Słucham tej dyskusji o afirmacjach i mam pytanie może trochę z innej strony — czy afirmacja to w ogóle element pracy z energią, czy raczej osobna rzecz? Bo ja zawsze myślałem że to bardziej psychologia niż bioenergoterapia. Gdzie się te dwa światy spotykają?
To ciekawe pytanie Pereplut08 i chyba wcześniej za bardzo przeskoczyłyśmy do przykładów nie definiując tego. Dla mnie afirmacja w pracy z energią nie jest osobną rzeczą. Kiedy skupiam się na konkretnym miejscu w ciele albo czakrze, to słowa które wtedy mówię do siebie są rodzajem intencji. A intencja to przecież serce bioenergoterapii. Tylko że możesz mieć intencję bez słów i wtedy słowa nie są potrzebne. Albo możesz użyć słów jako pomostu. Czy to odpowiada na twoje pytanie?
Trochę tak, ale jeszcze nie do końca. Bo jeśli intencja to serce bioenergoterapii jak piszesz, to co z osobą która po prostu kładzie ręce i nic nie mówi ani nie myśli konkretnego? Czy wtedy też przekazuje energię?
właśnie chciałem zapytać o to samo co Pereplut. Bo z jednej strony słyszę że liczy się intencja, z drugiej że afirmacja może być pomostem. Ale co jeśli ktoś ma silną intencję bez żadnych słów? Czy afirmacja coś wtedy dodaje czy jest zbędna?
Włączę się tu bo mam na to swoje zdanie. Myślę że afirmacja nie jest niezbędna, ale przy własnoręcznie stworzonych słowach dzieje się coś innego niż przy gotowych wzorach. Kiedy sama szukam słów, to ta szukanie samo w sobie jest rodzajem skupienia. Jakbym już zaczynała pracę zanim jeszcze powiem cokolwiek. Czy ktoś z was też tak ma?
Sasanka ma racje w tym sensie że te 'zasady afirmacji' to często coś co krąży po internecie bez żadnego źródła. Ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć że czas teraźniejszy mi osobiście pomaga bo wtedy nie odsuwam czegoś w przyszłość. Tylko nie wiem czy to nie jest po prostu moja psychika a nie żadna energia.
To pytanie Smiertka wraca do tego co jest sednem całego wątku. Dla mnie zmiana postrzegania zdrowia przez pracę z energią nie polegała na tym że nagle zaczęłam wierzyć w coś nadprzyrodzonego. Raczej na tym że przestałam rozdzielać głowę i ciało na dwa oddzielne problemy. Czy to 'tylko psychologia' czy 'prawdziwa energia' — szczerze? Nie wiem. Ale wiem że efekt jest inny niż kiedy robiłam tylko ćwiczenia z psychologiem.
Słucham tej rozmowy i chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie że własna afirmacja jest lepsza od gotowej bo jest bardziej twoja. Ale czy jeśli ktoś jest na początku i nie ma pojęcia co ma powiedzieć, to gotowa afirmacja jest lepsza niż żadna? Czy raczej powinien poczekać aż coś sam wymyśli?
Ale to zmienia to co wcześniej rozumieliśmy pod słowem 'własna'. Bo jeśli wychodzisz od gotowej i ją modyfikujesz, to na końcu masz coś własnego — ale droga była inna. Czy ta droga ma znaczenie czy liczy się tylko punkt dojścia?
Słuchajcie, trochę zgubiłam wątek zdrowia w tym o afirmacjach. Wracając do tego co Geomantka pisała wcześniej o fizycznych sygnałach — czy ta zdolność do wcześniejszego łapania sygnałów z ciała rozwijała się u ciebie stopniowo, czy był jakiś moment kiedy poczułaś że coś przeskoczyło?
To jest dla mnie bardzo konkretny przykład i dziękuję za niego. Ale mam pytanie do tego: czy jak poczułaś to napięcie kolejnym razem, to zrobiłaś coś inaczej żeby nie zachorować? Czy tylko zauważyłaś?
Też chcę wiedzieć jak Koperek, bo to jest właśnie ten moment gdzie dla mnie praca z energią przestaje być abstrakcyjna — kiedy przechodzi w konkretne działanie. Inaczej zostaje obserwacją bez konsekwencji.
Ta odpowiedź jest bardzo uczciwa i właśnie o to chodzi w tej rozmowie chyba. Że zmiana postrzegania zdrowia nie polega na tym że masz nagle pewność. Raczej na tym że działasz na podstawie sygnałów których wcześniej nie słyszałeś. Nawet jeśli nie wiesz co z czego wynikło.
Szczerze? Chyba nie. Zwykle tylko cieszyłam się że mi przeszło. Ale to trochę też oznacza że pytanie zadaję teraz retrospektywnie, a nie w momencie. Czy to coś zmienia w praktyce czy tylko w teorii?
Ta wymiana między Sasanką a Geomantką jest dla mnie bardzo ważna bo dotyka dokładnie czegoś z czym się borykam. Chcę dodać jedno — mnie się zdarza że zaczynam coś obserwować u siebie, a potem tłumaczę to na energię, a potem nie wiem czy to tłumaczenie pomaga mi działać czy tylko uspokaja bez działania. Czy ktoś to rozróżnia u siebie?
Mam wrażenie że ta rozmowa kręci się trochę wokół jednego nierozwiązanego pytania: czy zmiana postrzegania zdrowia to zmiana myślenia, czy zmiana samego ciała. Bo to są inne rzeczy. Geomantka opisywała fizyczne sygnały, ale Smiertka mówi o tłumaczeniu sobie czegoś. To nie jest to samo chyba?
Wracając do afirmacji bo mi to siada z tym co mówi Anielcia — jeśli afirmacja zmienia sposób w jaki słuchasz ciała, to może nie chodzi o słowa same w sobie tylko o to na co kierujesz uwagę? Czy to możliwe że dobra afirmacja to taka która przesuwa uwagę na to co chcesz usłyszeć?
Pereplut dotknął czegoś ważnego. Ja bym jednak powiedziała że filtr percepcji i przekazywanie intencji to nie jest to samo, ale nie dlatego że jedno jest prawdziwe a drugie nie. Raczej dlatego że własna afirmacja zmienia twój stosunek do treści — nie recytujesz, tylko mówisz. I to mówienie inaczej angażuje ciało.
Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale chcę się upewnić że rozumiem co mówi Geomantka. Czy chodzi o to że kiedy mówisz własne słowa, to jest w tym rodzaj obecności której nie ma przy cudzej formule? Tak to rozumiem, ale nie wiem czy dobrze.
Nie, nie próbowałam pisanej. To brzmi dla mnie sensownie bo rzeczywiście piszę inaczej niż mówię. Ale czy to zmienia coś energetycznie czy tylko psychologicznie — tego nie wiem i chyba właśnie o to pytała Smiertka wcześniej w innym kontekście.
Tak, dokładnie o to pytałam! I widzę że to pytanie wraca w różnych miejscach tej rozmowy, więc może to jest kluczowe dla całego tematu. Bo jeśli zmiana postrzegania zdrowia dzieje się przez uwagę i słowa i ciało, to gdzie w tym jest energia? Czy energia to suma tych wszystkich rzeczy czy coś innego?
Myślę że to pytanie jest trochę jak pytanie gdzie w filmie jest historia — nie w jednej klatce, nie w dźwięku osobno, nie w tekście scenariusza. A jednak historia istnieje. Może energia jest właśnie tym co powstaje jak te rzeczy działają razem, a nie jednym z nich?
Słuchajcie, wróćmy na chwilę do zdrowia bo chyba to jest ten rdzeń. Dla mnie wiedza o energii zmieniła postrzeganie zdrowia dokładnie dlatego że przestałam szukać jednej przyczyny jednego objawu. Zaczęłam patrzeć szerzej — na to co robię, co myślę, co czuję w ciele razem. Afirmacje były jednym z elementów który to wspierał, ale nie jedynym i nie głównym.
To brzmi jakby zmiana postrzegania była procesem a nie decyzją. Że nie możesz zdecydować żeby patrzeć na zdrowie inaczej — tylko stopniowo zaczniesz tak patrzeć przez praktykę. Czy tak to rozumiesz Geomantko?
Ja mam jeszcze jedno pytanie do całej tej rozmowy — czy ktoś z was miał moment kiedy ta zmiana postrzegania weszła w konflikt z czymś co lekarz powiedział? I co wtedy zrobiliście? Bo to jest dla mnie punkt gdzie teoria staje się naprawdę trudna.
To co Sasanka opisuje jako napięcie między tymi ścieżkami — ja to znam. I nie wiem czy to napięcie kiedyś znika, czy po prostu uczysz się z nim żyć. U mnie nie zniknęło, ale zmieniło charakter. Przestało być konfliktem, a zaczęło być po prostu dwoma językami opisującymi to samo ciało. Lekarz mówi o stanie zapalnym, ja mówię o zablokowanym przepływie — i oboje mamy rację, tylko że w różnych słownikach. Czy to jest naiwne podejście?
nie wiem czy naiwne, ale mam pytanie — czy te dwa języki mogą ci kiedyś dać sprzeczne wskazówki co do działania? Bo jeśli są tylko opisem, to nie ma konfliktu. Ale jeśli jeden mówi brać lek, a drugi mówi oczyść czakrę i poczekaj, to co wtedy?
