Czytałem ostatnio dla kogoś zupełnie sceptycznego i nagle zdałem sobie sprawę, że mam spory problem. Osoba siedziała z założonymi rękami i po każdej karcie rzucała 'no ale to może pasować do każdego'. Jak wy to robicie, kiedy ktoś z góry zakłada, że to lipa? Pytam serio, bo nie chodzi mi o nawracanie kogokolwiek - bardziej o to, żeby czytanie miało jakiś sens dla obu stron. Czy w ogóle wchodzić w taki rozkład?
To jest jeden z klasycznych problemów przy czytaniu dla obcych. Zarzut 'pasuje do każdego' ma nawet swoją nazwę - efekt Barnuma. I szczerze? Częściowo mają rację jeśli czytanie jest zbyt ogólne. Pytanie do Rasphula - jak formulowałeś pytanie na początku sesji? Bo moim zdaniem tam często leży sedno.
Ja w takich sytuacjach zanim w ogóle dotknę kart, pytam wprost: 'czy jest coś konkretnego, o czym wiesz, że nikt poza tobą nie może tego wiedzieć, a chciałbyś to sprawdzić?' Nie po to, żeby się popisywać, ale żeby mieć punkt odniesienia. Sceptyk potrzebuje kotwicy - czegoś, co możemy potem zweryfikować. Bez tego zostajemy na poziomie 'a może tak, a może nie'.
Moim zdaniem w ogóle nie powinno się czytac dla kogoś kto nie wierzy. Karty to nie show, a energie nie przepłyną przez mur sceptycyzmu. Czytałem o tym u kilku autorów i to jest właściwie konsensus w środowisku.
Właśnie się zastanawiam - czy chodzi o to, żeby przekonać sceptyka do kart w ogóle, czy żeby konkretny rozkład był dla niego użyteczny? Bo to trochę różne cele, nie? 😉
No, hej, przyznam ze sam jestem raczej sceptyczny wobec kart więc interesuje mnie ta dyskusja z innej strony. Co tak naprawdę miałoby mnie przekonać podczas takiego czytania? Serio pytam, bo 'to pasuje do twojej sytuacji' zawsze można wytłumaczyć przypadkiem. Czy jest jakiś element który jest trudny do zracjonalizowania?
Ta poprzeczka, o której mówi Oskar91, jest właśnie problemem. Bo jeśli czytamy dobrze, to i tak sceptyk może powiedzieć 'trafiłeś przypadkiem'. A jeśli źle - to potwierdza jego punkt widzenia. Trochę nie do wygrania. Ale wracając do tego, co mówiła Kometka80 - to z tym pytaniem na początku ma sens. Czy ktoś próbował poprosić sceptyka o napisanie pytania na kartce, zanim zaczął rozkład?
Kartka to dobry pomysł, ale jest jeszcze jedno - ton całej sesji. Kiedy czytający zachowuje się jak ktoś, kto coś udowadnia, to sceptyk od razu wchodzi w tryb oceniania. A kiedy traktujesz to jak rozmowę o możliwościach, nie jak wyrocznię - wtedy napiecie spada. Nie chodzi o przekonywanie, tylko o to, żeby druga osoba miała przestrzeń do refleksji.
A czy ktoś próbował po prostu na początku powiedzieć sceptykowi wprost - 'nie musisz w to wierzyć, traktuj to jak projekcję psychologiczną, test intuicji, cokolwiek'? Wydaje mi się, że zdjęcie presji 'musisz w to uwierzyć' może sporo zmienić. Albo się myle? 🙂
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale to co mówi Sprawiedliwa bardzo mi pomogło to zrozumiec. Zawsze myślałam, że jak ktoś jest sceptyczny, to w ogóle nie warto zaczynać. A tu wychodzi na to, że można zmienić ramę całej sesji. Czy to znaczy, ze sposób przedstawienia kart jest ważniejszy niż sam rozkład?
Czytam te dyskusje i mam jedno pytanie, ktore mnie trapi od poczatku: czy w ogole etyczne jest czytanie dla kogos, kto jest sceptyczny, jesli ta osoba gdzies gleboko liczy na to, ze karty jej cos powiedza? Bo sceptycyzm bywa ochrona, nie?'
No, ta maska sceptycyzmu, o której wspomniał Rasphul - to ciekawy trop. Bo jesli ktoś przychodzi na sesję i jednocześnie twierdzi że nie wierzy, to już samo przyjście jest jakimś sygnalem, nie? Tzn. nikt cię nie zmusza żebyś tam siedział.
Właśnie o tym myślałam! Sama raz poszłam do wróżki z nastawieniem 'zobaczymy, co wymyśli', a wyszłam z sesji z czymś, co mnie na prawdę zatrzymało. Więc może ten sceptycyzm na wejściu nie jest taką przeszkodą, jak nam sie wydaje? Chociaż nie wiem, czy to był wyjątek. 🙂
I właśnie to jest sedno. Ogólniki nie robią wrażenia na sceptykach bo każdy ogólnik można podpiąć pod swoje życie. Natomiast precyzja - to już inna rozmowa. tylko że precyzja wymaga od czytającego naprawdę dobrego skupienia, a nie szablonowych znaczeń kart.
To rozróżnienie Kometki80 jest dla mnie kluczowe. Bo chyba często próbujemy zrobić z sesji dowód na działanie kart, zamiast po prostu robić dobrą sesję. I to paradoksalnie sprawia, że jest gorzej.
Dokładnie to czułem podczas tej sesji, o której pisałem. Miałem z tyłu głowy, że muszę udowodnić trafność. I to prawdopodobnie zepsuło mi skupienie. Jakbym grał na dwa fronty jednocześnie.
Rasphul, a gdybys podszedl do tej sesji bez myślenia o przekonaniu tej osoby, to jak wygladaloby czytanie inaczej? pytam serio bo zastanawiam sie, co sie zmienia w praktyce.
Czytam tę dyskusję od początku i mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy wy w ogóle pytacie przed sesją, dlaczego ktoś przyszedł? Nie o pytanie do kart, tylko o motywację. Bo może to by dużo mówiło o tym, czego ta osoba tak naprawdę szuka.
To co mówi Sprawiedliwa o kontroli - to akurat przemawia do mnie jako sceptyka. Bo częsc mojego oporu wobec sesji polega wlaśnie na tym, że czuję się jakby ktoś miał zajrzeć mi do głowy bez zaproszenia. jak jest umowa, że decyduję co mówię - to mniej nieprzyjemne.
Ale czy nie ma tu ryzyka że za bardzo dostosowujemy całą sesję do komfortu sceptyka i tracimy przy tym głębię? Kiedyś czytalem, ze czytanie wymaga pewnej bezbronności po stronie pytającego. Jeśli cały czas kontroluje, co daje, to może karty nie mają z czym pracować?
No właśnie, Lucjanek trochę miesza dwa różne podejścia. Otwartość pytającego pomaga w interpretacji, ale nie jest warunkiem koniecznym do tego, żeby rozkład miał sens. Miałam sesje, gdzie ktoś siedział zupełnie zamknięty i karty i tak opisywały jego sytuację bardzo celnie. On sam był zreszta tym bardziej zaskoczony.
To co napisała Kometka80 na końcu jest dla mnie trochę nieoczekiwane - że ktoś siedzący zamkniety i tak dostał trafny rozkład. Czy to znaczy, że otwartość pytającego w ogóle nie ma znaczenia? Czy może po prostu nie jest warunkiem koniecznym, ale mimo wszystko ułatwia?
Także, no ale tu wchodzimy na grząski grunt. Bo jeśli rozkład 'sam z siebie' uklada sie sensownie niezależnie od tego, co powie pytajacy, to jak odróżniamy trafne czytanie od post-racjonalizacji? Czytający zawsze znajdzie jakiś sens w układzie, bo tak działa umysł. 😀
Rasphul dotyka czegoś ważnego. tarot nie jest metodą diagnostyczną w sensie medycznym i nie powinien udawac, ze nią jest. Jeśli sceptyk przychodzi z tym oczekiwaniem, to faktycznie będzie rozczarowany. Ale jeśli rozumiemy to jako rozmowę z użyciem symboli - zarzut o post-racjonalizację traci siłę bo to jest właśnie cel.
Mam wrażenie, że w tej dyskusji mieszamy dwa różne problemy. Jeden to: jak prowadzić sesję dla sceptyka, żeby była dobra. Drugi to: jak odpowiadać na zarzuty sceptyka w trakcie lub po sesji. I chyba w zależności od tego, który problem mamy na myśli, odpowiedzi są inne.
Czytam te wymiane i zastanawiam sie - czy ktos z was miał sytuacje, gdzie sceptyk w trakcie sesji wyraznie sie przelamal? Nie mówie o nawroceniu, tylko o tym, ze zmienil tryb z obronnego na zaangazowany. Co to bylo?
Ale co wtedy robisz z tą ciszą? Pytasz? Czekasz? Interpretujesz dalej? Bo mnie się zdarzyło, że próbowałem wypełnić taką ciszę mówieniem i to był błąd.
