Ostatnio siedzę nad afirmacjami związanymi z akceptacją siebie i trafiłam na taki mur - robię je regularnie, czuję nawet jakiś spokój, ale wystarczy, że wejdę na Instagram albo porozmawiam z koleżanką, która właśnie dostała awans, i wszystko się sypie. Wewnątrz coś ściska i pojawia się ta myśl: 'dlaczego jej, nie mnie'. Szukam afirmacji, które pomogłyby mi naprawdę odpuścić porównywanie, nie tylko udawać, że mi to nie przeszkadza. Czy ktoś pracował z afirmacjami konkretnie na ten temat? Bo te ogólne w stylu 'jestem wystarczająca' jakoś nie docierają do sedna.
To jest coś, z czym chyba każdy się mierzy, a mało kto przyznaje głośno. Ja miałam podobnie - afirmacje działały do momentu, kiedy rzeczywistość dawała impuls. Problem w tym, że afirmacja ogólna nie ma jak przeprocesować konkretnej emocji. Zawiść to nie jest tylko brak pozytywnego myślenia, to sygnał - coś w tobie mówi, że twoje potrzeby nie są zaspokojone. Czy próbowałaś zamiast afirmacji ogólnych robić coś bardziej precyzyjnego? Na przykład: 'jej sukces nie zabiera mi mojego'. To brzmi prościej, ale kieruje myśl dokładnie tam, gdzie boli.
To jest akurat bardzo dobre pytanie. Jest taka zasada, którą gdzieś czytałam, że afirmacja nie powinna być tak odległa od twojego aktualnego stanu, bo umysł ją odrzuca jak ciało obce. Jeśli czujesz zawiść i mówisz sobie 'jestem spokojna i szczęśliwa dla wszystkich', to wewnętrzny krytyk od razu to blokuje. Lepiej zacząć od czegoś, w co możesz choć trochę uwierzyć - 'uczę się nie porównywać', 'pracuję nad tym, żeby jej sukces nie definiował mojej wartości'. Stopniowanie ma sens.
Dorzucę swoje trzy grosze. Pracowałam przez jakiś czas z afirmacjami pisanymi - codziennie rano w zeszycie, kilka zdań. I zauważyłam, że pisanie ręcznie działa inaczej niż powtarzanie na głos. Coś inaczej się układa. Nie wiem czy to kwestia skupienia, czy po prostu wolniejszego tempa, ale łatwiej mi było wejść w to emocjonalnie. Przy zawiści pisałam coś w stylu: 'jej droga jest jej, moja droga jest moja i rozwijam się we własnym czasie'. Banalne, wiem, ale po paru tygodniach naprawdę zaczęłam to inaczej odczuwać przy takich sytuacjach.
Rano, na sucho. Ale teraz jak o tym myślę, to chyba warto byłoby przetestować oba podejścia. W momencie emocji mam wrażenie, że mózg jest w innym trybie - może wtedy afirmacja głębiej dociera? Albo odwrotnie, może blokuje? Nie wiem, nie próbowałam świadomie. Ktoś tu testował to w momencie silnej emocji, nie tylko jako poranny rytuał?
Powiem wprost: afirmacja w szczycie emocji to kiepski moment na przeprogramowanie czegokolwiek. Układ nerwowy jest wtedy w trybie obronnym i nie przyjmuje nowych wzorców - przetwarza zagrożenie. To trochę jak próba uczenia się tabliczki mnożenia w czasie kłótni. Afirmacje działają na poziomie regularnego powtarzania, kiedy jesteś w stanie względnego spokoju. Jeśli chcesz coś zrobić w momencie zawiści, lepiej sprawdzi się zatrzymanie i sama obserwacja: 'widzę, że porównuję się do X, i to jest mój stary mechanizm'. Bez oceniania. Afirmacje zostawić na spokojniejszy czas.
Słucham tej dyskusji i mam jedno pytanie, które kręci mi się po głowie: czy ktoś z was stosował afirmacje razem z jakimś działaniem fizycznym? Mam na myśli cokolwiek - spacer, oddychanie, trzymanie kamienia. Gdzieś trafiłam na takie podejście, że afirmacja zakorzeniona w ciele inaczej trafia. Ale nie wiem, czy to ma sens, czy to tylko urozmaicenie bez realnego efektu.
Czytam od początku i mam takie sceptyczne pytanie - skąd wiadomo, że to afirmacje zmieniają podejście, a nie po prostu czas i dojrzewanie? Bo może po kilku tygodniach i tak byłoby nam lepiej z tym porównywaniem, niezależnie od tego, czy powtarzamy zdania, czy nie?
A czy ktoś ma jakieś konkretne przykłady afirmacji do tego tematu? Nie tych ogólnych, ale właśnie takich, które pomagają przy porównywaniu się z innymi? Bo z tej rozmowy wynika, że to jest ważne, żeby były precyzyjne, ale sama nie wiem, jak je ułożyć.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie do całej tej rozmowy - czy afirmacje przy zawiści powinny być o tej drugiej osobie, czy o sobie? Bo jedna z propozycji brzmiała 'jej sukces nie zabiera mi mojego', a inne są o sobie. Czy to ma znaczenie, na co skierujemy uwagę?
Wracając do pytania Lirki - to jest naprawdę dobra kwestia, bo te dwa kierunki robią jednak różnicę. Afirmacja o sobie ('moje tempo jest moje', 'uczę się ze swojego procesu') pracuje na twoją tożsamość. Afirmacja o tej drugiej osobie ('jej sukces nie zabiera mi mojego') pracuje na przekonanie o ograniczoności zasobów, które leży u podstaw zawiści. To dwa różne korzenie i idealnie byłoby dotknąć obu. Ale jeśli masz wybrać jedno - zacznij od siebie.
A właśnie - to 'tylko słowa' mnie nurtuje od początku tej rozmowy. Bo skąd wiadomo, że to już nie są tylko słowa? Czy jest jakiś sygnał, że afirmacja zaczęła coś naprawdę robić, a nie tylko brzmi ładnie w głowie?
No właśnie, i to mnie trochę uspokaja, że ktoś to mówi wprost. Bo mam wrażenie, że w rozmowach o afirmacjach łatwo wchodzi się w takie kółko: 'działają, bo czuję że działają'. A to nie jest za bardzo argument.
Wracam do tego, co mówił Anastazy o kolejności. Próbowałam różnych układów i faktycznie - zanim nauczyłam się w ogóle zatrzymywać przy emocji (nie działać, nie odpychać, tylko być z nią chwilę), to afirmacje brzmiały pusto. Dopiero kiedy dołożyłam do tego oddech i tę chwilę świadomej obecności przy uczuciu, afirmacja po niej miała jakiś grunt pod sobą.
Ja do oddechu dorzucałam kamień - trzymałam go w dłoni przy afirmacji. Selenityt albo różaniec, cokolwiek było pod ręką. I teraz zauważam, że jak sam dotknę tego kamienia bez żadnej intencji, to i tak coś się we mnie uspokaja. Jakby skojarzenie samo się zrobiło. Nie wiem czy to jest to o co chodziło, ale coś w tym jest.
To ciekawe, bo nigdy bym na to nie wpadła - że kamień może pomóc nie jako magiczny przedmiot, ale jako rodzaj zakotwiczenia w ciele. A wracając do tego, od czego zaczęłam: czy ktoś pracował afirmacjami właśnie przy porównywaniu się z kimś konkretnym, nie abstrakcyjnym 'innymi'? Bo to chyba trudniejszy przypadek, kiedy widzisz konkretną osobę i wiesz dokładnie, czego jej zazdrościsz.
To jest naprawdę ważne rozróżnienie, które poruszyłaś. Zazdrość wobec abstrakcyjnej grupy ('inni mają lepiej') to jedno. Zazdrość wobec konkretnej osoby, którą znasz, z którą może rozmawiasz - to zupełnie inny poziom trudności, bo jest realna, ma twarz i historię. Afirmacje ogólne tu często nie wystarczają, bo umysł wie, że mówisz o konkretnym człowieku i odrzuca uogólnienie.
Właśnie to pytanie Wiciokrzew mnie też nurtuje. Bo u mnie to działa tak, że wydaje mi się, że przeszłam przez temat, a potem ktoś powie coś mimochodem i nagle się okazuje, że wcale nie. Jakby to było gdzieś głębiej i czekało.
U mnie to napięcie w barkach było przez długi czas sygnałem, że afirmacja jeszcze nie przeszła. Kiedy barki mi opadają bez wysiłku po wypowiedzeniu jej - to wiedziałam, że coś drgnęło. Głupio powiedzieć, ale to mi zajęło sporo czasu zanim w ogóle to zauważyłam.
Ale wróćmy do konkretów - bo wątek trochę odpłynął od samych afirmacji. Ktoś wcześniej mówił o tym, żeby nie wymieniać imienia na początku pracy. A co z afirmacjami, które w ogóle nie dotyczą tej osoby, tylko ciebie? Np. 'moje tempo jest moje' albo 'moje życie jest kompletne'. Czy to pomaga przy zawiści wobec kogoś konkretnego?
Dorotka dobrze to nazywa. To nie ucieczka, to kolejność. Afirmacje stricte o sobie są fundamentem - bez nich te skierowane 'na zewnątrz' wiszą w powietrzu. Próba przerobienia zawiści wobec konkretnej osoby zanim się ma choć trochę stabilności we własnym obrazie to jak remont bez ścian.
Mam pytanie bo trochę zgubiłem się w tym wątku - czy chodzi o to, żeby w ogóle nie czuć zazdrości, czy żeby po prostu nie działać pod jej wpływem? Bo jedno i drugie to chyba bardzo różne cele?
A jak długo to ma w ogóle trwać? Bo czytam ten wątek od początku i mam wrażenie, że 'etap pierwszy', 'etap drugi', 'poczekaj aż będziesz gotowy' - to może być tak, że człowiek całe życie siedzi na etapie pierwszym i nic nie przepracuje.
Mam pytanie do wszystkich, bo obserwuję ten wątek i widzę, że głównie mówimy o jednej osobie - tej, wobec której czujemy zawiść. A co jeśli to nie jest jedna osoba, tylko takie ogólne poczucie, że wszyscy dookoła idą do przodu, a ty stoisz? Afirmacje 'moje tempo jest moje' jakoś to ogarniają, czy to jest inny problem?
Właśnie tak to u mnie wygląda - nie jedna konkretna osoba, ale takie tło. Znajomi, media społecznościowe, przypadkowe rozmowy. I zastanawiam się, czy to znaczy, że problem leży głębiej i afirmacje to za mało.
Afirmacje to nie jest jedyna odpowiedź na wszystko i nie twierdzę, że są. Przy tym rozmytym poczuciu, o którym piszesz, często chodzi o przekonanie o własnej wartości niezależnej od porównań - a to jest praca, która może wymagać więcej niż powtarzania zdań. Afirmacje mogą być częścią, ale warto być szczerą ze sobą co do tego, jak głęboko to siedzi.
A to znaczy, że afirmacja może być kłamstwem? Tzn. że jeśli mówię coś, w co nie wierzę, to moje ciało to wie i nic z tego nie wychodzi?
