Coś z mojej praktyki - z trójki rodzeństwa, gdzie wszyscy mają Księżyce poza granicami, dwóch wybrało ścieżki artystyczne i jedna naukową, ale w bardzo abstrakcyjnej dziedzinie. Żaden nie jest "korpopracownikiem". Taka pozycja często wykluczy konwencjonalne ścieżki, bo psychika nie umie tam przetrwać.
Dodam coś o paralelach - moja żona i ja mamy paralelę Wenus i Marsa (oboje na 22° deklinacji północnej). To uważa się za bardzo silny, niewidoczny w klasycznej karcie aspekt. Po 15 latach związku rzeczywiście mamy dziwną synchronizację erotyczno-emocjonalną - czujemy się fizycznie nawet bez kontaktu. Paralele to ukryty wymiar astrologii.
Pytanie - czy w synastrii dwoje osób z Księżycem poza granicami to dobre dopasowanie, czy raczej chaos? Bo intuicyjnie myślę, że dwoje dzikich może albo cudownie zrozumieć siebie, albo wzajemnie rozhuśtać do skrajności.
