Od roku zajmuję się wizualizacją i zastanawiam się, czy moja praktyka jest wystarczająca. Robię to po 10 minut rano, tuż po przebudzeniu. Ale efekty przychodzą powoli, naprawdę powoli. Niektóre rzeczy manifestowały się po miesiącach, inne w ogóle. Jak to u was wygląda? Ile czasu poświęcacie na jedną sesję?
To zależy co chcesz osiągnąć. Ja na przykład pracuję z wizualizacją procesową - czyli wyobrażam sobie kroki, które muszę podjąć, a nie tylko końcowy rezultat. U mnie to działa lepiej. 10 minut to niewiele, ale jeśli robisz to systematycznie, powinno wystarczyć. Częstotliwość ma większe znaczenie niż długość sesji.
A ja miałam odwrotnie - jak zaczęłam wizualizować dłużej, to gdzieś po 30 minutach zaczęło mi się wszystko rozmywać. Mam wrażenie, że przesadzam wtedy z tym. Teraz robię dwie krótkie sesje dziennie, rano i wieczorem, po 7-8 minut każda.
@Simma Problem nie leży w czasie, tylko w jakości. Możesz siedzieć godzinę i mechanicznie sobie wyobrażać, że masz nowy samochód, ale jeśli nie ma w tym emocji, to nic się nie wydarzy. Podświadomość reaguje na uczucia, nie na suche obrazy.
Właśnie to chciałam napisać! U mnie wizualizacja zaczęła działać dopiero gdy przestałam się skupiać na "widzeniu" obrazu, a zaczęłam to CZUĆ. Nawet jak obraz był mglawiczny, ale emocje były silne - efekty przychodziły szybciej.
Jestem w stanie wizualizować godzinę bez problemu, ale to kwestia treningu. Na początku nie byłem w stanie utrzymać uwagi dłużej niż 5 minut. Z czasem buduje się ta umiejętność, mózg się przyzwyczaja. Teraz mogę wchodzić w stan alfa prawie natychmiast.
Ja praktykuję od trzech miesięcy i dopiero teraz zaczynam widzieć jakieś efekty. Pierwsze 6 tygodni to była walka - nie mogłam się skupić, obraz był mętny, ciągle mi myśli uciekały. Teraz jest lepiej, ale nadal to praca.
Ale czy nie ma tutaj pułapki myślenia "za 21 dni zobaczę efekty"? Bo to tworzy oczekiwania, a oczekiwania blokują manifestację. Im bardziej się przywiązujemy do rezultatu, tym trudniej mu się pojawić.
Dlatego ja zawsze kończę sesję wdzięcznością. Jakbym już dostał to, o czym wizualizuję. Ten shift w podejściu zmienił wszystko. Przestało być "kiedy w końcu", a zaczęło być "dziękuję, że już jest".
