Forum

Asystent AI
Kiedy rodzina kwest...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kiedy rodzina kwestionuje afirmacje - jak stanąć murem za swoją praktyką?

Strona 1 / 4

Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mama znowu skomentowała. Siedziałam rano przy kawie, powtarzałam sobie po cichu afirmacje i ona weszła do kuchni, usłyszała, po czym powiedziała 'no tak, znowu gadasz sama do siebie'. Nie złośliwie, ale z takim lekkim politowaniem w głosie, które boli bardziej niż otwarta krytyka. I za każdym razem coś mnie ściska w środku, bo zaczynam się zastanawiać czy ona ma rację. A potem wychodzę z rytmu, bo zamiast skupić się na treści, myślę o jej minie. Czy ktoś miał podobnie? Jak w ogóle chronić tę praktykę przed takim codziennym drobnym podgryzaniem?


Odpowiedz
186 odpowiedzi
Wpisy: 461
(@nasturcja)
Połączone: 2 miesiące temu

Znam to uczucie bardzo dobrze. U mnie przez długi czas mąż reagował podobnie - takie westchnienie, zmiana tematu, albo 'okej, okej' tonem, który mówił wszystko. Nie kłócił się wprost, ale dawał wyraźnie do zrozumienia, że uważa to za dziecinną zabawę. Pierwsza rzecz, którą zrozumiałam: nie można próbować nawracać domowników. Każda próba wytłumaczenia 'skąd to działa' kończy się albo kłótnią, albo poczuciem że musisz się bronić przed własną rodziną. Prywatna praktyka to nie jest coś, co trzeba uzasadniać. Ale mam pytanie do ciebie - czy ta praktyka jest rzeczywiście prywatna, czy sama ją 'eksponujesz' nieświadomie? Czasem trudno ją chronić, gdy robimy to w przestrzeni wspólnej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Nasturcja No właśnie, trochę mnie złapałaś. Kuchnia jest wspólna, rano wszyscy się kręcą, więc siłą rzeczy ona to słyszy. Myślałam o przestawieniu tego na wcześniejszą godzinę albo do swojego pokoju, ale jest w tym coś, co mnie złości - dlaczego to ja mam się chować? Niby rozumiem twój argument, ale czuję w nim jakiś zgrzyt.


Odpowiedz
Wpisy: 461
(@nasturcja)
Połączone: 2 miesiące temu

Rozumiem ten zgrzyt i masz rację, że nie chodzi o chowanie się. Chodzi o to, że praktyki duchowe są z natury wewnętrzne i naprawdę nie potrzebują widzów. To nie jest to samo co kapitulacja. Jak zaczęłam meditować w sypialni z zamkniętymi drzwiami, nic nie straciłam - zyskałam spokój i to, że nikt mi nie wchodzi w słowo. Ale każda z nas to musi sama poczuć.


Odpowiedz
Wpisy: 430
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wtrącę się, bo obserwuję to z innej strony. Sam przez chwilę miałam podobny opór, tyle że w drugą stronę - ja byłem tym sceptycznym domownikiem wobec praktyk partnera i dopiero z czasem zrozumiałem, skąd ten opór. Często rodzina reaguje krytyką, bo czuje się wykluczona albo nie rozumie i to ją niepokoi. To nie jest złośliwość, to lęk przed czymś nieznanym. Nie mówię, żeby tłumaczyć się przed wszystkimi, ale czasem jedno spokojne zdanie wyjaśnienia - bez emocji - robi więcej niż miesiące milczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@franek05)
Połączone: 7 miesięcy temu

Przepraszam że wchodzę, ale mam pytanie ogólne bo dopiero zaczynam z afirmacjami. Czy to normalne że w ogóle mam ochotę ukrywać to przed innymi? Tzn. sam z siebie, bez żadnej krytyki z zewnątrz. Jakoś wydaje mi się że jak ktoś mnie zobaczy jak to robię to będzie dziwnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nasturcja)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 461

@Franek05 Bardzo normalne. Afirmacje wyglądają z zewnątrz trochę dziwacznie, jeśli ktoś nie wie co to i po co. Mówisz do siebie, powtarzasz zdania, serio - bez kontekstu wygląda jak monolog aktora. To uczucie wstydu przed samą praktyką to zresztą osobny temat, bo potrafi sabotować efekty bardziej niż jakakolwiek krytyka z zewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@augurka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mnie zastanawia jedno - czy chodzi wyłącznie o komfort praktyki, czy też o to, że ta zewnętrzna krytyka naprawdę wchodzi do środka i zaburza samą pracę z afirmacją? Bo to jest dla mnie kluczowe pytanie w tym temacie. Jeśli ktoś mi mówi 'to nie działa', ale ja mam swoje doświadczenie i wiem co czuję po praktyce, to opinia tej osoby nie powinna mieć żadnego znaczenia. A jeśli ta opinia jednak mnie rusza - to może pytanie brzmi: czy ja sama do końca wierzę w to, co robię?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Augurka To mnie uderzyło. Bo uczciwie? Nie wiem czy wierzę w sto procentach. Jestem gdzieś w połowie - widzę zmiany w sobie, czuję że regularność mi pomaga, ale kiedy mama patrzy na mnie z tym wyrazem twarzy, to nagle zaczynam słyszeć jej głos zamiast własnego. I może właśnie o to chodzi - że ta praktyka jest jeszcze za świeża żeby była odporna na zewnętrzny hałas.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 3 dni temu

Słucham tej rozmowy i mam jedno konkretne pytanie: jak długo trwa wasza codzienna praktyka? Mówię o czasie, minutach. Bo zauważyłam że ludzie, którzy mają problem z chwiejącą się wiarą w afirmacje, bardzo często robią to zbyt krótko albo zbyt nieregularnie - i wtedy rzeczywiście każdy podmuch zewnętrzny jest w stanie to rozbić. To nie jest zarzut, naprawdę pytam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Pelagia Około dziesięciu minut rano. Czasem krócej jak mi się spieszy. Nieregularnie, przyznam szczerze - przez ostatnie tygodnie były przerwy po kilka dni.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 3 dni temu

No właśnie. I nie mówię że dziesięć minut to za mało - ale jeśli do tego dochodzą przerwy, to ta praktyka nie zdążyła się jeszcze ugruntować. To trochę jak z nauką języka - po kilku lekcjach nie jesteś jeszcze w stanie rozmawiać płynnie, więc każda trudność wydaje się potwierdzeniem że 'to nie dla ciebie'. Zaczep ją najpierw do czegoś stałego w ciągu dnia, co już robisz. Kubek kawy, szczotkowanie zębów, cokolwiek.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@fela73)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam inne podejście do całej tej sytuacji z rodziną. Moja siostra przez dwa lata komentowała moje różne praktyki, karty, afirmacje, wszystko. W pewnym momencie zamiast się bronić albo tłumaczyć, po prostu przestałam reagować w ogóle. Nie ze złości, ale naprawdę z obojętności. I wiesz co? Po jakimś czasie ona też przestała komentować. Bo komentarze żyją tylko tak długo, jak długo ktoś im odpowiada.


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Ale to chyba zależy od relacji, nie? Bo jedno to siostra, a drugie to np. mama z którą mieszkasz i siedzisz przy jednym stole. Czy ta obojętność faktycznie daje się zbudować wobec kogoś tak bliskiego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fela73)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Mirta Trudniej, zgadzam się. Ale to działa na tej samej zasadzie. Trudniej, bo emocje są silniejsze, ale mechanizm jest ten sam - kiedy coś przestaje wywoływać reakcję, szybko traci sens jako 'temat do komentowania'. Bliskie relacje mają to do siebie, że każde mrugnięcie okiem jest czytane jako sygnał. Więc brak sygnału też jest informacją.


Odpowiedz
Wpisy: 71
(@tygrysicaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Czytam i mam pytanie trochę z boku - czy afirmacje w ogóle wymagają wiary żeby działały? Bo czytałam gdzieś że samo mechaniczne powtarzanie już coś robi w mózgu, nawet jak się w to nie wierzy. Czy to prawda czy bzdura?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@augurka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 208

@Tygrysicaa Jest w tym ziarnko prawdy, ale jest też duże 'ale'. Samo powtarzanie pewnie coś przestawia w automatycznych myślach, tak jak reklamy działają na nas nawet gdy je ignorujemy. Natomiast jeśli jednocześnie silnie nie wierzysz i masz wewnętrzny sprzeciw, to de facto robisz dwie sprzeczne rzeczy naraz. Jak mówisz 'jestem spokojna' i jednocześnie czujesz 'to nieprawda i głupia gadanina' - to jest trochę taki wewnętrzny ping-pong. Wiem, że gdzieś pisano o tym że afirmacje w trybie warunkowym działają lepiej na początek, np. 'coraz bardziej czuję spokój' zamiast stwierdzenia faktu. Ale to już temat na osobny wątek.


Odpowiedz
Wpisy: 430
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Do tego co mówi Augurka dodałbym jeszcze jedno: jest różnica między brakiem wiary a aktywnym sabotowaniem siebie. Brak wiary to po prostu neutralna pustka - możesz z nią pracować. Ale jeśli po każdej afirmacji słyszysz w głowie czyjś szyderczy komentarz - mamy do czynienia z czymś, co Augurka trafnie nazwała ping-pongiem. I właśnie dlatego pytanie Kinia05 o rodzinę jest w gruncie rzeczy pytaniem o to, czyj głos mieszka w jej głowie. To nie jest problem z brakiem prywatności, to problem z tym, że ten zewnętrzny głos został zinternalizowany.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Kalikst Trochę mnie to uderzyło. Bo jak tak to słyszę... to rzeczywiście tak jest. Mamy głos siedzący w środku i on jest głośniejszy niż sama afirmacja. Jak to w ogóle przepracować?


Odpowiedz
Wpisy: 461
(@nasturcja)
Połączone: 2 miesiące temu

Nie ma jednej odpowiedzi. Ale od czegoś muszę zacząć, więc powiem tak: najpierw trzeba ten głos w ogóle zauważyć jako coś zewnętrznego, jako pożyczone zdanie, a nie własne przekonanie. Pomaga mi takie proste ćwiczenie - jak słyszę wewnętrzny komentarz w stylu 'to i tak nie ma sensu', pytam siebie: 'czyje to słowa?'. I zwykle wiem. A jak wiem, łatwiej mi to odłożyć na bok. Ale to naprawdę wymaga czasu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@tygrysicaa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 71

@Nasturcja A to ćwiczenie z wewnętrznym komentarzem - masz na myśli że dosłownie mówisz sobie w głowie 'to jest zdanie mamy, nie moje'? Jak to dokładnie wygląda w praktyce?


Odpowiedz
(@nasturcja)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 461

@Tygrysicaa Mniej więcej tak. Chodzi o to, żeby w chwili gdy ten głos się pojawia, nie wchodzić z nim w dyskusję, tylko nazwać go po imieniu. Nie 'ona ma rację, to głupie' i nie 'nie, ona się myli'. Tylko: 'to jest jej zdanie, które usłyszałam tyle razy że teraz myślę że to moje'. To brzmi prosto i wiem że tak nie wygląda w środku, ale samo to rozróżnienie naprawdę robi różnicę.


Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Nasturcja Próbowałam czegoś podobnego ale mam problem z tym, że ten głos pojawia się dosłownie w środku afirmacji, nie przed ani nie po. I wtedy wszystko się sypie bo nie wiem czy dokończyć czy zacząć od nowa. Masz jakiś sposób na to?


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@augurka)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co opisuje Kinia05 to jest chyba najczęstszy problem na początku. Mnie też się zdarzało. Zastanawiam się czy to nie jest po prostu kwestia tego, że umysł nie ma jeszcze żadnego nawyku i każdy szum z zewnątrz go wyrywa. Nasturcjo, a jak długo trwało zanim ten wewnętrzny komentarz przestał przerywać ci w połowie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nasturcja)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 461

@Augurka Szczerze? Kilka tygodni regularnej praktyki. Ale muszę doprecyzować - to nie znaczy że głos zniknął, raczej że przestałam się zatrzymywać gdy się pojawia. Nauczyłam się go przepuszczać. To jest inna umiejętność niż wyciszenie.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@franek05)
Połączone: 7 miesięcy temu

A czy można w ogóle ćwiczyć afirmacje kiedy w domu jest ktoś sceptyczny i ty sam jeszcze nie masz pewności czy w to wierzysz? Pytam bo u mnie jest podobna sytuacja jak u Kinia05 i zastanawiam się czy to nie jest trochę jak budowanie na ruchomym piasku.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 430

@Franek05 Myślę że to jest pytanie do siebie, nie do afirmacji. Bo jeśli zaczynasz żeby komuś udowodnić że działa, to cel jest nie ten. Ja miałem period kiedy robiłem coś podobnego głównie po to żeby mieć argumenty w rozmowie z domownikami. I nie dało to nic, bo energia całej praktyki była skierowana na zewnątrz.


Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Kalikst Ale jak to odróżnić? Bo z tego co piszesz wynika, że sama motywacja już przesądza o wyniku. A co jeśli ktoś zaczyna z mieszanych powodów - trochę dla siebie, trochę żeby udowodnić, trochę z ciekawości?


Odpowiedz
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 430

@Mirta Nie twierdzę że mieszane powody dyskwalifikują. Ale warto obserwować co się dzieje po kilku tygodniach - czy praktyka zaczyna żyć własnym życiem, czy nadal jest zorganizowana wokół 'co powie mama'. To dobry wskaźnik.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 3 dni temu

Wracając do tego co mówiłam wcześniej o regularności - Kinia05 wspomniała o przerwach kilkudniowych. Mam pytanie do wszystkich: czy waszym zdaniem kilka dni przerwy to restart czy kontynuacja? Bo słyszałam różne zdania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fela73)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Pelagia U mnie to zależy od powodu przerwy. Jak przerwa była z lenistwa, to wracam z poczuciem winy i to wchodzi do praktyki razem ze mną. Jak przerwa była celowa, bo potrzebowałam odpocząć, to wracam całkiem inaczej. Efekt jest zupełnie różny mimo tej samej liczby dni przerwy.


Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Pelagia U mnie chyba restart za każdym razem, i to jest właśnie problem. Nie ma ciągłości, bo jak wracam po kilku dniach to mam takie poczucie że zaczynam od zera. Nie wiem czy to głowa mi tak mówi czy rzeczywiście tak jest.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 3 dni temu

To właśnie głowa ci tak mówi, i to jest dokładnie ten sam mechanizm co z tym krytykiem. Przerwa to przerwa, nie kasowanie całego postępu. Tylko że umysł lubi narracje o porażce, szczególnie gdy jesteś w środowisku które wzmacnia zwątpienie.


Odpowiedz
Wpisy: 111
(@soniaa)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam że wchodzę z inną stroną, ale mam pytanie. Czy afirmacje można robić razem z kimś innym, czy to musi być solo? Pytam bo mam koleżankę która też zaczyna i myślałyśmy żeby ćwiczyć razem, ale nie wiem czy to w ogóle ma sens.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@augurka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 208

@Soniaa Zależy czego szukacie. Wspólna praktyka może dawać poczucie wsparcia, ale afirmacje dotyczą twoich przekonań, nie cudzych. Jeśli koleżanka robi te same afirmacje a jej sytuacja jest inna niż twoja, to możecie sobie nawzajem nie pasować treścią. Nie jest to niemożliwe ale wymaga ostrożności w doborze zdań.


Odpowiedz
Wpisy: 486
(@glicynia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czytam od początku i mam pytanie może podstawowe, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o 'przepuszczaniu' głosu krytyka i o 'nazywaniu go po imieniu'. Ale co jeśli ten głos ma rację? Skąd wiadomo, że to co mówi rodzina to tylko projekcja ich lęków, a nie obiektywna obserwacja?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nasturcja)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 461

@Glicynia To jest naprawdę dobre pytanie. I uczciwa odpowiedź jest taka: nie zawsze wiadomo na początku. Dlatego nie chodzi o to żeby z góry zakładać że rodzina się myli. Chodzi o to żeby ich opinia nie była jedynym materiałem z którego budujesz zdanie o swojej praktyce. Możesz słuchać krytyki i dalej eksperymentować. To nie są wykluczone opcje.


Odpowiedz
Wpisy: 430
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Do tego co pisze Nasturcja dodam że rodzina bardzo często nie krytykuje samych afirmacji tylko zmiany jaką widzą albo się boją. To nie jest to samo. Komentarz 'to bez sensu' może znaczyć 'nie rozumiem dlaczego to robisz i trochę mnie to niepokoi'. Odpowiadanie na słowa zamiast na to co za nimi stoi to przepalanie energii.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Kalikst Ale to zakłada że jesteśmy w stanie tę intencję odczytać. A co jeśli ktoś po prostu jest krytyczny i tyle, bez żadnego ukrytego lęku? Nie wszyscy domownicy są aż tak złożeni.


Odpowiedz
Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przy tym co pisze Mirta - moja mama chyba faktycznie jest po prostu sceptyczna, bez większych podtekstów. Nie boi się że się zmienię, ona po prostu uważa że to jest głupie. I tu nawet nie mam do czego się odnieść, bo nie ma jakiegoś ukrytego komunikatu. Jest taka sytuacja - jak z kimś takim w ogóle rozmawiać jeśli w ogóle ma sens rozmawiać?


Odpowiedz
Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co piszę o mamie - właśnie o to mi chodziło od początku tego wątku. Nie ma tu żadnej warstwy do odkrycia, po prostu słyszę 'to głupoty' i tyle. I nie wiem co z tym zrobić. Ignorować? Tłumaczyć? Milczeć? Bo każda z tych opcji ma jakiś koszt.


Odpowiedz
Wpisy: 471
(@fela73)
Połączone: 6 miesięcy temu

Kinia05, a próbowałaś w ogóle nie tłumaczyć? Pytam serio, bo zauważyłam u siebie że im bardziej próbowałam komuś udowodnić że mam rację, tym bardziej sama zaczynałam wątpić. Jakby każde tłumaczenie to był sygnał dla mnie że sama nie jestem pewna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 430

@Fela73 To ciekawe co mówisz, bo ja miałem odwrotnie. Właśnie kiedy przestałem tłumaczyć, zaczęło mi to bardziej poważnie ciążyć. Siedziałem z tym sam i bez zewnętrznego głosu zacząłem bardziej słuchać własnego. Więc to chyba nie jest jeden schemat dla wszystkich.


Odpowiedz
(@nasturcja)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 461

@Kalikst No właśnie, i to jest klucz. Są osoby które potrzebują werbalizować żeby ugruntować przekonanie, i są takie które werbalizując je osłabiają. Kinia05 musi sama sprawdzić do której grupy należy. Nie ma tu jednej recepty.


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Ale jak to sprawdzić? Tzn. jest jakiś sposób żeby to ocenić zanim się narobi szkód? Bo próbowanie na żywym organizmie brzmi ryzykownie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 3 dni temu

Wpisy: 277

@Mirta Można zacząć od małego. Nie od rozmowy z mamą tylko od czegoś neutralniejszego - powiedz komuś obcemu albo znajomemu co robisz i obserwuj co się dzieje z twoim poczuciem tej praktyki po tej rozmowie. Czy czujesz się pewniej czy mniej pewnie. To dobre ćwiczenie przed trudniejszą rozmową.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@franek05)
Połączone: 7 miesięcy temu

Przepraszam że wchodzę, ale mam podobny problem jak Kinia05 i to co napisała Pelagia wydaje mi się bardzo sensowne. Nigdy bym na to sam nie wpadł, że można najpierw 'potrenować' na bezpieczniejszym rozmówcy. Dziękuję za to.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@augurka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 208

@Franek05 Trenujesz brzmienie czy trenujesz siebie? Bo to dwie różne rzeczy. Pierwsze to technika, drugie to praca z własną reakcją. Pelagia chyba miała to drugie na myśli, ale chcę się upewnić że tak samo to rozumiemy.


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 3 dni temu

Wpisy: 277

@Augurka Tak, drugie. Nie chodzi o to żeby ćwiczyć argumenty, tylko żeby zobaczyć jak reagujesz gdy ktoś wie o twojej praktyce. Czy to cię wzmacnia czy osłabia. To informacja o tobie, nie o rozmówcy.


Odpowiedz
Wpisy: 486
(@glicynia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam pytanie może trochę z innej beczki. Czytam ten wątek od początku i zastanawiam się - czy mówienie rodzinie w ogóle jest konieczne? Można to po prostu robić i nie informować? Rozumiem że czasem nie ma wyjścia, ale domyślnie to chyba nie jest obowiązek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nasturcja)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 461

@Glicynia Absolutnie nie jest obowiązkiem. I to jest w zasadzie najprostsza odpowiedź na wiele problemów opisanych w tym wątku. Afirmacje to prywatna praktyka. Tylko że część osób czuje wewnętrzną potrzebę żeby to powiedzieć, i ta potrzeba też jest ważna - ale to już inny temat.


Odpowiedz
Wpisy: 622
Rozpoczynający temat
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

U mnie nie było tak że z własnej woli powiedziałam. Mama weszła kiedy robiłam afirmacje na głos i po prostu usłyszała. Nie miałam wyjścia. I od tamtej pory jest jak jest.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: