Mam dziwny problem i nie wiem co o tym myśleć. Robię rozkład keltycki krzyż i za każdym razem wyciągam wyłącznie karty z kielichów. Dosłownie wszystkie dziesięć pozycji to kielichy. Raz się zdarzyło, że wylądował jeden miecz, ale reszta to znowu kielichy. Tasowałam długo, naprawdę starannie, a i tak wychodzi to samo. Czy to może coś znaczyć, czy po prostu problem z tasowaniem?
Miałam kiedyś podobną sytuację, chociaż nie aż tak skrajną - przez dłuższy czas ciągnęłam głównie miecze i pentakle. Zastanawiam się, czy sprawdzałaś jak tasujemy? Bo czasem karty sklejają się w bloki i jeśli kielichy były razem na stosie, po prostu wychodzą razem. Ale jeśli mówisz, że tasowałaś naprawdę długo, to może być coś więcej.
Zanim pójdziemy w symbolikę - jaką techniką tasujesz? Tasowanie przekładane, przeplot, czy może po prostu mieszasz na stole? Pytam, bo to naprawdę ma znaczenie. Przy tasowaniu przekładanym bloki kart mogą się utrzymywać przez dziesiątki tasowań i wcale nie jest to rzadkość.
Kielichy to żywioł wody, emocje, relacje, podświadomość. Jeśli talia uparcie pokazuje jeden kolor, część tradycji mówi, że to sygnał, że coś w tej sferze domaga się uwagi. Ale szczerze - najpierw wyłączyłbym przyczynę mechaniczną. Czy talia jest nowa? Nowe karty często mają charakterystyczne ugrupowania, bo wychodzą z pudełka posortowane.
Przepraszam że wchodzę, ale nie do końca rozumiem - czy tarot ma "zapamiętywać" poprzednie pytania i się do nich odnosić? Myślałem że każde tasowanie to świeży start. Skąd wiadomo kiedy różnica wyników to odpowiedź na zmianę sytuacji, a kiedy to po prostu losowość?
Ale to znaczy że jak zmienia się sytuacja, to powinny się zmieniać karty? Bo jeśli tak, to zmiana z kielichów na miecze i atuty może po prostu odzwierciedlać to, co się zmieniło między tymi rozkładami, nie?
Ale chwila - jeśli talia odbiera twój nastrój zamiast sytuacji, to po co w ogóle pytać o coś konkretnego? Wtedy to jest bardziej test samopoczucia niż wróżba, nie?
A mnie ciekawi coś innego. Skoro za pierwszym razem wyszło dziesięć kielichów z dziesięciu kart, to czy to w ogóle jest statystycznie możliwe bez jakiejś przyczyny w samej talii? Licząc że kielichów jest czternaście z siedemdziesięciu ośmiu kart... to jest bardzo mało prawdopodobne losowo, nie?
Czytam od jakiegoś czasu i mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy jest jakaś interpretacja tradycyjna, która mówi co oznacza całkowita zmiana koloru między kolejnymi rozkładami o tej samej sytuacji? Bo ta oscylacja kielichy-miecze brzmi jakby coś się faktycznie przestawiało.
Księżyc jako wynik niekoniecznie jest zły. Wiele osób go czyta jako "jeszcze nie czas na odpowiedź", coś jest ukryte i się nie ujawniło. W sytuacji uczuciowej to może być całkiem trafne, nie?
Wracając do tego co mnie wcześniej zastanowiło - czy ktoś spotkał się z sytuacją, gdzie nie tylko kolor, ale i typ energii (atuty kontra pip karty) zmieniał się tak drastycznie między rozkładami? Bo tu mamy i zmianę koloru, i pojawienie się dużych arkanów, których w pierwszym rozkładzie chyba nie było dużo?
Cztery atuty w jednym keltyckim krzyżu to naprawdę dużo. To proporcjonalnie znacznie wyżej niż powinno wypaść losowo. Razem z tą zmianą z kielichów na miecze to jest dość wyraźna zmiana charakteru całego rozkładu, nie tylko kolorów.
Ale w takim razie który rozkład w ogóle brać poważnie? Jeśli oba są "prawdziwe" ale tak różne, to jak zdecydować który jest bliżej sedna sprawy?
Ile to jest "wystarczająco dużo czasu"? Bo tu chyba nie ma jednej zasady, prawda?
Jedno drugiemu nie przeszkadza. Interpretacja i tak zostaje, nawet jeśli okaże się że kielichy były w bloku. To co wyszło, wyszło. Ale wiedza o talii pomoże zrozumieć czy to był sygnał czy artefakt.
No to mamy przynajmniej jakąś odpowiedź na pytanie techniczne. Ale tu pojawia się nowy wątek - skoro kielichy były w bloku, to miecze w drugim rozkładzie mogły wyjść właśnie dlatego, że talia po przetasowaniu "wyrównała się". Czyli paradoksalnie drugi rozkład mógł być bardziej losowy niż pierwszy.
A czy w ogóle jest jakaś zasada ile razy trzeba tasować? Bo ja gdzieś czytałem że wystarczy do "trzynastu" albo do jakiejś konkretnej liczby i zawsze myślałem że to jest wymóg rytualny, nie techniczny.
Problem z tym podejściem jest taki, że nie da się go zweryfikować ani obalić. Jeśli zakładamy że "energetycznie wychodzi co powinno", to każdy wynik jest z definicji poprawny i nie można już nic sprawdzić. To jest tautologia, nie metoda.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czy to nie jest tak, że to pytający ma zdecydować któremu rozkładowi ufa bardziej? Nie na podstawie techniki ale na podstawie tego co czuł podczas rozkładania? Bo intuicja chyba tu też coś znaczy.
I tu wracamy do sedna - dwa rozkłady, dwa różne kolory, jedna sprawa. Może zamiast wybierać który jest "prawdziwy", warto popatrzeć czy da się je jakoś czytać razem? Kielichy mówiły o emocjonalnej stronie sprawy, miecze o napięciu wokół niej. To nie jest sprzeczne.
Ale tu wraca problem który już był - skąd wiemy które czytać jako "teraz" a które jako "potencjał"? Jeśli żadna pozycja wprost tego nie określa, to ta interpretacja jest równie dowolna jak każda inna.
Czy czytanie keltyka bez trzymania się pozycji w ogóle daje jakiś konkretny obraz? Bo wydaje mi się że bez struktury ciężko powiedzieć co jest przeszłością a co przyszłością.
Mnie bardziej zastanawia pierwotne pytanie z tematu - że przez całe pierwsze czytanie wychodził jeden kolor, zero różnorodności. To jest coś co mi się przytrafiło raz i naprawdę dawało do myślenia. Jakby talia chciała powiedzieć jedną konkretną rzecz, bez dygresji.
To może spróbuję teraz przypisać pozycje wstecznie? Czyli wrócić do tego, co leżało na teraźniejszości, co na przeszkodzie, a co na wyniku - i tak przetłumaczyć oba rozkłady. Czy to ma sens czy naciągam?
Naciągasz, niestety. Przypisywanie znaczeń pozycji po fakcie to już interpretacja kierowana tym co chcesz zobaczyć, nie tym co karta faktycznie pokazuje w danym miejscu. Wtedy rozkład staje się tylko materiałem do potwierdzenia czegoś co już myślisz.
Mam pytanie które może brzmieć naiwnie - skoro takie błędy przy interpretacji są takie łatwe do popełnienia, to jak w ogóle ktoś bez doświadczenia ma zacząć to robić dobrze? Gdzie jest wejście do tego bez wpadania w te pułapki od razu?
...i właśnie to jest chyba clou tego wątku. Jeśli pytanie zamknięte z lękiem daje inne karty niż pytanie otwarte z ciekawością, to wracamy do sedna - ten pierwszy rozkład Teodozji, cały w kielichach, mógł wyjść dlatego że zadała pytanie z jakiegoś spokojniejszego miejsca. A drugi, pełen mieczy, z miejsca napięcia. Kolor talii może być więc odpowiedzią na stan, nie na sytuację.
