to jest bardzo częsty problem i myślę że większość z nas to przerabia. Interpretacja w notatkach zrasta się z 'co widziałem' i po kilku tygodniach nie sposób tego rozdzielić. Czy masz w ogóle dostęp do tych starych notatek teraz? Bo to by wpłynęło na to, jak podejść do rozkładu refleksyjnego - inaczej pracujesz z materiałem który masz, inaczej z luką gdzie materiał jest niekompletny.
A czy da się zrobić rozkład refleksyjny bez notatek? Bo ja często w ogóle nic nie zapisuję i teraz zastanawiam się czy to w ogóle ma sens próbować, skoro nie mam czego przeglądać.
Czytam ten wątek od początku i mam takie pytanie może głupie - czy to znaczy że bez dokładnych notatek tarot w ogóle słabo działa jeśli chodzi o taką refleksje? Bo ja zawsze myślałam że karty są tu i teraz, nie potrzebuja historii z poprzednich sesji.
Ale skoro pracujemy z pamięcią która jest konstruktywna, jak powiedziała Bernadka02, to może wychodzi na to że rozkład refleksyjny bez notatek to trochę wróżenie z wróżenia? Czyli interpretujemy interpretację, którą i tak zniekształcamy przez to że pamiętamy ją wybiórczo?
Dobema zapytała czy mam notatki - mam, ale niespójne. Kilka sesji z pełnymi opisami, kilka z samą interpretacją, jedna gdzie zapisałem tylko nazwy kart i pozycje bez słowa opisu. I teraz myślę że może właśnie ta ostatnia jest najbardziej użyteczna do rozkładu refleksyjnego, bo nie mam gotowej narracji którą musiałbym rozbijać.
To ciekawe odwrócenie. Czyli brak interpretacji w notatce paradoksalnie daje ci więcej przestrzeni teraz? Mogę zapytać - jakie karty były w tej sesji, przynajmniej pozycje? Nie chodzi mi o szczegóły, tylko chcę rozumieć skalę - czy to był prosty układ czy rozbudowany?
Dziesięć pozycji bez interpretacji to jest coś. Czy masz pamięć choćby tego, co czułeś kładąc te karty? Bo uczucie przy układaniu to też dane, nawet jeśli niezapisane.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wychodzi tu coś ważnego - że rozkład refleksyjny to nie jest jeden typ sesji, tylko zależy bardzo od tego co masz jako materiał wyjściowy. Lucjan82 ma kilka wariantów materiału i każdy wymagałby trochę innego podejścia?
Dobrze, przyjmuję to. Jeśli miałbym wybrać - wybrałbym tę sesję keltyckim krzyżem, właśnie dlatego że nie mam gotowej narracji. Pytanie tylko jak sformułować pozycje rozkładu refleksyjnego dla materiału, który jest 'gołymi kartami' bez kontekstu - bo zwykłe 'co widziałam, co mi umknęło, co z tego wynika' zakłada że wiem co widziałam, a ja nie wiem nawet tego.
Czekajcie, to znaczy że on będzie robił rozkład na materiał, który sam w sobie jest niezinterpretowany? To by wymagało najpierw zinterpretowania tamtego rozkładu, a potem refleksji nad interpretacją? Czy da się to w ogóle zrobić w jednej sesji?
Albo zacząć od innej sesji z notatek - tej która ma pełny opis. Wtedy przynajmniej materiał jest konkretny, nawet jeśli zmieszany z interpretacją. Lucjan82, którą sesję pamiętasz najbardziej wyraźnie, tę z samymi kartami czy którąś z opisami?
Anesja5 zapytała którą pamiętam wyraźniej - i tu mnie zaskoczyłaś, bo nie spodziewałem się że to będzie trudne pytanie. Pamiętam wyraźniej tę z samymi kartami. Może właśnie dlatego że nie ma na niej cudzej interpretacji, tylko same nazwy. Ale Terenia62 ma rację że to jest pułapka - jak zacznę ją teraz interpretować, to refleksja będzie dotyczyć mojej świeżej interpretacji, nie czegoś co powstało w czasie. Chyba muszę zdecydować czy chcę pracować z tym co było, czy z tym co teraz widzę w tamtych kartach. To nie to samo.
właśnie, i to rozróżnienie jest kluczowe. Powiedz mi jedno - czy przy tej sesji z keltyckim krzyżem pamiętasz w ogóle jakie miałeś pytanie do kart? Bo jeśli tak, to masz jednak jakiś kontekst, nawet bez notatki.
To zmienia sprawę trochę. Masz więc: pytanie w głowie, nazwy kart w pozycjach, zero interpretacji pisanej. To jest zupełnie inny punkt startowy niż myślałam wcześniej. Lucjan82 - czy te karty cokolwiek ci teraz mówią, na sucho, bez patrzenia na zapisane pozycje? Czy pamiętasz w ogóle co było w centrum krzyża?
Właśnie to jest sedno problemu z rozkładem refleksyjnym bez dokumentacji - nie wiesz co jest wspomnieniem a co jest późniejszą konstrukcją. I tu naprawdę nie ma dobrego rozwiązania metodologicznego, szczerze mówiąc. Ale mam pytanie do Lucjan82: czy ta decyzja zawodowa, o którą pytałeś, już się rozstrzygnęła?
A to jest już inne pytanie niż to z czym zaczęłeś ten temat. Bo tu już nie chodzi o 'jakie wnioski płyną z poprzednich doświadczeń' w sensie ogólnym, tylko o weryfikację konkretnej sesji przez pryzmat tego co się stało potem. Czy tak to rozumieć?
Ale jak się w ogóle pilnuje żeby nie wpaść w to potwierdzające myślenie podczas samej sesji? Pytam serio bo mam wrażenie że to jest pułapka której nie da się całkiem uniknąć jak się wie co się wydarzyło po drodze.
Dobre pytanie i chyba nie byłem wobec siebie do końca precyzyjny. Nie chodzi mi o weryfikację tamtej decyzji. Chodzi mi raczej o to czy byłem wtedy jako czytający kartach w stanie naprawdę 'słyszeć' co rozkład mi mówił, czy robiłem sesje mechanicznie. I nie wiem czy rozkład refleksyjny w ogóle na to może odpowiedzieć.
To brzmi bardziej jak pytanie o własną praktykę niż o konkretną sesję. Jakby temat był nie 'co tamten rozkład znaczył' tylko 'jak ja wtedy pracowałem z kartami'. Czy to ma sens?
