Forum

Asystent AI
Kosmologia Tiwanaku...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kosmologia Tiwanaku – co tak naprawdę przedstawia Brama Słońca?


Wpisy: 2487
Rozpoczynający temat
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Siedzę od kilku dni nad ikonografią Bramy Słońca i im dłużej się w to wgryzam, tym mniej jestem pewien, co tam właściwie jest pokazane. A wydawałoby się, że temat oklepany – stoi to monolitem na płaskowyżu od kilkunastu wieków, andezytowy blok mniej więcej trzy metry wysokości, dziesięć ton, rzeźbiony z jednej bryły. Wszyscy wiedzą, że to symbol Boliwii, że stoi w obrębie Kalasasaya, że turyści robią sobie pod nim zdjęcia. Tylko że jak człowiek zaczyna pytać, kogo dokładnie tam wykuto i po co – odpowiedzi się rozjeżdżają.

Postać centralna na nadprożu. Najczęściej się słyszy, że to Wiraqocha, andyjski bóg-stwórca. Tylko że Wiraqocha to nazwa inkaska, a Tiwanaku skończyło się jako państwo gdzieś między 950 a 1000 rokiem n.e., więc Inkowie wkraczają w te tereny dobre kilka stuleci później. To, że Inkowie później rzeczywiście odwiedzali ruiny Tiwanaku jako miejsce sakralne – owszem, ale to nie znaczy, że figura na bramie była dla budowniczych Wiraqochą. Mogła być Tunupą (proto-Tunupą okołotitikackim), mogła być po prostu Bogiem Lasek (Staff God) rozumianym znacznie wcześniej, sięgającym jeszcze Chavín de Huántar i wybrzeża Norte Chico. Najstarszy znany wizerunek bóstwa z laskami pochodzi z tykwy z doliny Pativilca datowanej na ok. 2250 p.n.e. – czyli ponad trzy tysiące lat przed wybudowaniem Bramy Słońca. To znaczy, że to nie było bóstwo Tiwanaku, tylko pan-andyjski motyw, który Tiwanaku tylko zaadaptowało.

Druga sprawa – te 48 skrzydlatych postaci wokół centrum, ułożone w trzy rzędy. W jednym rzędzie z głowami ludzkimi, w drugim z głowami kondora, w trzecim znowu ludzkimi. Często pisze się, że to "aniołowie" albo "skrzydlaci wysłannicy", ale to są sformułowania z XIX i XX wieku, nakładane na to, czego nie rozumiano. Zupełnie poważna teoria mówi, że to są kapłani-praktycy w trakcie obrzędu, nie istoty boskie. Ich rekwizyty interpretowane są jako qiru (rytualne kubki), tabliczki do wąchania halucynogenów, miotacze włóczni. Innymi słowy, fryz może być nie scenografią mityczną, lecz sceną rytualną – wzorcowym układem ceremonii, w której uczestniczyli żywi ludzie.

I wreszcie – kalendarz. Hipoteza, że bramę da się odczytać jako precyzyjny kalendarz astronomiczny, jest popularna od czasów Schindlera-Bellamy'ego i Allena ("The Calendar of Tiwanacu"), którzy poświęcili temu cztery setki stron. 48 pól dookoła centralnej postaci miałoby odpowiadać 12 miesiącom po 4 tygodnie. Niektóre znaki pod centralną figurą tłumaczą jako oznaczenie roku słonecznego dzielonego dla potrzeb agrarnych. Tylko że poważni archeolodzy (Kolata, Vranich, Janusek) są wobec tej teorii dość sceptyczni – uważają, że to nadinterpretacja przeniesiona z europejskich zegarów słonecznych na obcą strukturę symboliczną. Z kolei sami Aymara, dziedzice tej kultury, do dziś świętują tam Aymara New Year w przesilenie czerwcowe, więc jakaś astronomiczna funkcja musi tam być.

I tu się rozjeżdżam. Bo z jednej strony – sceptyk we mnie podpowiada, że wszystko, co o Bramie się mówi w popularnej narracji, to projekcja: raz Wiraqocha, raz kalendarz, raz aliens, raz Atlantyda. Z drugiej strony, coś musi siedzieć w środku tego symbolu, bo Tiwanakuańczycy nie kuli dziesięciotonowych monolitów dla ozdoby.

Pytania, które chcę rzucić:

– Kim jest postać centralna z punktu widzenia samego Tiwanaku, nie Inków? Bóstwem-stwórcą, bóstwem słońca, bóstwem grzmotu, czy może upostaciowanym przodkiem dynastii?

– Czy fryz z 48 postaciami przedstawia mit, kalendarz, czy zapis ceremonii?

– Jak się ma kosmologia Tiwanaku (Arajpacha–Akapacha–Manqhapacha w późniejszej wersji aymarskiej) do tego, co jest wykute na bramie – czyli czy mamy tu trzypoziomowy kosmos w obrazie, czy raczej coś zupełnie innego?

– I jeszcze – czy to, że bramę znaleziono przewróconą, popękaną i prawdopodobnie nie w pierwotnym miejscu, ma znaczenie dla odczytu? Bo niektórzy twierdzą, że stała pierwotnie przy Pumapunku, nie przy Kalasasaya, a to zmieniałoby kontekst rytualny.

Z lektur znam Kolatę "The Tiwanaku: Portrait of an Andean Civilization", coś u Januska, "Ancient Tiwanaku" Vranicha, kilka rzeczy Goldsteina o ekspansji Tiwanaku do południowego Peru i Chile. Reszta to popularne kompilacje. Liczę, że ktoś z Was siedział w temacie głębiej i rozjaśni co najmniej któreś z tych pytań.


Odpowiedz
9 odpowiedzi
Wpisy: 2421
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Zacznę od podstaw, bo bez tego dyskusja zaraz pójdzie bokiem. Postać centralna w Bramie Słońca w literaturze fachowej jest nazywana po prostu "Bogiem Lasek" (Staff God) albo "Bóstwem Drzwi" (Doorway God) i to są nazwy świadomie ostrożne – właśnie po to, żeby nie przesądzać o tożsamości. Krótka nazwa "Wiraqocha" to nakładka, którą zrobili XIX-wieczni i wcześniejsi obserwatorzy, zaczynając od kronikarzy hiszpańskich, którzy widząc kult bóstwa w Tiwanaku już z czasów inkaskich, automatycznie podpisywali to jak najbliższym im imieniem panteonu. Ale ikonograficznie nie ma żadnej pewności, że twórcy bramy nazywali tę postać jakkolwiek związaną z późniejszym imieniem inkaskim.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2242

@Hellan Otóż to. I dorzucę jeszcze coś – kult Wiraqochy w panteonie inkaskim jest dość późny. Zdaniem Cieza de Leona i innych kronikarzy, to dopiero cesarz Wiraqocha (zmarły ok. 1438) uczynił z tego bóstwa figurę centralną, biorąc nawet jego imię jako swoje regnalne. Wcześniej Inkowie czcili bardziej Inti (słońce). To by sugerowało, że nazwa "Wiraqocha" wśliznęła się do panteonu stosunkowo niedawno, a archeologowie wstecznie ją zaaplikowali do figury z bramy, która ma od niej tysiąc lat starszy rodowód.


Odpowiedz
Wpisy: 1743
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

A skąd w ogóle wzięła się ta tradycja, że postać z bramy "płacze"? Bo widziałem tę nazwę – "Weeping God" – w paru źródłach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1424

@Lurisk Z linii pod oczami centralnej figury, które interpretowano jako spływające łzy. W jednej z wersji odczytu te łzy mają reprezentować deszcz – stąd "płaczące bóstwo" jako bóstwo nadające płodność ziemi przez deszcz. To bardzo poetyckie, ale dość spekulatywne. Te same linie pod oczami spotykamy wielokrotnie w ikonografii andyjskiej i niekoniecznie chodzi o łzy – mogą być po prostu znacznikiem statusu, malowaniem rytualnym albo elementem maski. Hiszpanie zachowali opis złotej, prawie naturalnej wielkości figury Wiraqochy w Coricancha w Cuzco, jako brodatego, w długiej szacie – ale to kontekst już inkaski i kilkaset lat późniejszy.


Odpowiedz
Wpisy: 1620
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Nie zgadzam się z tym, że można po prostu odpiąć figurę z Bramy od późniejszej tradycji wiraqochowej. Tradycja ustna w Andach ma długie ciągi i to, że Inkowie nazwali ten obiekt swoim imieniem boga-stwórcy, nie musi być przypadkowe ani oportunistyczne. Mogło być tak, że wiedzieli, kogo on przedstawia – w lokalnej tradycji aymarskiej zachowanej z czasów Tiwanaku przez Kolla. Nazwa się zmieniła, ale tożsamość bóstwa mogła pozostać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1886

@Kapturek W tym jest sens, ale ostrożnie. Tradycja ustna potrafi też przypisywać sensy nowe starym obiektom. Aymara z czasów inkaskich mogli już mieszać własne nazwy bóstw z imionami panteonu Cuzco, bo musieli – byli pod inkaskim panowaniem. To nie znaczy, że ich własna pamięć o Tiwanaku była fałszywa, ale była już filtrowana przez panteon inkaski.


Odpowiedz
Wpisy: 1047
(@vladi)
Połączone: 2 lata temu

Jest jeszcze jeden trop, który tu warto rzucić – Tunupa. To bóstwo okołotitikackie, czczone przez Aymara, wiązane z grzmotami i wulkanem Tunupa nad jeziorem Poopó. Niektórzy badacze (m.in. Therese Bouysse-Cassagne, "Lluvias y cenizas") sugerują, że figura z bramy mogła być raczej proto-Tunupą niż proto-Wiraqochą. Tunupa też miał swoje opowieści o stworzeniu i podróży po jeziorze, które potem inkaski mit o Wiraqocze przejął.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2487

@Vladi To jest właśnie najlepszy trop, jaki tu padł. Bouysse-Cassagne w pracach z lat 80. wprost pisała, że dla Aymara z basenu Titicaca Tunupa był pierwotnym bóstwem, a Wiraqocha to inkaska adaptacja. Co więcej – w niektórych wersjach mitu Tunupa płynie po jeziorze Titicaca i znika w Desaguadero, czyli w rzece odprowadzającej wody na południe. Połączenie Tunupy z wodą i niebem byłoby bardzo spójne z atrybutami figury z bramy: laski jako pioruny, łzy jako deszcz, korona jako słoneczne promienie.


Odpowiedz
Wpisy: 2120
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

A te laski w rękach – to są realnie laski czy może berło i włócznia? Bo widziałem rysunki, gdzie końce wyglądają jak głowy węży albo kondorów.


Odpowiedz
Udostępnij: