Chciałam poruszyć temat, który trochę rzadziej pojawia się w rozmowach o bioenergoterapii, a moim zdaniem jest kluczowy - energia seksualna i jej rola w pracy z polem energetycznym człowieka. Sama zaczęłam się tym interesować, kiedy przechodziłam przez żałobę po stracie kogoś bliskiego. Czułam jakby część mojej własnej energii po prostu zniknęła. Terapeuta, z którym wtedy pracowałam, powiedział że energia seksualna to nie tylko to, co większość ludzi sobie wyobraża - to w ogóle energia twórcza, życiowa, coś co napędza nas do działania i odczuwania. W żałobie ta energia potrafi zupełnie zamarznąć. Zaczęłam łączyć pracę bioenergetyczną z afirmacjami i byłam zaskoczona, jak bardzo to pomogło mi wrócić do siebie. Czy ktoś miał podobne doświadczenia? Albo pracował z tą energią w jakiś inny sposób?
To bardzo ciekawe, co piszesz o zamrożeniu energii w żałobie. Sama zauważyłam coś podobnego, choć nie pracowałam wtedy świadomie z bioenergetyką. Po prostu przez długi czas nic mnie nie cieszyło, nie miałam na nic siły, jakby coś wewnętrznie zgasło. Dopiero kiedy trafiłam na kogoś, kto pracuje z czakrami, zrozumiałam, że to może być właśnie blokada w obszarze sakralnym. Ale mam pytanie - jak te afirmacje łączyłaś z pracą energetyczną? Czy robiłaś to w trakcie sesji, czy osobno?
Czytam ten wątek i zastanawiam się - czy energia seksualna to to samo co energia czakry sakralnej, czy to coś szerszego? Bo spotkałam się z różnymi podejściami i trochę się gubię w tym co do czego należy.
Ale czy to nie jest tak, że jeśli ktoś jest w żałobie i ta energia jest zablokowana, to praca z afirmacjami może otworzyć coś zbyt szybko? Bo czytałam gdzieś, że nagłe odblokowanie energii sakralnej może być przytłaczające. To chyba trzeba robić ostrożnie, nie?
Jah rozumiemm to co piszes z tym zamrożenim. Jak straciłam mamę to też czułam ze cała jestem jak z waty. Ale mnie interesuje czy te afirmacje można jakoś połączyć z nakładaniem rąk? Bo nie mam terapeuty i trochę sama próbuję pracować. Czy to ma sens?
Nie dawał konkretnych słów, bardziej wskazówki ogólne żeby być z oddechem. Teraz żałuję, że nie zapytałam o coś bardziej ukierunkowanego. Te twoje afirmacje brzmią bardzo precyzyjnie - 'moje życie wciąż płynie' to jest coś, co do mnie trafia. W żałobie jest właśnie to poczucie że czas się zatrzymał. Czy zmieniałaś te słowa z czasem, czy pracowałaś z jednym zestawem długo?
Czytam i mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was zauważył jak ta zablokowana energia wpływa na sny? Bo w trudnych momentach moje sny stawały się albo bardzo płaskie i bez treści, albo wręcz przeciwnie - bardzo intensywne i chaotyczne. Zastanawiam się czy to jest jakoś powiązane z tym o czym piszecie.
Wchodzę do dyskusji, bo temat mnie mocno ciągnie. Mam pytanie do Cynamonki i do wszystkich którzy pracowali z terapeutą - jak rozpoznać czy terapeuta faktycznie rozumie tę energię w szerszym kontekście, a nie tylko ją redukuje do sfery seksualnej w wąskim sensie? Bo spotkałam się z podejściami, które były moim zdaniem za bardzo uproszczone, i trochę przez to zrobiłam krok do tyłu w tej pracy.
Trochę się gubię, bo dopiero zaczynam i nie do końca rozumiem jak praca bioenergotyczna wygląda w praktyce. Czy to zawsze wymaga terapeuty czy można coś robić samodzielnie na początku? I czy te afirmacje to osobny temat czy jest jakoś zintegrowany z tą pracą energetyczną?
Czytam ten wątek od początku i mam wrażenie że energię seksualną w kontekście żałoby rozumiecie jako siłę do życia w ogóle, nie tylko jako coś związanego z relacjami. Czy dobrze to rozumiem? Bo to zmienia trochę to jak o tym myślę.
To co Cynamonka napisała o powracaniu do życia przez tą energię to bardzo mi do serc trafiło. Ale mam pytanie do Edytki56 - tzn. do siebie 🙂 - nie, serio, pytam bardziej do wszystkich: czy nakładanie rąk na okolice brzucha robicie na sobie czy potrzeba kogoś drugiego? Bo sama próbowałam i czuję ciepło, ale nie wiem czy to 'to' czy po prostu ciepło dłoni.
A mogę zapytać - skoro mówicie o nakładaniu rąk na siebie, to jak długo to robicie w jednej sesji? Bo nie mam pojęcia czy to kwestia minuty, pięciu minut, czy godziny. I czy mówi się te afirmacje jednocześnie czy najpierw cisza a potem słowa?
Wracając do tego co Cynamonka mówiła o rozpoznawaniu dobrego terapeuty - mam jeszcze jedno pytanie z tym związane. Czy zdarza się że terapeuta pracujący z energią sakralną próbuje wchodzić w tematy, które są zbyt osobiste, i to pod pozorem 'potrzeby otwarcia'? Pytam bo słyszałam o takich sytuacjach i zastanawiam się jak postawić granicę.
Mam pytanie trochę z innej strony - czy ktoś próbował pracować z czakrą sakralną przez kamienie? Bo czytałam że karneol i pomarańczowy kalcyt mają wspierać tę energię. Zastanawiam się czy to można połączyć z tymi afirmacjami o których tu mówicie, czy lepiej trzymać te metody osobno.
Ja mam pytanko do Cynamonki - pisałaś ze terapeuta dawał afirmacje na zakorzenienie najpierw. Czy masz może te konkretne słowa bo szukam czegoś dla siebie w tym kierunku? Te o bezpieczeństwie i ziemi. Troszkę sie wstydzę pytać ale chyba to ważne dla mnie teraz.
Ta różnica między 'jestem' a 'będę' w afirmacjach to chyba kluczowa rzecz, którą rozumiem teraz inaczej. Ale czy nie jest tak, że kiedy ktoś jest bardzo głęboko w żałobie, to 'jestem bezpieczna' może brzmieć jak kłamstwo i przez to nie działać? Jak to obejść?
To bardzo ważny wątek z tym 'jestem' kontra 'uczę się'. Mnie zastanawia jeszcze jedno - czy ktoś pracował z energią sakralną konkretnie w kontekście utraty kogoś bliskiego, nie tylko ogólnie? Bo żałoba to przecież też zerwana więź energetyczna z drugą osobą. Czy bioenergoterapia jakoś to adresuje czy skupia się tylko na 'naprawie' tej jednej osoby?
To pytanie o to, która czakra prowadzi żałobę, jest naprawdę złożone. Terapeuta z którym pracowałam mówił że żałoba po bliskiej osobie często ma kilka warstw - serce oczywiście, ale też splot słoneczny, bo to centrum więzi i relacji z innymi ludźmi. A energia sakralna pojawia się wtedy, gdy ta osoba była częścią naszego głębokiego poczucia życia - nie tylko miłości romantycznej. Mnie to bardzo zmieniło podejście.
Czyli to nie jest jeden do jednego - strata romantyczna idzie do czakry sakralnej, a inne straty gdzie indziej? Czy każda żałoba może dotykać tej energii, tylko w różnym nasileniu? Bo to zmienia sposób myślenia o afirmacjach, które trzeba by wtedy dobierać inaczej do każdego przypadku.
Zanotowałam sobie tę kwestię warstw, bo wydaje mi się że to tłumaczy coś co obserwowałam u siebie. Pracowałam systematycznie z czakrą serca po odejściu kogoś bliskiego, naprawdę sumiennie, i było lepiej - ale zostało coś w podbrzuszu, rodzaj ciężkości, którego nie umiałam dotknąć ani nazwać. Czy to może być właśnie ta energetyczna warstwa sakralna?
Zastanawia mnie czy pisanie dziennika to w ogóle można nazwać pracą z energią sakralną, czy to jest inna kategoria. Bo z jednej strony są afirmacje, nakładanie rąk, kamienie - a z drugiej takie zwykłe pisanie. Gdzie przebiega ta granica?
Przepraszam że wracam do kamieni, ale to co tutaj czytam zmienia mi trochę perspektywę. Czy karneol może pomóc właśnie w tej warstwie o której piszecie - tej trudniej uchwytnej, w podbrzuszu? Bo wcześniej myślałam o nim jako o czymś ogólnie pobudzającym, a tu widzę że może chodzić o bardzo konkretną pracę.
To pytanie o intencję wraca co chwilę i mam wrażenie że to jest ten rdzeń całej tej dyskusji. Afirmacje bez zakorzenienia - nic. Kamień bez intencji - może nic. Sesja u terapeuty bez zaufania - blokada. Czy to oznacza że cała bioenergoterapia ostatecznie sprowadza się do stanu umysłu osoby pracującej?
Czytam to i mam wrażenie że gdzieś zgubiłam się z podstawami. Czy można w ogóle robić cokolwiek samodzielnie w żałobie, afirmacje, kamienie, nakładanie rąk - czy to jest ten moment gdy potrzebny jest ktoś z zewnątrz? Pytam serio bo trochę się boję że robię to sama i może robię to źle.
Te afirmacje które Cynamonka podała wcześniej - stosuję je od kilku dni i dzieje się coś dziwnego. Nie wiem jak to nazwac, ale jakbym płakała nie wiadomo czemu po sesji. Czy to normalne? Czy to znaczy ze coś działa czy coś jest nie tak?
Czytam ten wątek od samego początku i jestem tak wdzięczna że ktoś w ogóle o tym pisze. Nigdzie indziej nie widziałam tak szczerej rozmowy o żałobie i energii razem. Mam jedno pytanie - czy te afirmacje zakorzeniające działają też kiedy strata jest dawna, nie świeża? Czy to ma znaczenie?
Dziękuję za tę odpowiedź, naprawdę, bo nikt mi tego wcześniej tak nie ujął. Moja strata jest sprzed kilku lat - tata. I właśnie to co mówisz o 'czekaniu na pozwolenie' brzmi tak trafnie, że aż mnie ścisnęło. Zastanawiam się czy to dlatego tak długo unikałam jakiejkolwiek pracy z tym.
