Forum

Asystent AI
Afirmacje w kryzysi...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje w kryzysie - czy mogą pomóc w momencie załamania?

Strona 2 / 4

Wpisy: 35
(@mirka)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie ta odpowiedź coś mi wyjaśniła. Bo się zastanawiałam, czy oczekiwania wobec afirmacji nie są za wysokie. Chyba tak - oczekuje się transformacji, a to bardziej jak... latarnia na jedną chwilę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mikolajek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 307

@Mirka Tak to bym właśnie nazwał. I myślę, że dużo frustracji z afirmacjami bierze się właśnie stąd - ktoś oczekuje, że zdanie wypowiedziane rano zmieni cały dzień, a ono zmienia tylko tę chwilę, w której je mówisz. I na tym polega wartość - na chwili, nie na całości.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@anastazy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale czy to, co mówi Mikolajek, nie sprowadza afirmacji do czegoś w rodzaju placebo? Jeśli zmienia tylko chwilę, w której ją wypowiadasz, to czy to nie jest po prostu chwilowe odwrócenie uwagi od problemu?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Anastazy Placebo to słowo, które ma złą prasę, ale w kontekście bólu i stresu wykazuje realny efekt fizjologiczny. Pytanie nie brzmi 'czy to placebo', tylko 'czy przynosi ulgę i czy nie szkodzi'. Afirmacja spełnia oba warunki, jeśli jest stosowana bez złudzeń co do jej zakresu działania.


Odpowiedz
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 324

@Jarek83 To znaczy, że możesz świadomie wiedzieć, że to 'tylko zdanie', i nadal działać? Bo intuicyjnie myślałem, że żeby coś działało, trzeba w to wierzyć.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Kuba_R88 Wiara przyspiesza efekt, ale nie jest warunkiem koniecznym. Powtarzanie uruchamia mechanizm niezależnie od przekonania. Problem jest gdzie indziej - jeśli aktywnie zaprzeczasz temu, co mówisz, to tworzysz napięcie zamiast ulgi. Ale obojętność albo lekki sceptycyzm nie blokują.


Odpowiedz
(@mirka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 35

@Jarek83 A co jeśli ktoś nie jest sceptyczny, tylko roztrzęsiony? Bo w kryzysie to nie jest tak, że siedzę i racjonalnie oceniam, czy w to wierzę. Głowa jest w innym miejscu.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Mirka To akurat może być przewaga, nie przeszkoda. Kiedy głowa nie kontroluje tak mocno, zdanie może wejść głębiej, bo cenzura jest mniejsza. Przynajmniej tak to u mnie działało. Nie analizowałam, po prostu powtarzałam i ciało się trochę uspokajało.


Odpowiedz
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 172

@Emilka54 Mówisz, że ciało się uspokajało - czy to znaczy, że afirmacja działa bardziej na ciało niż na myśli? Bo to by tłumaczyło, dlaczego tak wiele osób tu opisuje, że 'nie wierzyły, a i tak coś poczuły'.


Odpowiedz
Wpisy: 1003
Rozpoczynający temat
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest trop, który warto rozwinąć. U mnie też tak to wyglądało - najpierw zmiana w oddechu, potem dopiero jakaś myśl. Zdanie wypowiadane na głos angażuje oddech, rytm, napięcie mięśni twarzy. To nie jest czysto mentalna praktyka, jest też fizyczna. I być może dlatego działa nawet wtedy, gdy umysł kompletnie nie współpracuje.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@leokadia72)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dziękuję za to, co napisała Eleonorka, bo to mi coś rozjaśnia. Ale chcę zapytać - czy macie jakiś sposób na to, żeby w środku kryzysu w ogóle pamiętać, żeby sięgnąć po afirmację? Bo u mnie problem jest taki, że wiem, że to mogłoby pomóc, a i tak nie sięgam.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@mikolajek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 307

@Leokadia72 Ja miałem dokładnie ten sam problem. U mnie pomogło przyklejenie kartki na wysokości oczu, w miejscu, które widzę rano zaraz po wstaniu. Nie muszę pamiętać - po prostu widzę. W złym momencie pamięć o tym, co pomaga, jest zwykle pierwszą rzeczą, która odpada.


Odpowiedz
(@kaczeniec70)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 79

@Mikolajek.pl A jeśli ktoś w kryzysie nie wstaje rano, leży i patrzy w sufit? Kartka na drzwiach nic nie pomoże. Pytam serio, bo to nie jest abstrakcja.


Odpowiedz
(@mikolajek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 307

@Kaczeniec70 To wtedy kartka na suficie. Bez żartu. Jedna osoba, z którą rozmawiałem, miała naklejone zdanie na ścianie naprzeciwko łóżka. Wchodziło w pole widzenia bez żadnego wysiłku. Nie musiała nic robić - tylko leżeć i patrzeć.


Odpowiedz
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 440

@Kaczeniec70 Można też nagrać sobie głos na telefonie i ustawić jako alarm. Budzisz się i słyszysz własny głos zamiast sygnału. Niektórzy mówią, że własny głos działa mocniej niż czytanie, bo jest bardziej dosłowny.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka Z własnym głosem jest jeden haczyk - część osób w depresji lub głębokim kryzysie nie znosi swojego głosu. Słyszy w nim coś odpychającego. Wtedy nagranie zamiast pomóc, może wywołać odwrotny efekt. Warto to sprawdzić najpierw w stabilniejszym momencie, nie podczas kryzysu.


Odpowiedz
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 440

@Jarek83 Dobra uwaga, nie pomyślałam o tym. Czyli bezpieczniej jednak zaczynać od tekstu pisanego niż od nagrania?


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

A czy ktoś próbował pisać afirmacje ręcznie, nie na telefon, tylko na papier? Gdzieś czytałem, że ręczne pisanie angażuje inaczej niż czytanie gotowego tekstu, ale nie wiem, czy to ma tu jakieś znaczenie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Elfin Pisałam. I rzeczywiście coś w tym jest - pisanie zmusza do wolniejszego tempa, zdanie przechodzi przez rękę inaczej niż przez wzrok. Ale w bardzo ostrym kryzysie nie miałam siły utrzymać długopisu. Wtedy wracałam do czytania. Każda wersja ma swój czas i swoje miejsce.


Odpowiedz
(@zielarz-x)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 86

@Emilka54 To ciekawe, że mówisz o sile fizycznej. Nie przyszło mi do głowy, że kryzys może się przejawiać na poziomie tak dosłownym - że ręka jest za ciężka. Czy to był jednorazowy stan, czy trwał przez dłuższy czas?


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Zielarz.x Kilka tygodni. Ciało reaguje na stres inaczej niż głowa - czasem wyprzedza, czasem zostaje z tyłu. Byłam w stanie myśleć jako tako, ale ręce były jakby z ołowiu. Wtedy nauczyłam się, że praktyka musi pasować do stanu fizycznego, nie tylko do stanu umysłu.


Odpowiedz
Wpisy: 21
(@oracle)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, bo trochę się zgubiłam. Czy wynika z tego, że afirmacje są przede wszystkim dla osób, które już trochę wychodzą z kryzysu, a nie dla tych, którzy są w samym środku? Bo z wielu wypowiedzi tak to słyszę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Oracle Nie do końca tak to widzę. To nie jest kwestia etapu wychodzenia z kryzysu. Chodzi raczej o to, że w środku kryzysu potrzebujesz innego formatu niż wtedy, gdy już oddychasz. Jedno zdanie, krótkie, fizyczne - to może działać nawet w samym dnie. Długa afirmacja z wieloma słowami - raczej nie, bo głowa jej nie utrzyma. Więc pytanie nie brzmi 'czy afirmacje są dla kogoś w kryzysie', tylko 'jaka forma afirmacji pasuje do danego poziomu kryzysu'.


Odpowiedz
(@oracle)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 21

@Jarek83 Okej, to zmienia sposób, w jaki o tym myślałam. Czyli to nie jest jedna metoda, tylko trzeba ją dopasować do stanu? A skąd wiadomo, jakie zdanie jest odpowiednio krótkie i proste?


Odpowiedz
Wpisy: 1003
Rozpoczynający temat
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Myślę, że to jest właśnie to, o czym mało kto mówi wprost - afirmacja w kryzysie nie może być aspiracyjna. Nie 'jestem silna i wszystko mi się udaje', bo to jest za daleko od prawdy i ciało to czuje. Coś bliżej stanu faktycznego - 'oddycham', 'jestem tu', 'to minie' - to jest zasięg, który jest możliwy. Aspiracja może poczekać.


Odpowiedz
Wpisy: 35
(@mirka)
Połączone: 2 lata temu

To zdanie 'to minie' - mnie ono nie przekonuje, szczerze. W środku kryzysu moje myśli mówią dokładnie odwrotnie, że nie minie. Jak powtarzam coś, w co absolutnie nie wierzę, to mam wrażenie, że kłamię sama sobie. Nie wiem, jak przez to przejść.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Mirka Dokładnie ten opór czułam. U mnie przełomem było zmienienie zdania na pytanie. Zamiast 'to minie' - 'czy to może minąć?'. Pytanie nie kłamie. Nie twierdzisz czegoś, tylko zostawiasz szparę. I jakoś ciało inaczej na to reaguje, mniej spięcie.


Odpowiedz
(@kaczeniec70)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 79

@Emilka54 Afirmacja jako pytanie? Pierwsze słyszę. To w ogóle jeszcze jest afirmacja, czy już coś innego?


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Kaczeniec70 Nazwa tu jest drugorzędna. W literaturze to się pojawia pod różnymi hasłami - afirmacje pytające, pytania coachingowe, metoda Adamsa. Mechanizm jest podobny - mózg dostaje zadanie szukania odpowiedzi zamiast oceniania twierdzenia pod kątem prawdziwości. Efekt bywa zbliżony, czasem lepszy przy silnym oporze.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@leokadia72)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dziękuję za ten wątek z pytaniem zamiast twierdzenia, bo to jest coś, czego mogłabym spróbować. Ale chcę się upewnić - czy to 'pytanie' też się powtarza wielokrotnie, tak jak klasyczna afirmacja? Czy raczej zadaje się je raz i czeka?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Leokadia72 U mnie działało powtarzanie, kilka razy, powoli. Nie jak mantra na czas, tylko tak, żeby każde pytanie miało chwilę oddechu po sobie. Ważne, żeby nie przyspieszać - pośpiech zaciera efekt.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

Mam wrażenie, że ta rozmowa cały czas zakłada, że ktoś w kryzysie ma dość skupienia, żeby w ogóle dobrać właściwe słowa do swojego stanu. A co, jeśli ktoś jest tak roztrzęsiony, że każde zdanie brzmi głupio, pytanie albo nie? Pytam, bo to nie jest abstrakcja.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Heksanka60 Słuszna uwaga. I dlatego wiele osób mówi, że najlepiej mieć zdanie gotowe wcześniej, zanim kryzys nadejdzie. Nie wybierać go w dole, tylko z góry, kiedy głowa działa. Coś w stylu zaplanowanego kotwiczenia. Czy to jednak brzmi realistycznie dla kogoś, kto nie wiedział, że będzie źle?


Odpowiedz
Wpisy: 169
(@klimcia_a)
Połączone: 4 miesiące temu

A czy to zdanie musi być własne? Czy można wziąć coś gotowego, z książki albo z internetu? Pytam, bo nie wiem, czy mam kompetencje, żeby ułożyć sobie coś samej.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 440

@Klimcia_A Moim zdaniem własne działa lepiej, bo jest skrojone pod twój konkretny problem. Gotowe zdania są ogólne i przez to czasem za gładkie - ślizgają się po powierzchni. Ale jeśli coś gotowego trafia, to też nie ma sensu tego odrzucać.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka Tu bym jednak uważał z tym 'własne zawsze lepsze'. Przy ciężkim kryzysie zdolność do konstruowania własnych zdań bywa poważnie ograniczona. Gotowe zdanie, które ktoś inny już przemyślał, może być w tym momencie po prostu dostępniejsze. Nie chodzi o jakość zdania, tylko o to, czy człowiek jest w stanie do niego dotrzeć.


Odpowiedz
(@klimcia_a)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 169

@Jarek83 No właśnie, bo ja jak jestem w złym stanie, to mam wrażenie, że nic, co sama napisze, nie jest wiarygodne. Jakbym sama sobie nie ufała. Może dlatego coś zewnętrznego jest łatwiejsze?


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

To mnie ciekawi - czy te zdania muszą być o sobie? Bo wszystkie przykłady, które tu padają, są w pierwszej osobie. A co z czymś neutralnym, bez 'ja', bardziej jak obserwacja? Czy to w ogóle ma sens w tym kontekście?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Elfin Próbowałam raz czegoś w stylu 'to jest trudne, ale trudne rzeczy się kończą' - bez 'ja'. I rzeczywiście było mniej oporu. Nie wiem, czy to reguła, czy po prostu tak mi się zdarzyło, ale jest coś w zdjęciu ciężaru z siebie.


Odpowiedz
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 324

@Emilka54 Ale jak zdejmujesz 'ja', to czy to jeszcze działa na ciebie? Rozumiem, że jest mniejszy opór, ale czy nie traci wtedy osobistości? Zastanawiam się, jak to działa od środka.


Odpowiedz
Wpisy: 35
(@mirka)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do tego, co Eleonorka mówiła wcześniej o fizyczności - czy próbowałyście łączyć afirmację z ruchem? Słyszałam o chodzeniu w kółko albo kołysaniu się, żeby zdanie szło razem z ciałem. Ale nie wiem, czy to nie jest zbyt skomplikowane jak na moment załamania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Mirka Kołysanie to nie jest skomplikowane - to jest jedno z najprostszych rzeczy, jakie ciało może robić. I faktycznie, rytmiczny ruch uspokaja układ nerwowy niezależnie od słów. Czy zdanie dołożone do tego kołysania wzmacnia efekt? Nie wiem, czy to zmierzone, ale z doświadczenia - tak, coś jest. Pytanie jest takie: czy ktoś w środku kryzysu to w ogóle wypróbuje, skoro brzmi dziwnie?


Odpowiedz
Wpisy: 324
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Ale jak ktoś jest w takim dole, że nawet kołysanie wymaga wysiłku? Pytam serio, bo to, o czym piszesz, brzmi jak coś, co działa, gdy ktoś jest może trochę zmęczony, a nie dosłownie na dnie. Czy te metody w ogóle są dostosowane do naprawdę głębokich kryzysów?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Kuba_R88 To jest właśnie najważniejsze rozróżnienie, które tu próbujemy zrobić. Głęboki kryzys to nie jest po prostu 'więcej' tego samego. To inny stan fizjologiczny. I nie będę twierdzić, że afirmacja działa tak samo w każdym punkcie - bo nie działa. W pewnym momencie ciało nie przetwarza języka tak jak zwykle. Wtedy może być potrzebne coś innego najpierw.


Odpowiedz
Wpisy: 35
(@mirka)
Połączone: 2 lata temu

Co to znaczy 'coś innego najpierw'? Masz na myśli pomoc z zewnątrz, czy jakąś inną praktykę? Bo jak to czytam, to mam wrażenie, że afirmacje w prawdziwym dole po prostu nie działają i koniec, a cały ten wątek był po nic.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Mirka Nie powiedziałbym, że po nic. Eleonorka mówi o kolejności, nie o tym, że afirmacje są bezużyteczne. Regulacja układu nerwowego jako krok pierwszy, potem słowa. To ma swoje uzasadnienie - w stanie wysokiego pobudzenia korteks prefrontalny dosłownie działa inaczej, więc przetwarzanie znaczenia słów jest upośledzone. Afirmacja w tym momencie to wchodzenie z tylnym wejściem do zamkniętego budynku.


Odpowiedz
(@kaczeniec70)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 79

@Jarek83 Ale co to znaczy 'regulacja układu nerwowego' w praktyce? Oddychanie? Herbata? Bo to brzmi bardzo fachowo, ale nie wiem, co z tym zrobić.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Kaczeniec70 Najprościej - długi wydech. Dosłownie dłuższy niż wdech. Aktywuje gałąź przywspółczulną, spowalnia reakcję stresową. Zimna woda na nadgarstki działa podobnie. To nie jest magia, to fizjologia. I dopiero kiedy tętno trochę spada, słowa docierają inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

A ja mam pytanie do tego wszystkiego - czy tu w ogóle mówimy o kryzysie życiowym, czy może o czymś, co wymaga naprawdę specjalistycznej pomocy? Bo czytam ten wątek i część z tego, co tu opisujecie, brzmi jak coś, z czym nie powinno się zostać samemu z afirmacją.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Heksanka60 Masz rację i to jest uczciwa uwaga. Nie mówię tu o kryzysie psychiatrycznym - jeśli ktoś jest w poważnym niebezpieczeństwie, to pierwszy krok to kontakt z człowiekiem, nie ze słowami. To, o czym rozmawiamy, to raczej te momenty, kiedy grunt się usuwa spod nóg, ale jesteś jeszcze na powierzchni. Znam te stany z własnego doświadczenia i wiem, że granica bywa niewyraźna.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@leokadia72)
Połączone: 6 miesięcy temu

Bardzo dziękuję za to, że to powiedziałaś, Eleonorko, bo to ważne rozróżnienie. Chcę się zapytać o coś innego - czy ktoś z was próbował afirmacji zapisanej ręcznie, nie mówionej? Słyszałam, że pisanie angażuje inną część mózgu i może być łatwiej w trudnym momencie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Leokadia72 Tak, pisanie działa na mnie inaczej niż mówienie. Kiedy mówię, to łatwiej mi wpaść w automatyzm i słowa lecą bez kontaktu z treścią. Przy pisaniu ręce spowalniają. Zdarzyło mi się, że w połowie zdania zatrzymałam się, bo poczułam opór - i to był ważniejszy sygnał niż samo zdanie.


Odpowiedz
(@klimcia_a)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 169

@Emilka54 Ten opór przy pisaniu - to znaczy, że afirmacja jest zła, czy że dotknęłaś czegoś prawdziwego? Bo nie wiem, jak to interpretować.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Klimcia_A Dla mnie opór to sygnał, że zdanie jest zbyt odległe od mojego aktualnego stanu. Nie wyrzucałam go, ale modyfikowałam - skracałam, zmięczałam, szłam bliżej tego, gdzie faktycznie byłam. Nie interpretowałabym tego jako błąd, raczej jako informację.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się, czy jest jakaś różnica między powtarzaniem afirmacji w głowie a mówieniem jej na głos. Bo słyszałem, że głos, wibracja, mają znaczenie. Ale jak ktoś jest w kryzysie, to mówienie na głos może być po prostu niemożliwe - szczęka zaciśnięta, głos nie wychodzi. Czy cisza nie niweczy efektu?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Elfin To dobre pytanie. Badania porównujące mówione versus wewnętrzne nie dają jednoznacznego wyniku. Głos dodaje element proprioceptywny i słuchowy, co może wzmacniać ślad w pamięci - ale to nie jest warunek konieczny. W momencie, gdy ciało jest ściśnięte, zmuszanie się do mówienia może wręcz pogłębić napięcie. Wtedy cicha wersja jest lepsza niż żadna.


Odpowiedz
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 440

@Elfin Dodam jeszcze, że szepty działają inaczej niż pełny głos - są mniej konfrontacyjne. Jeśli ktoś nie może mówić pełnym głosem, szept jest pośrednią opcją i moim zdaniem też angażuje coś w ciele, bo powietrze jednak wychodzi.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka To prawda, że szept angażuje ciało inaczej niż myśl, ale nie nazwałbym go 'mniej konfrontacyjnym' jako regułę - to jest bardzo indywidualne. Część osób czuje, że szept jest bardziej intymny i przez to trudniejszy, bo nic nie rozmywa. Lepiej powiedzieć: sprawdź, co dla ciebie.


Odpowiedz
Wpisy: 35
(@mirka)
Połączone: 2 lata temu

To ja zapytam wprost - czy ktoś z was był naprawdę w dole i afirmacja cokolwiek zmieniła? Nie teoria, nie badania, tylko konkretne doświadczenie. Pytam, bo za dużo tu ogólników.


Odpowiedz
Wpisy: 1003
Rozpoczynający temat
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Byłam. I powiemCi szczerze - sama afirmacja nie zmieniła niczego z dnia na dzień. Ale jedno zdanie, które sobie wybrałam wcześniej i powtarzałam mechanicznie, dało mi coś w rodzaju uchwytu. Nie wyjście z dołu, tylko punkt zaczepienia. Różnica między topieniem się a dryfowaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 143
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

'Punkt zaczepienia' - to rozumiem. Ale jak długo trzeba to powtarzać, żeby cokolwiek poczuć? Dni? Tygodnie? Bo jak ktoś jest w dole, to czas działa inaczej i tydzień to wieczność.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Oskar91 U mnie nie było jednego momentu, kiedy 'poczułam'. To było bardziej jak stopniowe zelżenie. Po kilku dniach zauważyłam, że mniej się trzęsę. Nie wiedziałam, czy to afirmacja, czy czas, czy po prostu wyczerpanie. Ale kontynuowałam, bo przynajmniej coś robiłam i to samo w sobie miało znaczenie.


Odpowiedz
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Emilka54 'Stopniowe zelżenie' - to ciekawe określenie. Czy to znaczy, że nie było żadnego konkretnego momentu, kiedy powiedziałaś sobie 'okej, działa'? Bo trochę się obawiam, że jak będę szukał efektu, to go nie zobaczę.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Oskar91 Dokładnie tak. Nie było momentu. Zauważyłam z perspektywy, nie w trakcie. To jest chyba największa pułapka przy kryzysie - oczekiwanie, że coś wyraźnie kliknie. Nie kliknie. Po prostu pewnego dnia jest trochę mniej ciężko i dopiero wtedy łączysz kropki.


Odpowiedz
(@kaczeniec70)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 79

@Emilka54 A jak długo musiałaś czekać na to 'trochę mniej ciężko'? Bo to jest właśnie ta część, z którą mam problem. Nie wiem, ile jeszcze.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Kaczeniec70 U mnie był to kwestia kilku tygodni, ale naprawdę nie wiem, ile z tego zrobiły afirmacje, a ile po prostu czas i to, że zaczęłam wychodzić z domu. Nie oddzielę jednego od drugiego.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Kaczeniec70 I to jest właśnie uczciwa odpowiedź. Zmienna konfundująca - trudno izolować efekt afirmacji od innych działań podjętych w tym samym czasie. To nie znaczy, że nie działa, tylko że nie da się precyzyjnie powiedzieć, co zrobiło co.


Odpowiedz
(@mirka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 35

@Jarek83 No ale skoro nie wiadomo, czy działa, to po co się w ogóle angażować? Mogę po prostu poczekać i wyjdzie na to samo, nie?


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Mirka To zależy, co robisz przez ten czas czekania. Afirmacja jako rytuał daje coś do roboty w momencie, kiedy wszystko inne jest poza kontrolą. To nie jest kwestia mechanizmu - to kwestia posiadania jakiegokolwiek działania, które jest możliwe.


Odpowiedz
Wpisy: 1003
Rozpoczynający temat
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Dodam do tego, co Jarek mówi - dla mnie ważne było to, że afirmacja była moim wyborem. W kryzysie traci się poczucie sprawczości i ten jeden mały akt, choćby powiedzenie sobie jednego zdania rano, dawał mi wrażenie, że jednak coś decyduję. Może brzmi to banalnie, ale to naprawdę miało wagę.


Odpowiedz
Wpisy: 169
(@klimcia_a)
Połączone: 4 miesiące temu

Chcę się zapytać o coś, czego jeszcze nikt nie poruszył - czy afirmacje, które działały przed kryzysem, działają tak samo w kryzysie? Czy trzeba je zmieniać? Bo wyobrażam sobie, że 'jestem spokojna i szczęśliwa' w środku załamania brzmi jak kpina.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 440

@Klimcia_A Tak, zdecydowanie trzeba je zmieniać. Afirmacje mocno pozytywne w silnym stanie negatywnym mogą wywołać odwrotny efekt - mózg odbiera je jako fałsz i broni się. Lepiej schodzić poziomami - zamiast 'jestem szczęśliwa' coś jak 'pozwalam sobie na to, żeby było lepiej'.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka Zgadzam się co do poziomu, ale to o czym mówisz - 'mózg odbiera jako fałsz' - wymaga doprecyzowania. Chodzi o tzw. self-discrepancy, rozbieżność między afirmowanym stanem a aktualnym. Im większa rozbieżność, tym większy dysonans. Dlatego stopniowanie jest kluczowe, ale nie dlatego, że mózg 'broni się' - to bardziej kwestia wiarygodności dla samego siebie.


Odpowiedz
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 440

@Jarek83 Okej, rozumiem różnicę. Upraszczałam. Ale wniosek chyba jest ten sam - w kryzysie afirmacje powinny być bliżej prawdy niż aspiracji?


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka Tak, i to jest dobre sformułowanie. Bliżej prawdy niż aspiracji. Albo inaczej: afirmacja ma być kierunkiem, nie stanem docelowym. 'Idę w stronę spokoju' zamiast 'jestem spokojna'.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@leokadia72)
Połączone: 6 miesięcy temu

Bardzo dziękuję za to rozróżnienie, bo to jest coś, czego szukałam. Mam dodatkowe pytanie - czy afirmacja pisana codziennie, te same słowa, nie traci z czasem znaczenia? Czy powinno się ją zmieniać, czy właśnie powtarzalność jest celem?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Leokadia72 Z mojego doświadczenia - kiedy zaczyna brzmieć pusto, to sygnał, że albo afirmacja już wykonała swoją pracę i czas ją zmienić, albo że oderwałam się od jej znaczenia i trzeba na chwilę stanąć i poczuć każde słowo zanim je zapiszę. Automatyzm bywa pułapką.


Odpowiedz
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 172

@Emilka54 A jak to sprawdzić, czy 'wykonała pracę', czy po prostu stała się nawykiem bez znaczenia? Bo to brzmi podobnie z zewnątrz.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Heksanka60 Dla mnie kryterium jest to, czy coś się w ciele zmienia kiedy ją piszę. Jak jest płasko i obojętnie - czas na zmianę. Jak jest coś, nawet małe drgnięcie oporu albo ulgi - to znaczy, że zdanie wciąż coś robi.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wróćmy na chwilę do pytania o głos, bo nie poczułem, że dostałem odpowiedź na to, co chciałem wiedzieć. Chodzi mi o to: czy brak głosu w kryzysie - fizyczne zaciśnięcie - to jest po prostu przeszkoda do obejścia, czy może to jest informacja, że w tym momencie ciało mówi 'nie teraz'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Elfin To jest dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Myślę, że bywa różnie. Czasem zaciśnięcie to opór, który warto delikatnie przekroczyć - nie na siłę, ale trochę wbrew. A czasem to rzeczywiście sygnał, że ciało potrzebuje czegoś innego najpierw. Jak odróżnić jedno od drugiego, tego nie wiem, czy da się nauczyć z opisu - to chyba przychodzi z praktyką.


Odpowiedz
Wpisy: 143
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Czyli w kryzysie trzeba mieć już jakieś wcześniejsze doświadczenie z afirmacjami, żeby wiedzieć, co ciało mówi? Bo jak ktoś zaczyna od zera właśnie w dole, to nie ma żadnego punktu odniesienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Oskar91 Szczera odpowiedź: tak, brak punktu odniesienia to realna trudność. Ale nie sądzę, żeby to był mur. Kiedy ktoś zaczyna w dole, ciało i tak wysyła sygnały - tyle że nie ma jeszcze nazw na to, co czuje. Może to być kwestia uczenia się języka, który dopiero trzeba zbudować przez próby. Pierwsze afirmacje mogą być właśnie tym eksperymentem, nie sposóbm, tylko pytaniem: czy cokolwiek drgnęło?


Odpowiedz
Wpisy: 143
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Okej, ale jak ktoś jest w naprawdę głębokim kryzysie - mówię o takim, gdzie wstanie z łóżka to sukces - to czy ten eksperyment nie jest po prostu za dużo? Pytam poważnie, bo mam wrażenie, że w tym wątku zakładamy pewne minimum funkcjonowania.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Oskar91 To ważne zastrzeżenie. Afirmacje zakładają pewien minimalny poziom zaangażowania poznawczego - musisz usłyszeć zdanie i jakoś je przetworzyć. W bardzo głębokiej depresji ten poziom może być nieosiągalny bez wcześniejszego wsparcia. Wtedy afirmacja jako technika jest po prostu nieadekwatna do stanu. To nie znaczy zła - po prostu nie na ten moment.


Odpowiedz
(@kaczeniec70)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 79

@Jarek83 A jak wiadomo, kiedy ten moment przychodzi? Że już można, że już jest ten 'minimalny poziom'? Bo to brzmi jak coś, co trudno samemu ocenić kiedy się jest w środku.


Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Kaczeniec70 U mnie wyglądało to tak, że najpierw zaczęłam być w stanie przeczytać jedno zdanie i nie odrzucić go natychmiast jako kłamstwa. Nie żeby w nie wierzyć - po prostu nie było już tego natychmiastowego 'to bzdura'. Może to jest jakiś sygnał, że jest trochę przestrzeni?


Odpowiedz
Strona 2 / 4
Udostępnij: