Może właśnie dlatego ta dyskusja kręci się w kółko? Bo nie ma zgody co do tego, czy mówimy o tym samym czy o różnych warstwach rzeczywistości. I może nie trzeba tej zgody — może ważniejsze jest to, co każdy z nas robi z tym co czuje.
Ja się podpisuję pod tym co Rajmundaa napisała. Nie znam się na mechanizmach, ale wiem że jak mówię swoje słowa — to jakieś własne zdanie rano, krótkie — to dzień idzie inaczej. Nie wiem dlaczego i chyba nie muszę wiedzieć?
To co Promyczka opisuje brzmi dla mnie jak zmiana pola — nie w sensie mistycznym, ale w sensie że wychodzisz z innego punktu i inne rzeczy do ciebie dochodzą. Własna afirmacja to nie przepis na dzień, to rodzaj intencji. I ta intencja zmienia jak patrzysz — a to zmienia co widzisz.
to jest piękne zdanie, ale właśnie mam z tym problem — czy to nie jest tylko efekt placebo ze ładnym opisem? Nie mówię że źle, placebo też działa, ale chcę wiedzieć co faktycznie robię kiedy tworzę taką afirmację.
Mam wrażenie że ta rozmowa doszła do sedna właśnie tu. Zdrowie postrzegamy inaczej kiedy zaczynamy pytać — nie kiedy dostajemy gotowe odpowiedzi. I własna afirmacja to może być właśnie takie pytanie zadane ciału, a nie odpowiedź z zewnątrz.
Zywilka, to zdanie o pytaniu zadanym ciału zostało ze mną. Ale chcę dopytać — bo mi to nie daje spokoju — jeśli afirmacja ma być pytaniem, to skąd wiem że ciało odpowiada? Co jest odpowiedzią? Odczucie fizyczne, zmiana nastroju, coś innego?
Wracam do tego co napisał Lucjan, bo myślę że to jest ważniejsze pytanie niż się wydaje. Jak rozpoznajemy odpowiedź ciała — to jest właśnie zmiana w postrzeganiu zdrowia o której mówimy od początku. Zanim zaczęłam pracować z energią, w ogóle nie zadawałam ciału pytań. Teraz zadaję i mam jakieś odpowiedzi, choć nie zawsze wiem jak je czytać.
Właśnie — 'nie zawsze wiem jak je czytać' — i to mnie zastanawia. Czy ta zmiana postrzegania zdrowia polega na tym, że mamy więcej sygnałów, czy że mamy więcej interpretacji tych samych sygnałów? Bo to dwie różne rzeczy, prawda?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z boku — czy własna afirmacja może być zbudowana wokół czegoś czego jeszcze nie czuję, ale chciałbym poczuć? Czy musi wychodzić z aktualnego stanu ciała?
Mam podobne pytanie do Szamanki, tylko inaczej — jak ty to rozumiesz u siebie? Czujesz kiedy słowa 'nie trafiają'? Bo ja chyba tak, jest jakiś opór albo nic, ale nie umiałabym tego wytłumaczyć.
Ten opór to jest właśnie to. Jak mówię coś co brzmi jak prawda zewnętrzna ale nie moja — ciało się jakby zamraża, oddech jest płytszy, jest coś nieswojego. Jak mówię coś swojego, nawet małego — jest inne ułożenie, coś się rozluźnia. To nie jest magia, to uważność na bardzo konkretne sygnały.
Dobra, ale teraz pytanie praktyczne — czy można się tego nauczyć, czy to coś co albo się czuje albo nie? Bo właśnie próbuję i u mnie nie jest tak wyraźne jak opisujecie. Może robię coś nie tak, może po prostu mam inaczej.
Ale z drugiej strony — jeśli ktoś nie czuje nic, to może po prostu ta praktyka dla niego nie jest? Nie mówię że źle, bo może to kwestia stylu poznania. Niektórzy bardziej wizualnie, inni słuchowo, inni przez ciało. Czy własna afirmacja jest dla każdego?
I tu się kręcimy znowu do sedna całej rozmowy — bo to właśnie jest ta zmiana postrzegania zdrowia, o którą Geomantka_E pytała na początku. Zamiast szukać co mi dolega i jak to naprawić — szukam co czuję i jak mogę z tym być. To całkowicie inny punkt startowy.
A ja się zastanawiam nad czymś innym. Skoro mówimy o własnych afirmacjach wychodzących z ciała — to czy ta zmiana postrzegania zdrowia dotyczy też postrzegania choroby? Bo zdrowie i choroba to dwie strony. Jak ktoś jest chory, to te sygnały są inne, głośniejsze, i co wtedy? Czy własna afirmacja w takiej sytuacji nie jest po prostu ignorowaniem czegoś poważnego?
To ważne pytanie i myślę że tu nie ma jednej odpowiedzi. Praca z energią — przynajmniej tak jak ją rozumiem — nigdy nie zastępuje diagnozy ani leczenia. Zmiana postrzegania zdrowia, o której mówimy, to nie jest 'afirmuj i będzie dobrze'. To raczej dodanie warstwy uważności obok tego co medycyna robi albo nie robi. Ale Szamanka ma rację, że przy poważnej chorobie to się komplikuje.
Słucham i myślę że ta rozmowa kręci się wokół czegoś co jest dla mnie osobiste. Bo właśnie tę granicę — kiedy słuchać ciała, a kiedy biec do lekarza — bardzo trudno mi wyczuć. I zastanawiam się czy praca z energią w ogóle pomaga tę granicę zobaczyć, czy może ją zamazuje.
Wracam do tego co powiedziała Laurka wcześniej o skoku zbyt dalekim od aktualnego stanu. Mam konkretne pytanie — co jeśli aktualny stan jest naprawdę ciężki i nie da się go ładnie opisać słowami? Chodzi mi o sytuację kiedy nie jesteś w depresji klinicznej, ale jesteś gdzieś bardzo nisko. Jak wtedy zacząć tworzyć coś własnego?
Nie ma głupich pytań. I to jest naprawdę ciekawe — bo w pracy z energią to rozróżnienie między 'czuję' a 'wyobrażam sobie' jest trochę rozmyte. Intencja i wyobraźnia mają znaczenie. Nie chodzi o udawanie — ale o to żeby nie odrzucać od razu tego co przychodzi jako 'to tylko wyobraźnia'. Może właśnie wyobraźnia jest bramą.
Ale właśnie tu mam problem. Bo 'wyobraźnia jest bramą' brzmi dla mnie jak coś, co można sobie wmówić. I wtedy wracamy do pytania Sasanki — czy nie budujemy interpretacji zamiast słuchać sygnałów? Nie mówię że źle, ale chciałabym to rozumieć, nie tylko wierzyć.
Chcę wrócić do tego co powiedziała Geomantka o 'warstwie uważności obok leczenia'. Bo to zmienia dla mnie całe pytanie o postrzeganie zdrowia. Czy ta zmiana polega na tym, że zdrowie przestaje być stanem zero-jedynkowym — albo zdrowy albo chory — i staje się czymś ciągłym, w którym cały czas coś się dzieje?
Ja jestem sceptyczna wobec wielu rzeczy w tej rozmowie, ale to ostatnie zdanie Anielci mnie uderzyło. Autopilot. Bo niezależnie od tego czy ktoś wierzy w energię czy nie — autopilot zdrowotny mamy chyba wszyscy. Ignorujemy sygnały, dopóki coś nie boli za mocno. I może właśnie to jest ta zmiana, którą można zrozumieć bez przekonań ezoterycznych?
Nie mówię że energia nie istnieje albo że to wszystko wymysł. Mówię że autopilot zdrowotny to coś bardzo konkretnego i rozpoznawalnego, niezależnie od przekonań. I może właśnie to jest ten punkt wejścia dla sceptycznych? Bo nie musisz wierzyć w czakry, żeby zauważyć że od tygodnia masz napięte ramiona i nic z tym nie robisz.
Ale czy to nie jest właśnie zmiana postrzegania zdrowia o którą pyta Geomantka w tym temacie? Że zdrowie przestaje być 'brak bólu' i zaczyna być czymś co można śledzić na bieżąco? Bo jak tak to ujmę, to rozumiem po co w ogóle ta praca z energią. Wcześniej nie bardzo mi to szło.
Dokładnie o to mi chodziło kiedy zaczynałam ten wątek. Że zmiana postrzegania nie polega na tym że wierzysz w jedną rzecz albo nie wierzysz — ale na tym że zaczynasz mieć inny stosunek do informacji, które ciało wysyła. Afirmacje własne, o których dużo tu mówiliśmy, są dla mnie właśnie ćwiczeniem tego — bo żeby stworzyć coś własnego, musisz się najpierw zatrzymać i zapytać gdzie naprawdę jesteś.
Geomantko, ale właśnie tu wracam do mojego problemu. Jeśli mam stworzyć własną afirmację, to muszę najpierw wiedzieć 'gdzie jestem'. A jeśli tego nie wiem — bo właśnie jestem zagubiona albo zmęczona — to od czego zaczynam? Czy jest jakiś krok przed krokiem?
To co Geomantka opisuje — ręka na klatce, oddech — to brzmi bardzo prosto. Ale mam wrażenie że jak sama próbuję, to zaraz zaczyna mi uciekać głowa w sto stron. Czy to jest normalne że tak trudno zostać w tym miejscu?
