To co Zywilka mówi to jest ważna rzecz, bo dużo osób odpuszcza właśnie dlatego że myśli że 'robi to źle'. A to że głowa ucieka nie jest błędem — błędem byłoby gdybyś w ogóle nie próbowała wracać. Choć powiem szczerze, że widziałam też podejścia gdzie tę ucieczkę myśli interpretuje się energetycznie jako 'blokadę' i to już jest coś z czym bym polemizowała.
Czytam tę wymianę między Anielcią a Smiertką i myślę że to jest może clou całego tematu. Ta 'zmiana postrzegania zdrowia' to może nie być żadna wielka rewolucja, tylko właśnie to — że zaczynam mieć jakieś kryterium. Własne. Nie gotowe z książki. Czy to nie jest właśnie to co odróżnia afirmację własną od gotowej?
Słucham tej rozmowy już od dłuższego czasu i mam pytanie może z boku, ale związane z tematem. Mówicie dużo o tym jak zmienia się postrzeganie zdrowia przez pracę z energią. Ale czy ta zmiana jest trwała? Czy jak przestajesz ćwiczyć albo masz gorszy okres, to wszystko wraca do poprzedniego stanu, jakbyś nigdy nie zaczął?
To pytanie Perepluta mnie zatrzymało. Bo właśnie zastanawiam się czy ta zmiana postrzegania to jest coś co 'masz' albo 'nie masz', czy raczej coś co odpływa i wraca. U mnie były okresy kiedy wszystko się rozjeżdżało i z perspektywy czasu widzę że nie wróciłam do punktu zero — po prostu byłam w innym miejscu na tej samej ścieżce. Ale nie jestem pewna czy to reguła czy moje doświadczenie.
No właśnie o to mi chodziło. Bo trochę się boję że jak zainwestuję dużo czasu w tę pracę z energią, a potem z jakiegoś powodu przestanę, to wrócę do punktu wyjścia. Czy ktoś miał tak że po przerwie było trudniej niż na początku?
To co Anielcia mówi troche przypomina mi naukę jazdy na rowerze. Technicznie możesz zapomnieć że to robiłaś ale ciało nie zapomina. Tylko czy to jest na pewno o tym samym, bo praca z energją to jednak inna rzecz niż pamięć mięśniowa?
Przepraszam że wchodzę z boku ale mam wątpliwość. Mówicie o 'pamięci ciała' jakby to był sprawdzony mechanizm. A co jeśli po prostu człowiek po przerwie wraca z nową perspektywą bo trochę odpoczął? Skąd wiemy że to praca z energią a nie po prostu czas?
Właśnie to mnie uderza w tej dyskusji. Wszyscy mówią 'nie wiem czy to jedno czy drugie' i jakoś to jest OK. A przez długi czas myślałam że żeby w coś wierzyć, trzeba mieć pewność. Że jak jest za dużo 'może' to znaczy że nic nie działa. Czy wy też tak myśleliście kiedyś?
Ja nadal trochę tak myślę szczerze mówiąc. Ale coraz bardziej zastanawiam się czy to nie jest po prostu mój nawyk szukania gwarancji. W ogólnie pojętym życiu też zawsze chcę wiedzieć że coś na pewno zadziała zanim zacznę.
Bardzo dziękuję że Promyczka to powiedziała, bo czuję że to jest dokładnie moja historia. I chcę zapytać Geomantkę — czy jak ty zaczynałaś, to też miałaś moment kiedy prawie odpuściłaś, bo nie wiedziałaś czy to ma sens?
Miałam taki moment kilka razy. I za każdym razem tym co mnie zatrzymało nie było przekonanie że to działa — tylko że byłam ciekawa co będzie dalej. To bardzo różni się od wiary w efekty. Ciekawość nie wymaga gwarancji. Czy to ma sens w tym co opisujesz?
Ma sens i jestem wdzięczna za takie ujęcie. Ciekawość zamiast wiary — to brzmi jakby wymagało mniej odwagi a jednak popycha do przodu. Tylko czy nie ma ryzyka że zostanę na zawsze w tej ciekawości i nigdy nie poczuję czegoś konkretnego?
A może właśnie 'coś konkretnego' to nie jest ten cel? Bo czytałam że w pracy z energią chodzi o proces a nie o stan docelowy. I że jak szukasz punktu dojścia, to właściwie blokujesz przepływ bo tworzysz napięcie oczekiwania. Choć przyznam że sama nie zawsze mi to wychodzi.
Właśnie to samo chciałam powiedzieć. Ja jestem bardzo zadaniowa i nie wyobrażam sobie robić czegoś bez poczucia że zmierzam gdzieś konkretnie. Ale z drugiej strony to co Geomantka mówiła o ciekawości — może to jest właśnie cel dla zadaniowców? Sprawdzić co będzie, to jest zadanie samo w sobie.
Szamanka to ciekawy pomysł 🙂 Zrobić z procesu zadanie. Tylko czy wtedy nie wracamy do tego samego kręgu — oczekiwania i oceniania czy ćwiczę 'wystarczająco ciekawie'?
Słucham tego wątku i w sumie wróciłem do mojego pierwotnego pytania — czy ta zmiana jest trwała. I teraz myślę że może złe pytanie. Bo może to nie jest coś co się 'ma', tylko coś co się 'robi'. I wtedy przerwa to nie jest utrata, tylko pauza. Czy tak to rozumiecie?
Pereplut, myślę że właśnie do tego wiele tu powiedzianych rzeczy prowadzi. I jeszcze jedno — ta zmiana o której piszę w tytule, to nie jest zmiana raz na zawsze. To jest raczej nawyk pytania ciała zamiast czekania aż krzyknie. I nawyki można porzucać i wracać do nich. Co nie znaczy że praca idzie na marne.
To co Geomantka napisała na końcu — że nawyki można porzucać i wracać — jakoś mnie uderzyło. Bo ja zawsze myślałam że jak przerywam, to cofam się do zera. Że cały wysiłek przepada. Ale jeśli to bardziej jak nawyk niż jak umiejętność którą się traci, to może jest inaczej? Czy ktoś faktycznie wrócił po długiej przerwie i poczuł że coś zostało?
Zatrzymuję się przy tym 'hałasie'. To jest ciekawe ujęcie, bo w kontekście zdrowia — tego co Geomantka poruszyła w tytule — może właśnie na tym polega ta zmiana postrzegania. Że nie uczysz się czegoś nowego, tylko uczysz się odróżniać sygnał od szumu. A czy to wymaga pracy z energią, czy po prostu uważności, to już inne pytanie.
To uczciwe pytanie i nie chcę go zbagatelizować. Myślę że dla mnie różnica jest w tym, że praca z energią daje mi konkretny obiekt uwagi — czuję coś w rękach, przy ciele, w określonym miejscu. Mindfulness bez tego kontekstu było dla mnie zbyt abstrakcyjne, odpływałam myślami. Ale rozumiem że dla kogoś innego może być odwrotnie. Czy to w ogóle wyklucza te metody nawzajem?
Nie, nie wyklucza, przyznaje. Po prostu chciałam wiedzieć czy jest coś specyficznego. A to co piszesz — że daje konkretny punkt skupienia — to ma sens nawet z mojej bardziej sceptycznej perspektywy. Trochę jak kotwica dla uwagi.
Właśnie sobie uświadomiłam że cały czas rozmawiamy o zdrowiu jako o czymś co się czuje, słyszy, odczuwa — ale rzadko pada słowo 'ciało fizyczne'. Czy ta zmiana postrzegania zdrowia o której mówi Geomantka dotyczy też objawów fizycznych, czy raczej tego jak się człowiek czuje wewnętrznie? Bo to jest dla mnie ważne rozróżnienie.
Właśnie to mnie zastanawia od jakiegoś czasu. Bo jeśli zaczęłaś łapać sygnały wcześniej — to co z nimi robisz? Chodzi mi o to czy to zmienia twoje decyzje, na przykład żywieniowe, dotyczące odpoczynku, czy to zostaje bardziej na poziomie obserwacji?
To mi troche przypomina coś o czym czytałam — że świadomość sama w sobie zmienia to na co patrzysz. Tylko tu jest pytanie czy ta zmiana jest na stałe, czy wymaga cały czas podtrzymywania. Bo jeśli muszę ciągle ćwiczyć żeby nie wrócić do ignorowania sygnałów, to to brzmi wyczerpująco.
Muszę się przyznać że właśnie tak to czuję. Jako obowiązek. I dlatego pewnie nigdy nie wchodzi mi to na stałe — bo jak jest obowiązek, to jest też poczucie winy kiedy nie robię. A poczucie winy to już nie jest żadna praca z energią, tylko praca ze stresem.
Było i jeszcze czasem wraca. Ale gdzieś po drodze zauważyłam różnicę między dniem kiedy pracuję z energią bo 'muszę' a dniem kiedy robię to bo jestem ciekawa co dziś znajdę. To brzmi jak szczegół ale zmienia całe doświadczenie. Choć nie wiem czy to kwestia praktyki czy charakteru — nie jestem pewna czy każdy może to przestawić.
To co Geomantka mówi o ciekawości versus obowiązku — zastanawiam się czy to nie wraca do tematu afirmacji który gdzieś tu się przewijał. Bo gotowa afirmacja to trochę jak obowiązek, coś z zewnątrz. A własna, stworzona dla siebie, to może być właśnie ten element ciekawości — sprawdzam co dla mnie działa, nie powtarzam cudzej formuły. Czy ktoś to tak odczuwał?
