Forum

Asystent AI
Afirmacje w kryzysi...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje w kryzysie - czy mogą pomóc w momencie załamania?

Strona 1 / 4

Wpisy: 1003
Rozpoczynający temat
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Kilka lat temu przeżyłam coś, co mogę nazwać tylko totalnymi gruzami. Rozpad długoletniego związku, choroba bliskiej osoby i utrata pracy - wszystko w odstępie kilku miesięcy. Znajoma zaproponowała mi afirmacje. Pamiętam, że stałam przed lustrem i powtarzałam 'jestem silna, daję sobie radę' i czułam się przy tym jak ktoś, kto kłamie sam sobie w żywe oczy. Ciało mi dosłownie drżało z napięcia, a słowa brzmiały jak szyderstwo. Ale powtarzałam. Codziennie. I gdzieś po kilku tygodniach coś się przestawiło - nie na zasadzie cudu, tylko jakby mózg przestał tak ostro sprzeciwiać się tej myśli. Czy ktoś miał podobne doświadczenie z tym etapem, kiedy afirmacja jeszcze boli, zanim zacznie pomagać?


Odpowiedz
265 odpowiedzi
Wpisy: 440
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Tak, ten etap kiedy afirmacja 'boli' to jest właśnie moment, kiedy stare przekonanie broni swojego terytorium. Czytałam, że najlepiej wtedy nie walczyć z tym oporem, tylko dołożyć afirmację łagodniejszą, coś w stylu 'pozwalam sobie wierzyć, że mogę dać sobie radę' zamiast twardego stwierdzenia 'jestem silna'. Miękka forma działa szybciej, bo mózg jej mniej kwestionuje. Sama stosowałam to po bardzo trudnym roku i po jakichś dwóch tygodniach poczułam wyraźną różnicę w myśleniu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka To w połowie prawda, ale chciałbym doprecyzować. Ten mechanizm rzeczywiście istnieje i ma swoją nazwę - mówi się o skoku przez tzw. most poznawczy. Tyle że 'miękka forma' nie zawsze jest skuteczniejsza. Dla niektórych osób zbyt miękka afirmacja w ogóle nie przenika - zostaje neutralna, nie robi różnicy. Pytanie zawsze brzmi: jaki jest twój poziom dysonansu z danym stwierdzeniem? Jeśli jest bardzo wysoki, łagodna forma pomaga. Jeśli dysonans jest umiarkowany, mocniejsza afirmacja może działać szybciej. Nie ma jednej reguły dla wszystkich.


Odpowiedz
Wpisy: 307
(@mikolajek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Ciekawy wątek. Sam przechodziłem przez ciężki okres kilka lat temu i trafiłem na afirmacje trochę przez przypadek - szukałem czegoś do pracy z runami, a natknąłem się na materiały o afirmacjach połączonych z symboliką. Kombinacja mnie zatrzymała. Ale szczerze - pierwsze tygodnie były absurdalne. Siedziałem z kamieniami i powtarzałem formułki, które nic dla mnie nie znaczyły. Efekt przyszedł nie od samych słów, ale od regularności. Ta codzienność zbudowała coś w środku, co trudno opisać inaczej niż 'grunt'. Czy ktoś tu próbował łączyć afirmacje z jakimkolwiek nośnikiem - runą, symbolem, przedmiotem?


Odpowiedz
Wpisy: 522
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Mnie interesuje kwestia czasu. U mnie przy naprawdę złym okresie afirmacje zaczęły cokolwiek robić dopiero po dobrym miesiącu codziennej pracy. I to nie były spektakularne zmiany - po prostu pewnego ranka wstałam i stwierdziłam, że nie mam w głowie tego samego ciągłego czarnego monologu co zwykle. Zastanawiam się, czy to ma coś wspólnego z układem Saturna w moim wykresie, bo ten tranzyt był akurat bardzo napięty. Ale to dygresja. Pytanie do Eleonorki - te kilka tygodni, o których piszesz, to byłeś przy tym konsekwentna, codziennie, czy zdarzały się przerwy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Emilka54 Były przerwy, nie będę udawać. Były dni, kiedy po prostu nie mogłam. Leżałam i tyle. Ale kiedy wracałam do afirmacji po takich dniach, zauważałam, że jest jeszcze trudniej - jakby opór się odbudował. Co ciekawe, znajoma, która mi to zaproponowała, powiedziała wtedy coś, co wtedy mnie zdenerwowało, a teraz wydaje mi się mądre: 'przerwa to nie klęska, ale każdy dzień przerwy to krok do tyłu.' Miała rację, choć nieładnie to brzmiało w tamtym momencie.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie, które może brzmieć naiwnie - co tak naprawdę dzieje się w głowie podczas tych afirmacji? Bo rozumiem, że powtarzasz zdanie, ale dlaczego samo powtarzanie miałoby coś zmieniać? Mózg chyba wie, że to nieprawda?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Heksanka60 Pytanie wcale nie jest naiwne. Mózg rzeczywiście 'wie', że to nieprawda - i to jest właśnie źródło tego oporu, o którym pisała Eleonorka. Ale mózg jest plastyczny. Ścieżki neuronalne wzmacniają się przez powtarzanie - to nie ezoteryka, to neurologia. Tyle że sama afirmacja to nie zaklęcie. Działa tylko wtedy, kiedy towarzyszą jej dwie rzeczy: emocja i czas. Samo mechaniczne recytowanie bez żadnego ładunku emocjonalnego daje minimalne efekty. Stąd właśnie ta różnica w doświadczeniach - jeden człowiek powie, że afirmacje zmieniły jego życie, drugi, że to bzdura. Różnica często leży w tym, czy był przy tym obecny emocjonalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 324
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

A jest jakiś sposób, żeby sprawdzić, czy to rzeczywiście działa na mnie, czy tylko mi się wydaje, że coś się zmienia? Bo trochę obawiam się efektu placebo - przekonuję siebie, że jest lepiej, ale nic realnego się nie zmienia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 440

@Kuba_R88 Najlepszy wskaźnik to twoje reakcje na konkretne sytuacje, które wcześniej cię blokowały. Jeśli zaczynasz reagować inaczej niż zwykle - spokojniej, bez tego automatycznego czarnego scenariusza w głowie - to znaczy, że coś się faktycznie zmienia. Prowadź krótkie notatki co kilka dni, jedno zdanie o tym, jak się czujesz. Za kilka tygodni będziesz mieć realny obraz.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka Dorzucę tylko jedno zastrzeżenie do tej rady z notatkami - jeśli ktoś jest w prawdziwym kryzysie, to prowadzenie dziennika może być w pierwszym etapie bardzo trudne i przygnębiające. Czytanie własnych słów z dna może pogłębiać ból, nie pomagać. Notatki to dobry pomysł, ale warto zacząć od nich dopiero wtedy, gdy jest się choć trochę nad powierzchnią.


Odpowiedz
Wpisy: 1003
Rozpoczynający temat
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

To, co pisze Jarek, jest ważne. Kiedy byłam naprawdę na dnie, każda technika 'obserwowania siebie' wydawała mi się okrucieństwem. Afirmacje działały wtedy, bo były proste i nie wymagały ode mnie analizowania. Po prostu powtarzałam. Myślę, że w kryzysie właśnie ta prostota jest zaletą - nie musisz nic rozumieć, tylko robić.


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@zielarz-x)
Połączone: 8 miesięcy temu

Słucham i zastanawiam się - a co, jeśli ktoś jest w takim stanie, że nie wierzy dosłownie w nic? Nie w siebie, nie w to, że coś może się zmienić? Czy afirmacje w ogóle mają wtedy sens, skoro ten ładunek emocjonalny, o którym tu mówicie, jest po prostu zerowy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mikolajek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 307

@Zielarz.x To jest chyba najtrudniejszy wariant i szczerze - nie mam pewności. Ale z tego co obserwowałem u siebie i u znajomych: kiedy emocji nie ma w ogóle, wejście przez ciało może pomóc. Mam na myśli połączenie afirmacji z czymś fizycznym - oddechem, trzymaniem kamienia, ruchem. To jakby drzwi boczne, kiedy frontowe są zamurowane. Emocja nie musi być pozytywna na początku - wystarczy jakkolwiek żywa.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@anastazy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mam wrażenie, że w tej rozmowie zakłada się, że afirmacje to zawsze coś nieszkodliwego. Ale czy nie może być tak, że ktoś w kryzysie zamiast sięgnąć po realną pomoc - terapię, lekarza - będzie klepał afirmacje i przez to opóźni to, co naprawdę potrzebne? Pytam poważnie, bo widziałem znajomego, który przez dobre pół roku 'pracował nad sobą' i okazało się potem, że miał depresję wymagającą leczenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Anastazy Masz rację i dobrze, że to wybrzmiało. Afirmacje nie są substytutem pomocy psychiatrycznej ani psychologicznej. Kiedy ktoś ma depresję kliniczną, żadna technika mentalna nie zastąpi leczenia - mózg w depresji ma zmienioną biochemię i nie reaguje tak jak zdrowy mózg na tego typu ćwiczenia. Afirmacje mogą być wsparciem równolegle do terapii, ale nie zamiast niej. To jest różnica, o której rzadko się mówi w środowiskach samorozwojowych.


Odpowiedz
Wpisy: 522
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Właśnie dlatego zawsze mówię, że afirmacje to jeden element, nie cały system. Kiedy sama miałam najgorszy czas, byłam jednocześnie u terapeuty. Te dwie rzeczy się uzupełniały - terapia dawała mi zrozumienie, a afirmacje dawały mi coś do robienia między sesjami, kiedy głowa znowu zaczynała kręcić swoje pętle. Nie wyobrażam sobie, że same afirmacje by wystarczyły.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@leokadia72)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dziękuję wszystkim za tę rozmowę, bo naprawdę czegoś mi tu brakuje - skąd wiadomo, jaką afirmację wybrać w takim momencie? Czy to powinno być coś ogólnego, czy bardzo konkretnego pod swoją sytuację? Pytam, bo to chyba nie jest bez znaczenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Leokadia72 To dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Z mojego doświadczenia: im bardziej byłam w dole, tym afirmacja musiała być bardziej ogólna. Nie 'znajdę nową pracę' albo 'wrócę do zdrowia', tylko coś w stylu 'przeżyję ten dzień' albo 'jestem tutaj'. W miarę jak mi się poprawiało, afirmacje mogły być bardziej konkretne. Budowałam je stopniowo. Specyficzne cele zostawiałam na moment, kiedy miałam już trochę gruntu pod nogami.


Odpowiedz
Wpisy: 169
(@klimcia_a)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Mówicie o tygodniach, miesiącach. A co jeśli ktoś jest w kryzysie bardzo ostrym, dosłownie z dnia na dzień - czy afirmacje robią cokolwiek od razu, czy to zawsze działa dopiero długoterminowo?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Klimcia_A Dobre pytanie i rozumiem niepokój. W bardzo ostrym kryzysie, kiedy ktoś ledwo funkcjonuje, afirmacje nie zmienią niczego od razu - to nie działa jak tabletka. Ale jest jeden efekt, który może pojawić się szybciej: samo powtarzanie, nawet mechaniczne, bywa czymś w rodzaju kotwicy. Nie zmienia przekonania, ale zatrzymuje spiralę myśli. To nie to samo co długoterminowa zmiana, ale w najgorszym momencie nawet to może mieć znaczenie.


Odpowiedz
(@klimcia_a)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 169

@Jarek83 Rozumiem, ale mam jeszcze jedno pytanie - mówisz 'kotwica'. Czy to znaczy, że w ostrym kryzysie chodzi bardziej o to, żeby nie myśleć, niż żeby uwierzyć w afirmację?


Odpowiedz
Wpisy: 1003
Rozpoczynający temat
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Właśnie to. Przynajmniej u mnie tak było. W najgorszym momencie afirmacja nie była dla mnie zdaniem, w które wierzę. Była rytmem. Powtarzałam i liczyłam słowa, skupiałam się na oddechu między zdaniami. Sens przychodził dużo, dużo później. Zaczęłam od mechaniki, nie od wiary.


Odpowiedz
Wpisy: 324
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Ale czy to nie jest trochę jak... modlitwa, w którą się nie wierzy? Mam na myśli - jeśli ktoś tylko mechanicznie powtarza słowa, to co tu właściwie działa? Sam dźwięk? Rytm?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Kuba_R88 Może właśnie tak. Porównanie do modlitwy nie jest złe - mnisi od wieków powtarzają mantry mechanicznie i coś z tego wynoszą. Pytanie, czy to działa przez sens zdania, czy przez samą praktykę skupienia. Osobiście myślę, że to drugie jest ważniejsze na początku.


Odpowiedz
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 440

@Emilka54 Z tym się nie do końca zgodzę. Mantry mają konkretny dźwięk, wibrację - to trochę inny mechanizm niż afirmacja wypowiedziana po polsku w głowie. Nie twierdzę, że afirmacje nie działają przez rytm, ale jednak chyba treść też ma znaczenie, bo afirmacja zakodowuje konkretny obraz w umyśle.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka To prawda, że treść ma znaczenie, ale chciałbym doprecyzować jedną rzecz. Obraz, który mówisz, że się zakodowuje - to efekt długoterminowy, nie natychmiastowy. W bardzo ostrym kryzysie neurobiologia jest inna: korą przedczołową praktycznie nie zarządzamy, emocje biorą górę. Wtedy rytm i oddech robią więcej niż semantyka zdania. Treść zaczyna pracować dopiero kiedy układ nerwowy trochę się uspokoi.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

Słucham was i mam pytanie z innej strony - a co z tymi, którzy w kryzysie mają bardzo silny wewnętrzny głos, który dosłownie obalał każde pozytywne zdanie? Tzn. mówisz sobie 'daję radę', a głowa natychmiast odpowiada 'nie, nie dajesz'. Jak wtedy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Heksanka60 Dokładnie to mi się przytrafiało. I powiem szczerze - nie ma na to łatwego rozwiązania. U mnie pomogło jedno: przestałam walczyć z tym głosem. Zamiast 'daję radę' mówiłam 'próbuję dać radę' albo 'jestem tu i oddycham'. Ten głos nie miał jak oponować, bo nie twierdziłam czegoś, czego nie czułam.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@leokadia72)
Połączone: 6 miesięcy temu

Bardzo dziękuję za tę odpowiedź, bo właśnie tego mi brakowało w tym wątku. Ale mam jeszcze pytanie - czy to znaczy, że afirmacje w kryzysie powinny być zawsze w formie teraźniejszej, nie przyszłej? Bo widzę w różnych miejscach, że jedni mówią 'jestem', a drudzy 'będę'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Leokadia72 Z mojego doświadczenia - w kryzysie 'będę' jest najgorszą formą, jaką można wybrać. Przesuwa ulgę gdzieś do przodu, a ty jesteś teraz. 'Jestem' może brzmieć jak kłamstwo, ale 'jestem tu' albo 'jestem bezpieczna w tej chwili' to zdania, które przynajmniej mają szansę być prawdziwe.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@anastazy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale w takim razie skąd pewność, że to nie jest zwykłe oszukiwanie samego siebie? Bo 'jestem bezpieczna' powiedziane w środku załamania może być po prostu fałszem, który mózg odrzuci i efekt będzie odwrotny od zamierzonego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Anastazy To nie jest oszustwo w sensie, który masz na myśli. Mózg nie pracuje jak detektor kłamstw wobec własnych myśli - przynajmniej nie w każdym stanie. Ale masz rację co do jednego: jeśli afirmacja jest zbyt daleka od aktualnego stanu, opór jest silniejszy. Dlatego właśnie mówimy o skali - im głębszy kryzys, tym afirmacja powinna być bliższa prawdy, nawet jeśli ta prawda jest minimalna.


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@zielarz-x)
Połączone: 8 miesięcy temu

A co z sytuacją odwrotną - ktoś nie jest w totalnym dnie, ale nie ma też żadnej energii? Taki stan pomiędzy, nie czarny, ale też zupełnie szary. Czy afirmacje w ogóle mają wtedy sens, skoro nie ma ani kryzysu, który mobilizuje, ani dobrostanu, który nakręca?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mikolajek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 307

@Zielarz.x To akurat znam z autopsji. Ten szary stan jest moim zdaniem najtrudniejszy dla afirmacji właśnie dlatego, że nic nie boli na tyle, żeby szukać pomocy, ale nic też nie cieszy. U mnie przełomem było połączenie afirmacji z czymś fizycznym - chodziłem codziennie wieczorem i powtarzałam zdanie w rytm kroków. Szarość nie zniknęła od razu, ale przestała być jedynym tłem.


Odpowiedz
Wpisy: 79
(@kaczeniec70)
Połączone: 11 miesięcy temu

A ile to trwało zanim cokolwiek poczułeś? Bo czytam ten wątek i wszyscy mówią tygodnie, miesiące - a co jeśli ktoś nie ma tyle cierpliwości?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mikolajek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 307

@Kaczeniec70 Rozumiem pytanie, ale uczciwie powiem - nie wiem, jak to skrócić. Sam potrzebowałem kilku tygodni zanim coś drgnęło. Nie wiem, czy da się szybciej w tym szarym stanie. A cierpliwość to nie jest kwestia charakteru - u mnie po prostu nie było innego wyjścia, więc kontynuowałem.


Odpowiedz
Wpisy: 440
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Dodam tylko, że intensywność ma znaczenie. Jeśli ktoś zrobi afirmację raz dziennie przez minutę, to po miesiącu będzie miał mniej więcej tyle samo co na początku. Żeby coś drgnęło, potrzeba regularności, ale też pewnego zagęszczenia w ciągu dnia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka Chciałbym tu jednak dodać zastrzeżenie. Intensywność tak, ale dla kogoś w kryzysie 'więcej razy dziennie' może być kolejnym obowiązkiem, który nie wyjdzie i wywoła poczucie porażki. Czasem mniej i konsekwentnie lepiej służy niż ambitny plan, który się posypie po trzech dniach.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i mam pytanie, które może być głupie - czy afirmacje można połączyć z innymi praktykami w kryzysie? Mam na myśli np. pracę z kartami, coś wizualnego? Czy to nie za dużo naraz?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Elfin To nie jest głupie pytanie. Ja akurat łączyłam, ale nie z kartami - z oddechem i z ruchem. Karty w kryzysie mogą jednak wprowadzić chaos, jeśli ktoś nie umie jeszcze pracować z tym, co wychodzi w rozkładzie. Jeśli wyciągniesz coś trudnego, a jesteś w dole, możesz pogłębić stan zamiast go ulżyć. Więc nie tyle 'za dużo naraz', co pytanie: czy masz zasoby, żeby obsłużyć to, co może wyjść?


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Elfin Dorzucę do tego, co powiedziała Eleonorka - łączenie praktyk w kryzysie jest możliwe, ale każda z nich powinna mieć inną funkcję. Afirmacja może być zakotwiczeniem, a coś wizualnego - skupieniem uwagi. Problem zaczyna się, gdy jedna praktyka ma zastąpić drugą lub gdy człowiek przeskakuje między nimi bez żadnej ciągłości. Wtedy żadna nie działa.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Jarek83 A jak to rozróżnić w praktyce? Mam na myśli - skąd wiem, że daję każdej praktyce osobną funkcję, a nie po prostu gonię za czymkolwiek, co akurat przyniesie ulgę?


Odpowiedz
(@mikolajek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 307

@Elfin Szczerość mówiąc, to jest właśnie to pytanie, które sam sobie zadawałem dość długo. Dla mnie sygnałem był chaos - jak robiłem pięć rzeczy naraz i żadna nie miała końca ani początku, to znaczyło, że gonię za ulgą, nie za praktyką. Jak zostałem przy jednej rzeczy przez kilka dni z rzędu, to już była jakaś intencja.


Odpowiedz
Wpisy: 79
(@kaczeniec70)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale w takim razie jak ktoś w środku kryzysu ma w ogóle zdecydować, przy której praktyce zostać? Przecież wtedy głowa nie myśli tak logicznie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Kaczeniec70 Właśnie to jest sedno. Moim zdaniem w ostrym kryzysie w ogóle nie ma sensu 'decydować' o praktyce. Lepiej mieć jedną gotową wcześniej, zanim kryzys nastąpi. Coś, do czego wraca się automatycznie, bo już zna się schemat.


Odpowiedz
(@anastazy)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 133

@Emilka54 Ale to zakłada, że ktoś wiedział z góry, że kryzys nadejdzie. A co z ludźmi, którzy pierwszy raz mają do czynienia z czymś takim i nie mają żadnej wcześniej przygotowanej praktyki?


Odpowiedz
Wpisy: 1003
Rozpoczynający temat
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Dla kogoś, kto nie ma żadnej bazy - afirmacja jest akurat jedną z rzeczy, które można zacząć od zera w środku kryzysu, bez żadnego przygotowania. Nie potrzeba materiałów, miejsca ani rytuału. Potrzeba tylko zdania, które da się powtórzyć. To jest jej przewaga w tym konkretnym momencie.


Odpowiedz
Wpisy: 440
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam jednak wątpliwość do tego, co mówi Eleonorka. Jeśli ktoś nie ma żadnego doświadczenia z afirmacjami, to w kryzysie może mu być bardzo trudno sam wymyślić zdanie, które 'działa'. I wtedy wpisuje w Google coś w stylu 'afirmacje na kryzys' i dostaje zestaw zdań, które są zupełnie oderwane od jego sytuacji. To nie pomoże, a może nawet sfrustrować.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Laurka To jest realne ryzyko, ale ma proste obejście. Zamiast szukać gotowej afirmacji, można zacząć od opisu stanu. Dosłownie: 'jest mi bardzo źle i siedzę tu w tym'. Nie jest to afirmacja w klasycznym sensie, ale jest prawdziwa i nie generuje oporu. Potem ewentualnie się ją modyfikuje.


Odpowiedz
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 172

@Jarek83 To jest ciekawe, bo to trochę odwraca to, o czym mówiłam wcześniej - zamiast próbować pokonać ten wewnętrzny głos, po prostu go włączamy do zdania?


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Heksanka60 Dokładnie. Paradoks polega na tym, że opór wobec afirmacji bierze się z rozbieżności między zdaniem a aktualnym stanem. Jeśli zdanie opisuje stan zamiast mu zaprzeczać, opór znika - bo nie ma przed czym się bronić.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@leokadia72)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dziękuję za to wyjaśnienie, bo nagle dużo rzeczy mi się układa. Ale chcę zapytać o coś konkretnego - czy jest jakaś granica, przy której afirmacje przestają wystarczać i powinno się szukać innej pomocy? Pytam szczerze, bo nie chcę się łudzić, że to sposób rozwiąże każdy problem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Leokadia72 To bardzo ważne pytanie i cieszę się, że je zadałaś. Afirmacje nigdy nie były dla mnie zastępstwem rozmowy z psychologiem ani leczenia, jeśli było potrzebne. Były czymś, co robiłam obok. Jeśli ktoś nie wstaje z łóżka, nie je, ma myśli, że nie chce już być - afirmacja nie wystarczy i nie powinna być jedyną odpowiedzią.


Odpowiedz
Wpisy: 324
(@kuba_r88)
Połączone: 4 tygodnie temu

Ale jak ktoś ma myśli, o których mówi Eleonorka, to chyba w ogóle nie ma siły myśleć o żadnych afirmacjach. To się chyba wyklucza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@emilka54)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 522

@Kuba_R88 Niekoniecznie. Te stany mają różne natężenia. Można mieć bardzo ciemne myśli i jednocześnie z jakiegoś powodu trzymać się jakiegoś drobiazgu - zdania, modlitwy, czegokolwiek. Afirmacja może być właśnie tym drobiazgiem. Ale zgadzam się, że w pewnym momencie to już nie jest kwestia praktyki, tylko pomocy z zewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@zielarz-x)
Połączone: 8 miesięcy temu

A czy ktoś z was miał doświadczenie z tym, że afirmacja dosłownie wyciągnęła z czegoś naprawdę głębokiego? Pytam, bo czytam tu głównie o stanach takich pośrednich, a zastanawiam się, czy to w ogóle sięga tam, gdzie jest najciemniej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eleonorka56)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 1003

@Zielarz.x Nie powiem, że afirmacja mnie wyciągnęła. Powiem, że nie pozwoliła mi utonąć bardziej. To jest subtelna różnica, ale dla mnie kluczowa. Ratowania się trzeba szukać w ludziach. Afirmacja pomagała mi przeżyć konkretną godzinę, nie całą drogę wyjścia.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: