesją, efekt jest natychmiastowy.
Ja bym tu jednak nie generalizowała. Pracuję z energią od kilku lat i kawy nie odstawiłam, a moje sesje mi wychodzą. Myślę że kluczowe jest to w jakim stanie emocjonalnym jesteś, a nie czy wypiłaś kawę. Jadła dotyczy, ale to jeden z elementów, nie cały obrazek. Chociaż muszę przyznać, po tłustym jedzeniu faktycznie coś ciążeje.
Przepraszam że pytam o podstawy, ale jak w ogóle poznać że nasze jedzenie wpłynęło na energię? Tzn. po czym to czuć? Czy są jakieś konkretne sygnały w ciele? Bo nie wiem za bardzo jak odczytywać te subtelne sygnały.
Senność po jedzeniu to klasyczny znak że energia schodzi do dołu, do trawienia, zamiast krążyć swobodnie. To nie musi być złe samo w sobie, ale do pracy energetycznej faktycznie słaby moment. Dlatego wiele tradycji zaleca pracę na czczo albo przynajmniej kilka godzin po lekkim posiłku. Romcia, Ty pytałaś o rodzinę, a tu mam pytanie, czy rozmawiałaś kiedyś z partnerem o wspólnej pracy z energią?
Z partnerem? On jest dość sceptyczny, więc raczej nie. Chociaż... ostatnio razem czytaliśmy o afirmacjach i on się zainteresował czy można je robić razem jako para. Nie wiem czy to pasuje do waszej rozmowy, ale może ktoś wie czy wspólne afirmacje mają sens energetycznie?
O, to jest ciekawy wątek. Pary pracujące razem z afirmacjami, to ma całkiem inną dynamikę energetyczną niż praca solo. Pola energetyczne dwóch osób mogą się wzmacniać, ale mogą też wchodzić w konflikt jeśli są na różnych poziomach otwarcia. Romcia, czy on byłby gotowy choćby na krótką wspólną medytację? To dobry punkt startowy.
Ile czasu zajmuje zanim wspólne afirmacje w ogóle cokolwiek zmieniają? Bo mam wrażenie że te wszystkie metody działają bardzo powoli i nie wiem czy warto się w to angażować.
To ciekawe pytanie o pary, ale mam wrażenie że trochę je komplikujemy. Zanim w ogóle myślimy o synchronizacji z partnerem, to każde z osobna musi wiedzieć jak czuje swój własny stan energetyczny po jedzeniu. Romcia, czy ty sama już to czujesz, czy dopiero uczysz się to odczytywać?
Czytam tę rozmowę i mam pytanie o te afirmacje w parze. Czy to znaczy że oboje muszą wypowiadać te same słowa, jednocześnie? Czy mogą mieć różne afirmacje ale robić to w tym samym czasie i miejscu? Bo zastanawiam się czy synchronizacja dotyczy słów czy raczej intencji.
Ja robiłam tak z mężem, choć on sie nigdy nie przyznał że to potraktował serio 🙂 Mówilismy razem wieczorem jedno zdanie dotyczące naszego domu i spokoju. Nie wiem czy to afirmacja w sensie technicznym, ale atmosfera w domu sie zmieniła. Tyle mogę powiedzieć.
Ale właśnie, ja się zastanawiam nad czymś praktycznym. Czy można się jakoś do tej wspólnej pracy przygotować energetycznie nawet jeśli przez cały dzień jedliście różne rzeczy o różnych porach? Czy jest jakiś sposób żeby się tak jakby zsynchronizować przed afirmacjami?
Sceptycyzm partnera to chyba osobny temat i to dość szeroki. Ale nawiążę do diety bo to jest serce tego wątku. Myślę że właśnie wtedy kiedy jedno jest sceptyczne, to tym bardziej to co jadłaś i jak się czujesz fizycznie ma znaczenie. Twoja energia musi jakby kompensować tę lukę. Czy to brzmi sensownie dla was?
Dobra ale wróćmy do czegoś konkretnego. Ile to wszystko zajmuje? Dieta, synchronizacja, afirmacje razem, czekanie na efekty. Bo nie chodzi mi o pośpiech, ale naprawdę chciałbym wiedzieć czy mówimy o tygodniach czy miesiącach.
Podglądałam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie które może być głupie, ale co z jedzeniem tego samego dnia przed takimi wspólnymi afirmacjami? Czy jeśli oboje zjecie to samo i lekkie, to macie od razu lepszy start niż jeśli każde jadło coś innego?
To co Majka pisze jest ciekawe, bo może sam akt wspólnego jedzenia ma wartość energetyczną dla pary, niezależnie co się je. Intencja przy stole, skupienie na sobie nawzajem, rozmowa. A potem afirmacje jako przedłużenie tego. Zastanawiam się czy tradycja wspólnego posiłku nie ma właśnie takiego głębszego wymiaru, nie tylko kulturowego.
To co piszesz o wspólnym jedzeniu jako rytuale mnie bardzo uderzyło. Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób, że stół to może być jakiś punkt wyjścia do pracy we dwoje. Ale mam pytanie praktyczne, czy to musi być cisza przy tym jedzeniu, skupienie, czy można normalnie rozmawiać o banalnych rzeczach?
Przy okazji tego co Majka pisze, przypomina mi się jedna sprawa. Czytałem że wspólne jedzenie aktywuje te same ośrodki co wspólny rytm biologiczny, czyli serce, oddech. Więc synchronizacja przez jedzenie to nie jest żaden mistycyzm, to jest fizjologia. A na takiej bazie dopiero energia może przepłynąć swobodnie.
Dobra, słuchajcie, ale ja wróciłem do tego wątku z konkretnym pytaniem. Mówiliście dużo o synchronizacji pary, ale co jeśli w tej parze tylko jedna osoba cokolwiek czuje energetycznie, a druga jest totalnie na zero w tym temacie? Czy ta jedna osoba ciągnie całość?
Wracając do jedzenia, bo trochę odpłynęliśmy. Zastanawiam się czy te przygotowania energetyczne które tu opisujemy, wspólny posiłek, oddech, intencja, nie są przypadkowo tym samym co po prostu dobry wieczór we dwoje. I czy to nie jest właśnie sedno, że ludzie odcięli się od tych prostych rytuałów i dlatego szukamy nazw ezoteryicznych dla czegoś co kiedyś było codziennością?
Mnie ta myśl Faustynki bardzo trafia. Ale mam pytanie, czy w takim razie dieta naprawdę ma osobne znaczenie, czy tylko jako część tego 'bycia razem'? Bo jak to rozumiem, to może być tak że nie chodzi o wibracje jedzenia samo w sobie, tylko o wspólność gestu.
Ale jak odróżnić ten opór energetyczny od zwykłego uczucia sytości albo senności po dużym posiłku? Szczerze pytam, bo sama nie wiem czy to co czuję to coś energetycznego czy po prostu biochemia.
Ja tu czytam i czytam i cały czas to samo, obserwuj, notuj, poczekaj. Czy ktoś może powiedzieć wprost co jeść a czego nie jeść jeśli chcę żeby afirmacje z partnerem działały szybciej? Bo te filozoficzne rozważania to fajne ale ja potrzebuję konkretu.
