Przy runach też tak robiłam, cicho, niemal do siebie. I myślę że to liczy, bo to bardziej dla ciebie niż dla kart. Chodzi o to żeby głowa i ręce były w tym samym miejscu.
Czy to nie jest po prostu kwestia skupienia uwagi jak w medytacji? Bo jeśli tak, to recepta jest stara jak świat i nie trzeba do tego kart. Albo razy sto powiedziane w każdym kursie mindfulness.
Dla mnie działa moment w którym patrzę na talię zanim zacznę tasować. Dosłownie kilka sekund. To nie jest medytacja, ale coś na kształt potwierdzenia że teraz zaczynam. I wtedy stop też łatwiej przychodzi.
To co Marcel opisuje, to właśnie coś czego mi brakuje, jakiegoś wyraźnego 'wchodzę w to teraz'. U mnie tasowanie zaczyna się niezauważalnie, ot, biorę karty i zaczynam, i może właśnie dlatego nie ma też wyraźnego końca. Cały czas się zastanawiam czy to ma znaczenie przy rozkładzie dla kogoś bliskiego, czy to jeszcze bardziej komplikuje sprawę bo intencja jest podwójna.
Podwójna intencja to ciekawe słowo. Bo kiedy robisz rozkład dla siebie, to intencja jest w tobie. Ale kiedy robisz dla kogoś bliskiego, to jest i twoja i ich, i możesz nie wiedzieć co ważniejsze. I może tasowanie to odzwierciedla, trwa dłużej, bo szukasz czegoś podwójnego.
Przeczytałam cały wątek i nie odważyłam się wcześniej pisać, ale mam pytanie do Jemiolki. Napisałaś że chcesz wiedzieć jak lepiej rozmawiać z tą bliską osobą. Czy tarot pokazał ci kiedyś coś co faktycznie zmieniło sposób w jaki z kimś rozmawiałaś? Bo to jest dla mnie bardzo konkretne i nie wiem czy karty mogą aż tyle.
Mirelka, to bardzo dobre pytanie i cieszę się że je zadałaś, bo to chyba clou całej tej rozmowy. Tak, tarot pokazał mi coś co zmieniło rozmowę. Nie raz. Ale najczęściej nie przez to, że powiedziałam coś osobie bliskiej wprost z rozkładu, tylko przez to, że sama zobaczyłam coś o sobie w tych kartach i inaczej weszłam w rozmowę. I właśnie dlatego pytam o to tasowanie, bo czuję że to już na etapie tasowania coś się we mnie ustawia albo nie.
O, to jest coś czego się nie spodziewałam. Myślałam że chodzi o to co powiedzieć tej osobie na podstawie kart, a ty mówisz że chodzi o to co sama rozumiesz zanim w ogóle zaczniesz rozmowę. Czy dobrze to rozumiem? Bo to zmienia całe moje myślenie o tym po co w ogóle robić rozkład dla kogoś bliskiego.
To co Jemiolka opisuje to jest według mnie najuczciwszy powód robienia rozkładów dla bliskich, właśnie po to żeby samemu wejść w rozmowę z czymś więcej niż własnym lękiem albo projekcją. I tasowanie w tym sensie jest nie dla kart, tylko żeby ty się do czegoś dopuściła. Dlatego stop przychodzi kiedy jesteś gotowa, nie kiedy karty są dobrze potasowane.
To co Kanko opisuje z tym zapominaniem zdania to może być coś, nie wiem czy dokładnie to samo, ale ta chwila zawieszenia jest podobna w strukturze. U mnie stop przy tasowaniu to trochę jak ta sekunda zanim zaśniesz. Po prostu jesteś i nagle nie wiesz od jak dawna jesteś.
Ale jak przestajesz sterować to możesz tasować bez końca albo za krótko, nie? Jakoś musi być jakiś sygnał zewnętrzny albo wewnętrzny, bo bez tego to po prostu losowe. Może brzmi to prosto, ale mnie interesuje czy ktoś ma jakiś konkretny sposób, a nie tylko opis odczucia.
Ale to brzmi jak potwierdzenie że cokolwiek się trafi po zatrzymaniu, znajdziemy powód żeby to uznać za właściwe albo nie. To nie jest kryterium, to jest rationalizacja post factum. Piszę to bez złośliwości, bo naprawdę mnie to zastanawia, jak oddzielić intuicję od wishful thinking.
Tak, i właśnie to mnie wciąż kręci w kółko. Bo czuję że pytanie które wnoszę jest ważniejsze niż to jak długo tasuję. Ale tasowanie to jest dla mnie moment w którym to pytanie się klaruje albo nie. I jeśli za wcześnie przerywam, to wchodzę w rozkład z pytaniem które jeszcze jest rozmazane. Dlatego stop nie jest dla mnie kwestią techniki, tylko kwestią tego czy zdanie które noszę w głowie jest w końcu pełne.
Przeczytałem prawie cały wątek i muszę powiedzieć że to co Jemiolka napisała teraz jest dla mnie zupełnie nowym spojrzeniem. Że tasowanie to czas na to żeby pytanie dojrzało. Nigdy bym na to nie wpadł. Czy to znaczy że można tasować i jednocześnie świadomie formułować pytanie w głowie, zamiast myśleć że pytanie musi być gotowe zanim zaczniesz?
Czyli rozumiem że tasowanie to nie jest mechaniczny wstęp, tylko że samo w sobie jest już częścią rozkładu? To zmienia dużo. Zawsze myślałem że tasowanie to taka czynność przed, jak mycie rąk przed jedzeniem, a nie samo jedzenie. Jemiolka, czy to znaczy że gdybyś tasowała i w połowie poczuła że pytanie jeszcze nie dojrzało, to byś zaczęła od nowa albo po prostu tasowała dalej?
Tak, dokładnie tak to widzę. Jak pytanie jest niejasne, to po prostu tasuję dalej. Nie ma u mnie zasady że muszę tasować jakiś czas ani żadnej liczby. To tasowanie trwa tyle ile trwa klarowanie się. Czasem to jest minuta, czasem pięć. I pytanie do wszystkich, bo jestem ciekawa, czy ktoś miał tak że pytanie zmieniło się podczas tasowania? Że zaczął z jednym a skończył z innym?
Mnie to spotyka regularnie. Zaczynam tasować z pytaniem o kogoś bliskiego, coś w stylu jak mu pomóc, a w połowie dochodzi do mnie że właściwie pytam o siebie i o to jak ja reaguję na tę osobę. I wtedy staje się jasne że pierwsze pytanie było chybione. Czy to jest problem dla rozkładu czy właśnie sedno tasowania?
Ale skąd wiadomo czy zmiana pytania w trakcie tasowania to jest głębsze rozumienie sytuacji, czy po prostu ucieczka od pierwotnego pytania? Bo jeśli zaczynam od trudnego pytania i potem mi się ono zamienia w łatwiejsze, to może to nie jest wgląd tylko unikanie?
Mnie to co Czeremcha napisała uderzyło, bo sam nie tasowałem nigdy dla kogoś bliskiego, ale mogę wyobrazić sobie że gdybym zaczął z pytaniem jak tej osobie pomóc a skończyłbym z pytaniem czy ona mnie rozumie, to to byłoby raczej ucieczka. Ale jak to ocenić w środku tasowania bez dystansu?
To co Julisia mówi o tym przestawaniu chcenia, mnie to przypomina coś z afirmacji. Jest taki moment kiedy przestajesz prosić a zaczynasz dziękować, i mówi się że to jest zmiana stanu wewnętrznego. Może w tasowaniu jest podobnie, że kiedy pytanie dojrzewa to ty przestajesz szukać a zaczynasz wiedzieć co chcesz zapytać. Nie wiem czy to pasuje do kart, ale tak mi to wygląda z zewnątrz.
Kanko, to nie jest głupie pytanie, ja je sobie też zadaję. I myślę że jest w tym dużo prawdy. Ale dla mnie karty nie są po to żeby zaskoczyć, tylko żeby zobaczyć coś z innej strony. Nawet jeśli wiem co chcę zapytać, to nie wiem co karty mi pokażą i to jest różnica. Poza tym rozkład dla bliskiej osoby to nie tylko moje widzenie, karty dają mi coś do rozmowy z nią.
A propos tego rozkładu dla bliskiej osoby, bo to chyba jest oryginalne pytanie z wątku, czy wy pytacie tę osobę co chce żeby zapytać czy robicie rozkład bez jej wiedzy? Bo mi się wydaje że to dość mocno zmienia co i jak tasujecie.
U mnie to zmienia. Jak ktoś siedzi obok i czeka, to tasuje krócej i bardziej nerwowo. Jak robię sama, to mogę wziąć tyle czasu ile potrzebuję. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale tak jest.
Ale jak ktoś siedzi i czeka to trudno nie myśleć o tym żeby mu dać to co chce usłyszeć, nie? To nie jest zarzut, sam bym tak miał. Czy nie jest tak że obecność osoby dla której robisz rozkład sprawia że trudniej trafić na uczciwe stop, bo chcesz skończyć w dobrym momencie żeby wypaść dobrze?
Tak, to jest właśnie część tego o czym pisałam na początku. Tasuję wcześniej, zanim usiądziemy razem. Nie jako rytuał dla rytuału, tylko właśnie dlatego że z tą osobą obok moje pytanie się zmienia pod wpływem jej obecności. A chcę żeby to było moje pytanie, z jej sytuacją w centrum, nie moje projekcje. I wciąż nie wiem czy to jest właściwe, ale tak mi to wychodzi w praktyce.
To co Jemiolka napisała na końcu, o tym żeby pytanie było jej a nie zmieniało się pod wpływem obecności tej osoby, to mnie zastanawia. Bo czy to w ogóle jest możliwe żeby całkiem oddzielić pytanie od relacji? Jak ktoś jest ci bliski, to czy twoje pytanie o niego nie jest już z definicji zabarwione tym kim jesteś dla niego?
Dobra, bo rzeczywiście trochę odpłynęłyśmy. Jemiolka pytała o to kiedy jest właściwy moment żeby przerwać tasowanie i zacząć układać. I myślę że wszystko o czym tu mówiłyśmy do tego wraca, bo ten moment jest inny kiedy tasujesz sama, inny kiedy ktoś siedzi obok, i inny kiedy pytanie ci się w trakcie zmienia. Czy Jemiolka, próbowałaś już kiedyś tasować z tą osobą razem, tak żeby ona też trzymała karty?
