Ja miałem coś takiego, choć nie wiem jak to nazwać. Po sesji przez kilka dni byłem po prostu bardziej w porządku z pewnymi rzeczami, mniej zablokowany w myśleniu. Ale nie wiem, czy to efekt energetyczny czy po prostu to, że ktoś się mną zajął przez godzinę i poczułem ulgę stąd.
To co Kalikst mówi jest ważne, bo efekt tego że ktoś poświęca nam czas i uwagę jest naprawdę mocny. Myślę, że w każdej sesji, czy to reiki czy bioenergoterapia, jest ten element ludzki, który trudno oddzielić od techniki. Ale wracając do afirmacji, to mnie ciekawi czy głębokość zmiany zależy od tego jak głęboko czujesz to co powtarzasz, czy od częstotliwości.
Żeby wrócić do sedna wątku, bo rzeczywiście dużo tu mówimy o afirmacjach. Jedna praktyczna różnica której nikt jeszcze nie wymienił: reiki możesz się nauczyć i robić sobie sam, po inicjacji. Bioenergoterapii w sensie samodzielnej pracy na sobie raczej się nie nauczysz na weekendowym kursie. Czy to ma znaczenie dla kogoś kto szuka dla siebie czegoś do codziennej pracy?
Serio, można robić reiki samemu? To mi zmienia trochę obraz tej metody. Myślałam, że to zawsze ktoś zewnętrzny pracuje z twoją energią.
I tu właśnie wracamy do pytania Tarninki sprzed chwili, bo to jest realna trudność. Brak regulacji oznacza, że certyfikat który ktoś pokazuje na stronie może być warty tyle co świstek albo być czymś naprawdę solidnym, i z zewnątrz nie odróżnisz jednego od drugiego bez znajomości środowiska.
Czyli z jednej strony reiki daje coś co bioenergoterapia nie daje, czyli możliwość samodzielnej praktyki. Z drugiej strony obie metody mają ten sam problem z weryfikacją terapeuty. Ale to mnie zastanawia, czy właśnie ta możliwość samodzielności w reiki nie sprawia, że afirmacje mogłyby działać lepiej w połączeniu? Codziennie robisz sesję na sobie i jednocześnie pracujesz z przekonaniami.
Ryszard, mnie też to przyszło do głowy, ale nie wiem czy to ma sens logicznie. Afirmacja to praca z myślą i słowem, sesja energetyczna to praca z ciałem i polem. Czy to się w ogóle sumuje, czy to dwie zupełnie inne warstwy, które działają niezależnie?
To jest dobre rozróżnienie. Mnie akurat to, czy to metafora czy dosłowny opis, nie przeszkadza, bo i tak chodzi o efekt. Ale rozumiem że dla kogoś to może być kluczowe. Wracając jednak do bioenergoterapii kontra reiki, to czy ktoś wie, czy w bioenergoterapii w ogóle pracuje się z przekonaniami czy wyłącznie z ciałem i polem?
To zależy bardzo od konkretnego terapeuty. Są bioenergoterapeuci, którzy pracują wyłącznie cieleśnie, rękami, bez żadnej rozmowy. Są też tacy, którzy integrują pracę z przekonaniami, pytają co czujesz, co widzisz, co ci przychodzi. To drugie jest bliżej psychoterapii somatycznej, ale bez licencji psychoterapeutycznej. I to moim zdaniem jest miejscem, gdzie zaczyna się szara strefa.
Trochę mi to teraz inaczej pokazuje całą kwestię afirmacji. Czyli jeśli ktoś idzie na sesję i chce żeby 'odblokować afirmacje', to może w ogóle nie wiedzieć, że dotyka czegoś poważniejszego niż myślał. Mam rację?
Ale z drugiej strony, nie każda praca z przekonaniami to trauma. Ja mam np. nawyk myślenia że jestem niewystarczająca w sensie zawodowym i to nie jest żadna trauma kliniczna, po prostu stary schemat myślowy. Czy to znaczy że nie mogę pracować z tym ani w sesji energetycznej ani przez afirmacje bez psychoterapeuty? Bo to by chyba zamknęło drogę bardzo wielu osobom.
To jest chyba jedno z kluczowych pytań w całej tej rozmowie, bo wracamy do punktu wyjścia, czyli czym właściwie różni się bioenergoterapia od reiki. I teraz widzę że ta różnica może być nie tylko techniczna, ale też praktyczna, bo różne podejścia mają różny próg wejścia w głębszą pracę z człowiekiem. Czy ktoś z was miał sesję u terapeuty, który przed pracą w ogóle pytał o historię, o to skąd dany wzorzec pochodzi? Bo zastanawiam się czy to standard czy rzadkość.
