Ja mam ciekawą historię z „pudłem”. Byłem u astrolożki, która powiedziała mi, że w określonym trzymiesięcznym oknie „możliwe jest spotkanie ważnej osoby”. Skupiłem się na tym jak szalony - chodziłem na imprezy, używałem aplikacji, byłem wszędzie. Nic. Zero. A dwa miesiące po zakończeniu tego okna - poznałem kogoś zupełnie przypadkiem w kolejce po kawę. Timing astrologiczny był nieco przesunięty, ale kierunek się zgadzał. Wniosek? Okna czasowe nie są wyryte w kamieniu.
Dodam jeszcze jedną sprawę - Judi Thomases zwracała uwagę, że progresja Wenus do Słońca (lub odwrotnie) to jeden z najpewniejszych sygnałów „roku, w którym miłość puka do drzwi”. Ale podkreślała, że nie zawsze chodzi o romantycznego partnera. W jednym z jej przykładów kobieta pod tą progresją adoptowała dziecko - i to dziecko okazało się „prawdziwą bratnią duszą”. W innym przypadku progresja zbiegała się z romansem, który zakończył rozpadający się związek i pchnął osobę na nową ścieżkę życiową. Więc „miłość” w astrologii to szerokie pojęcie.
A co jeśli ktoś ma w karcie natalnej same trudne aspekty do Wenus i władcy siódemki? Typu Wenus kwadratura Saturn, Wenus opozycja Pluton. Czy to znaczy, że taki timing miłosny będzie zawsze ciężki?
Ja mam pytanie trochę z naiwnej strony - czy istnieje coś takiego jak „za późno” w astrologii? Znaczy - czy mogę przegapić swoje okno i nigdy nikogo nie spotkać?
Dodam do tego - nawet w astrologii wedyjskiej, gdzie timing jest traktowany bardzo precyzyjnie, uznaje się, że dasza (okres planetarny) miłosna wraca cyklicznie. Dasza Wenus trwa 20 lat, dasza Rahu (który też potrafi przynieść nieoczekiwane relacje) - 18 lat. Więc nie, nikt nie przegapia jedynej szansy. Astrologia nie jest tak okrutna.
Dostajecie ode mnie medal za cierpliwość, bo to jest naprawdę skomplikowane. Ale jedno rozumiem - nie ma jednej prostej odpowiedzi na pytanie „kiedy spotkam tę osobę”. Zgadza się?
Wracam do tematu retro - jest jeszcze kwestia stacji. Kiedy planeta staje w miejscu przed zmianą kierunku, jej energia się intensyfikuje. Jeśli Wenus robi stację na twoim descendencie lub w koniunkcji z twoją natalną Wenus - to bywa bardzo odczuwalne. Miałem taką sytuację - stacja Wenus na moim MC. Nic romantycznego, ale nagle wszyscy zaczęli mnie komplementować i dostawałem propozycje współpracy z każdej strony. Wenus się „włączyła”, ale w domenie MC, nie siódmego.
Ja mam ciekawą sytuację - w tym roku tranzytowy Pluton robi koniunkcję z moją natalną Wenus. Słyszałam, że to może przynieść bardzo intensywną, transformującą relację. Ale też, że to może być obsesyjna miłość albo coś destrukcyjnego. Powinnam się cieszyć czy bać?
Dodam osobistą obserwację - każdy mój poważny związek zaczynał się, kiedy progresowany Księżyc przechodził przez mój siódmy dom. Księżyc progresowany jest w jednym domu około 2,5 roku, więc to nie jest precyzyjny timing, ale daje jasne okno. Trzy relacje - trzy razy progresowany Księżyc w siódemce. Dla mnie to najsilniejszy osobisty wskaźnik.
