Trochę mnie ten pomysł kręci, bo sam zdarzyło mi się wpaść w pętlę pytań do kart. Chodzi o to, żeby zrobić rozkład na temat tego, co wynikało z poprzednich rozkładów? Jeśli tak, to czy masz konkretne pytanie, które chcesz zadać, czy raczej szukasz jakiegoś ogólnego wglądu w to, jak interpretowałeś karty wcześniej?
Ciekawy pomysł, ale nie do końca rozumiem intencji. Bo jedno to zrobić rozkład refleksyjny, czyli np. trzy karty: co mi te poprzednie karty chciały powiedzieć, co zignorowałem, co teraz wiem. A co innego to pytać karty o to, kiedy w ogóle sięgnąć po karty. To drugie wydaje mi się trochę bez sensu, bo karta ci powie, że masz poczekać, i co wtedy - czekasz?
A może chodzi o coś prostszego? Że jak już masz wyniki z poprzednich rozkładów, to robisz nowy układ i pytasz karty jak je rozumieć? Bo ja czasem nie wiem co dana karta miała znaczyć i wtedy ciągne kolejną jako wyjaśnienie. Czy to nie jest właśnie rozkład na rozkład?
Przepraszam że się wtrącę, bo jestem zielona z tarota, ale mam pytanie - a czy karty w ogóle mogą odpowiadać na pytania o siebie? Trochę jakby zapytać nóż czym jest nóż. Czy to nie jest jakiś paradoks?
Hmm, ale czy to nie jest właśnie ryzykowne? Bo jeśli pytam kart o to, jak rozumiałam poprzednie karty, to wynik zależy od mojego aktualnego stanu. A może mój aktualny stan jest zupełnie inny niż wtedy gdy robiłam tamten rozkład. I co wtedy mam z tym zrobić?
Dobra, ale wróćmy do konkretów, bo trochę odpływamy. Ktoś miał dobry pomysł jak taki rozkład refleksyjny w ogóle ułożyć? Bo jedna karta to za mało, a keltski krzyż na pytanie o poprzedni keltski krzyż to chyba lekka przesada.
Czytam ten wątek i mam jeden problem z całym tym pomysłem. Jak możecie wiedzieć, że karty w ogóle cokolwiek mówią o poprzednich kartach, a nie po prostu losowo trafiają? Nie chcę być złośliwa, po prostu nie rozumiem podstawy tego myślenia.
Mam pytanko do Bernadka02 - ten rozkład co zaproponowałaś, pięciokartowy, to go ktoś wymyślił czy to twój własny pomysł? Szukam czegoś gotowego bo sama nie czuję się pewnie z tworzeniem własnych układów.
Właśnie - intencja pozycji to klucz. Jeżeli autor tematu chce zrozumieć wnioski z poprzednich doświadczeń, to pierwsza rzecz jaką bym zrobiła to zapisanie, co pamiętam z tamtych rozkładów, zanim w ogóle sięgnę po karty. Bo inaczej nowy rozkład miesza się z tym starym i trudno oddzielić co skąd.
Obserwuję ten wątek od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że nikt nie zapytał o jedną rzecz - czy te poprzednie rozkłady w ogóle dotyczyły tego samego pytania? Bo inaczej wygląda refleksja na temat jednego wątku, który ciągnie się przez kilka rozkładów, a inaczej próba podsumowania różnych pytań naraz.
Ja tylko dopowiem, że kiedyś próbowałam coś podobnego i skończyłam na tym, że miałam więcej pytań niż wcześniej. Ale może to nie wada, może właśnie to jest cel takiego rozkładu - nie odpowiedź, tylko lepsze pytanie?
Dobry punkt, Filomena.2. Właśnie o to mi chodzi - że może celem tego całego ćwiczenia nie jest zamknięcie jakiegoś rozdziału, tylko znalezienie lepszego pytania na kolejny etap. Bo jak patrzę na swoje poprzednie rozkłady, to widzę, że każdy z nich zostawiał jakiś niedokończony wątek. I teraz zastanawiam się, czy te wątki się ze sobą łączą, czy są zupełnie osobne.
To co opisuje Lucjan82 to jest właśnie klasyczny problem z seryjnymi rozkładami - nie wiesz, czy patrzysz na jeden temat w różnych odsłonach, czy na kilka różnych tematów, które tylko tobie wydają się połączone. Zanim w ogóle ułożysz ten refleksyjny rozkład, musiałbyś chyba odpowiedzieć sobie na to pytanie. Bo metoda będzie inna w każdym z tych przypadków.
Ale czy to nie jest tak, że jak zapisujesz z pamięci, to i tak filtrujesz przez obecny stan? Czyli pamiętasz to, co teraz jest dla ciebie ważne, a nie to, co było ważne wtedy. I ten rozkład, który potem zrobisz, też będzie oparty na tym zniekształconym wspomnieniu. Nie wiem czy to w ogóle daje się obejść.
Właśnie - i jak w ogóle odróżnić 'zapomniałam bo przestało być ważne' od 'zapomniałam bo nie chciałam pamiętać'? Pytam serio, nie retorycznie, bo sama mam tendencję do pomijania kart, które mi się nie podobają.
A jak macie te notatki, to w jakiej formie? Bo ja próbowałam prowadzić dziennik tarota, ale po kilku rozkładach przestałam, bo nie wiedziałam jak to strukturyzować. Czy wystarczy zapisać same karty i pozycje, czy trzeba pisać też co się wtedy czułam?
Wracając do pytania Lucjana82 - bo chyba trochę odpłynęliśmy - czy ktoś w ogóle próbował zrobić taki rozkład na poprzednie doświadczenie i może powiedzieć jak to wyglądało w praktyce? Teoria jest, ale ciekawi mnie jak to się rozgrywa przy stole.
Ja próbowałam coś podobnego. Miałam trzy rozkłady z jednego okresu, wszystkie dotyczyły tej samej sytuacji. Zrobiłam nowy układ z pytaniem 'co te trzy rozkłady razem mi mówiły, czego nie widziałam'. Wyciągnęłam pięć kart. I była tam jedna karta, która pojawiła się we wszystkich poprzednich rozkładach - dosłownie ta sama. Zbieżność? Może. Ale mnie to dało do myślenia.
Hierofant. Za pierwszym razem wzięłam go jako zewnętrzny autorytet, który mi coś narzuca. Za trzecim - już jako sygnał, żebym sama zaufała własnej wiedzy. A w tym refleksyjnym rozkładzie zobaczyłam go jako spoiwo - że te trzy rozkłady dotyczyły tego samego napięcia między tym, co mi mówiono a tym, co sama czułam.
Nie chcę psuć nastroju, ale to co Dobema opisuje można tłumaczyć tak: wyciągnęłaś tę samą kartę przez przypadek, a opowieść, którą do tego dopasowałaś, była już gotowa w twojej głowie. Skąd wiadomo, że karty to 'pokazały', a nie że sama to sobie powiedziałaś?
Marlenka50 pyta o coś ważnego, ale chyba od złej strony. Bo pytanie nie jest 'skąd wiadomo że to nie przypadek', tylko 'co mi to dało'. I Dobema odpowiedziała - dało jej nowe spojrzenie na stary temat. Czy to wystarczający powód żeby to robić?
Mam pytanko bo chyba nie rozumiem - rozkład refleksyjny to jest jedno pytanie do kart o wszystkie poprzednie rozkłady naraz, tak? Czy każdy poprzedni rozkład pyta się osobno? Bo jak mam ich kilka na różne tematy to chyba musiałabym robić kilka nowych, żeby to miało sens?
Wróćmy na chwilę do tego co mówiła Dobema - bo mnie to cały czas chodzi po głowie. Hierofant jako spoiwo. Zastanawiam się, czy to nie jest tak, że właśnie dlatego robimy ten refleksyjny rozkład, żeby dostać jedną kartę-klucz do całości. Taką, która nazywa to, co było rozrzucone.
to brzmi ładnie, ale skąd wiesz, że taka karta w ogóle się pojawi? Bo możesz wyciągnąć pięć kart i żadna nie da ci poczucia 'to jest klucz'. I co wtedy?
Mam, i to nieraz. Robiłam rozkład z pytaniem o poprzedni okres, wychodziły karty, które zupełnie nie nawiązywały do niczego z tamtego czasu - przynajmniej tak mi się wydawało. Potem po kilku tygodniach rozumiałam. Ale to nie jest komfortowe doświadczenie w momencie samego rozkładu.
Szczerze? Chyba szukam jakiegoś wzoru. Nie tyle zamknięcia, co nazwania. Mam wrażenie, że kilka ostatnich rozkładów krążyło wokół tego samego, ale inaczej zadawałem pytania i jakby nie mogłem tego zobaczyć wprost.
To co opisujesz to jest właśnie ten moment, kiedy warto się zatrzymać. Nie robić kolejnego rozkładu od razu, tylko najpierw sprawdzić, czy pytania które zadawałeś były naprawdę różne, czy tylko inaczej sformułowane.
