Ale czy to nie jest problem, że wszystkie te rozkłady były o relacji, więc refleksyjny też będzie o relacji? Gdzie tu metapoziom, bo trochę czuję, że to po prostu kolejny rozkład o tym samym.
To mnie zastanawia - bo jeśli refleksyjny rozkład może wyjść poza temat, to jak zadać pytanie żeby to umożliwić? Mam na myśli - czy pytanie powinno być otwarte, czy jednak zakorzenione w tym materiale który mam?
otwarte, ale nie puste. Różnica jest istotna. 'Co mi umknęło' to dobre pytanie. 'Co chcą mi powiedzieć karty' to za mało, bo odpowiedź może być wszystkim i niczym. Pytanie ma mieć punkt wyjścia w materiale, ale koniec otwarty.
I tu wchodzi ten problem z którym sama się zmagałam - jak formułujesz pytanie otwarte, ale oparte na czymś konkretnym, to i tak masz pokusę żeby odpowiadać przez pryzmat tego, co już wiesz. Jak Lucjan82 zamknie pytanie na relacji, nawet nieświadomie, to karty będą 'czytane' przez ten filtr.
A jak to zrobić praktycznie - zakryć pozycję? Przepraszam za głupie pytanie, ale nie rozumiem jak fizycznie to wygląda. Piszesz sobie karteczki z pozycjami i odwracasz je dopiero po?
Ciekawe podejście, ale mam wątpliwość - czy to nie zaburza samego procesu układania? Jak nie wiem co będzie w której pozycji, to czy rozkład w ogóle jest 'nastawiony' na właściwe pytanie?
Wracam do pytania Lucjana82 o tę strukturę - mówiliście, że jeden rozkład na pięć sesji ma sens. Ale ile pozycji powinien taki rozkład mieć? Bo mam poczucie, że pięć źródeł materiału to dużo, żeby zmieścić w trzech kartach.
Właśnie o to chciałem zapytać, tylko nie wiedziałem jak sformułować. Czy rozkład refleksyjny powinien być proporcjonalny do materiału, który interpretuje? Pięć sesji - pięć kart? Albo więcej?
Nie, nie tak. Ilość kart nie powinna zależeć od ilości poprzednich sesji, tylko od pytania. Jeśli pytasz 'czego nie widziałem', to trzy karty mogą w zupełności wystarczyć. Trzy karty skupione lepiej niż dziesięć rozmytych.
Mnie zawsze dziwiło, że ludzie myślą że więcej kart to więcej informacji. U mnie jest tak, że im więcej, tym bardziej się gubię i zaczynam łączyć rzeczy na siłę.
To nie jest ograniczenie, to jest uczciwa obserwacja własnego procesu i wiele osób by na tym skorzystało, gdyby to sobie jasno powiedziało. Pytanie do Lucjana82 - a ty ile kart byłeś w stanie utrzymać w głowie podczas poprzednich pięciu sesji? Bo to jest dobry punkt wyjścia do decyzji o rozkładzie refleksyjnym.
Zwykle robiłem rozkłady pięcio- albo siedmioelementowe. Ale przyznam, że przy siódmej karcie często już nie pamiętałem o co chodziło w pierwszej, jeśli nie miałem notatek przed oczami. Więc chyba pięć to moje maksimum.
A czy rozkład refleksyjny musi mieć inne pozycje niż te, których używało się wcześniej? Zastanawiam się czy nie można użyć tego samego układu - np. tych samych pięciu pozycji - i po prostu zmienić tylko pytanie nadrzędne.
Właśnie. I dlatego Terenia62 ma rację, że zakrywanie pozycji to jeden ze sposobów - ale tylko na etapie patrzenia. Problem wraca przy interpretacji, kiedy siadasz do opisu. Wtedy już masz wszystko odkryte i pamięć z poprzednich sesji wchodzi sama.
To jest ciekawe, bo ja notatki robiłem po, nie przed. Może dlatego mam ten problem, który opisuję - nie ma kotwicy na początku, jest tylko kotwica na końcu, kiedy już wszystko jest zinterpretowane przez kontekst tego, co pamiętam.
A jak duże są te notatki przed sesją, które robisz? Bo widzę tu pułapkę - jeśli za dużo napiszesz 'co chcesz zrozumieć', to właściwie odpowiesz sobie na pytanie zanim w ogóle sięgniesz po karty.
Wracam jeszcze do kwestii struktury rozkładu - bo mnie to najbardziej interesuje z perspektywy Lucjana82. Dobema mówiła, że trzy karty mogą wystarczyć. Ale jakie trzy pozycje? Bo 'przeszłość, teraźniejszość, przyszłość' to chyba niespecjalnie pasuje do rozkładu refleksyjnego?
A 'co mi umknęło' jako pozycja to nie jest trochę ryzykowne? Bo karty mogą wtedy pokazać cokolwiek i ty sam decydujesz, że 'a, to pasuje do poprzednich sesji'. Skąd pewność, że to odpowiedź na to pytanie, a nie coś zupełnie innego?
Mam wrażenie że to rozróżnienie między 'co mi umknęło' a 'czego nie widziałam' jest subtelne do tego stopnia, że dla niektórych osób nie robi żadnej różnicy w praktyce. Czy naprawdę takie niuanse językowe wpływają na to, co wyciągacie z kart?
Dobra, więc żeby podsumować to co rozumiem - rozkład refleksyjny nad poprzednimi sesjami powinien mieć: neutralnie sformułowane pozycje, nie więcej kart niż jestem w stanie ogarnąć (moje max to pięć), poprzedzić go jednozdaniową notatką z kierunkiem, nie odpowiedzią. Czy coś pomijam?
A co z talią? Czy powinno się uzywać tej samej talii, którą robiło się poprzednie rozkłady, czy może innej? Bo mi sie wydaje że inna talia to jakby świeże oczy, ale nie wiem czy to ma sens.
Nie wiem czy chodzi o talię samą w sobie, czy o nasze nawyki skojarzeniowe z konkretnym zestawem obrazów. Przełączenie talii może chwilowo wytrącić z automatyzmu, ale po kilku sesjach z nową talią pewnie stworzysz nowe automatyzmy. Pytanie jest głębsze - czy chodzi o karte, czy o czytającego?
Tak, i myślę że to jest sedno. Rozkład na rozkład, o którym pyta Lucjan82 w tytule wątku, to nie jest tylko inny układ kart. To jest inna relacja do materiału - bardziej obserwatorska, mniej identyfikacyjna. I to jest trudniejsze do osiągnięcia przez samą zmianę talii czy dodanie pozycji.
Mietowa, powiedziałaś 'bardziej obserwatorska' - ale jak to wygląda kiedy siedzisz nad własnym materiałem? Bo moje poprzednie sesje dotyczyły czegoś konkretnego z mojego życia. Jak mam być obserwatorem czegoś, w czym jestem środku?
To jest właśnie najtrudniejsze w rozkładzie refleksyjnym. I myślę że dlatego wiele osób tego nie robi - bo wymaga czegoś, co jest po prostu trudne. Ale nie niemożliwe. Jedna rzecz która mi pomaga to czytać własny rozkład tak jakby był czyjś. Nie zmieniać pytania - zmienić perspektywę czytającego.
To jest właśnie najtrudniejsze pytanie, które postawiłeś, i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Bycie obserwatorem własnego materiału to nie jest kwestia techniki - to jest kwestia chwilowego dystansu, który musisz stwarzać świadomie. Jedna rzecz, która mi pomaga: zanim zacznę rozkład refleksyjny, zadaję sobie pytanie 'co by powiedział ktoś, kto widzi tylko te karty, bez żadnego tła'. To wymusza inne spojrzenie. Ale czy to wystarcza? Nie zawsze.
I właśnie dlatego czytanie własnego materiału jakby był czyjś działa lepiej niż się wydaje. Ale masz rację, że to trudne. Chciałam zapytać - czy kiedy robiłeś te poprzednie sesje, zapisywałeś dokładnie co widziałeś na kartach, czy tylko interpretację? Bo to jest ogromna różnica przy refleksji.
