Tylko jak odróżnić 'ta sama karta bo ten sam temat' od 'ta sama karta bo mam jakiś bias przy tasowaniu'? Bo serio, zdarza mi się że ta sama karta wychodzi kilka razy pod rząd i nie wiem czy to znaczące czy ja po prostu źle mieszam.
No i tu wracamy do mojego problemu z tym wszystkim - jak nie ma pewności, to skąd wiecie, że w ogóle to ma sens interpretować? Może po prostu lubicie opowiadać sobie historie o kartach?
Myślę że ta dyskusja jest ciekawa, ale trochę nas oddala od sedna. Lucjan82 pytał o konkretną technikę - rozkład na rozkład. Czy ktoś może zaproponować jakiś konkretny układ, który do tego służy? Nawet prosty - trzy, cztery karty?
Ja bym proponowała coś prostego: cztery pozycje. Pierwsza - co łączyło te rozkłady. Druga - co widziałam. Trzecia - czego nie widziałam albo pomijałam. Czwarta - co teraz z tym zrobić. Proste, ale daje strukturę bez narzucania za dużo interpretacji.
To jest konkretne i tego mi brakowało w tym wątku - dziękuję. Mam pytanie do czwartej pozycji: 'co teraz z tym zrobić' - to nie jest trochę zbyt otwarte? Bo karta w tej pozycji może znaczyć dosłownie cokolwiek.
możesz zawęzić. Zamiast 'co zrobić' zapytaj 'w jakim kierunku patrzeć' albo 'co przyjąć z tamtego okresu'. To samo miejsce w rozkładzie, ale pytanie już filtruje interpretację. I właśnie o to chodzi - dostosowujesz pytanie do siebie, nie na odwrót.
Dobra, ale wróćmy jeszcze do tej czwartej pozycji, bo Lucjan82 ma rację, że jest zbyt otwarta. Mietowa, mówiłaś o zawężeniu pytania - ale co jeśli ktoś nie wie, jak zawęzić? Bo nie każdy wie, co tak naprawdę chce wyciągnąć z refleksji.
Opcjonalna karta? Nie słyszałam o tym podejściu. Czy to nie jest trochę jak... wybieranie co chcemy zobaczyć? Bo jak zostawiam czwartą, bo nie czuję gotowości, to może właśnie dlatego powinam ją odkryć?
Wracam tu z konkretnym problemem do tego rozkładu czterech pozycji. Próbowałem ułożyć pytania pod każdą z nich i utknąłem przy pierwszej - 'co łączyło te rozkłady'. Bo żeby to określić, muszę najpierw wiedzieć, co je łączyło, zanim wyciągnę kartę. A jak wiem, to po co karta?
Dokładnie to samo miałam na początku. Odpowiem tak: pierwsza pozycja nie jest po to, żebyś wiedział. Ona ma ci pokazać coś, czego nie zobaczyłeś sam, mimo że myślałeś, że to wiesz. Różnica jest subtelna, ale ważna.
tak. Robiłam kilka rozkładów przez dwa miesiące i myślałam, że wszystkie kręcą się wokół relacji. W pierwszej pozycji rozkładu refleksyjnego wyszła mi Cesarzowa - i nagle zobaczyłam, że to nie chodziło o relację, tylko o to, jak ja siebie w niej traktuję. Relacja była tylko opakowaniem.
To jest bardzo ciekawe i właściwie odpowiada na pytanie Lucjana82 z początku wątku. On mówił, że krążył wokół tego samego z różnymi pytaniami - i właśnie do tego służy ten refleksyjny rozkład. Żeby zobaczyć wspólny rdzeń.
Ale jak się przygotowujecie do takiego rozkładu? Czy po prostu siadacie i tasujecie, czy jest jakiś moment skupienia, intencja? Bo mam wrażenie, że do refleksyjnego rozkładu potrzeba inaczej wejść niż do zwykłego pytania.
Przepraszam że się wtrącam bo jestem tu nowa w temacie tarota, ale to co opisujecie z tymi refleksyjnymi rozkładami - to jest jak rozkład nad rozkładami? Tzn. jakby metapoziom? Chcę dobrze rozumieć bo to brzmi ciekawie ale trochę mi się miesza.
Dwa rozkłady to za mało na szukanie wzoru w sensie statystycznym, ale nie chodzi tu o statystykę. Chodzi o to, czy między nimi było coś, co cię uderzyło albo zostało. Jeśli tak, to rozkład refleksyjny ma sens nawet przy dwóch. Jeśli nie masz żadnego odczucia, że coś łączy - to faktycznie może być za wcześnie.
Wchodzę tu z boku i mam szczere pytanie. Skoro rozkład refleksyjny pokazuje to, czego nie widziałaś wcześniej - to czy to nie jest po prostu kwestia tego, że sama siebie analizujesz i przypisujesz to kartom? Bo dokładnie to samo możesz zrobić bez żadnych kart.
Słucham tej wymiany i myślę, że to nie jest tak binarne. Ja nie myślę, że karty 'mówią' w sensie dosłownym. Ale też nie traktuję ich jako czystego lustra do projekcji. To jest jakiś środek - karty tworzą przestrzeń, w której coś może się ujawnić, czego normalnie nie zauważam. Jak to nazwiesz - kwestia gustu.
Lucjan82, a możesz teraz, po tym całym wątku, powiedzieć czy już wiesz jak ułożysz ten refleksyjny rozkład? Bo rozmowa bardzo wiele wniosła, ale jestem ciekawa gdzie ty w tym jesteś.
Kasjopea, tak, wiem więcej niż przed tym wątkiem. Myślę, że zacznę od tego, o czym mówiła Terenia62 - od fizycznego powrotu do notatek. Mam je wszystkie, tylko nigdy nie spojrzałem na nie razem. Potem ułożę te cztery pozycje, które pojawiły się wcześniej w dyskusji. Ale wciąż mam wątpliwość co do pierwszej - 'co łączyło rozkłady'. Czy mam wejść w tę pozycję z jakimś konkretnym obrazem w głowie, czy raczej z czystą głową i zobaczyć co przyjdzie?
Czysta głowa jest trudna do osiągnięcia jeśli dopiero wróciłeś do notatek. Ja robiłam to tak, że czytałam notatki, odchodziłam od nich na chwilę, robiłam herbatę, cokolwiek - i dopiero wtedy siadałam do kart. Żeby nie być w środku czytania, ale żeby to zostało z tyłu głowy. Nie wiem czy to jedyna droga, ale u mnie działało.
To co opisuje Terenia62 jest bliższe temu, jak Rachel Pollack pisze o 'wewnętrznym nastawieniu' przed rozkładem - nie chodzi o pustkę, tylko o coś pomiędzy pamiętaniem a niewiedzą. Trudne do uchwycenia, ale rozpoznawalne po tym, że pytanie jest nadal otwarte. Jak masz odpowiedź zanim wyciągniesz kartę, to znak, że nie ta pora.
Ja dalej siedzę przy tym co powiedziałam wcześniej o tych dwóch rozkładach. Zrobiłam je i wróciłam do notatek jak radzono. I widzę jedną rzecz która mnie łączy - w obu wyszła mi Księżycna karta i za każdym razem ją zignorowałam. Czy to wystarczy żeby robić rozkład refleksyjny?
Macierzanka, to co opisujesz z tym niepokojem i nierozumieniem naraz - to bardzo charakterystyczne dla Księżyca właśnie. Ta karta często wychodzi tam, gdzie jest coś, czego nie chcemy zobaczyć jasno. Więc może ignorowanie jej nie było przypadkowe.
Wróćmy na chwilę do kwestii struktury rozkładu, bo mam nowe pytanie. Skoro pozycja pierwsza ma pokazywać to, czego nie widziałem - to czy powinien być jeden rozkład na wszystkie poprzednie sesje, czy może lepiej zrobić po jednym na każdą parę? Bo mam nie dwa, ale pięć rozkładów do przepracowania i zastanawiam się czy nie za dużo na raz.
Pięć na raz brzmi dla mnie jak dużo. Sama bym się bała, że nie będę w stanie utrzymać w głowie wszystkich tych obrazów jednocześnie i rozkład będzie o wszystkim i o niczym.
Lucjan82, tu nie ma jednej odpowiedzi i podejrzewam, że to zależy od tego, czy te pięć rozkładów ma ze sobą cokolwiek wspólnego tematycznie. Jeśli to była jedna sytuacja, którą badałeś z różnych stron - jeden rozkład refleksyjny ma sens. Jeśli to różne obszary życia - lepiej rozdzielić. Co to były za pytania?
to zdecydowanie jeden rozkład. Jeden temat, różne kąty - to jest właśnie materiał dla refleksyjnego układu. Jakbyś rozdzielał, to byś analizował fragmenty, a nie wzór.
