To bardzo trafna obserwacja. Jeśli systematycznie odsiewasz stany wysokiego napięcia emocjonalnego, to budujesz bazę rozkładów ze stanu niskiego napięcia. I statystycznie rzecz biorąc, w tej bazie Majorowie będą rzadziej. Kalina, mam pytanie - czy ta seria pięciu rozkładów wydaje ci się inna od poprzednich okresów w twoim wróżeniu, czy jest podobna?
o moj boze nigdy na to nie wpadlam ze mozna miec cos w rodzaju 'bazy' rozkładow z tego samego stanu emocjonalnego. to ma sens. to znaczy ze jak zawsze robie rozklady np rano przed kawa to pewnie wszystkie sa 'poranne-zmeczone' i to wplywa na wyniki?
I tu wracamy do sedna tytułu wątku - pora dnia jako zmienna sama w sobie, czy pora jako proxy dla stanu w jakim jesteśmy? Bo rano możemy być wyspani i otwarci, albo zmęczeni i zamknięci. Wieczorem podobnie. Więc może szukamy nie pory ale stanu.
Kalina, to co napisałaś na końcu jest dla mnie kluczowe - 'coś się układało tylko nie wiedziałam jeszcze co'. Mam pytanie do ciebie i do pozostałych: czy Minory mogą opisywać właśnie taki stan przedświadomy? Bo to by tłumaczyło całą serię. Majorowie wchodzą kiedy temat już jest 'gotowy' do przepracowania, a Minory towarzyszą procesowi zanim jeszcze go nazwiemy?
To jest hipoteza która pojawia się w niektórych podejściach do tarota, choć nie wszystkich. Problem w tym że jest trudna do zweryfikowania - bo zawsze można powiedzieć po fakcie 'o, wtedy coś się we mnie układało'. Kalina, mam pytanie konkretne: czy po tych trzech tygodniach spokojnych rozkładów coś się faktycznie wydarzyło albo zmieniło? Bo to byłby jakiś punkt odniesienia.
To jest właśnie to co próbuję sobie ułożyć w głowie. Tak, po tamtym okresie nastąpiła dosyć ważna rozmowa z kimś bliskim, którą od dawna odkładałam. Nie wiem czy Minory ją zapowiadały czy nie, bo nie patrzyłam na te rozkłady pod tym kątem. Teraz patrząc wstecz - może.
To brzmi znajomo. Miałam podobną sytuację gdzie seria rozkładów wyglądała mało dramatycznie, same drobne karty, codzienne sprawy, i potem nagle coś się przeprowadziło w relacji którą miałam od lat. Wcześniej myślałam że te rozkłady były 'puste', ale może właśnie opisywały to ciche zbieranie się przed zmianą. Kalina, czy te Minory które wychodziły miały jakiś wspólny motyw albo powtarzającą się kartę?
Trójka Pentakli powtarzająca się to może być coś ciekawego - to karta współpracy, planowania, budowania podstaw. Plus te spokojne Miecze, Dwójka to pauza i namysł, Czwórka odpoczynek albo wycofanie. To brzmi jak właśnie taki wewnętrzny czas przygotowania. Może zamiast pytać dlaczego nie było Majorów, warto zapytać co te konkretne Minory mówiły?
A czy nie jest tak że zawsze można znaleźć 'spójność tematyczną' jeśli się wystarczająco naciągnie interpretację? Kalina ma Pentakle i spokojne Miecze i teraz możemy powiedzieć że to był czas przygotowania, ale gdyby miała Kielichy i Różdżki to też by się pewnie znalazła jakaś narracja. Skąd wiemy kiedy interpretacja jest trafna a kiedy tylko spójna?
Wiktor podnosi słuszny punkt, ale nie przekreśla całego tematu. Pytanie Remigiusza o to jak odróżnić 'czas przygotowania' od 'brak sygnału' jest kluczowe dla samej praktyki wróżenia. I wracam do tytułu wątku - bo może poranny czy wieczorny tryb rozkładu wpływa właśnie na to, czy jesteśmy w stanie uchwycić takie subtelne, 'ciche' rozkłady czy je ignorujemy?
To ciekawy zwrot. Czyli nie chodzi o to czy pora zmienia karty które wychodzą, tylko czy zmienia naszą zdolność do czytania subtelnych układów? Rano możemy być bardziej analityczni i zobaczyć spokojny rozkład jako 'brak wiadomości', wieczorem bardziej otwarci emocjonalnie i odczytamy go jako coś znaczącego?
To akurat zgadza się z moim doświadczeniem. Wieczorami jestem chyba bardziej skłonna do głębszego czytania, nawet prostych kart. Rano widzę rozkład bardziej dosłownie. Nie wiem czy to pora czy zmęczenie czy po prostu zupełnie inne nastawienie pod koniec dnia.
a to znaczy ze ten sam rozkład interpretowalbys inaczej rano i wieczorem?? bo to troche przerazajace jak tak pomyslec ze znaczenie kart zalezy od tego kiedy czytasz xD
No właśnie, i to jest trochę frustrujące bo skoro zawsze wnosimy siebie do interpretacji to jak w ogóle ufać wynikom? Kalina miała całe tygodnie bez Majorów i nie wiemy czy to był prawdziwy przekaz czy po prostu wróżyła zawsze kiedy była spokojna. Jak się przez to przebić?
Hmm, ale wtedy po co w ogóle tasować karty? Mogłabym po prostu napisać jak się czuję i uzyskać to samo. Co karty dodają do tego co już wiem o sobie?
Wracając do mojej serii bez Majorów - myślę że Faddi ma rację że to był czas cichy. I po tej rozmowie też zaczynam inaczej patrzeć na to czego szukam w rozkładzie. Może te trzy tygodnie nauczyły mnie że brak Majorów to nie jest brak odpowiedzi, tylko inna odpowiedź. Pytanie do wszystkich: czy kiedykolwiek celowo zrobiliście rozkład żeby sprawdzić stan 'spokoju' a nie szukać dramatycznych zmian?
Kalina, to co napisałaś w ostatnim poście trochę mi przestawiło myślenie. Czyli nie szukasz już 'odpowiedzi' jako takiej, tylko czegoś innego? Bo ja cały czas podchodzę do rozkładu jak do pytania i oczekiwania na konkretny znak. I może dlatego jak wychodzą mi same Minory to od razu zakładam że coś nie działa.
To całkiem możliwe. Rano mam głowę pełną listy rzeczy do zrobienia, więc nawet jeśli siadam do kart to pytanie samo w sobie brzmi inaczej. Wieczorem jest coś w stylu 'co z tym wszystkim' zamiast 'czy powinienem zadzwonić'. Różne pytania, pewnie różne rozkłady.
Właśnie tak to u mnie działa. I teraz sobie uświadamiam że te moje tygodnie bez Majorów - wróżyłam głównie rano, zanim wyszłam do pracy. Zawsze na szybko, konkretne pytanie, jeden rozkład. Może to nie był przypadek.
hej ale poczekajcie - to znaczy ze jak zmienisz pytanie na bardziej ogólne to Majorowie sie pojawia?? czy to w ogole tak dziala ze mozna 'wywolac' konkretny typ kart przez to jak pytasz
Takich badań nikt nie robi bo tarot nie jest protokołem klinicznym i nikt tego nie finansuje. Ale to nie znaczy że doświadczenia są bez wartości - są po prostu innym typem danych. Anegdoty nie są dowodem, ale 200 podobnych anegdot to już pattern który warto zauważyć.
Ja wiem że Wiktor ma rację metodologicznie, ale w praktyce nie wróżę żeby udowodnić cokolwiek. Wróżę żeby porozmawiać ze sobą w innym języku. I w tym sensie pytanie o porę dnia jest dla mnie jak najbardziej sensowne - bo rano jestem inną wersją siebie niż wieczorem.
Zgadzam się z tym. Choć mam wrażenie że z tą 'inną wersją siebie' chodzi też o coś fizycznego, nie tylko nastrój. Rano mam inną energię w ciele, bardziej spięte, skoncentrowane. Wieczorem jakby rozluźnione. Może to wpływa na to jak trzymam karty, jak tasuje, jak patrzę na układ.
Tu jest kwestia która mnie interesuje od dłuższego czasu - czy losowość tasowania jest częścią przekazu czy tylko mechanizmem. Część tradycji mówi że karty trafiają tam gdzie powinny niezależnie od siły tasowania. Inne podejście mówi że nasz stan fizyczny i psychiczny wpływa na tasowanie i to jest właśnie kanał. To są dwa zupełnie różne założenia i każde prowadzi do innych wniosków.
A jak w ogóle to pierwsze założenie ma działać? Że karty 'trafiają gdzie powinny' - przez co? To jest ta część którą zawsze rozumiem intuicyjnie ale potem jak zaczynam o tym myśleć to nie wiem jak to sobie wyobraziłam.
Wracając do sedna mojego pytania - bo tu jest ciekawa odpowiedź ukryta w tym co piszecie. Może te tygodnie bez Majorów to nie była kwestia pory dnia ani jakości pytań, tylko tego że byłam wtedy rano, napięta, szybkie tasowanie. I może to nie jest tak że Majorowie 'nie przyszli' - może po prostu fizycznie wyciągałam z innego miejsca talii. Nie wiem co z tym zrobić, ale brzmi prawdopodobnie.
No właśnie, to co napisała Kalina mnie zastanawia - czyli ona mówi że Majorowie nie 'znikali', tylko ona ich nie wyciągała przez sposób tasowania? Ale czy to w ogóle możliwe żeby fizyczne napięcie rąk realnie wpływało na to które karty wychodzą? Bo to brzmi... no nie wiem, czy to nie jest zbyt dosłowne?
