Ostatnio natrafiłam na filmik jakiejś tarociąchy, która rozkładała karty trzymając je na wysokości czoła, prawie nad głową. Twierdziła, że w ten sposób lepiej łączy się z energią wyższych sfer albo coś takiego. Mam wrażenie, że to totalna ściema na potrzeby estetyki filmiku, ale może się mylę? Czy ktoś w ogóle słyszał o jakiejś tradycji, która to uzasadnia? I od razu drugie pytanie - podobno niektórzy tasują w ogóle bez patrzenia na karty, żeby nie wpływać na wybór podświadomością. Czy to ma jakikolwiek sens czy to kolejny mit?
Szczerze? Sama sobie zadawałam to pytanie jakiś czas temu. Nie znalazłam żadnego źródła, które by to potwierdzało jako świadomą technikę z tradycji. Ale zauważyłam u siebie coś innego - kiedy tasuje z zamkniętymi oczami, mam większe skupienie na pytaniu, bo nic mnie nie rozprasza wizualnie. Nie twierdzę, że karty wychodzą wtedy 'lepiej', ale sama koncentracja jest głębsza. Tamarka, a ta kobieta z filmiku mówiła coś konkretnego skąd to wzięła, czy po prostu robiła gest i tyle?
To jest akurat ciekawa kwestia, bo w kilku zachodnich tradycjach ezoterycznych mówi się o poziomach energetycznych ciała - i trzymanie kart nad głową miałoby aktywować wyższe czakry podczas odczytu. Problem w tym, że to dość luźna interpretacja, nie ma za tym żadnej konkretnej szkoły tarota. Dobema słusznie mówi o koncentracji - to jest realna korzyść tasowania bez patrzenia. Ale żeby to wpływało na 'co wyjdzie'? Tu bym był ostrożny z takimi twierdzeniami.
A mnie ciekawi jedno - jak tasyujesz bez patrzenia to jak kontrolujesz żeby karty nie wypadły? Mnie cały czas wylatują przy normalnym tasowaniu, a co dopiero na ślepo xD Ale serio, czy ktoś próbował i miał wrażenie, że interpretacja wyszła jakoś inaczej niż zwykle?
Edytka, to kwestia techniki tasowania. Większość osób, które pracują z kartami bez patrzenia, przechodzi na tasowanie tzw. metodą riffle albo po prostu mieszanie na stole twarzą w dół. Nie ma wtedy ryzyka, że coś wypadnie. Co do samego pytania z wątku - uważam, że tu mieszają się dwie różne rzeczy. Pierwsza to praktyczna ergonomia i skupienie, druga to symboliczne czy energetyczne uzasadnienie. Pierwsze da się zaobserwować i zweryfikować przez własne doświadczenie. Drugie to już kwestia tego, w co wierzysz i jak rozumiesz pracę z kartami. I mam wrażenie, że te dwie warstwy są tu przez wszystkich mieszane w jedną.
Ja to zawsze myślałam, że chodzi o to żeby karty nie widziały twojej twarzy jak je tasuje bo wtedy nie przesiąkają twoim nastrojem 🙂 czytałam gdzieś że karty są jak lustro i reagują na to co im pokazujesz. Dlatego właśnie zasłanianie oczu albo tasowanie tyłem do siebie podobno pomaga dostać neutralny odczyt. Czy to nie o to tu chodzi?
Przepraszam że wchodzę z innej beczki, ale właśnie mi się to skojarzyło - robiłem ostatnio rozkład dotyczący pewnej kobiety i tasowałem z zamkniętymi oczami bo chciałem się mocno skupić na intencji. Wyszły mi karty, które mnie zaskoczyły, zupełnie inne niż się spodziewałem. Zastanawiam się czy to właśnie przez to skupienie czy czysta przypadkowość. Czy ktoś ma podobne doświadczenia, że rozkład wyszedł zaskakująco inny kiedy zmienił technikę tasowania?
Przepraszam, że pytam bo dopiero uczę się tarota - czy ta różnica między tasowaniem z oczami otwartymi a zamkniętymi dotyczy też tego jak potem czytasz karty? Tzn. czy to ma być jedna spójna praktyka - zamknięte oczy podczas tasowania, potem otwierasz i interpretujesz, czy niektórzy zamykają oczy też podczas samego rozkładu?
Wrócę do podstawowego pytania z wątku, bo rozmowa trochę odpłynęła. Trzymanie kart na różnych poziomach ciała to nie jest technika z żadnej klasycznej szkoły tarotu, którą znam. W tradycji Thoth ani w Rider-Waite nic takiego nie ma. Jeśli ktoś to robi i mu pomaga - spoko. Ale nie szukałabym za tym głębszego uzasadnienia systemowego.
Z tym tasowaniem bez patrzenia to jest jeszcze jeden aspekt, o którym nikt nie wspomniał. Jeśli widzisz karty podczas tasowania, istnieje możliwość, że nieświadomie zapamiętasz kilka z nich. To może wpływać na to jak 'czytasz' rozłożony układ, bo część informacji masz już z góry. Tasowanie bez patrzenia temu zapobiega. To jest całkiem racjonalne wytłumaczenie i nie wymaga żadnej energetyki.
niekoniecznie. Pamięć wzrokowa w dużej mierze działa nieświadomie. Nie musisz pamiętać świadomie, żeby informacja wpłynęła na to jak interpretujesz rozkład. Stąd zresztą wiele tradycji wprowadza różne protokoły tasowania właśnie żeby zminimalizować wpływ czytającego na wynik.
To trochę zakłada, że tarot działa jak zwykła losowość, którą chcemy zabezpieczyć przed świadomą manipulacją. Ale jeśli ktoś wierzy, że karty są czymś więcej niż losowym doborem, to czy w ogóle ma znaczenie czy widzisz czy nie widzisz kart podczas tasowania? Pytam, bo te dwa podejścia chyba zakładają zupełnie inne rzeczy o tym czym jest tarot.
To co napisał Zengui to jest bardzo ciekawe rozróżnienie. Ale mam pytanie do obu stron tej dyskusji - jeśli karty i tak 'wiedzą' co ma wyjść, to po co w ogóle jakikolwiek rytuał wokół tasowania? Czy nie jest tak, że rytuał służy bardziej nam samym niż kartom?
to jest coś, co można zaobserwować w wielu dziedzinach, nie tylko w tarologie. Im dłużej ktoś robi coś w określony sposób, tym bardziej ta forma staje się dla niego treścią. Rytuał zaczyna żyć własnym życiem. Nie powiedziałbym, że to błąd, ale wymaga od czasu do czasu weryfikacji czy forma nadal służy funkcji, czy już ją zastąpiła.
Ale jak ktoś robi to od lat i mu działa, to po co to weryfikować? Mnie babcia zawsze mówiła, że jak coś nie jest zepsute to tego nie naprawiaj 🙂 może ta pani po prostu wypracowała swój styl i nie musi go nikomu tłumaczyć
Wróćmy na chwilę do samego początku bo trochę zgubilam wątek - co w ogóle znaczy trzymać karty 'nad głową'? Dosłownie podniesione w górę czy to jakas metafora pozycji ciała przy tasowaniu? Tamarka, możesz doprecyzować co dokładnie widziałaś?
A może chodziło o coś z czakrami? Bo czakra trzeciego oka jest właśnie gdzieś w okolicach czoła. Mogła tasować na tym poziomie żeby aktywować połączenie z intuicją? Nie mówię, że tak jest, ale brzmi jak możliwe wytłumaczenie.
Właśnie, w pracy z czakrami poziom trzymania przedmiotu ma znaczenie energetyczne - im wyżej, tym wyższe wibracje. Trzymanie na poziomie serca angażuje czakrę serca, na poziomie czoła trzecie oko. To jest znana zasada, stosowana też przy różdżkach i wahadełkach.
Ale nawet jeśli to tylko luźna analogia, to czy nie jest tak, że w tej dziedzinie wiele rzeczy zaczęło się od czyjejś intuicji albo analogii, a potem stało się praktyką? Pytam szczerze, bo wydaje mi się, że granica między 'wymyślone' a 'tradycja' jest tutaj dość płynna.
Wracając do oryginalnego pytania z wątku - czy ktoś tu rzeczywiście próbował rozkładać karty w różnych pozycjach ciała i porównywał wyniki? Cała ta rozmowa jest bardziej teoretyczna, a mnie ciekawi czy ktoś ma jakieś praktyczne obserwacje.
Właśnie to mnie trochę niepokoi w tej dyskusji - bardzo łatwo przypisujemy zmiany w interpretacji czynnikom zewnętrznym, jak pozycja rąk czy wysokość trzymania kart. A może po prostu każda zmiana rutyny wyostrza uwagę i to jest ten mechanizm?
to jest dokładnie to pytanie, które powinno być na początku tej rozmowy. I nie ma w nim nic deprecjonującego praktykę - bo jeśli wyostrzenie uwagi przez zmianę pozycji naprawdę poprawia jakość czytania, to jest to ważna informacja. Tylko chodzi o to, żeby wiedzieć co tak naprawdę robi robotę.
No ale tu wracamy do tego samego kółka - kto decyduje co wymaga 'trochę więcej'? Każdy ekspert od tarota ma swoje zdanie i każdy twierdzi, że jego podejście jest bardziej uzasadnione. Może po prostu trzeba próbować i zobaczyć co dla siebie działa?
Wracam do tego, co pisał Przemek o trzecim oku - nawet jeśli to była tylko intuicyjna analogia tej wróżbiarki, to ciekawe, że akurat wybrała poziom czoła, a nie np. serca. Czy ktoś pytał ją wprost dlaczego tak robi, Tamarka?
A może ona w ogóle nie wiedziała dlaczego tak robi? Tzn. może to się po prostu ukształtowało z czasem i nie miała racjonalnego uzasadnienia, tylko poczucie, że tak jest dobrze? Zdarza się przecież, że robimy coś odruchowo i dopiero jak ktoś zapyta to próbujemy to wytłumaczyć.
Akurat jeśli chodzi o tasowanie lewą ręką to jest to dość powszechna wskazówka i rzeczywiście gdzieś funkcjonuje w środowiskach tarotowych - lewa ręka jest bliżej serca, receptywna i tak dalej. Nie twierdzę, że to prawda absolutna, ale przynajmniej istnieje jakiś kontekst. Natomiast z tą wysokością trzymania talii to nigdzie wcześniej się nie spotkałam.
Ale czy tasowanie bez patrzenia jest w ogóle możliwe jeśli ktoś zna układ i pozycje kart w talii na pamięć? Tzn. czy naprawdę nie widząc kart można je nadal w jakiś sposób 'wiedzieć'?
