Zastanawiam się od jakiegoś czasu, jak wy podchodzicie do momentu przerwania tasowania. Bo ja mam taki zwyczaj, że tasuje do oporu aż jakaś karta wypadnie albo po prostu poczuję, że 'już'. Ale ostatnio czytałam, że niektórzy tasują z góry ustawioną liczbę razy i nigdy nie czekają na żaden sygnał. I nie wiem, co o tym myśleć. Szczególnie jak mam robić rozkład dla kogoś bliskiego i chcę, żeby przekaz był naprawdę trafny. Czy wy czujecie jakiś moment, że karty są 'gotowe'? Albo macie jakiś inny sposób na to, żeby wiedzieć, kiedy skończyć tasować?
Ja szczerze to nigdy nie wiedziałem, że to w ogóle ma znaczenie kiedy się skończy. Myślałem że po prostu tasuje się chwilę i tyle.
Pytasz o coś, o czym rzadko się mówi wprost, a to jest chyba jedna z ważniejszych kwestii przy rozkładzie. Sygnał do zatrzymania to nie tylko wypadająca karta. To też zmiana w oddechu, pewne zatrzymanie myśli, czasem jakby lekkie drżenie dłoni. Ale żeby doprecyzować, bo to nie jest oczywiste dla każdego: czy robisz rozkład z pytaniem konkretnym od tej osoby, czy bardziej ogólny wgląd w sytuację?
A mozna w ogole tasowac z intencją dotyczacą kogoś innego? Myslałem ze karty działają tylko jak pytasz o siebie.
Przepraszam, że wchodzę, ale ten wątek z 'kartami oddającymi intencję' to dla mnie trochę abstrakcja. Naprawdę uważacie, że karty 'czują' dlaczego ktoś pyta? Pytam serio, nie złośliwie, bo jestem ciekawa jak wy to rozumiecie.
To ciekawe co mówisz o rozkojarzeniu. Ja przy numerologii mam podobnie, jak nie mogę się skupić to liczby mi się 'zlewają'. Ale z kartami chyba jest trudniej bo numerologię przeliczam mechanicznie, a tasowanie kart wymaga chyba czegoś więcej niż tylko skupienia?
Przy runach mam podobne odczucie, że jest taki moment 'wiem'. Rzadko o tym mówię bo brzmi banalnie, ale tu widzę że inne osoby to też czują przy kartach.
A ja mam pytanie może głupie, ale: czy to w ogóle ma znaczenie jak się tasuje fizycznie? Chodzi mi o to, czy mieszać w rękach, czy kłaść na stole i przesuwać. Czytałam różne opinie i nie wiem, która metoda jest 'właściwa'.
O rany, tak się cieszę że ten temat w ogóle się pojawił, bo ja zawsze się zastanawiałam czy robię to dobrze! Ja tasuje tak długo aż poczuję ciepło w dłoniach, serio. Czy ktoś jeszcze tak ma? Melania70, Jemiolka, wy też?
A mi się wydaje że to wszystko jest kwestia nastroju. Jak masz dobry dzień to karty wyjdą dobrze, a jak zły to źle. Tasowanie ile razy i kiedy przerywać to chyba za bardzo komplikujecie prostą sprawę.
Dokładnie Jemiolka, to jest właśnie to! Bo jak siedzę z intencją żeby komuś pomóc, to tasowanie jest zupełnie inne niż kiedy robię rozkład dla siebie. Ale mam pytanie, czy ten moment przerwy przy tasowaniu z intencją dla kogoś bliskiego przychodzi szybciej czy wolniej niż normalnie? Bo u mnie chyba wolniej i nie wiem czy to znaczy że za mało się skupiam.
To jest dobre pytanie Emilianie. Bo kiedy robię rozkład dla siebie, ta 'nieuchwytność' jakoś nie przeszkadza, bo jestem jednocześnie pytającą i czytającą. Ale jak chcę zrozumieć co przekazać komuś innemu, to mam wrażenie jakbym stała między dwiema intencjami i żadna nie dominuje. I właśnie wtedy tasowanie trwa najdłużej.
Okej, ale zatrzymajmy się na chwilę. Mówisz 'stoisz między dwiema intencjami'. Czy to nie jest sygnał że może nie powinnaś robić tego rozkładu? Pytam serio, bo zastanawiam się czy ta niepewność co do intencji to nie jest już odpowiedź sama w sobie.
Czyli moznaby powiedziec ze tasowanie to jest tez moment na ustalenie po co w ogole siadasz z kartami? Jakby taka rozmowa z soba samym przed rozkladem? Trochę tak to rozumiem po tym co pisze Jemiolka i Czeremcha.
Przy runach też miałam ten dylemat z fizycznym kontaktem na początku. Skończyłam na tym że po prostu przewracałam je w dłoniach, niekoniecznie 'tasowałam'. Może przy kartach coś podobnego zadziała?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może z boku, ale chyba związane z tematem. Czy metoda tasowania, ta fizyczna, wpływa na to w którym momencie karta 'przypadkowo' wypadnie albo się przesunie? Bo zastanawiam się czy to nie jest właśnie ten sygnał do zatrzymania który wy opisujecie.
Czytam ten wątek z ciekawością, bo nigdy nie myślałam o tasowaniu jako o czymś aż tak złożonym. Ale mam pytanie do Jemiolki, bo wróciłam do jej wątku o komunikowaniu komuś bliskiemu. Czy jak robisz taki rozkład, to potem mówisz tej osobie co wyszło, czy interpretujesz to dla siebie i na podstawie tego decydujesz jak z nią porozmawiać?
Czytam ten wątek z ciekawością, bo nigdy nie myślałam o tasowaniu jako o czymś aż tak złożonym. Ale mam pytanie do Jemiolki, bo wróciłam do jej wątku o komunikowaniu komuś bliskiemu. Czy jak robisz taki rozkład, to potem mówisz tej osobie co wyszło, czy interpretujesz to sama i wybierasz co przekazać?
A nie próbowałaś postawić sobie jednego konkretnego pytania zanim w ogóle dotknęłaś kart? Nie intencji, tylko dosłownie zdania. Coś w stylu 'czego potrzebuje ta osoba w tej chwili ode mnie'. Ciekawi mnie czy to by coś zmieniło, bo ty opisujesz stan który brzmi jak kółko bez wyjścia.
Słucham tej wymiany między Jemiolką a Czeremchą i zastanawiam się czy problem nie leży gdzie indziej. Może tasowanie nie powinno rozwiązywać kwestii intencji, tylko ją już zakładać gotową? Czyli najpierw siedzisz z pytaniem bez kart, a dopiero gdy masz odpowiedź po co siadasz, bierzesz talie do rąk.
Melania70 zadała mi pytanie które mnie zatrzymało. Szczerze mówiąc, nie jestem pewna. Czuję że chcę żeby tej osobie było lepiej, ale czy mam jakiś konkretny komunikat? Może nie. I może właśnie dlatego karty mi 'nie chcą' się ułożyć, bo ja sama nie wiem co chcę powiedzieć.
Ale czy tarot ma ci powiedzieć co masz powiedzieć tej osobie, czy raczej pokazać co jest, a ty potem sama decydujesz jak to użyć? Bo to brzmi dla mnie jak dwa różne zastosowania i może mieszasz te dwie rzeczy naraz, stąd ten kłopot z tasowaniem.
Ja może zapytam zupełnie od podstaw, bo trochę się gubię. Czy w ogóle jest uznana metoda na tasowanie gdy rozkład robimy nie dla siebie? Bo czytałam różne rzeczy i jedne źródła mówią żeby myśleć o osobie której dotyczy, inne mówią żeby skupiać się tylko na pytaniu, a jeszcze inne że w ogóle nie ma znaczenia. Ktoś ma konkretne doświadczenie z tym?
Wracając do mojego pytania z wcześniej, bo nikt nie odpowiedział wprost. Czy wypadająca karta podczas tasowania dla kogoś bliskiego ma inne znaczenie niż gdy wypada przy rozkładzie dla siebie? Bo intuicyjnie myślę że tak, ale nie mam podstaw żeby to uzasadnić.
Och, Gwiazda to piękna karta, zwłaszcza po trudnej rozmowie! Ale wracam do tematu, bo mam pytanie do Jemiolki. Powiedziałaś że nie wiesz co chcesz przekazać tej bliskiej osobie, ale czy w ogóle tarot ma być przewodnikiem w tej komunikacji, czy ty chciałaś go użyć jako potwierdzenia czegoś co już czujesz?
To co teraz napisałaś jest chyba kluczowe dla całego wątku. Bo jeśli tarot używamy do potwierdzenia tego co już wiemy, to tasowanie będzie się 'kleić' dopóki nie przyznamy sobie czego szukamy. Mam wrażenie że problem z przerwą podczas tasowania często jest właśnie symptomem czegoś takiego, a nie kwestią techniki.
Ale wracajac do poczatkowego pytania Jemiolki, bo chyba troche odpłynelismy. Ona pytala o moment przerwy podczas tasowania, czyli po ile kart, po jakim czasie. Czy ktokolwiek ma jakis konkretny sposob jak sie zatrzymac w dobrym momencie, nie za wczesnie i nie za pozno?
