A ja mam takie pytanie do Dwory i rewersów, bo robię rozkłady tylko sobie. Jak mi wychodzi odwrócona Dworka Pucharów, to zawsze mam wrażenie, że to ja sama, że chodzi o moją emocjonalność. Czy to jest błąd? Czy dla osoby, która czyta tylko sobie, Dwory prawie zawsze są aspektem siebie?
Bluszczyk, myślę, że to zależy od pytania, nie od tego, że czytasz sobie. Ja jak robię sobie rozkład dotyczący relacji, to Dwory zdecydowanie mogą mi pokazywać inne osoby. Ale jak pytam o własny rozwój albo blokady, to wtedy tak, często to aspekt siebie. Kontekst pytania chyba tutaj decyduje bardziej niż to, dla kogo rozkład.
Ale jak macie odwrócony Dwór i nie wiecie, czy to aspekt wewnętrzny czy zewnętrzny, i siłą rzeczy interpretujecie jedno albo drugie, to czy w ogóle ta interpretacja może być falsyfikowalna? Bo to brzmi trochę jak 'możemy wytłumaczyć wszystko, więc nic konkretnego nie mówimy'.
Słuchajcie, ten wątek jest ciekawy, ale odpływamy dość daleko od rewersów i od pytania, które było na początku tego tematu. Janeczka pytała o zasadę interpretacji rewersów, kontekstową albo stałą. Czy możemy do tego wrócić, bo mam poczucie, że dotknęłyśmy czegoś ważnego, a trochę uciekło nam w filozofię.
Też to czuję. I mam jeszcze jedno pytanie do Znachorki, które mi się kręci w głowie: czy zdarzają ci się rozkłady, gdzie prawie wszystkie karty wychodzą odwrócone? Co wtedy? Bo słyszałam różne podejścia i jedne mówią, że to sygnał do przekartkowania talii, a inne że to ważna informacja sama w sobie.
O, to jest bardzo konkretna sytuacja i mam tu dość jasne zdanie. Jeśli mam rozkład, gdzie sześć albo siedem kart z dziesięciu jest odwrócona, to nie przetasuję od nowa. To sam w sobie jest kontekst: coś jest mocno zablokowane albo odwrócone w energii tej osoby albo sytuacji. I wtedy zamiast każdej odwróconej karty szukać 'negatywnego znaczenia', staram się zobaczyć wzorzec.
Mnie się to raz zdarzyło i byłam kompletnie bezradna. Siedem odwróconych kart w keltyjskim. Nie wiedziałam, czy to błąd przetasowania czy coś znaczącego. W końcu zapytałam osobę, dla której robiłam, jak się czuje generalnie w życiu, i ona powiedziała, że od kilku miesięcy wszystko idzie pod prąd. Więc może jednak nie był to błąd.
Właśnie i to jest ten element, który mnie zawsze zastanawia, ile osobie wróżonej mówić o samym procesie. Bo ja zazwyczaj nie tłumaczę, dlaczego rewersa interpretuję tak a nie inaczej. Po prostu mówię co widzę. Ale czasem mi się zdarza, że osoba pyta 'a dlaczego ta karta leży na boku', i wtedy muszę coś powiedzieć.
A to prowadzi mnie do pytania, które mam od dawna: czy notujecie takie rzeczy, znaczy co powiedziałyście, jak zinterpretowałyście? Bo skoro Majka mówiła wcześniej, że pamięta retrospektywnie, że się myliła, to gdzieś musiała to przechować. Czy robicie notatki z sesji?
I tu wróciłyśmy do czegoś, o czym myślałam od samego początku tego tematu, bo to było gdzieś z tyłu mojej głowy, kiedy pisałam pierwsze pytanie. Kiedy wróżę komuś, dowiaduję się rzeczy bardzo prywatnych. Czy w ogóle wolno mi to notować? I jeśli tak, to w jakiej formie i jak to przechowywać?
Janeczka, bardzo ważne pytanie i cieszę się, że to powiedziałaś wprost. Bo to jest kwestia, o której mało kto mówi otwarcie. Moja zasada jest taka: notować można, ale nigdy z imieniem i nazwiskiem. Skróty, inicjały, cokolwiek, co sprawia, że tylko ty wiesz, o kogo chodzi. I przechowywać offline, nie w chmurze.
To mnie trochę uspokoiło, bo sama intuicyjnie szłam w stronę papierowego notatnika. Ale zastanawiam się nad czymś innym: czy w ogóle powinnam notować? Bo jedna szkoła mówi, że notatki pomagają rozwijać intuicję, bo widzisz wzorce wstecz. Druga, że zapamiętywanie jest częścią praktyki i że poleganie na notatkach osłabia tę umiejętność. Macie zdanie?
Ja zaczęłam notować właśnie po tym rozkładzie, o którym mówiłam. Wcześniej wszystko trzymałam w głowie, ale po pewnym czasie zaczęłam mieszać, co do kogo mówiłam i kiedy. Notatki mi nie zastępują pamięci, ale pomagają weryfikować, czy rozwijam się, czy stoję w miejscu.
To co Majka opisuje jest naprawdę mądre, ten inny kolor to świetny pomysł. Ale mam pytanie do Janeczki, bo wróciłam do tego, co napisała: mówisz, że dowiadujesz się rzeczy bardzo prywatnych. Czy te osoby wiedzą, że wróżysz im z kart? Znaczy, czy mają pełną świadomość, że to jest rozkład, interpretacja, i że ty te informacje słyszysz i przetwarzasz?
Tak, zawsze. Nigdy nie wróżę komuś bez jego wiedzy i zgody. Ale pytanie o notatki jest inne, bo te osoby nie wiedzą, że po rozkładzie coś zapisuję. I właśnie to mnie zastanawia, czy powinnam to robić bez ich wiedzy, nawet zanonimizowane.
To jest właściwie pytanie o etykę przechowywania danych, niezależnie od tego, czy to tarot, czy psycholog, czy ktokolwiek, kto przyjmuje zwierzenia. Psychologowie mają superwizję i zasady. Wróżbici nie mają żadnych regulacji. Czy to nie jest problem sam w sobie?
Wracając do pytania Janeczki, bo myślę, że to ważniejsze niż dyskusja o regulacjach: ja po prostu pytam osoby, dla której czytam, czy mogę zanotować rozkład na swój użytek. Mówię, że żadne dane nie będą przy tym. Nigdy jeszcze nikt mi nie odmówił, ale uważam, że to kwestia przyzwoitości, żeby zapytać.
A teraz mam pytanie, które może być głupie, ale muszę zapytać: czy jak notujecie rozkład, to zapisujecie też karty, które wyszły, czy tylko wnioski? Bo mnie zastanawia, czy sama sekwencja kart mówi coś po czasie, jeśli wróciłabyś do niej bez kontekstu.
To jest piękne połączenie obu wątków. Czyli notatki służą też temu, żeby twój system interpretacji rewersów nie był chaotyczny, tylko żebyś mogła go sprawdzać i korygować. Czy to rozumiem dobrze?
Dokładnie. I to też odpowiada na to pierwotne pytanie o stałe versus kontekstowe interpretacje rewersów. Jeśli nie masz notatek, nie wiesz nawet, które podejście stosujesz, bo każdy rozkład jest dla ciebie jakby pierwszy. Notatki ujawniają twoje własne wzorce myślenia.
To jest bardzo ciekawe, że notatki mogą działać jak lustro dla własnej metody. Ale mam jeszcze jedno pytanie do Janeczki, bo mnie to nurtuje od kilku postów: czy masz jakiś konkretny rozkład, przy którym zastanawiałaś się nad tym problemem z notatkami? Coś, co wywołało to pytanie?
Tak, miałam sytuację, gdzie wróżyłam bliskiej znajomej i powiedziała mi rzeczy, o których nie wiedziałam wcześniej, a które pojawiły się w kontekście kart. I potem miałam ochotę to zapisać, ale coś mnie powstrzymało, właśnie ta niepewność, czy mam prawo. Teraz wiem, że zapytałabym wprost. Ale wróćmy jeszcze do rewersów, bo Znachorka podniosła coś ważnego, że notatki korygują system. Czy ktoś ma przykład, kiedy zorientował się z notatek, że rewersy interpretował błędnie?
To co Janeczka opisuje, ta niepewność przed zapisem, jest chyba bardzo uczciwa. Bo właśnie to rozróżnienie między 'mam prawo bo mi to pomoże' a 'mam prawo bo ona mi na to pozwoliła' jest sednem. Ale mam pytanie do tej sytuacji: czy myślisz, że gdybyś ją zapytała wtedy, po rozkładzie, zgodziłaby się?
Myślę, że tak, bo byłyśmy w dobrym miejscu po tej rozmowie. Ale właśnie to mnie zastanawia retrospektywnie, czy mogę teraz zanotować coś, czego nie zapisałam wtedy? Czy to w ogóle ma sens po czasie, skoro emocje i dokładne sformułowania już mi trochę uciekły?
Nie, po czasie to już nie ma sensu, przynajmniej nie w tej samej formie. Notatka robiona na gorąco ma wartość, bo łapie to, co czułaś w danej chwili, jak interpretowałaś rewersy w tamtym kontekście. Tydzień później to jest już twoja rekonstrukcja, nie zapis. I właśnie dlatego warto mieć nawyk pytania zaraz po.
I tu wracamy do meritum tematu, bo właśnie rewersy są tym miejscem, gdzie intuicja podczas sesji kontra zimna głowa po czasie dają często inne wyniki. Jak nie zapiszesz od razu, co poczułaś przy odwróconej karcie, to potem i tak projektujesz na nią to, co 'powinna' znaczyć według podręcznika. A to jest błąd, który zabija kontekstowe myślenie.
Zgadzam się z tym. Miałam kilka razy tak, że wracałam do notatki i widziałam, że napisałam przy rewersie coś zupełnie innego niż to, co podręcznik sugeruje. I to było trafne. A gdybym rekonstruowała po tygodniu, pewnie napisałabym 'klasycznie'.
